Hero RecenzjeRecenzja
Hero RecenzjeArtykuł

Furia i frustracja – recenzja Darksiders III

Stało się! Od 30 września na Nintendo Switch możemy zagrać…

10 października 2021

Stało się! Od 30 września na Nintendo Switch możemy zagrać we wszystkie odsłony cyklu Darksiders od THQ Nordic. Wspominając upojne chwile, jakie spędziłem z Darksiders II, po trzeciej części spodziewałem się równie pysznej zabawy i odstresowującego mordowania dziesiątek wrogów naraz. I choć z Furią spędziłem kilka długich wieczorów, to z przykrością stwierdzam, że jestem trochę rozczarowany.

 

 

Rachunek sumienia

 

Jeżeli nie mieliście styczności z poprzednimi pozycjami w serii Darksiders, to pierwsze chwile zabawy i liczne nawiązania do przeszłych zdarzeń mogą wprawić was w lekkie zagubienie. W Darksiders III wcielamy się w Furię, członkinię Czterech Jeźdźców Apokalipsy (w tym wypadku czworga), która od Rady Spopielonych otrzymuje bojowe zadanie. Siedem Grzechów Głównych rozpierzchło się po powierzchni Ziemi, więc należy zapędzić je z powrotem do zagrody. W tych zmaganiach Furii towarzyszyć będzie Obserwatorka – tajemniczy byt, przydzielony jej przez Radę w celu nadzorowania postępów.

 

 

Choć początkowo od tych wszystkich mrocznych nazw własnych gracza może rozboleć głowa, to paradoksalnie fabuła nie jest tak skomplikowana, jak może się wydawać. W toku historii pojawia się parę intryg i zwrotów akcji, ale zdecydowanie nie były one na tyle interesujące, aby stanowiły moją główną motywację podczas zabawy.

 

 

Po Furii spodziewałem się ognistego charakteru, ciętych odzywek i ciekawszych motywacji niż jedynie chęć władania pozostałymi Jeźdźcami Apokalipsy. Mając w pamięci niezwykle charyzmatyczne dialogi Śmierci z drugiej części, główna bohaterka „trójki” zawodzi kiepskimi żartami i sztampowością. Dużo bardziej do gustu przypadła mi postać Obserwatorki, której tajemnicza aura i zaskakująca wiedza o świecie przedstawionym czyniła jej wypowiedzi szczerze ciekawymi.

 

 

W kwestii fabuły należy natomiast pochwalić przerywniki filmowe – zarówno te animowane, jak i odtwarzane na silniku gry, bo w umiejętny sposób odsłaniają graczowi kolejne karty opowieści. W Darksiders III na Switchu pogramy również w pełnej polskiej wersji językowej, a rodzimy dubbing wypadł naprawdę nieźle. Pod tym względem zauważyłem jednak kilka błędów: z jakiegoś powodu rozmowy ze sklepikarzem odtwarzały się po angielsku, a napisy na ekranie często nie pokrywały się z wypowiedziami aktorów. Nie jest to jednak nic, co znacząco wpływałoby na odbiór produkcji.

 

 

Biczin’

 

Darksiders III nieco odbiega od prezentacji świata znanej z „dwójki”, bo tym razem nie ma on otwartego charakteru. Zamiast tego podzielony jest na mniejsze, zwarte etapy, do których warto powracać wraz z postępem w rozgrywce, bo dopiero wtedy – dzierżąc nowe moce – odblokujemy dostęp do niektórych miejsc. Lokacje są dość zróżnicowane i skrywają mnóstwo sekretów w postaci przydatnych przedmiotów i wzmocnień dla Furii. Podobało mi się, że postapokaliptyczna Ziemia łączyła w sobie elementy fantastyczne, jak np. gałęzie gigantycznego, magicznego drzewa, przebijające wysokie wieżowce. Jest na co popatrzeć, zatem eksploracja mapy sprawia niemałą frajdę.

 

 

Sam sposób przemierzania lokacji nieco mniej przypadł mi do gustu. Kierując Śmiercią w „dwójce”, czułem się niczym Książę Persji lub Lara Croft; Jeździec potrafił biegać po ścianach, skakać po występach skalnych i wykonywać skomplikowane akrobacje, dzięki czemu sekwencje platformowe sprawiały mi dużo satysfakcji. Furia takowych zdolności nie posiada; może jedynie wykonać podwójny (a z czasem też potrójny) skok i wieszać się na biczu jak na linie. Wobec tego zgłębianie świata jest znacznie mniej urozmaicone.

 

 

A skoro o biczu mowa, to główne narzędzie zagłady dzierżone przez Furię, tzw. Kolce Pogardy, potrafią wywołać spore zamieszanie na polu walki. Wraz z postępem w fabule bohaterka uzyska też dostęp do innych broni, jak np. Lanca Pogardy, idealna do starć z pojedynczymi przeciwnikami czy Ostrze Pogardy, umożliwiające skucie wrogów lodem. Arsenał można wzmacniać u zaprzyjaźnionego Twórcy, w zamian za odpowiednie materiały i niesienie pomocy napotykanym ludziom (co Furia czyni z odpowiednią niechęcią).

 

 

Walki z przeciwnikami w Darksiders III stanowią ogromne wyzwanie. Choć spośród kilku poziomów trudności wybrałem Wyważony (odpowiednik normalnego), to prawie każda potyczka kończyła się dla Furii śmiertelnie. Rodzajów wrogów jest sporo, zatem należy dopasować strategię do każdego z nich i opanować wykonywanie uników i kontrataków do perfekcji. Niekiedy jest to jednak trudne zadanie; zarówno Furia, jak i złowrogie pomioty sprawiają wrażenie strasznie ociężałych podczas bitwy, przez co dużo czasu zajęło mi wyczucie odpowiedniego rytmu i prawidłowe odczytanie ich ruchów. W „dwójce” nie miałem z tym prawie żadnego problemu.

 

 

Do problematycznych starć swoje pięć złotych dorzuca również praca kamery. Możemy zablokować ją co prawda na konkretnym przeciwniku, lecz gdy jest ich na ekranie więcej i biegną ze wszystkich stron, bardzo trudno jest ujść z opresji z życiem. Jeśli kamery nie zablokujemy, to problem się powtarza, zatem znalezienie złotego środka w tej kwestii jest niemal niemożliwe.

 

 

Pozorna siła

 

W pokonaniu Siedmiu Grzechów Głównych pomogą nam usługi Vulgrima – demona dobrze znanego graczom cyklu, który w zamian za kilka dusz poległych wrogów zaoferuje nam Odłamki Leczenia, kamienie wzmacniające i… zdobycie kolejnego poziomu. Wykorzystanie jednej waluty do kupowania przedmiotów oraz rozwijania atrybutów Furii bardzo przypadło mi do gustu, bo niesie ze sobą ciekawy element strategiczny. Dusze należy wydawać mądrze, bo każda śmierć wiąże się z utratą całego dobytku.

 

 

A śmierć czyha na Furię dosłownie na KAŻDYM kroku. Wystarczy parę ciosów jakiegokolwiek przeciwnika, aby bohaterka posypała się jak domek z kart, przez co prawie nigdy nie czujemy, że czynimy jakiekolwiek postępy. Rozwijanie atrybutów wydaje się zatem bezcelowe, kiedy nie widać, aby robiło to jakąkolwiek różnicę w rozgrywce. Wszystko przez to, że wrogowie rosną w siłę razem z nami. Skalowanie poziomów to coś, za czym w grach wyjątkowo nie przepadam, a w Darksiders III daje o sobie znać z pełną siłą.

 

 

Najmocniejsza strona Darksiders III to zarazem jej pięta achillesowa, a chodzi konkretnie o walki z bossami. Projekty Siedmiu Grzechów Głównych pozytywnie zaskoczyły mnie swoją kreatywnością, a starcia z każdym z nich są zróżnicowane, bardzo wymagające i sprawiają sporo satysfakcji. Z drugiej strony gra zupełnie nie wybacza jakichkolwiek błędów – na bossach umierałem mnóstwo razy, wobec czego musiałem powtarzać bardzo długie sekwencje etapów, aby do nich ponownie dotrzeć i mieć kolejną szansę. Nie wiem, dlaczego punkty kontrolne są tak strasznie rzadkie; po jakimś czasie byłem na tyle zniechęcony niekończącą się pętlą rozgrywki, że zwyczajnie wyłączałem grę. Może nazwiecie mnie mięczakiem, ale cóż – powinno się chyba grać dla przyjemności?

 

 

Apokalipsa na Switchu

 

Przyznam, że po zapowiedzi Darksiders III na Switcha byłem nastawiony nieco sceptycznie do optymalizacji produkcji. I cóż – trochę miałem rację. Gra odtwarzana jest w około 25 klatkach na sekundę, które jednak często gubi, bez względu na to, czy gramy w trybie stacjonarnym czy przenośnym. Dodatkowo czas ładowania poziomu potrafi wynieść nawet 15 sekund, co po siedemnastej śmierci bardzo męczy. Grafika została dostosowana do możliwości konsoli Nintendo, przez co tekstury są znacznie niższej jakości niż na pozostałych platformach. Mimo to tytuł potrafi niekiedy uraczyć gracza ładnymi widokami. Niestety wszystko to niweczy fakt, że Darksiders III potrafi się zwyczajnie zawiesić w losowych momentach, co zmusza nas do restartu i… powtarzania długich sekwencji etapów na nowo. Podczas 15 godzin, jakich potrzebowałem na ukończenie gry, zdarzyło mi się to aż sześć (!) razy, co jedynie pogłębiło moją frustrację.

 

 

Emocje studzi natomiast ścieżka dźwiękowa, zaskakująco subtelna i wyrafinowana jak na klimat i tematykę tej opowieści. Szczególnie do gustu przypadła mi melodia odgrywana w Kuźni Twórców – prawdopodobnie dlatego, że często powracałem do tej lokacji i traktowałem ją jako chwilę wytchnienia.

 

 

Wojna światów

 

Trudno mi ocenić całokształt Darksiders III. Rozgrywka potrafi być satysfakcjonująca, eksploracja etapów wynagradza ciekawskich graczy, a fabuła – choć dosyć prosta – stanowi wystarczający pretekst do ścigania Siedmiu Grzechów Głównych. Moja przygoda z Furią naznaczona była jednak okropną frustracją, technicznymi ograniczeniami Switcha, nużącym powtarzaniem tych samych sekwencji i irytującym poczuciem bycia wiecznie słabym, pomimo ciągłego rozwijania postaci. Wobec tego „trójkę” poleciłbym jedynie fanom cyklu i osobom, które w grach poszukują przede wszystkim wyzwania. Ja o piekło lepiej bawiłem się ze Śmiercią.

Cena w eShopie: 169,99 zł

Podziękowania dla THQ Nordic za dostarczenie gry do recenzji.

 


Podsumowanie

Zalety

  • + dobrze wyreżyserowane przerywniki filmowe
  • + zróżnicowany świat
  • + bogaty arsenał broni i mocy
  • + walki z bossami
  • + przyjemna ścieżka dźwiękowa
  • + polska wersja językowa

Wady

  • - problemy z optymalizacją, a gra potrafi się nawet zawiesić
  • - skandalicznie rzadkie punkty kontrolne i wielokrotne powtarzanie etapów
  • - sztuczny system rozwoju postaci, który nie robi żadnej różnicy podczas gry
  • - długi czas ładowania etapów
  • - nieciekawa postać Furii
  • - mało urozmaicone sekwencje platformowe
  • - praca kamery

6

Wyświetleń: 931

Redaktor

Kosma Staszewski

Tak, to imię, a nie pseudonim, choć w świecie gier przedstawiam się jako Szuszuro. „Złapałem je wszystkie” niezliczoną ilość razy, a z produktami Nintendo utrzymuję niezdrową relację od wielu lat. Na co dzień studiuję i parzę kawę, aby mieć hajs na gry.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *