Hero NewsRecenzja
Hero NewsArtykuł

Graliśmy w nowego Kangurka Kao! Polski torbacz wraca na podium? [RELACJA]

Dzięki uprzejmości firm Tate Multimedia oraz Cenega mieliśmy przyjemność uczestniczyć…

11 maja 2022

Dzięki uprzejmości firm Tate Multimedia oraz Cenega mieliśmy przyjemność uczestniczyć w przedpremierowym pokazie nowej gry z cyklu Kangurek Kao. Spędziliśmy z boksującym torbaczem ponad godzinę i już teraz możemy zapewnić, że jest na co czekać.

 

 

Pokaz odbył się w warszawskiej siedzibie twórców Kangurka Kao – firmy Tate Multimedia. Na każdym kroku dało się odczuć, kto jest gwiazdą imprezy; ściany zdobiły plakaty z poprzednich części przygód zwierzaka, a na jednej z półek dostrzegłem grę Kangurek Kao: Runda 2 w oryginalnym kartonowym pudełku. Ach, wspomnień czar.

 

 

Po krótkim wstępie gospodarze wydarzenia zaprosili nas do odpowiednich stanowisk. Miałem okazję pograć w nowego Kangurka na Switchu wyłącznie w trybie przenośnym, co dało mi adekwatne spojrzenie na to, jak będzie wyglądał finalny produkt. Twórcy zapowiedzieli, że czeka nas około godzinna zabawa z Kao. Z ekscytacją założyłem słuchawki i dałem się pochłonąć przygodzie.

 

 

Jeżeli mieliście styczność z poprzednimi grami o Kangurku Kao, to w nowej odsłonie momentalnie poczujecie się jak w domu. Bohaterem steruje się bardzo intuicyjnie i wygodnie, a do jego asortymentu ruchów powracają ikoniczne akrobacje. Kao może atakować ogonem w powietrzu, turlać się, wykonywać podwójny skok, a gdy wpadnie do wody, jego szyja wydłuża się w komiczny sposób, by głowa wystawała ponad jej powierzchnię. Już na pierwszy rzut oka widać, że Tate Multimedia traktuje swój kultowy cykl z należytą starannością i szacunkiem, oferując graczom znajome rozwiązania w nowoczesnym, atrakcyjnym wydaniu. A przesłanek o tym jest jeszcze więcej.

Podczas wydarzenia udało mi się zobaczyć cztery różne poziomy nowej gry. Pierwszy z nich pełni funkcję samouczka, który zrealizowano w znakomity sposób. W zaledwie kwadrans poznajemy większość mechanik i mamy okazję od razu sprawdzić się w ich wykorzystaniu. Wstępny etap poprowadzi nas przez dżunglę oraz wybrzeże Wyspy Hopalloo, oferując urodziwe, tropikalne krajobrazy.

 

 

Po opanowaniu sterowania mogłem pozwiedzać wspomnianą wyspę, pełniącą w grze rolę hub-worldu, z którego udajemy się do wybranych poziomów. Hopalloo tętni kangurzym życiem i skrywa mnóstwo sekretów. Zatopiłem się w eksploracji na zaskakująco długi czas, podczas którego rozmawiałem z mieszkańcami wyspy, zbierałem dukaty (powraca ich kultowy dźwięk, co natychmiast przywołało na mojej twarzy szeroki uśmiech) i kryształy, a także napawałem się kolorową grafiką oraz przyjemną ścieżką dźwiękową. Nowy Kangurek Kao odtwarza się na Switchu w trybie przenośnym w 30 klatkach na sekundę, zachowując przy tym wysoką jakość obrazu. Chrupnięcia zdarzały mi się sporadycznie – głównie w sytuacjach, gdy ekran zasypywany był morzem dukatów. W niektórych momentach zauważyłem także doczytujące się po chwili tekstury i inne drobne błędy wizualne. Na szczęście wspomniane kwestie nie wpłynęły negatywnie na mój komfort rozgrywki, a być może przed premierą zostaną jeszcze doszlifowane.

 

 

A skoro jesteśmy przy dukatach, to warto poruszyć temat przedmiotów, które przyjdzie nam zbierać. Ikoniczne dla cyklu monety pełnią w grze funkcję waluty, za którą możemy kupować nowe stroje dla Kao, dodatkowe kontynuacje lub ćwiartki serduszek; zbierając cztery, pozyskamy dodatkowy punkt życia dla bohatera. Przeznaczenia kryształów nie zdołałem poznać podczas swojej sesji z grą, lecz podejrzewam, że posłużą one do zakupu rzadszych bonusów. Skrzętnie poukrywane w poziomach runy otworzą nam drzwi do kolejnych etapów. Na każdej planszy mamy też szansę znaleźć trzy litery, które układają się w słowo „KAO” – coś dla miłośników przechodzenia gier na 100%. Do bogatego wachlarza przedmiotów należą także specjalne zwoje, które odszukać możemy w terenie lub pozyskać z pokonanych przeciwników, aby móc poczytać dodatkowe informacje w tzw. Kaopedii. To całkiem dobry sposób na rozbudowanie świata przedstawionego, jednak na ekranie Switcha trudno było mi przeczytać maleńkie litery. Nieco wyższy stopień pisma lub granie w trybie stacjonarnym z pewnością naprawiłyby ten problem. Wszystko, co zbieramy w nowym Kangurku, ma swoje praktyczne zastosowanie, co bardzo przypadło mi do gustu.

 

 

Czymże byłby Kangurek Kao bez brzydkich buziek do obicia? W nowej części na swojej drodze spotkałem dwie odmiany żabich przeciwników; pierwsza rzucała się na bohatera w zwarciu, a druga ciskała drewnianymi dzidami z bezpiecznej odległości. Do mieszanki dość szybko dołączyły denerwujące owady zwane „Śmierdziuchami”, lecz równie szybko uciekały w popłochu przed zabójczym uderzeniem kangurzego ogona. W ręce graczy oddano całkiem wiele możliwości rozprawiania się z przeciwnikami. Najbardziej oczywistym wyborem jest zasypanie ich gradem ciosów w kultowych rękawicach bokserskich, ale niektóre maszkary wymagają bardziej strategicznego podejścia. Gdy na ekranie zrobi się gorąco, możemy wyturlać się z oka cyklonu, następnie zmiażdżyć żabę atakiem z powietrza, sieknąć Śmierdziucha ogonem, a stojącego poza zasięgiem włócznika poczęstować magicznym bumerangiem. W toku bitwy powoli zapełnia się specjalny pasek, który możemy opróżnić, aby wykonać widowiskowy cios kończący. System walki w Kangurku Kao zapewnia masę frajdy: jest na tyle prosty, aby można było szybko opanować jego tajniki, a zarazem na tyle rozbudowany, aby nie zdążył nas sobą znudzić. Dodajmy do tego pełne ekspresji i detali animacje, a szybko zrozumiecie, że obok nowej części Kao trudno będzie przejść obojętnie.

 

 

Podczas gry robiłem często pauzy, aby skrzętnie notować wszystkie wrażenia. W tym czasie Kao tupał nóżką, brykał na ogonie, aż w końcu posyłał mi pełne wyrzutu spojrzenia, po którym natychmiast chciałem grać dalej. Mówię wyłącznie o animacji bezczynności, a sami widzicie, jak wiele drzemie w niej charakteru.

Tate Multimedia umiejętnie zrównoważyło sekwencje platformowe, eksplorację oraz walkę. Na ekranie ciągle dzieje się coś nowego, dzięki czemu gracz jest nieustannie zaangażowany. Produkcja stanowi też pewne wyzwanie, głównie za sprawą powrotu systemu żyć z pierwszej części Kangurka. Gdy utracimy wszystkie kontynuacje, musimy przechodzić poziom od początku. Udało mi się tego jakoś uniknąć, choć było bardzo blisko. Do starcia z pierwszym bossem podszedłem na ostatnim życiu. Batalia podzielona była na trzy fazy, podczas których wróg wykorzystywał rozmaite strategie. Zostało mi ostatnie serduszko i wiedziałem, że stawka jest wysoka. Ataki bossa były jednak przedstawione bardzo czytelnie, dzięki czemu ja i Kao wyszliśmy z potyczki zwycięską rękawicą. Właśnie takich wrażeń szukam w grach platformowych.

 

 

Nowy Kangurek kładzie również o wiele większy nacisk na warstwę fabularną. Aby nie zdradzać jej tajemnic, bo zapowiada się dość ciekawie, powiem tylko, że będziemy musieli odkryć genezę mrocznej mocy, która zaczyna skażać świat Kao. Cała produkcja oferuje pełną polską lokalizację, co akurat nikogo nie powinno dziwić. Dubbing stoi na wysokim poziomie, a dialogi napisano w zabawnym tonie, co nadaje opowieści lekkiego charakteru. Choć gra jest całkowitym rebootem serii, to jej weterani ucieszą się z licznych smaczków i odniesień do poprzednich odsłon, które subtelnie wpleciono w historię.

Zabawa zaczęła się porządnie rozkręcać, gdy eksplorowałem kopalnię pełną lawy. Rękawice Kao w nowej części mają znacznie większe możliwości niż dotychczas – potrafią dzierżyć specjalne moce, które pomogą nam sprostać bardziej skomplikowanym wyzwaniom platformowym. Nie zdążyłem jednak wybrać się z torbaczem w dalsze przygody, bo po półtorej godzinie musieliśmy się już niestety rozstać.

 

 

Po rozgrywce udało mi się porozmawiać chwilę z przedstawicielami Tate Multimedia. Postanowiłem zapytać m.in. o pomysł wskrzeszenia serii o Kangurku Kao mimo upływu tak wielu lat od premiery Tajemnicy Wulkanu. Magdalena Schwarzer (marketing & PR manager firmy) wyjaśniła, że do powstania nowej gry z Kao przyczynili się w dużej mierze fani cyklu.

 

 

Akcja zapoczątkowana przez profil Kao Central na Twitterze w 2019 roku o haśle przewodnim #BringKaoBack miała trzy cele: udostępnienie gier z Kangurkiem na platformie GOG, stworzenie remasterów/remake’ów dotychczasowych części na współczesne platformy oraz kontynuację serii. Obserwując zaskakujący rozgłos, jakiego wspomniana akcja nabrała w szybkim tempie, Tate Multimedia wydało Kangurka Kao: Rundę 2 na Steamie 1 czerwca 2019 roku. Decyzja ta spotkała się z ogromnym entuzjazmem fanów, co skłoniło twórców do rozpoczęcia prac nad zupełnie nową produkcją z uniwersum. Schwarzer dodała również, że zaprojektowanie rozgrywki zrebootowanego Kao stanowiło dla firmy nie lada wyzwanie, podobnie jak przygotowanie wersji na Nintendo Switch. Mogę jednak Was uspokoić, że moje wrażenia z gry w nowego Kangurka utwierdzają mnie w przekonaniu, że polska firma zdecydowanie podołała tym trudnym zadaniom.

 

 

Kangurek Kao ukaże się na Nintendo Switch już 27 maja 2022 roku. Gra trafi także tego samego dnia na Xbox One & Series X, PlayStation 4 & 5 oraz PC. Spodziewajcie się naszej recenzji gry, lecz zachęcam do składania pre-orderów już teraz. Zapewniam, że będzie to wyjątkowo słodkie oczekiwanie.

 

 

Z drogi, Geralt. Kao wraca do gry.

 

 

Podziękowania dla Tate Multimedia oraz Cenegi za zaproszenie na wydarzenie.

(WAŻNE: materiały graficzne z gry dostarczyła nam firma Tate Multimedia, za co serdecznie dziękujemy. Zamieszczone w relacji zrzuty ekranu nie pochodzą z wersji na konsolę Nintendo Switch.)


Redaktor

Kosma Staszewski

„Złapałem je wszystkie” więcej razy, niż wypadałoby się przyznać. Z produktami Nintendo utrzymuję niezdrową relację od wielu lat, lecz na szczęście uczucia wydają się być odwzajemnione. Na stronie możecie przede wszystkim przeczytać moje recenzje gier, choć wieloma czynnościami – jak chociażby korektą tekstów – zajmuję się zakulisowo. Nic nie przebije dla mnie dobrej kawy flat white.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *