Na Nintendo Switch 2 widzimy coraz więcej tytułów, które na swoich pierwotnych platformach wymagały całkiem mocnego sprzętu. Do tej kolekcji dołącza kolejny soulslike, czyli Lies of P od NEOWIZ. Miałem już okazję przejść tę produkcję na PlayStation 5, więc mniej więcej wiem, czego mogę się po niej spodziewać. Tym razem jednak najważniejsze pytanie brzmi inaczej: czy Switch 2 poradzi sobie z mrocznymi ulicami Krat, hordami marionetek i całą resztą atrakcji przygotowanych dla naszego mechanicznego Pinokia? Czas więc ponownie trochę pokłamać, trochę poumierać i sprawdzić, co z tego wszystkiego wyszło.

Pinokio, ale nie ten znany z powieści
Każdy zapewne słyszał choć trochę o Pinokiu autorstwa Carla Collodiego, którego głównym bohaterem jest drewniany pajacyk marzący o tym, by zostać prawdziwym chłopcem. W Lies of P podobieństwa widać od razu. Również mamy kukiełkę, choć tym razem nie wyrzeźbioną z drewna, lecz stworzoną z mechanicznych części. Jej twórcą jest oczywiście nie kto inny jak Geppetto. To jednak dopiero początek nawiązań do znanej historii. Akcja gry rozgrywa się w mieście Krat, którego rozwój napędzały marionetki zasilane tajemniczą substancją zwaną Ergo. Niegdyś dobrze prosperujące miasto zostało jednak dotknięte serią katastrof. Zaraza petryfikacji powodowała śmierć mieszkańców, a jakby tego było mało, marionetki nagle wpadły w szał i zaczęły masowo mordować ludzi. Nasz główny bohater budzi się w samym środku tego chaosu, w pociągu stojącym na stacji. Nie pozostaje więc nic innego, jak zakasać mechaniczne rękawy i spróbować posprzątać ten cały bajzel.
Od pierwszych minut gry można zauważyć, że ta przeprawa nie będzie radosną sielanką. Niemal od razu zostajemy wrzuceni do walki i musimy zmierzyć się z oszalałymi kukiełkami. Już na pierwszy rzut oka widać też charakterystyczne elementy soulslike’a. Mamy pasek zdrowia, wytrzymałość, walutę pełniącą jednocześnie rolę doświadczenia, rozwój statystyk, bronie, elementy wyposażenia i system wagi. Jednym z elementów, które odróżniają Lies of P od klasycznych przedstawicieli gatunku, jest możliwość wyboru poziomu trudności. Dzięki temu gra może być znacznie bardziej przystępna dla osób, które dopiero chcą sprawdzić, czy soulslike’i są w ogóle dla nich. Rozwiązanie to wzbudzało pewne dyskusje, ale osobiście uważam je za strzał w dziesiątkę. Pozwala skupić się nie tylko na historii, lecz także stopniowo oswoić się z wymagającym systemem walki. Co więcej, poziom trudności można zmienić w dowolnym momencie, nawet podczas starcia z przeciwnikami. Nie trzeba więc podpisywać cyrografu z wybranym ustawieniem na całą grę.

Soulslike, który mnie zaimponował
Przedzierając się przez kolejne lokacje, cały czas czułem się nakręcony na odkrywanie nowych broni, spotkania z przeciwnikami, tworzenie własnych buildów i ponowne poznawanie historii Lies of P. Wraz z postępami otrzymujemy dostęp do szerokiego arsenału, a każda broń ma swój własny charakter. Znajdziemy tu zarówno szybkie sztylety, jak i wielkie miecze czy ciężkie topory. Osobiście jestem zwolennikiem statystyk związanych ze zręcznością, dlatego skupiłem się na szybszych broniach. Pozwalały mi sprawnie atakować, wycofywać się i w razie potrzeby skutecznie bronić. Sam system walki jest dość prosty do zrozumienia. Mamy lekkie i mocne ataki, a każdy oręż posiada dwie przypisane umiejętności, które wykorzystują paski Baśni. Do obrony służą przede wszystkim uniki oraz blok. Ten drugi pozwala znacząco ograniczyć otrzymywane obrażenia, a część utraconego zdrowia możemy odzyskać, szybko odpowiadając kontratakiem. Dzięki temu nawet zwykła wymiana ciosów wymaga odrobiny wyczucia i nie sprowadza się wyłącznie do panicznego turlania się po podłodze.
Najbardziej spodobała mi się jednak mechanika perfekcyjnego parowania. Przy odpowiednim wyczuciu czasu możemy nie tylko zneutralizować atak przeciwnika, ale w niektórych przypadkach również dosłownie zniszczyć jego broń, ograniczając tym samym jego możliwości ofensywne. System bardzo mocno nagradza dobry timing i nie będę ukrywał, że satysfakcja z poprawnie wykonanego parowania jest ogromna. Dzięki temu nawet starcia ze zwykłymi przeciwnikami potrafią dawać sporo frajdy. Dla mnie walka jest najmocniejszym elementem Lies of P i jednym z głównych powodów, dla których tak dobrze bawiłem się podczas całej przygody. Warto również wspomnieć o Stargazerach rozsianych po świecie gry. Pełnią one rolę punktów odpoczynku, pozwalają odzyskać siły i przenieść się do innych odkrytych lokacji. To właśnie przy nich najczęściej zatrzymamy się na chwilę przed kolejną wyprawą w nieznane. A potem oczywiście wrócimy po swoje Ergo, które chwilę wcześniej z pełnym przekonaniem zostawiliśmy pod nogami przeciwnika.

Wypicuj moją broń – złóż swoje narzędzie zagłady
Jednym z ciekawszych elementów Lies of P jest możliwość rozkładania zwykłych broni i łączenia ich z innymi rękojeściami. Dzięki temu możemy w dużym stopniu dopasować oręż do własnego stylu gry i rozwijanych statystyk. Chcielibyśmy, żeby wielki topór lepiej współgrał z Techniką? Nie ma problemu. A może sztylet z rękojeścią pasującą do zupełnie innego buildu? Śmiało. Kombinacji jest naprawdę sporo i nic nie stoi na przeszkodzie, żeby trochę poeksperymentować. Bronie zdobywane za pokonanie bossów nie pozwalają na takie rozbieranie, więc tutaj pole manewru jest już bardziej ograniczone. W przypadku zwykłego uzbrojenia można jednak stworzyć naprawdę osobliwe konstrukcje. Kto zabroni połączyć niewielką rękojeść z ogromnym ostrzem topora? Ja na pewno nie. Jeśli działa i przeciwnik przestaje się ruszać, najwyraźniej eksperyment zakończył się sukcesem.
W walce pomaga nam również Ręka Legionu, która może pełnić zarówno rolę ofensywną, jak i wspierać nas w bardziej defensywnym stylu gry. Połączenie broni, jej konfiguracji, statystyk oraz dodatkowych możliwości bohatera daje sporo przestrzeni do budowania własnego sposobu walki. Dzięki temu starcia długo pozostają angażujące, a podczas pojedynków z bossami swoje robi również oprawa muzyczna. Pozostaje więc próbować, ginąć, zmieniać taktykę i próbować ponownie, aż w końcu znajdziemy ten właściwy sposób na przeciwnika. Na najwyższym poziomie trudności Lies of P potrafi solidnie dać popalić, a licznik śmierci szybko zaczyna żyć własnym życiem. Tym większa jest jednak satysfakcja, gdy po kolejnej próbie boss wreszcie pada na ziemię.

Kłamstwa mają krótkie nogi? Otóż nie tym razem!
Nasz główny bohater nie jest zwykłą marionetką. Ma własną wolę i potrafi kłamać, mimo że obowiązujące zasady mówią jasno, że marionetki nie powinny być do tego zdolne. Co ciekawe, każde takie kłamstwo stopniowo przybliża go do człowieczeństwa. W trakcie historii wielokrotnie stajemy przed decyzjami, które wpływają na rozwój bohatera i to, jak bardzo zbliży się do bycia prawdziwym człowiekiem. Wybory mają również znaczenie dla zakończenia, które zobaczymy pod koniec przygody. W przeciwieństwie do oryginalnej powieści Collodiego tutaj kłamstwo nie oddala Pinokia od człowieczeństwa. Wręcz przeciwnie – może być jednym z kroków, które właśnie do niego prowadzą.
Crème de la crème – bossowie
Najwięcej frajdy i satysfakcji czeka nas podczas największych starć. Każdy z potężniejszych przeciwników posiada własny zestaw ataków i charakterystyczne mechaniki. Wraz z kolejnymi rozdziałami robi się coraz trudniej, pojawiają się bardziej skomplikowane sekwencje, a niektórzy bossowie potrafią zaskoczyć kolejnymi fazami. Ich design w większości bardzo przypadł mi do gustu i rzadko miałem poczucie, że któreś starcie jest po prostu niesprawiedliwe. Najczęściej problem leżał gdzie indziej – po mojej stronie ekranu. Sama konstrukcja świata jest dość liniowa. Nie znajdziemy tutaj ogromnego, otwartego terenu znanego chociażby z Elden Ring. Nie uważam tego jednak za wadę. Lokacje nadal zachęcają do eksploracji, szukania bocznych przejść i podziwiania ponurego krajobrazu Krat. Dzięki bardziej zwartej strukturze gra potrafi też sprawnie prowadzić nas od jednego większego starcia do kolejnego.


Obecnie do dyspozycji graczy są trzy poziomy trudności. Nie było tak jednak od początku. W premierowej wersji Lies of P z 2023 roku funkcjonował jeden podstawowy poziom, a dwa łatwiejsze warianty zostały dodane później wraz z aktualizacją wydaną przy premierze Overture. Najłatwiejszy wariant skierowany jest przede wszystkim do osób, które chcą poznać historię bez konieczności ciągłego odbijania się od kolejnych przeciwników. Środkowy stanowi kompromis pomiędzy bardziej fabularnym podejściem a pierwotnym poziomem wyzwania. Moim zdaniem właśnie on jest świetnie wyważony dla osób, które chcą poczuć charakter soulslike’a, ale niekoniecznie mają ochotę oglądać ekran śmierci częściej niż samą grę.
Jeszcze więcej contentu! Przygoda z Overture
Lies of P: Complete Edition zawiera również fabularny dodatek Overture, który zabiera nas do wydarzeń z przeszłości miasta Krat. W porównaniu z podstawową wersją gry DLC wprowadza jeszcze ciekawsze bronie, nowych przeciwników, większe wyzwania i przede wszystkim dużo cier… znaczy zabawy! Szczególnie spodobała mi się oprawa śnieżnych lokacji oraz świeże elementy wprowadzone do rozgrywki. Dodatek skutecznie zachęcił mnie do eksperymentowania z nowymi rodzajami oręża i szukania kolejnych kombinacji. Ciężko byłoby mi wybrać nawet dwie ulubione bronie, bo każda z nich potrafi zaoferować coś ciekawego. Wszystko zależy od tego, jaki styl walki preferujemy i jak zbudowaliśmy naszego bohatera. Krótko mówiąc, znowu miałem powód, żeby grzebać w ekwipunku zamiast grzecznie iść dalej z fabułą.
Dostęp do Overture otrzymujemy dopiero na późniejszym etapie podstawowej przygody. Warto się jednak wcześniej dobrze przygotować, bo przeciwnicy w dodatku zdecydowanie nie witają nas herbatą i ciastkiem. Potrafią mocno dać w kość, dlatego lepiej wejść tam z rozwiniętą postacią i arsenałem, któremu naprawdę ufamy.


Wydajność nie jest tu do zakłamania
W grach akcji jednym z najważniejszych elementów jest dla mnie wydajność. Ciężko czerpać przyjemność z wymagających starć, jeśli nierówny klatkaż bardziej testuje naszą cierpliwość niż sam boss. Na szczęście Lies of P nie ma z tym większego problemu. Do dyspozycji otrzymujemy trzy tryby graficzne: Skupiony na wydajności, Zrównoważone oraz Skupiony na jakości. Dzięki temu możemy zdecydować, na czym zależy nam najbardziej. Gra potrafi działać płynnie w 60 klatkach na sekundę, co było dla mnie bardzo pozytywnym zaskoczeniem. Oczywiście wiąże się to z pewnymi kompromisami. Tekstury nie zawsze prezentują się idealnie, a na krawędziach można zauważyć trochę poszarpania. Jeśli jednak bardziej zależy nam na jakości obrazu, możemy skorzystać z trybu Zrównoważonego lub Skupionego na jakości kosztem części płynności. W tych wariantach produkcja może wyglądać naprawdę dobrze. Osobiście zdecydowanie wolę jednak płynniejszą rozgrywkę i cieszę się, że deweloperzy dali graczom taki wybór.
Nie obyło się przy tym bez drobnych mankamentów. Ekrany ładowania mogą czasami trwać trochę dłużej, a przy bardzo szybkim obracaniu kamerą zdarzało mi się zauważyć elementy otoczenia, których tekstury potrzebowały krótkiej chwili na doczytanie. Nie wpływało to jednak znacząco na samą rozgrywkę i traktuję to raczej jako techniczny niuans, który po prostu rzucił mi się w oczy. Ogólnie wydajność zarówno w trybie stacjonarnym, jak i przenośnym wypada bardzo dobrze. Zdarzały się miejsca, w których można było odczuć niewielkie spadki płynności, ale co najważniejsze, nie zauważyłem ich podczas walk z bossami. Najczęściej pojawiały się w bardziej rozbudowanych lokacjach, szczególnie w Overture, gdzie gra korzystała z bardziej intensywnego oświetlenia, dymu i dodatkowych efektów. W najważniejszych momentach Switch 2 trzymał jednak fason, a właśnie tego oczekuję od takiej produkcji.

Pinokio może kłamać, ale fakty tego nie robią
Rzucam kości na stół i być może zabrzmi to nieco kontrowersyjnie, ale Lies of P jest aktualnie najlepszym soulslike’em, w jakiego miałem okazję zagrać na Nintendo Switch 2. Zarówno niedzielni, jak i doświadczeni gracze mogą sięgnąć po ten tytuł i dobrze się przy nim bawić. To ogromna zaleta, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę przystępność tego gatunku. Mechanicznie Lies of P idealnie trafia w mój styl gry. System walki daje mi ogromną satysfakcję, historia potrafi wciągnąć, a oprawa wizualna nadal cieszy oko. Bardzo dobrze wypada również muzyka. Soundtrack świetnie współgra z klimatem świata i potrafi nadać odpowiedniego ciężaru zarówno eksploracji, jak i najważniejszym starciom. Krótko mówiąc – miód dla uszu.
Czy Lies of P ma jakieś wady? Oczywiście, że tak, ale w moim przypadku są to raczej drobne niedogodności. Polskie tłumaczenie momentami brzmi dość koślawo, a wydajność w niektórych lokacjach nie zawsze pozostaje idealnie stabilna. Ciężko mi jednak wskazać coś, co rzeczywiście uprzykrzałoby mi rozgrywkę. Zawartości jest tutaj mniej niż chociażby w Elden Ring, ale paradoksalnie właśnie bardziej zwarta konstrukcja sprawiła, że bawiłem się znacznie lepiej. Lies of P: Complete Edition nie próbuje zatrzymać gracza na siłę setkami aktywności. Zamiast tego oferuje konkretną, dobrze poprowadzoną przygodę, świetny system walki i solidną porcję zawartości w postaci Overture. Pinokio może więc kłamać do woli, ale jedno jest dla mnie pewne – na Switchu 2 ta przygoda zdecydowanie się udała.
Cena w eShopie: 249,99 zł
Podziękowania dla NEOWIZ za dostarczenie gry do recenzji.
Redaktor
Damian "Dadaista" Filipkiewicz
Z zamiłowaniem śledzę wszystkie informacje i pogrywam różne produkcje na Nintendo Switch, PC oraz PlayStation. Nie mam ulubionego gatunku gier, a przez te lata przewinęły się dziesiątki, z którymi świetnie się bawiłem. Zręcznościówki, strzelanki, karcianki, strategie, RPG'i, bijatyki, horrory nie są mi straszne. Na co dzień pracuję jako programista. Lubię kawę z mlekiem, a moim spirit animal jest Gengar.