Patrząc na losy serii Star Fox, można odnieść wrażenie, że dla Nintendo czas zatrzymał się w miejscu. Po dziewięciu latach milczenia, seria powraca z tytułem, który – zgodnie z obecnymi trendami – po prostu nazywa się Star Fox. Fani, którzy przez lata zjadali zęby na tej kosmicznej sadze, z pewnością pamiętają czasy świetności, kiedy to oryginalny tytuł z konsoli Famicom wyznaczał standardy 3D, a Star Fox 64 stał się niekwestionowaną definicją serii. Niestety, po tym szczycie nastąpiła długa era prób i błędów – od Adventures, przez Assault i Command, aż po kontrowersyjne Star Fox Zero. Żadna z tych odsłon nie potrafiła powtórzyć sukcesu „sześćdziesiątki”, co skazało lisa Foxa na długi, niemal dekadowy niebyt. Powrót serii w formie nowoczesnego remake’u Star Fox 64, jest więc wydarzeniem o tyle nieoczekiwanym, co dla wielu graczy – słodko-gorzkim. Mimo zjawiskowej oprawy i solidnej mechaniki, tytuł ten niesie ze sobą brzemię niewykorzystanego potencjału. Co jednak najważniejsze, to pierwsza okazja, by zabrać gwiezdnego lisa w podróż na Nintendo Switch – i to w tak przystępnej formie.
ㅤ
„Prosty” celowniczek
ㅤ
Jeśli odpalisz nowego Star Foxa po raz pierwszy, możesz odnieść wrażenie, że to zwykła, casualowa zręcznościówka „na szynach”. W dobie zaawansowanych symulatorów lotu, ta liniowa struktura faktycznie wydaje się prosta. Jednak to tylko pozory. Pod tą przystępną fasadą kryje się głębia, która wciąga tym bardziej, im lepiej poznajemy mechanikę. Konstrukcja etapów to majstersztyk: nie chodzi tylko o dotarcie do mety, ale o odkrywanie sekretnych ścieżek poprzez ochronę sojuszników, niszczenie konkretnych przeszkód czy szybką eliminację wrogów. To sprawia, że 5-6 minutowe etapy zyskują ogromną regrywalność. To właśnie „odkrywanie” mapy jest tu kluczowe – jeden Twój celny strzał w odpowiednim momencie lub ochrona sojusznika mogą sprawić, że zamiast na standardowej trasie, wylądujesz w sektorze, o którego istnieniu nie miałeś pojęcia. Ta struktura sprawia, że choć baza scenariusza jest niezmienna od lat, to droga do celu potrafi zaskoczyć, wymuszając na graczu pełne skupienie na każdym detalu otoczenia.
ㅤ

ㅤ
Wymaga to jednak opanowania systemu sterowania, który pod płaszczykiem prostoty skrywa wymagające manewry: beczki, uniki, hamowanie czy słynne salta. I tutaj muszę wspomnieć o czymś, co sprawiło mi ogromną frajdę – sterowanie myszką. Warto odnotować świetne wykorzystanie nowoczesnych peryferiów: gra wspiera sterowanie myszką, które nie tylko zmienia precyzję celowania, ale automatycznie aktywuje immersyjny widok z wnętrza kokpitu. Rozgrywka z tej perspektywy jest znacznie bardziej angażująca niż klasyczny, sztywny kadr zza statku. Szkoda jedynie, że twórcy zablokowali tę opcję kamery dla standardowego pada; nie każdy chce przesiadać się na myszkę, a szkoda, bo to realnie podnosi komfort zabawy.
ㅤ

ㅤ
Szybki pilotaż
ㅤ
Na czym właściwie polega Star Fox? To hybryda, w której sekwencje „na szynach” przeplatają się z tzw. All-Range Mode, dającym pełną swobodę ruchu w przestrzeni 3D. O ile w pierwszym trybie gra prowadzi Cię za rękę, o tyle w drugim – szczególnie podczas starć z bossami – musisz wykazać się zmysłem przestrzennym. To tutaj gra pokazuje swoje prawdziwe oblicze. Musisz żonglować manewrami, zarządzać dopalaczami i błyskawicznie reagować na ataki, które przychodzą z każdego kierunku. To nie jest gra, w której wygrywa ten, kto ma lepszy ekwipunek. Jedynym progresywnym elementem jesteś Ty sam – Twoja pamięć mięśniowa, refleks i zdolność czytania wzorców ataków przeciwnika. Zauważalny postęp w sterowaniu statkiem przynosi ogrom satysfakcji!
Fabuła natomiast, choć na papierze brzmi jak kolejna próba ratowania galaktyki przed szalonym naukowcem Androssem, w praktyce służy jedynie jako tło dla gęsto upakowanej akcji.
ㅤ

ㅤ
Czas, którego nie da się kupić
ㅤ
Największym paradoksem Star Foxa jest jego czas trwania. Jeśli zasiądziesz do konsoli z zamiarem dotarcia od Cornerii do Venomu, napisy końcowe zobaczysz po około 2 godzinach. W roku 2026, kiedy gracze oczekują setek godzin zawartości, taka długość może wywołać szok lub wręcz irytację. Jednak warto spojrzeć na ten tytuł przez pryzmat starej szkoły gier arcade: to produkcja stworzona nie do „przejścia”, a do „opanowania”. Gra w swej konstrukcji przypomina bardziej partię szachów w szaleńczym tempie niż klasyczną kampanię. Cała zabawa zaczyna się dopiero wtedy, gdy po pierwszym ukończeniu gry wracasz do menu, by wycisnąć z każdego poziomu maksimum punktów i odnaleźć skryte przed wzrokiem ścieżki. Choć na pierwszy rzut oka kampania to zaledwie siedem etapów, konstrukcja świata jest znacznie bogatsza. W rzeczywistości dostępnych jest aż czternaście planet, a dostęp do nich zależy od Twoich umiejętności i odkrytych ścieżek. Warto więc przejść grę wielokrotnie, by odkryć wszystkie sekrety przygotowane przez deweloperów.
ㅤ

ㅤ
Mimo wszystko, muszę uczciwie przyznać – jeśli nie jesteś typem gracza, który czerpie satysfakcję z „bicia życiówek” i szlifowania umiejętności do perfekcji, ta gra może Cię po prostu zmęczyć. Po kilkunastu godzinach, gdy już odblokujesz wszystkie trasy i zdobędziesz upragnione medale na poziomie Expert, poczujesz, że wycisnąłeś z tego tytułu wszystko. Brak tradycyjnego rozwoju postaci sprawia, że po pewnym czasie satysfakcja z pokonywania tych samych etapów zaczyna blaknąć. Star Fox to intencjonalnie „krótki, ale gęsty” produkt – oferuje niesamowitą intensywność, ale wymaga od gracza specyficznego podejścia, które w dzisiejszym świecie rozbuchanych gier z otwartym światem jest prawdziwym unikatem.
ㅤ

ㅤ
W pogoni za medalami
ㅤ
System medali to miejsce, gdzie arkadowa zabawa ustępuje miejsca wyzwaniom dla „Top Gunów”. Na wyższych poziomach trudności, z limitami czasowymi i wymogami precyzji, gra przestaje być relaksująca, a staje się sprawdzianem umiejętności. Nie jest to jednak poziom przesadnie wyśrubowany; to przede wszystkim opcjonalne wyzwania dla tych, którzy chcą wycisnąć z gry maksimum możliwości. Bossowie, ze swoimi przemyślanymi wzorcami ataków, tylko utwierdzają w przekonaniu, że system walki, choć stary jak świat, wciąż jest niezwykle satysfakcjonujący.
ㅤ

ㅤ
Odgrzewany kotlet?
ㅤ
Niestety, największy problem Star Foxa to jego zachowawczość. Nawet pomijając ikonicznego Arwinga, Landmaster czy Blue Marine wyglądają i zachowują się dokładnie tak, jak dekady temu. Brak choćby jednej nowej maszyny czy znaczącej innowacji w pojeździe jest rozczarowujący.
Jeszcze bardziej frustruje struktura scenariusza. To już trzeci raz, gdy gramy w tę samą historię od Cornerii po Venom. Czy remake był potrzebny? Oczywiście, to solidna baza, ale fakt, że od 1993 roku nie potrafimy ruszyć fabuły do przodu, jest bolesny. Dodatkowe przerywniki filmowe i lepsza reżyseria dialogów, które zmieniają się w zależności od obranej ścieżki, to miły dodatek, ale to wciąż tylko „pół kroku” naprzód.
Natomiast wizualnie gra prezentuje się pięknie! Modele powietrznych statków czy samych bohaterów zostały zbudowane od podstaw z wykorzystaniem nowoczesnych shaderów. Metalowe poszycie statków pięknie odbija światło, efekty cząsteczkowe przy wybuchach asteroid czy laserach wrogów cieszą oko, a przejrzystość pola walki została zachowana na mistrzowskim poziomie. Dodając do tego stałe 60 klatek na sekundę przez większość czasu, dostajemy piękną i dynamiczną rozgrywkę na naszą przenośną konsolę!
ㅤ

ㅤ
Czy Star Fox odzyskał swój blask?
ㅤ
Star Fox w wersji 2026 to gra, która budzi skrajne emocje. Z jednej strony to hołd dla fanów, z drugiej – dowód na to, że seria utknęła w pętli własnych sukcesów. To bardzo dobra, rzemieślnicza produkcja, która zadowoli zarówno weteranów, jak i nowicjuszy, bo barierę wejścia ma ustawioną nisko. Jednak jako tytuł „odświeżający” serię, pozostawia wiele pytań o przyszłość.
Seria Star Fox zasługuje na coś więcej niż ciągłe resetowanie licznika. Ekipa Star Fox znana jest z podejmowania misji niemożliwych – najwyższy czas, by sami twórcy zaryzykowali i skierowali swoje maszyny tam, gdzie jeszcze nigdy nie latały. Mam szczerą nadzieję, że ten Star Fox będzie tylko punktem wyjścia do prawdziwej, nowej przygody, a nie kolejnym przystankiem na drodze w kółko odgrywanych schematów. Jeśli szukasz czystej frajdy z latania, będziesz się dobrze bawić, ale jeśli szukasz przełomu – będziesz musiał poczekać na kolejny, miejmy nadzieję, odważniejszy lot.
ㅤ
Cena w eShopie: 212,80 zł
Podziękowania dla ConQuest Entertainment za dostarczenie gry do recenzji.