RecenzjeRecenzja
RecenzjeArtykuł

Czy ponowna elekcja jest potrzebna? – recenzja Saints Row IV: Re-Elected

Seria gier Saints Row dosyć często nazywana jest przez graczy…

15 kwietnia 2020

Seria gier Saints Row dosyć często nazywana jest przez graczy „kopią GTA”. Wystarczy jednak pograć kilka godzin w dowolną produkcję z cyklu, by zacząć zauważać coraz mniej podobieństw do kultowych tytułów od Rockstar Games. Dziś na warsztat weźmiemy Saints Row IV: Re-Elected na Nintendo Switch. Gra – pierwotnie bez dopisku Re-Elected – została wydana w 2013 roku na PC, Xboksa 360 oraz PlayStation 3. W 2015 roku wypuszczono port na Xboksa One oraz PlayStation 4.

Minęło ponad pięć lat, a wydawca Deep Silver oraz deweloperzy z oddziału Fishlabs postanowili zrobić niemały prezent posiadaczom konsoli Nintendo Switch. Pod koniec marca 2020 roku światło dzienne ujrzała bowiem „pstryczkowa” edycja Saints Row IV: Re-Elected. W jej skład wchodzi nieco odświeżona wersja podstawowej gry, wszystkie (wydane do tej pory) 25 DLC oraz dwa spore rozszerzenia: Enter The Dominatrix i How The Saints Save Christmas.

 

Walka z kosmitami i klasyki z lat 80’? Świetne połączenie!

 

Można mieć mieszane opinie odnośnie „odgrzewania” leciwej już produkcji bez wprowadzania jakichkolwiek zmian. Przed krytykowaniem decyzji wydawcy należy jednak najpierw ustalić docelową grupę użytkowników, do której chce on trafić. W moim mniemaniu Saints Row IV na Switcha skierowany jest przede wszystkim do osób, które nie miały nigdy styczności z serią oraz preferujących zabawę mobilną. Szkoda jednak, że nawet ci gracze mogą poczuć małe rozczarowanie podczas walki z kosmitami. Do rzeczy.

 

 

Osobiście ostatni kontakt z serią Saints Row miałem około osiem lat temu. Pamiętam, że jako 12-letni chłopiec nie zwracałem w „trójce” zbytniej uwagi na absurdalny humor. Z kolegą – w trybie kooperacji – zachwycaliśmy się raczej kolorowym światem i efektownymi wybuchami. Dlatego też z lekką nutą nostalgii rozsiadłem się na kanapie i uruchomiłem czwartą odsłonę serii.

Co tu dużo mówić – bawiłem się przednio! Saints Row IV to po prostu dobra gra, wyróżniająca się luźnym podejściem do konwencji i pełniąca rolę świetnego odmóżdżacza. Powiedzcie mi – w której innej produkcji możecie usiąść za sterami statku kosmicznego i pozabijać obcych przy What is Love Haddawaya? No właśnie. Mówiąc szczerze, tę misję powtarzałem chyba z pięć razy, wyłącznie dla doświadczenia tego absurdalnego humoru.

 

Graficzna podróż w przeszłość

 

Niestety osoby odpowiedzialne za port poszły nieco na łatwiznę. Tytuł prezentuje się raczej jak pierwowzór z 2013 roku, a nie remaster z 2015. Oprawa graficzna – szczególnie w trybie zadokowanym – jest po prostu słaba i momentami piksele aż biją po oczach. Widać to przede wszystkim podczas spokojnych przechadzek po mieście (tak, te też się zdarzają) oraz w trakcie konwersacji z NPC. Gdybym nie miał za sobą portów pokroju Metro 2033, to pewnie nie wpisałbym tego elementu do minusów. Z doświadczenia jednak wiem, że port można było pod tym względem wykonać o wiele lepiej. Szkoda. Większe zagęszczenie pikseli w trybie mobilnym nieco poprawia ten stan rzeczy. W tym przypadku Saints Row IV prezentuje się przyzwoicie.

 

 

Grafika nie była jednak tym kluczowym elementem, który przeszkadzał mi w rozgrywce. Po kilkunastu godzinach zabawy chciałem ponownie uruchomić produkcję. Niestety… nie mogłem. Przy próbach odpalenia tytułu wyskakiwał mi błąd wskazujący na uszkodzenie plików. Ponowne pobranie danych nie pomogło, więc skontaktowaliśmy się z wydawcą. Koch Media poinformowało o premierze łatki naprawiającej kilka ze zgłoszonych przez użytkowników problemów. Pomogło. Przez kilka dni nie miałem jednak możliwości zabawy. Takie przypadki mogą skutecznie zrazić osoby, które postanowiły na Saints Row IV wydać swoje ciężko zarobione pieniądze.

 

Dużo przeciwników, mniej FPS-ów

 

Niektórym graczom doskwierać będzie zapewne brak możliwości zagrania w Saints Row IV po polsku. Tytuł na innych platformach dostępny jest w naszym języku, więc i mnie nieco decyzja wydawcy zdziwiła.

 

 

Studio Deep Silver Fishlabs poradziło sobie jednak zgrabnie z systemem sterowania. Większość rozwiązań jest intuicyjna i nie mogę temu elementowi zbyt wiele zarzucić. Trudno jednak przecierpieć brak wspomagania celowania. Nakierowanie analogami na przeciwników to nie lada wyzwanie. Pomógł mi jednak wbudowany w Joy-Cony żyroskop, który pozwala na poruszanie kamerą przy celowaniu. Nie spodziewałem się, że kiedyś będę w ten sposób przechodził prawie całą grę. O dziwo, doświadczenie zaliczam do tych z kategorii przyjemnych. Nie sądzę jednak, że takie samo zdanie miałbym po próbie zagrania na najwyższym poziomie trudności.

Remaster boryka się także z problemami natury optymalizacyjnej. W bardziej wymagających momentach produkcja po prostu nie wyrabia i FPS-y spadają do około 20. W Saints Row IV sytuacje, gdy na ekranie jest dużo przeciwników lub pojawią się efektowne wybuchy są dosyć częste, więc niestety takie niedociągnięcia potrafią napsuć krwi.

 

 

Mimo to… warto!

 

Wszystko to nadrabia jednak złożoność produkcji. Zróżnicowane misje, możliwość kreatywnego wykorzystania posiadanych mocy, bogaty arsenał broni i wspomniane elementy sprawiają, że w Saints Row IV nie sposób się nudzić. Zawartość starczy z pewnością na dobre kilkadziesiąt godzin zabawy. Wliczając w to ponad 20 DLC mamy do czynienia z grą, która nie powinna zbyt szybko wrócić na półkę.

Mam jednak wrażenie, że wydanie gry na Switcha pełni rolę swoistego przypomnienia o marce. Deweloperzy pracują obecnie nad Saints Row V, więc przygotowanie teraz portu wydaje się rozsądnym krokiem. W moich oczach jest on stworzony na zasadzie – „zróbcie to szybko i w miarę dobrze”. Jeśli miałbym w kilku słowach ocenić Saints Row IV: Re-Elected na „Pstryczka”, opisałbym go właśnie jako „w miarę dobrze wykonaną produkcję”.

 

 

Nie zrozumcie mnie źle – tytuł jest świetny i polecam go z całego serca… ale nie wszystkim. Jeśli masz możliwość, kup sobie Saints Row 4 na PC, PS4 lub Xboksa One. Chcąc zagrać mobilnie nie wahaj się i zamów grę na Switcha. Będziesz bawił się bardzo dobrze, lecz momentami najdzie cię ochota na rzucenie kontrolerem o podłogę.

 

Cena w eShopie: 169,99 zł

Podziękowania dla Koch Media za dostarczenie gry do recenzji.

 


Podsumowanie

Zalety

  • + to nadal świetna gra
  • + wersja z wszystkimi dodatkami zapewniającymi dodatkowe godziny zabawy
  • + celowanie przy pomocy żyroskopu może się podobać

Wady

  • - grafika odbiega od standardów
  • - zauważalne spadki FPS-ów
  • - brak wspomagania celowania
  • - brak polskiej wersji językowej

6

Wyświetleń: 1196

Redaktor

Piotr Malinowski

Pierwszoligowy fan gier studia Piranha Bytes, powieści Stephena Kinga oraz serialu Stranger Things. W medialnym świecie udziela się od 2015 roku i nie zamierza porzucić tej ścieżki. Jego największą pasją są podróże, szeroko pojęta psychologia oraz popkultura.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *