Hero RecenzjeRecenzja
Hero RecenzjeArtykuł

Kraksa na morzu – recenzja Windbound

Gry indie stają się coraz bardziej rozbudowane, obierają konkretny styl…

29 sierpnia 2020

Gry indie stają się coraz bardziej rozbudowane, obierają konkretny styl artystyczny, wprowadzają masę nowych rozwiązań i stawiają przede wszystkim na rozgrywkę. Omawiane Windbound właśnie takie miało być w zamysłach twórców – połączenie żeglugi, survivalu, przygody, craftingu i losowo generowanego świata, a wszystko to oblane sosem z Zeldy. Czy młode 5 Lives Studio podołało swojemu wyzwaniu?

 

 

 

Pięć mórz

 

Jak to bywa w większości roguelike’ów, historia gry jest szczątkowa, nie ma tutaj dialogów, a całość opowiadana jest przez sporadyczne przerywniki filmowe i, mniej bezpośrednie, naścienne malowidła. Gracz wciela się w młodą kobietę, której łódkę wciąga sztorm. Dziewczyna budzi się na jednej z bezludnych wysp bez narzędzi, bez łodzi i bez jedzenia. Od teraz jest zdana tylko na siebie i swój instynkt przetrwania. Żeby odnaleźć zagubioną załogę, musi przepłynąć przez 5 losowo wygenerowanych map. Każda z nich wymaga zdobycia trzech mitycznych muszli. Otworzą one drogę do tunelu nie z tego świata, który przeniesie bohaterkę na kolejne wyspiarskie tereny. Muszle znajdziemy w wieżach, które są losowo umieszczone na mapie, zupełnie jak cały świat gry.

 

Windbound oferuje nam dwa tryby trudności. Pierwszy z nich jest bardziej hardcorowy, gdzie każda śmierć prowadzi do utraty większości ekwipunku, a co gorsza – cofa nas na sam początek gry; niezależnie od tego, czy umarliśmy już na początku przygody, czy przed samym końcem w piątym rozdziale. Nie ma również szans, żeby odzyskać utracone przedmioty; po każdym zgonie mapa generuje się od nowa. Drugi poziom trudności zdecydowanie więcej wybacza – po śmierci nie tracimy żadnych przedmiotów (poza zbudowaną łodzią), a dodatkowo, zamiast cofać nas na start gry, to przeniesie nas zaledwie na początek rozdziału, który aktualnie przechodziliśmy. Twórcy sugerują nam tę trudniejszą opcję, jednak jeśli nie chcecie tracić nerwów i czasu, to powinniście wybrać opcję drugą.

 

 

 

Survival!

 

Choć stylistycznie gra przypomina gry z serii The Legend of Zelda, to rozgrywka jednak bardziej przywodzi na myśl tytuły takie jak Don’t Starve czy The Forest. To typowa gra survivalowa, gdzie trzeba nieustannie jeść, tworzyć przedmioty, które pomogą w przetrwaniu i walczyć z mającymi na nas chrapkę potworami. Pozytywne wrażenie zrobił na mnie crafting – ten jest przejrzysty, dokładnie wiadomo, ile i jakich przedmiotów potrzebujemy do stworzenia czegoś nowego. Mechanika jest bardzo intuicyjna i świetnie sprawdza się w grze tego typu. Ot, dostajesz patyk, to możesz zrobić z niego dzidę. Z pomocą kawałka kości i skóry możemy z prostej dzidy zrobić włócznię. Tworzyć można w dowolnym momencie, jednak pamiętajmy – nie zawsze jest to bezpieczne! Niestety przedmiotów wcale nie jest tak dużo, przez całą grę znalazłem zaledwie jeden przepis na hełm i jeden na zbroję. Jeśli chodzi o bronie, to przez całą grę znalazłem tylko 3 rodzaje – włócznia/dzida, łuk i proca, nic więcej. Brak miejsca w ekwipunku nie jest spowodowany toną różności, a po prostu małą ilością slotów.

 

Istotną rolę w przetrwaniu odgrywa również jedzenie. Aby nie umrzeć z głodu, będziemy musieli zdobywać pożywienie. Choć wydaje się to logiczne i normalne w grach survivalowych, to jednak w praktyce jest to tylko i wyłącznie upierdliwe. Przez całą grę znalazłem zaledwie 5 rodzajów jedzenia – jagody, 2 rodzaje grzybów i 2 rodzaje mięsa. Ponadto każde żarło szybko się psuje, nawet jeśli upieczemy je nad ogniskiem. Co więcej, w ekwipunku mamy bardzo ograniczoną liczbę miejsc, więc trzymanie pożywienia ogranicza nasze zdolności produkcyjne. Na dodatek większość czasu spędzimy na łódce, gdzie zdobycie strawy jest praktycznie niemożliwe, co zmusza nas do powracania na te same wyspy tylko po to, żeby coś zjeść.

 

 

 

Déjà vu

 

Wcześniej wspomniane losowo generowane wyspy wydają się świetnym rozwiązaniem, bo każde podejście do gry jest inne i za każdym razem eksplorujemy i podziwiamy nowe tereny. Niestety w praktyce to tak nie wygląda. Wyspy są okropnie małe; niektóre tak malutkie, że poza wieżą z muszelką nic więcej się na nich nie znajdowało. Tereny te są utrzymywane również w konkretnych biomach, ale niestety wyspy z tego samego biomu są niemalże identyczne. Często poza paroma drzewkami, materiałami i jednym bądź dwoma potworami, nic więcej na nich nie ma. Nie spędziłem na żadnej wyspie więcej niż 20 minut; w tym czasie zrobimy tam dosłownie wszystko. Oczywiście na początku, gdy jeszcze nie mamy wszystkich narzędzi, zajmie nam to trochę więcej czasu. Z czasem wyspy stają się powtarzalne, nudne i zupełnie nie zachęcają do eksploracji.

 

 

Kolejnym elementem rozgrywki jest pływanie. Na początku będziemy musieli stworzyć własny kajak, a z czasem zastąpić go większą łódeczką stworzoną z tratwy (lub nawet kilku), paru kadłubów i żagla. O łodzie trzeba mocno się troszczyć, bo – jak wszystko w Windbound – one też się niszczą. Sama mechanika nie jest co prawda symulatorem żeglowania, jednak mimo wszystko sprawia wrażenie autentycznej. Najważniejszym aspektem podczas żeglugi jest oczywiście wiatr, trzeba pilnować, aby zawsze wiał w żagiel i zanosił nas tam, gdzie chcemy. Inaczej poniosą nas fale, a te potrafią być naprawdę ogromne. Na szczęście możemy wykorzystać je do własnych celów. Przykładowo można wbić się na dużą falę tylko po to, żeby z pełną prędkością z niej spłynąć i nabrać ogromnego pędu. Mimo że żeglowanie potrafi dawać masę frajdy, to jednak ciągłe pływanie od wyspy do wyspy szybko zaczyna nudzić. Jest to bardzo niepokojące, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że większość czasu w grze spędzimy właśnie na pływaniu.

 

Pod względem technicznym jest naprawdę dobrze. Gra chodzi płynnie i nie zdarzały mi się większe spadki klatek. Grafika jest urocza i cieszy oko. Całość wypadałaby wyśmienicie, gdyby nie problemy z częstymi crashami. Gra potrafi się wyłączyć, ot tak. Raz straciłem przez to godzinę postępów, dlatego zalecam wszystkim częste zapisywanie rozgrywki. Dodatkowo miałem problem z przełączeniem gry w tryb zadokowany – produkcja całkowicie wysypała się przy zwiększaniu rozdzielczości. Na ekranie telewizora wyświetlił się mały obraz, a później gra została wyłączona – nigdy wcześniej nie spotkałem się z takim błędem. Dodatkowo interfejs jest mało intuicyjny, aż do końca gry nie mogłem przyzwyczaić się do przeskakiwania między okienkami w menu. Warto też dodać, że w grze są polskie napisy.

 

 

Podsumowanie

 

Windbound to gra, która ma w sobie duży potencjał i oferuje m. In. śliczną grafikę, poprawne mechaniki i masę świetnych pomysłów, które niestety zostały słabo zaimplementowane. Losowo generowane wyspy nie zaskakują, są nudne i powtarzalne. Myślę, że grze wyszłoby na dobre, gdyby ręcznie przygotowali wcześniej wyspy z “duszą”. W teorii gra straciłaby na żywotności, ale z tak pustymi obszarami i tak nie mam ochoty wracać do zabawy. Crafting, choć sam w sobie jest całkiem przyjemny, to jednak mała ilość przedmiotów szybko daje się we znaki. Podobnie sprawa ma się z potworami – zupełnie nie widziałem sensu walki z nimi, szczególnie, że po przegranej miałbym zaczynać grę od początku. Pomysł z cofaniem gracza do startu zabawy wydaje mi się nietrafiony. O ile w tytułach akcji, gdzie sama walka jest przyjemnością ma to sens, o tyle w grze survivalowej, w której większość czasu spędza się na budowaniu dobytku i mozolnym pływaniu po morzu już niespecjalnie. Podróże łódką są długie i na samą myśl o śmierci i powtarzaniu w kółko tych samych, nudnych czynności dostaję migreny. Wielka szkoda, bo gra mogłaby być jednym z największych zaskoczeń sceny indie 2020 roku. Niestety, nieduża zawartość i crashe sprawiły, że na ten moment czułem się, jakbym grał w grę we wczesnym dostępie.

 

Podziękowania dla Koch Media za dostarczenie gry do recenzji.

Cena w eShopie: 125 zł

 


Podsumowanie

Zalety

  • + przyjemna dla oka grafika
  • + przejrzysty crafting
  • + widać spory potencjał
  • + przyjemne pływanie….
  • + polskie napisy

Wady

  • - ...które na dłuższą metę nudzi
  • - losowo wygenerowane wyspy w większości są nudne i puste
  • - wyspy sprawiają wrażenie ciągłego déjà vu
  • - mało przedmiotów

5.5

Wyświetleń: 1907

Redaktor

Ruqer

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *