Kiedy dziewięć lat temu zaprezentowano światu zwiastun pierwszej generacji Nintendo Switch, pierwszą ujawnioną grą od zewnętrznego dewelopera było The Elder Scrolls V: Skyrim. Choć w momencie premiery na tej hybrydowej konsoli gra miała już na karku sześć lat, sama wizja ogrywania tak potężnego, otwartego świata RPG w trybie przenośnym wydawała się czymś absolutnie przełomowym. Nikogo nie powinno więc dziwić, że The Elder Scrolls IV: Oblivion Remastered ostatecznie trafia na ekrany Nintendo Switch 2, nieco ponad rok po swoim debiucie na innych platformach docelowych. Dla wielu fanów to spełnienie wieloletnich marzeń o powrocie do klasycznego Cyrodiil w dowolnym miejscu i czasie, choć – jak to często w przypadku tego studia bywa – jest to powrót równie fascynujący, co technicznie wyboisty.
ㅤ
Początek epickiej podróży!
ㅤ
Gra otwiera się słynnym, zapadającym w pamięć monologiem cesarza Uriela Septima VII – postaci doskonale znanej weteranom serii. Władca u schyłku swojego życia dręczony jest koszmarami zwiastującymi nadciągającą wojnę. Jego sny ostrzegają, że siły mrocznego wymiaru tylko czekają, by przełamać barierę oddzielającą ich świat od krainy Tamriel. W tych samych wizjach cesarz dostrzega jednak bohatera, który ma ocalić królestwo. Los chce, że tym wybawcą jesteś ty – bezimienny więzień, którego cela okazuje się jedyną drogą ucieczki dla zdesperowanego władcy po tym, jak wszyscy jego synowie padli ofiarą skrytobójców. W swoich ostatnich chwilach Uriel Septim powierza ci potężny artefakt – Amulet Królów – wyznając, że istnieje jeszcze jeden, ukryty potomek tronu. Twoim zadaniem jest go odnaleźć.
ㅤ

ㅤ
Dla kogoś, kto wcześniej spędził setki godzin w Morrowindzie na PC, a od Skyrima na pierwszej generacji Switcha odbił się ze względu na specyficzną, szaroburą oprawę wizualną, The Elder Scrolls IV: Oblivion Remastered na Nintendo Switch 2 okazuje się strzałem w dziesiątkę. Moment, w którym po raz pierwszy opuszczasz mroczne, startowe kanały i twoim oczom ukazuje się zalany słońcem, malowniczy krajobraz Cyrodiil, wciąż robi kolosalne wrażenie. To właśnie tutaj, w pierwszych minutach po odzyskaniu wolności, gra zdradza swoją największą siłę: absolutną swobodę.
ㅤ

ㅤ
Narodziny bohatera
ㅤ
Zanim jednak wyruszysz na ratunek Cyrodiil, musisz stworzyć swoje wirtualne alter ego. Słynny kreator postaci doczekał się w remasterze sporych wizualnych usprawnień – modele twarzy wyglądają znacznie bardziej ludzko, choć dziesiątki rygorystycznych suwaków wciąż pozwalają na wykreowanie groteskowych koszmarków, jeśli tylko mamy na to ochotę. Gra oddaje nam do dyspozycji dziesięć klasycznych ras (od widzących w ciemnościach Khajiitów po odpornych Nordów), wybór znaku zodiaku gwarantującego unikalne bonusy, a przede wszystkim – ogromną swobodę w definiowaniu klasy postaci. Możemy skorzystać z gotowych profesji lub stworzyć własną, wybierając główne atrybuty oraz siedem kluczowych umiejętności, których używanie będzie bezpośrednio napędzać nasz awans na kolejne poziomy doświadczenia. Co jednak najważniejsze i niezwykle przyjazne, tuż przed samym wyjściem z mrocznych kanałów na powierzchnię, gra daje nam ostateczną szansę na darmową, całkowitą zmianę wszystkich podjętych dotąd decyzji, pozwalając bezstresowo przetestować nasz pomysł na bohatera w praktyce.
ㅤ

ㅤ
Świat pełen tajemnic
ㅤ
Jeśli twoim jedynym punktem odniesienia jest Skyrim, w Oblivionie znajdziesz jego bezpośredni pierwowzór, choć zrealizowany w nieco innej skali. Cyrodiil to kraina tętniąca życiem i zachwycająca różnorodnością – rozległe tereny wiejskie i skaliste wzgórza płynnie przechodzą tu w gęste lasy, wartkie rzeki, niewielkie wioski oraz potężne cytadele. Główny wątek fabularny pcha cię do przodu, ale konstrukcja świata sprawia, że niezwykle łatwo zboczyć z wyznaczonej ścieżki. Świat jest tak gęsto usiany zawartością, że niemal za każdym rogiem kryje się coś wartego zbadania: obozy bandytów, ukryte lochy czy tytułowe wrota Oblivionu.
To właśnie w zadaniach pobocznych gra lśni najjaśniejszym blaskiem. Rozwiązywanie skomplikowanych zagadek kryminalnych z morderstwem w tle czy desperackie poszukiwanie lekarstwa na własny wampiryzm to tylko ułamek niespodzianek, jakie przygotowali twórcy. Ta niesamowita aura tajemniczości sprawia, że świat wydaje się żyć własnym życiem. Mechanika wchodzenia w interakcje z otoczeniem i rozbudowane questy sprawdzają się tu doskonale, a dodatki fabularne zostały wplecione w główną oś gry tak gładko, że bez dogłębnej znajomości pierwowzoru trudno zauważyć, gdzie kończy się podstawka, a zaczyna DLC.
ㅤ

ㅤ
Niestety, iluzja spójnego świata bywa brutalnie przerywana przez błędy lokalizacyjne i niespójności w tłumaczeniu. Znakomitym przykładem jest sytuacja przy jednej z kluczowych bram. Dziennik zadań oraz postać niezależna instruują, aby wypowiedzieć konkretne hasło. Jednak po dotarciu na miejsce, gra oferuje do wyboru jedynie milczenie lub kwestię dialogową brzmiącą zupełnie inaczej niż ta w notatniku. Paradoksalnie to właśnie ta „błędna” opcja okazuje się właściwa, ale takie sytuacje zmuszają do ciągłego, wręcz kompulsywnego tworzenia szybkich zapisów w obawie przed zepsuciem postępu questa.
ㅤ
Walka i uroki zbieractwa…
ㅤ
Mechanika walki w Oblivionie zestarzała się w sposób specyficzny, ale dla wielu graczy ta archaiczność jest paradoksalnie ogromną zaletą. Starcie z przeciwnikami opiera się na prostych wymianach ciosów, blokowaniu i rzucaniu zaklęć. Nie uświadczymy tu skomplikowanych, kierunkowych systemów szermierki znanych choćby z Kingdom Come: Deliverance. Ta prostota pozwala skupić się na eksploracji i chłonięciu klimatu, zamiast frustrować się precyzyjnym wymierzaniem każdego cięcia.
ㅤ

ㅤ
Niestety, system walki i skradania cierpi na poważne problemy z balansem. Skradanie wydaje się miejscami całkowicie zepsute – wrogowie potrafią dostrzec postać w ułamku sekundy i zaalarmować całą okolicę, nawet jeśli inwestujesz wyłącznie w statystyki łotrzyka. Absurdy potęgują się w bezpośrednich starciach: podczas gdy opancerzeni rycerze potrafią paść po trzech trafieniach, przypadkowy żebrak na ulicy potrafi przyjąć na siebie serię potężnych ciosów z ukrycia i wciąż stać na nogach. Co gorsza, zasady rządzące światem bywają niepotrzebnie rygorystyczne i irytujące – kradzież zwykłego widelca traktowana jest przez strażników z taką samą powagą jak morderstwo, co często prowadzi do absurdalnych pościgów.
ㅤ

ㅤ
Ciekawie – i klasycznie zarazem – prezentuje się system rozwoju postaci. Twoje umiejętności rosną w miarę ich używania. Chcesz lepiej biegać? Biegaj. Chcesz skuteczniej władać mieczem? Używaj go w walce. Aby jednak podnieść ogólny poziom bohatera i przydzielić punkty do głównych atrybutów, musisz znaleźć bezpieczne miejsce i położyć postać spać. Z mechaniką wiąże się też odwieczny problem fanów gier RPG: zarządzanie ekwipunkiem. Plecak zapycha się w błyskawicznym tempie, co jest w dużej mierze winą instynktu zbieracza wyniesionego z innych tytułów. Żal przed porzuceniem niepotrzebnych, ale wartościowych wizualnie przedmiotów zmusza do ciągłych powrotów do miast i handlarzy. Niemniej, inwestowanie w siłę pozwala nam na przenoszenie większej ilości ekwipunku w bagażu.
ㅤ

ㅤ
Blaski i cienie remastera
ㅤ
Odświeżona grafika to bez wątpienia najmocniejszy punkt tego portu. Twórcy skupili się na gruntownym liftingu wizualnym, który w wielu miejscach jest niemal transformacyjny. Tekstury są czystsze, środowisko bogatsze w gęstą roślinność i żywsze kolory, a modele postaci zyskały na realizmie. W zamkniętych pomieszczeniach zaimplementowano nawet delikatne efekty ray tracingu, które świetnie budują klimat w mrocznych lochach. Co ważne, zniknął problem potężnego ghostingu (rozmycia obiektów w ruchu), który nękał edycję PC, a technologia DLSS sprawnie balansuje rozdzielczością i jakością. W trybie przenośnym gra działa w 720p, natomiast po zadokowaniu konsoli rozdzielczość rośnie do imponującego 1080p.
ㅤ

ㅤ
Są jednak kompromisy, które z czasem stają się coraz bardziej widoczne. Dynamiczne cienie często przypominają rozmyte plamy, dystans rysowania obiektów został wyraźnie skrócony, a postacie w oddali animowane są w drastycznie zaniżonym klatkażu. Najsłabiej zestarzały się animacje twarzy – choć modele są ładniejsze, ruchy warg podczas dialogów wciąż obnażają technologiczne ograniczenia oryginalnego silnika.
Warstwa dźwiękowa przeszła nieco delikatniejszy lifting. W grze usłyszymy dodatkowych aktorów głosowych i nowo nagrane kwestie, które ożywiają wioski i miasta. Całości dopełnia kultowa, absolutnie bezbłędna i niezmieniona ścieżka dźwiękowa, która do dziś stanowi kanon muzyki w grach wideo.
ㅤ
Wydajność na Switch 2
ㅤ
O ile strona wizualna może się podobać, o tyle optymalizacja na Nintendo Switch 2 pozostawia ogromny niedosyt. Gra jest twardo zablokowana w 30 klatkach na sekundę zarówno w trybie zadokowanym, jak i mobilnym. Brak opcji wyboru między trybem wydajności a jakością, standardowym we współczesnych grach, mocno rozczarowuje – zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę, że to wciąż gra oparta na fundamencie sprzed kilkunastu lat.
Największą bolączką jest jednak przycinanie się gry podczas eksploracji. Szybkie przemieszczanie się po otwartych terenach Cyrodiil czy galop przez Cesarskie Miasto powoduje zauważalne, kilkusekundowe „chrupnięcia” animacji, gdy silnik próbuje doczytać kolejne fragmenty świata. Zacinanie występuje również w zamkniętych jaskiniach, choć jest tam nieco mniej dotkliwe. Do tego dochodzą irytująco częste ekrany ładowania, które skutecznie wybijają z rytmu zabawy.
ㅤ

ㅤ
Port na Switch 2 obnaża też starą, dobrą, „bethesdową” paletę błędów. Fizyka ciał potrafi zwariować, wrogowie notorycznie blokują się na elementach geometrii poziomu, a obiekty w świecie potrafią stracić swoją wagę. Nie brakuje też błędów czysto wizualnych. Podczas przemierzania wielkich lochów zdarza się natrafić na szpary w teksturach ścian. Wystarczy odpowiednio ustawić kamerę, by przez pęknięcie zobaczyć kwadratową architekturę podziemi zawieszoną w całkowitej, cyfrowej nicości.
Niestety, oprogramowanie potrafi się też całkowicie zawiesić. Zdarzyło mi się to dwukrotnie – gra po prostu zamarzała na ekranie ładowania, wymuszając ręczny restart. Całe szczęście, że system automatycznego zapisu w Oblivionie działa na tyle często, że utrata wypracowanego postępu jest praktycznie niemożliwa.
Należy też odnotować, że zamykanie kolejnych wrót Oblivionu, choć na początku ekscytujące i mroczne, z biegiem czasu staje się powtarzalnym i żmudnym procesem opartym na dokładnie tym samym schemacie pchania się na szczyt wieży.
ㅤ

ㅤ
Czy warto?
ㅤ
Mimo tych wszystkich potknięć, zacinania się i archaizmów wychodzących spod maski nowego silnika graficznego, od tego tytułu niezwykle trudno się oderwać. To wciąż wierna, wręcz uderzająco dokładna w stosunku do oryginału rekonstrukcja jednej z najlepszych gier RPG wszech czasów. Perspektywa noszenia tak potężnego, skomplikowanego, pełnego fascynujących historii świata we własnej kieszeni sprawia, że łatwiej przymknąć oko na braki w szlifach. The Elder Scrolls IV: Oblivion Remastered na Switch 2 to technicznie nierówny tytuł, ale dzięki atmosferze i wolności w eksploracji – potrafi bez reszty pochłonąć na kolejne sto godzin. Przyszło nam żyć w takich czasach, że na ogromny plus zasługuje również samo wydanie gry – tytuł znajduje się w całości na nośniku!
ㅤ
Cena w eShopie: 219,00 zł
Podziękowania dla Xbox za dostarczenie gry do recenzji.