LEGO Star Wars The Skywalker Saga Data Premiery
Hero RecenzjeRecenzja
Hero RecenzjeArtykuł

Klockowe zatrzęsienie – recenzja Lego Star Wars: The Skywalker Saga

Ludzie lubią się śmiać i z chęcią eksplorują swój własny…

6 kwietnia 2022

Ludzie lubią się śmiać i z chęcią eksplorują swój własny zakres poczucia humoru – nic dziwnego, gdyż każdego potrafi rozbawić coś innego. Jeden żart niekoniecznie musi trafić do dwóch różnych osób. Komedia jest wszechobecna w sztuce i dobrze, bo potrafi przynieść wytchnienie od trudów dnia codziennego, co w obecnej sytuacji jest wręcz wymagane, by nie zwariować od natłoku wiadomości i zamykania się w bańce informacyjnej. Stylów humoru jest wiele, lecz jeden z nich swoją trywialnością i prostotą potrafi trafić niemalże do każdego – mowa o slapsticku.

 

Śmiech to zdrowie

 

Slapstick to humor ekscentryczny, w którym przejawia się przesadna aktywność fizyczna celebrująca świadomą lub przypadkową przemoc wynikającą z nieumiejętnej obsługi przedmiotów, takich jak grabie lub drabina. Termin wywodzi się z Włoch, gdzie w okolicach XVI wieku opracowano formę teatru commedia dell’arte, w którym używano batacchio (ang. slap stick) – urządzenie składające się z dwóch cienkich listew, wydające głośne i komiczne (jak na tamte czasy) dźwięki bez użycia zbędnej siły fizycznej.

 

 

Taki styl generowania humoru u odbiorcy jest już kilkuwieczny i pojawiał się u wielu twórców na przestrzeni lat. William Shakespeare często wykorzystywał slapstick podczas scen pościgów i walki wręcz (np. Komedia omyłek). Brytyjscy komicy równie często używali takowego humoru – warto tutaj nadmienić o Charlie’m Chaplinie czy Stanie Laurelu. Slapstick z powodzeniem jest również stosowany we wszelkich animacjach, gdzie występują znane wszystkim postacie: Myszka Miki, Kaczor Donald, Tom i Jerry. Współcześnie taki rodzaj komedii również jest wykorzystywany – np. w filmach Woody’ego Allena, ale też przeniknął do gier. Jednym z takich przykładów są produkcje LEGO pojawiające się na wszelkich możliwych platformach. Jest to celebracja spontanicznego humoru, który został przemieszany ze znanymi markami – wywracane są na drugą stronę, pozbawiane poważnych elementów oraz dające czystą zabawę niezależnie od wieku.

 

Klockowe początki

 

Twórcy już w 2001 i 2002 roku próbowali przenieść klocki na licencjonowany elektroniczny grunt za sprawą Lego Creator: Harry Potter, Creator: Harry Potter and the Chamber of Secrets oraz Galidor: Defenders of the Outer Dimension, lecz prawdziwym sukcesem okazał się tytuł wydany dopiero w 2005 roku, a chodzi mianowicie o Lego Star Wars: The Video Game. To dzięki niemu otworzyły się drzwi do wielu innych marek i tak w klocki został zamieniony Indiana Jones, Władca Pierścieni, Piraci z Karaibów oraz wiele postaci DC oraz Marvela. Pamiętam, jak ogrywałem pierwsze klockowe Gwiezdne Wojny siedemnaście lat temu i byłem oczarowany możliwością budowania w wersji cyfrowej. Jednakże czas mija, gry się zmieniają i po wielu latach powstał tytuł, który w teorii można nazwać definitywnym klockowym doświadczeniem w uniwersum Star Wars. Jest to również pierwsza gra LEGO od prawie sześciu lat – przyjrzyjmy się, czy warto dać temu tytułowi szansę.

 

 

Lego Star Wars: The Skywalker Saga zgodnie z tytułem opowiada historię zamkniętą w dziewięciu filmach, których jakość jest różna. Nie przejmujcie się jednak fabułą, gdyż w grze nie ma jej prawie wcale i jest mocno poszatkowana, sprawiając, że staje się hermetyczna i docenią ją tylko znawcy uniwersum. Co prawda przerywniki filmowe pełne są slapstickowego humoru znanego z poprzednich produkcji, lecz dodanie voice actingu sprawiło, że gry LEGO od dłuższego czasu tracą swój urok. Na plus zdecydowanie można zaliczyć to, że gra posiada pełną polską wersję językową, więc nawet dzieci odnajdą się bezproblemowo w meandrach rozgrywki. Pomijając moje odczucia co do udźwiękawiania postaci, muszę przyznać, że głosy zostały nagrane porządnie, lecz na próżno szukać tutaj aktorów znanych z oryginału.

 

Fabuła wyciągnięta z blendera

 

Gra została podzielona na dziewięć segmentów – każdy z nich obrazuje jeden z filmów. Początkowo dostępne są trzy pierwsze epizody z każdej trylogii, a każde następne odblokowują się w ramach postępów fabularnych. Jest to dobre zagranie, gdyż każdy może rozpocząć swoją przygodę od ulubionego momentu i z chęcią najpierw wskoczyłem do epizodu IV, by odkryć tajniki gry. Stara trylogia najbardziej odpowiada mi fabularnie i chciałem sprawdzić, jak została przetransportowana na klockowy grunt, a trzeba przyznać, że została przeniesiona w sposób dziwny. Fabularnie gra skacze od jednego kultowego momentu do drugiego bez żadnej chwili na oddech; postrzelamy, polatamy pojazdami i ujrzymy napisy końcowe. W rezultacie każdy epizod bez przesadnego szukania znajdziek można ukończyć w godzinę, może półtorej. Podczas obcowania z grą doszedłem do wniosku, że niewymuszony humor nadal jest najsilniejszym plusem klockowego uniwersum gier. Bardzo często uśmiechałem się do ekranu konsoli, gdyż przerywniki filmowe są po prostu dobrze wyreżyserowane i posiadają tyle humoru, ile można się spodziewać po grze tego typu.

 

 

Po ukończeniu danego epizodu zostaje odblokowana gra swobodna, co dla fanów znajdziek zdecydowanie będzie ogromnym plusem. Gra posiada otwarte tereny, które można zwiedzać podczas trybu fabularnego, lecz jestem jedną z tych osób, która główny wątek chce zakończyć jednym cięgiem, natomiast do odblokowania nowych rzeczy wraca po zakończeniu opowieści.

 

 

W produkcji do odnalezienia jest OGROM przedmiotów. W trakcie rozgrywki można odnaleźć tysiąc klocków Kyber, wykorzystywanych do rozwoju postaci. Każdy z bohaterów został przydzielony do jednej z dziesięciu klas – w grze rozwijamy klasę, a nie daną postać, więc jeżeli upgrade zaliczy złoczyńca, to wtedy wszyscy złoczyńcy mogą korzystać z ulepszonej umiejętności. Do odblokowania pojawia się również mnogi repertuar bohaterów, pojazdów i światów, co jest szczególnie ważne w grze swobodnej.

 

 

Podczas przemierzania fabuły natrafiamy na miejsca, do których ma dostęp wyłącznie konkretna postać – jest to idealny pretekst do odwiedzania tych samych miejsc kilkukrotnie. Dla fanów zbieractwa jest to gra na dobre kilkadziesiąt godzin. Dodatkowo w otwartych przestrzeniach pojawia się wielu NPC-ów, którzy z chęcią będą obdarowywać nas misjami pobocznymi, a tych jest całe zatrzęsienie.

 

Miecz świetlny dla opornych

 

Dużo zmian pojawiło się w systemie walki. Używanie broni długodystansowej przypomina odrobinę Gears of War – możemy chować się za osłonami i wymierzyć w przeciwnika. Warto to robić z rozwagą, gdyż strzelenie w głowę zadaje więcej obrażeń, lecz postrzelenie w nogi sprawia, że przeciwnik ma ograniczony zakres ruchów. Strzelanie po prostu jest i nie sprawia żadnej satysfakcji, nie czuć mocy sprzętu, po prostu celujemy, przytrzymujemy przycisk i reszta robi się sama. W grze pojawia się wspomaganie celowania, które może ułatwić życie. Natomiast walka wręcz błyszczy – wymachiwanie mieczem świetlnym daje masę radości, system posiada teraz kontry oraz combosy. Zadbano również o szczegóły w postaci animacji – np. Kylo Ren posiada inne ruchy niż Rey. Takich szczególików jest znacznie więcej i przyjemnie się je obserwuje.

 

 

Mimo że gra jest bogata w zawartość, to jest ona dość jednowymiarowa i twórcy chcieli nas przekonać efektem skali, przez co w rezultacie produkcja cierpi na brak innowacji. Wszystkie misje są do siebie podobne i przy dłuższym posiedzeniu zabawa potrafi znużyć – wszystkie walki z bossami czy zagadki to kilka patentów przemieszanych na krzyż. Sytuacji nie ratują również bitwy kosmiczne, w których przeciwnicy nie wykazują żadnej inicjatywny, a sterowanie pojazdami jest nieintuicyjne. Poziom trudności to poważny problem produkcji, gdyż nie istnieje. Młodsi gracze będą bawić się wybornie, natomiast starsi odbiorcy mogą poczuć znużenie, gdyż gra często przechodzi się sama. Dla pojedynczego gracza wcześniej wspomniane mankamenty mogą psuć balans rozgrywki, lecz w kanapowym co–opie gra potrafi zabłysnąć i wspólne odkrywanie sekretów w doborowym towarzystwie to zawsze idealne rozwiązanie.

 

Zaskoczenia pozytywne i negatywne

 

Grafika zaprezentowana w grze to znany nam standard podniesiony do kwadratu. Większość elementów została zbudowana z klocków i możemy je zniszczyć, sprawiając, że wysypują się z nich monety i inne znajdźki. Skala gry robi wrażenie, gdyż LEGO w połączeniu z innymi elementami otoczenia oraz otwartymi terenami potrafi wywołać pozytywne odczucia. Pod względem designerskim produkcja broni się bardzo dobrze, a różnorodność lokacji sprawia, że odwiedzane miejscówki rzadko potrafią się znudzić. Tytuł podczas rozgrywki działa w stałych 30 klatkach na sekundę. Jedynym wyjątkiem są przerywniki filmowe, które są mniej płynne, zdarza im się przyciąć i widać, że odtwarzane są w niższej rozdzielczości, z czarnymi pasami po bokach. Zapewne miało to zapewnić kinowe doświadczenie, lecz jest mocno niedopracowane. Natomiast muzyka i efekty dźwiękowe są wspaniałe – całe udźwiękowienie mocno czerpie z filmowej sagi, co oczywiście zaliczam na plus. Jest to nieodzowny element tego uniwersum i nie zmieniano czegoś, co już jest bardzo dobre.

 

 

Tytuł niestety nie ustrzegł się błędów technicznych na Switchu, które po prostu rażą. Wiele postaci często dryfuje w powietrzu bez powodu i dopiero restart gry naprawia usterkę. Należy też wspomnieć o nieostrych fontach i teksturach występujących w produkcji oraz koszmarnej pracy kamery, która często nie pozwala manewrować, gdy chcemy obrócić się do interesującej nas platformy oraz cechuje się chaotycznością podczas walk. Negatywnie odbieram również nierówne czasy ładowania – tytuł w niektórych chwilach ładował się bardzo szybko, a czasem przestój w rozgrywce jest tak spory, że można zasnąć z nudów.

 

 

Lego Star Wars: The Skywalker Saga miało być ostateczną klockową wersją Gwiezdnych Wojen, lecz według mnie do tego miana mu jeszcze sporo brakuje. Jednakże nie można odmówić, że omawiany tytuł to po prostu dobra gra, z którą warto się zapoznać.

 

Cena w eShopie: 259 zł

Podziękowania dla CENEGI za dostarczenie gry do recenzji.

 

Bibliografia:

Tony Staveacre – Slapstick: The Illustrated Story

John McCabe – The Comedy World of Stan Laurel

 

 


Podsumowanie

Zalety

  • + humor oraz klimat Gwiezdnych Wojen wylewający się z ekranu
  • + wspaniałe udźwiękowienie podchodzące z szacunkiem do soundtracku z filmów
  • + w grze jest wiele do zrobienia i odblokowania – dla fanów znajdziek pozycja na wiele godzin
  • + duże i otwarte tereny, które zostały zaprezentowane w sposób cieszący oko
  • + satysfakcjonująca walka wręcz
  • + pełna polska wersja językowa (porządny dubbing)
  • + idealna do lokalnego co–opa

Wady

  • - gra cierpi na brak innowacji i powtarzalność
  • - fabuła leci po łebkach i jest za bardzo chaotyczna
  • - niesatysfakcjonująca walka broniami długodystansowymi
  • - spadki animacji i inne błędy techniczne
  • - sterowanie pojazdami i słaba praca kamery
  • - tytuł jest za łatwy
  • - czasy ładowania

7

Wyświetleń: 3193

Redaktor

Łukasz Jankowski

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *