Hero RecenzjeRecenzja
Hero RecenzjeArtykuł

Tak się powinno robić RPG! – recenzja Divinity Original Sin 2

Czasy klasycznych RPGów nieco odeszły w zapomnienie. Trzeba jednak przyznać,…

2 października 2019

Czasy klasycznych RPGów nieco odeszły w zapomnienie. Trzeba jednak przyznać, że w ostatnich latach wiele twórców próbuje coś ugrać na naszej nostalgii. Ostatnie remastery gier z ubiegłego wieku, utrzymane w starej konwencji Pillars of Eternity czy Torment: Tides of Numenera, tylko potwierdzają te słowa. Na rynku jest jeszcze jeden gracz, który zamiast bawić się nostalgią, wychodzi przed szereg i próbuje rozwinąć tę nieco zardzewiałą mechanikę w zupełnie innym kierunku. Mowa tutaj o Larian Studio oraz ich ostatnim dziecku, Divinity: Original Sin II. Ta gra mogłaby być odpowiedzią na pytanie: „Jak wyglądałyby izometryczne RPGi, gdyby wciąż były rozwijane?”. Ten tytuł sprawił, że pokochałem gry fabularne na nowo. Dlatego nie mam zamiaru ukrywać mojej miłości do tego tytułu i już na wstępie powiem – Divinity Original Sin II jest wspaniałe!

 

 

Piękne wnętrze

 

Tak jak w każdej dobrej grze RPG, fabuła stoi tutaj na pierwszym miejscu. Historia zaczyna się w momencie, w którym jesteśmy wywożeni wraz z innymi członkowami naszej drużyny przez zakon magistrów do Fortu Radość. W rzeczywistości jest to wyspa stanowiąca więzienie dla tzw. Czerpiących, czyli osób potrafiących zaczerpnąć Źródła – ogromnej, magicznej mocy, która potrafi nieść spustoszenie. To właśnie dlatego magistrowie zakładają im obroże blokujące ich prawdziwą moc. Niedługo później okazuje się, że główni bohaterowie są również „Pomazańcami”, których przeznaczeniem jest zaprowadzenie równowagi na świecie i ostatecznie – stanie się Bogiem. Co ciekawe, tylko jedna osoba z drużyny może zyskać boskie moce, więc jeżeli gracie ze znajomymi (gra posiada kooperację sieciową dla czterech osób), to będziecie musieli wspólnie zdecydować, kto dostąpi tego zaszczytu. Naprawdę chciałbym zdradzić więcej, ale niestety byłyby to już grubsze spoilery. Zaznaczę tylko, że historia jest pełna zwrotów akcji, często nie wiemy, kto ostatecznie jest dobry, a kto zły, kto nami manipuluje, a kto mówi prawdę, z kim powinniśmy zawrzeć sojusz, a komu rzucić kłodę pod nogi. Na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się oczywiste, ale z czasem dowiadujemy się więcej o świecie oraz poznajemy motywacje danych bohaterów.

Czasem przerywałem grę tylko po to, żeby pomyśleć co dalej, komu powinienem zaufać, a kogo zabić. Dochodziło do sytuacji, w których nie kończyłem danej misji tylko dlatego, że jej finał skończyłby się śmiercią którejś z postaci, a na każdej mi zależało. Świat w Divinity Original Sin II jest wypełniony rzadko spotykaną szarością, która zmusza nas do trudnych moralnie wyborów.

 

 

Oczywiście nie musimy z nikim się bratać, w tej grze możemy zabić dosłownie każdą postać niezależną, a jest ich naprawdę sporo! Poza klasycznymi ludzkimi postaciami możemy tutaj rozmawiać z duchami, demonami, bogami, a nawet zwierzętami (uważajcie, bo wiewiórki planują przejąć władzę nad światem!). Opcje dialogowe są bardzo rozbudowane, w niemal każdej rozmowie znalazłem odpowiedź, która opisywałaby moje stanowisko w danej sytuacji. Tekstu jest tutaj naprawdę sporo. Dlatego wielka szkoda, że twórcy nie dali nam opcji wyboru języka – na innych sprzętach pogracie z polskimi napisami, na Switchu nie ma takiej możliwości. Pisaliśmy do twórców w tej sprawie, ale cały czas myślą, czy w natłoku pracy dadzą radę się tym zająć.

Divinity Original Sin II posiada najlepsze misje poboczne, z jakimi miałem styczność w grze RPG. Każda z nich opowiada interesującą historię, nie zaznacza docelowych punktów na mapie i wymaga od nas przede wszystkim myślenia. Jesteśmy zaangażowani od początku do końca, a ich rezultat często nie jest tak kolorowy i przewidywalny. Nikt nie robi z nas chłopca na posyłki, nie chodzimy po nitce pokazanej na mapie, a wiele relacji z innymi postaciami może mieć wpływ na losy innej. Dodatkowo gra lubi rzucić na nas zagadki logiczne, przykładowo będziemy musieli wydedukować rozwiązanie na podstawie zapisków zmarłego poszukiwacza przygód. Największą ich wadą okazuje się dziennik zadań, który jest mało intuicyjny, a na kontrolerze dość ciężko się go przegląda.

 

 

Choć grę możemy przejść jedną postacią, to jednak na szczególną uwagę zasługują drużynowi kompani zaprojektowani przez dewelopera. Każda z postaci jest barwna, ma swój charakterek, czasem dorzucają też swoje trzy grosze do danej sytuacji. Każda z nich ma swoją przeszłość i cechy specjalne, które są bardzo przydatne zrozumieniu niektórych zagadek. Przykładowo jedna z postaci potrafi czytać pradawne księgi, inna będzie miała znajomości u miejscowych bandytów, a jeszcze inna porozmawia w wymarłym języku Jaszczurów. Oczywiście działa to również w drugą stronę, niektóre postacie momentalnie zostaną zaatakowane przez swoich wrogów z przeszłości. Takich sytuacji jest naprawdę wiele. Największym atutem posiadania w drużynie którejś z tych postaci okazuje się fakt, że wnoszą one do fabuły nowe historie, które są równie ciekawe, co główny wątek. Historie tych postaci również są pełne zwrotów akcji i ukrytych intryg. Ci bohaterowie są głównym powodem, dla którego warto przejść grę jeszcze raz.

 

RPG z krwi i kości!

 

Divinity Original Sin II to RPG z masą statystyk, talentów i umiejętności. Na początku dość ciężko się w tym połapać, ale wszystko jest bardzo ładnie opisane, wystarczy spędzić chwilę na przeczytaniu opisów danych umiejętności i można zabierać się do zabawy. Całość ostatecznie okazuje się bardzo przystępna oraz prosta w zrozumieniu. Nie musicie się również martwić o źle rozdane statystyki, twórcy pozwalają je dowolnie modyfikować w naszej bazie wypadowej. Jedynym problemem mogą okazać się czary, których uczymy się ze specjalnych ksiąg, na szczęście one są dostępne u niemal każdego sklepikarza. Tę kwestię można rozwiązać złotem.

 

 

Statystyki odgrywają ogromną rolę w przemierzaniu i odkrywaniu świata. Przy Divinity Original Sin II często czułem się, jakbym faktycznie grał w papierowego RPGa w stylu Warhammera czy Dungeons & Dragons. Głównie dlatego, że nie ma tutaj odwrotu (no, chyba że wczytacie zapis). Gdy oblejemy test na perswazję, odpowiemy nie tak, jak powinniśmy czy po prostu czegoś nie zrobimy, to spotkają nas konsekwencje. Dana postać już nigdy z nami nie zamieni słowa, zaatakuje nas czy po prostu nie zleci nam misji. Zawieść można tutaj na wielu płaszczyznach, a konsekwencje mogą być bolesne. Dlatego zalecam pamiętać o zapisywaniu gry. Gra daje nam naprawdę sporą ilość wyborów i to od nas zależy, które z nich zrealizujemy.

Do dyspozycji mamy 5 ras – człowiek, krasnolud, elf, jaszczur i nieumarły. Każda z nich charakteryzuje się inną umiejętnością specjalną, np. nieumarli potrafią „udawać” martwych, jaszczury mogą ziać ogniem, a elfy zjadają ciała poległych, żeby dowiedzieć się czegoś o ich przeszłości. Każda rasa jest inaczej traktowana przez niektórych NPC, a w drzewkach dialogowych czasem pojawiają się unikalne opcje rozmowy. Rasa dodatkowo wypływa na to, który z siedmiu bogów się do nas odezwie.

 

Walka to złoto!

 

Przejdźmy teraz do rzeczy, która jeszcze bardziej potęguje doświadczenie rodem z papierowych RPGów oraz najbardziej wyróżnia Divinity Original Sin II na tle konkurentów. Mowa tutaj o systemie walki. Nie jest to kolejna gra z walką „w czasie rzeczywistym” czy aktywną pauzą. Larian Studios postawiło na system turowy, który najbardziej przypomina RPGi bez prądu – dla tych, którzy nie są zaznajomieni z tego typu rozgrywką – walka w Divinity przypomina bardziej serię XCOM czy Mario & Rabbids, w której cały ogromny, otwarty świat służy jako arena do bitwy. Dlatego walki często rozpoczynają się jeszcze przed samą fazą atakowania. Przede wszystkim planujemy, czy zakraść się do przeciwnika od tyłu, gdzie rozstawić swoją drużynę, czy zabarykadować drzwi, żeby ewentualna odsiecz miała trudniejsze dojście, czy może przystawić masę wybuchających beczek obok przeciwnika, zanim go zaatakuję. Pomysły można mnożyć i czasami okazują się kluczowym elementem potyczki.

 

 

Każda czynność podczas walki zabiera określoną ilość punktów akcji, dosłownie każda! Przeszukiwanie ciał wrogów, tworzenie eliksirów, wyciąganie wybuchających beczek z inwentarza, używanie przedmiotów teleportacyjnych itd. Tytuł podczas turowej walki nie ogranicza naszych ruchów, tak jak robią to gry jRPG.

 

 

Bardzo ważnym czynnikiem podczas walk jest system żywiołów. Do naszej dyspozycji oddano kilka podstawowych sił przyrody: woda, lód, ogień, elektryczność, trucizna oraz olej. Żywioły można, a nawet trzeba, łączyć w kombinacje. Zignorowanie tego aspektu skończy się po prostu naszą klęską. Najlepiej to zobrazować na przykładzie wody – możemy ją naelektryzować, żeby poraziła przeciwników, możemy ją zamrozić, żeby wrogowie poślizgnęli się na lodzie, gdy potraktujecie tę ciecz ogniem, to stworzycie parę wodną, która zmniejszy widoczność naszych oponentów. Jeżeli nie macie żadnego przedmiotu/czaru z wodą, to możecie te same kombinacje wykonać z rozlaną na arenie krwią. Możliwości jest naprawdę dużo i niemal każdy żywioł łączy się z drugim. Tworzy to dodatkowe strategie, które w połączeniu z wcześniejszym planowaniem potyczek sprawia, że nasz wachlarz możliwości zwiększa się jeszcze bardziej.

Strategia podczas walki odgrywa ogromne znaczenie, szczególnie, że poziomy przeciwników nie skalują się do naszego. Jeżeli porwałem się na mocniejszego przeciwnika, to zazwyczaj ginąłem. Jednak z każdą walką mogłem nauczyć się jego mocnych i słabych stron. Wiedziałem, którą postać powinienem odseparować od reszty ekipy, którą zabić pierwszą, kogo bić magią, a kogo bronią białą, jak rozstawić drużynę, kim zacząć dialog, jakie eliksiry wypić i tak dalej… Przynosiło mi to masę satysfakcji. Dochodziło nawet do sytuacji, że chodziłem po tej krainie i szukałem guza. Tak, system walki w tej grze jest tak dobry, że stałem się osiedlowym dresem.

Gra oferuje 10 rodzajów umiejętności. Każda z nich posiada swoje księgi z czarami, dodatkowo możemy tworzyć zaklęcia mieszane, które wykorzystują dwa rodzaje umiejętności. Tutaj nie ma sensu ograniczać się do jednej szkoły umiejętności, trzeba wręcz kombinować, żeby stworzyć najpotężniejsze fuzje.

 

 

Kwestie techniczne

 

Oprawa graficzna Divinity Original Sin II na Nintendo Switch wciąż potrafi zachwycić. Twórcy nie celowali w nostalgiczną oprawę, a w ładne, pełne detali i fizycznych obiektów lokacje. Rozdzielczość tekstur nie jest zajechana do minimum, jak to ma miejsce w innych tytułach. Dodatkowo w grze praktycznie nie istnieją ekrany ładowania (poza wczytywaniem zapisu gry). Nieważne czy wchodzicie do nowoodkrytej jaskini, wielkiej tawerny, czy nawet używacie szybkiej podróży na drugi koniec mapy. Wszystko dzieje się w mgnieniu oka. Niestety Switch często nie nadąża z wczytywaniem tekstur, czasem musi minąć kilka dobrych sekund, zanim wszystko się ładnie wyostrzy. Nie dotyczy to tekstur ognia, one nigdy się nie wyostrzą i wyglądają po prostu brzydko, szczególnie w trybie przenośnym. Mimo wszystko ciężko się temu dziwić, gra posiada tyle efektów i wybuchów, że twórcy musieli pogorszyć wygląd tego zasobożernego żywiołu. Ceną za przenośność okazała się również kooperacja na podzielonym ekranie. W wersji na Nintendo Switch możemy pograć tylko przez sieć.

W większości przypadków gra trzyma stabilne 30 klatek na sekundę, jednak gdy na ekranie dzieje się prawdziwe piekło, to ta liczba może chwilowo spaść. Jak większość twórców, Larian Studio zdecydowało się na zastosowanie dynamicznej rozdzielczości. W trybie zadokowanym waha się ona od 720p do około 600p. W trybie przenośnym te wartości łapią się w granicach 650-490p. Co ciekawe, interfejs zawsze utrzymuje wyższą rozdzielczość. Wszystkie teksty są duże i wyraźne.

Sterowanie na padzie jest zaimplementowane bardzo dobrze, korzysta z innego interfejsu niż wersja pecetowa. Granie na kontrolerze jest bardzo intuicyjne i zaledwie po kilku godzinach grania jesteśmy w pełni przyzwyczajeni do tego typu sterowania.

 

 

Wszystko pozostałe!

 

Divinity Original Sin II to ogromna gra na setki godzin i nie sposób omówić wszystkich jej aspektów. Dlatego w tym akapicie pokrótce omówię rzeczy, o których warto jeszcze wspomnieć. Przede wszystkim muzyka – jest świetna jak reszta gry, bardzo klimatyczna i genialnie zrealizowana. Za całość odpowiada Borislav Slavov, znany z takich gier, jak Knights of Honor, Two Worlds II czy Crysis 2 & 3. Nawet w wolnych chwilach słuchałem ścieżki dźwiękowej z Divinity Original Sin II. Co ciekawe, jeżeli nasza postać zabije przeciwnika, to zagra nasz ulubiony instrument, który wybierzemy w edytorze postaci.

 

 

Gra oferuje także całkiem interesujący system craftingu. Podczas przemierzania świata, na swojej drodze będziemy znajdować sporą ilość książek. Warto je chociaż otworzyć, ponieważ mogą być w nich cenne przepisy, które automatycznie zapisują się w naszym spisie. Przydaje się on przede wszystkim na początku gry, gdzie wszystkie przedmioty wydają się być okropnie drogie. Można stworzyć tutaj niemal wszystko, twórcy pomyśleli o wielu aspektach. Jeden z przykładów, który najbardziej mnie zaskoczył – możecie połączyć gwoździe ze swoimi butami, wtedy nie będziecie wywracać się na lodzie.

 

 

Poza zwykłą kampanią fabularną, w grze znajdziemy również tryb areny. Możemy tutaj zawalczyć na niewielkich mapach z naszymi przyjaciółmi. Żeby było uczciwiej, każdy z graczy wybiera postacie wykreowane przez twórców. Gramy na jednej konsoli lub przez sieć. Tego typu atrakcja jest bardzo fajnym urozmaiceniem i świetną wisienką na torcie całego systemu walki. Ten tryb niestety ma dwa mankamenty – mało kto w niego gra, a postaci mogłoby być nieco więcej.

Wersja na Nintendo Switch posiada również funkcję cross-save ze Steamem, więc spokojnie możecie przenieść swoje zapisy gry z chmury Steama do Switcha i odwrotnie. Działa to całkiem sprawnie. Na Switchu od razu wysyła zapis w chmurę. Trwa to kilkadziesiąt sekund, podczas tej operacji nie możemy wykonać żadnego nowego zapisu, co przy tak dużym RPG potrafi nieco zirytować.

 

Prawdziwa miłość

 

Divinity Original Sin II to gra wybitna, przemyślana, dająca masę satysfakcji i frajdy. To jedna z tych gier, o których myślę cały dzień. Chcę jak najszybciej wrócić do tego magicznego świata i chłonąć całą jego dobroć, a ma jej naprawdę dużo. Spędziłem z nią ponad 100 godzin i nie żałuję żadnej sekundy. Ten tytuł sprawił, że pokochałem gry RPG na nowo. Jest to zdecydowanie pozycja obowiązkowa dla fanów tego gatunku. Dlatego bardzo żałuję, że nie mogę wystawić jej maksymalnej noty. Chodzi głównie o aspekty techniczne. Wersja na Switcha ma problem z doczytaniem tekstur, czasem widać też spadki jakości animacji. Dodatkowo na ten moment brakuje polskich napisów. Dlatego jestem zmuszony dać Divinity Original Sin II pół oczka niżej. Jednakże, jeżeli choć jeden z wyżej wymienionych mankamentów zostanie załatany, to z pewnością można byłoby uzupełnić ten brak w ocenie.

Podziękowania dla Dead Good/Larian Studios za dostarczenie gry do recenzji.

 

 

 


Podsumowanie

Zalety

  • + Pełna zwrotów akcji fabuła
  • + Świetny system walki
  • + Crafting
  • + Muzyka
  • + Interesujący kompanii

Wady

  • - Doczytujące się tekstury
  • - Brak polskiej wersji językowej
  • - Spadki jakości animacji przy większych bitwach

9.5

Wyświetleń: 2006

Redaktor

Ruqer

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *