Hero RecenzjeRecenzja
Hero RecenzjeArtykuł

Mroczne rządy Nexolorda – recenzja Nexomon

Czasy, kiedy Pokémony miały monopol na gatunek monster capture w…

30 września 2021

Czasy, kiedy Pokémony miały monopol na gatunek monster capture w świecie gier, już dawno minęły. Jak grzyby po deszczu na rynku zaczęły pojawiać się produkcje zachęcające do łapania setek stworzeń i zmuszania ich do walki ze sobą. Wśród nich są Nexomony, owoc pracy studia VEWO Interactive Inc. i wydawcy PQube, który wylądował na Switchu we wrześniu. Czy warto rzucić Pikachu w kąt i stać się poskramiaczem Nexomonów?

W kwestii Nexomonów na Switchu należy rozwiać pewne wątpliwości, bo w eShopie znajdziemy dwie produkcje o takim tytule. Nexomon: Extinction to bowiem druga część serii, której premiera odbyła się jednak PRZED ukazaniem się pierwszych Nexomonów. Ma to związek z mobilnymi korzeniami cyklu, który dopiero później został przeniesiony na konsole i PC, porzucając dotychczas obecne w niej mikropłatności. Mając to na uwadze, możemy zacząć przygodę w świecie kolorowych stworków.

 

 

Światowy kryzys

 

Jak to zwykle bywa w grach monster capture, w Nexomonach pokierujemy młodym poskramiaczem stworków, który zbiegiem okoliczności otrzymuje swojego pierwszego partnera i wplątuje się w sieć intryg. Możemy wybrać płeć naszej postaci, jednak nie jest to decyzja zobowiązująca; później w dowolnym momencie da się zmienić swój wygląd, a nawet przygarnąć biegającego za nami peta.

 

 

Świat Nexomonów jest mniej przyjazny od tego, do którego przyzwyczaiły nas Pokémony. Jego mieszkańcy podchodzą do stworków z dozą nieufności i tylko nieliczni decydują się na karierę poskramiacza bestii. Rządy w krainie sprawuje Nexolord (brzmi jak mój nick w grach MMO), który z pomocą Czempionów i podlegających im Nadzorców narzucają obywatelom swoje niecne plany. Zdziwiło mnie, że w tym uniwersum nie tylko Nexomony dzierżą magiczne moce – ważniejsze postacie potrafią władać żywiołami, co w biegu gry powoli prowadzi do kryzysu środowiskowego. Fabuła w Nexomonach zaprezentowana jest zatem z nieco dojrzalszej perspektywy, jednak prowadzona jest przy tym z humorem i dystansem do samej siebie.

 

 

Deptać po piętach Nexolorda będziemy razem z sympatycznym towarzyszem, robotem Atlasem, którego trudno nie polubić. Atlas uwielbia bowiem burzyć czwartą ścianę, wyrzucać bohaterom absurdalność ich decyzji i rzucać kąśliwe uwagi na temat aktualnej sytuacji. Jego dialogi napisane są na tyle umiejętnie, że nieraz szczerze z nich zachichotałem.

 

 

W gruncie rzeczy Nexomony nie odbiegają jednak od schematu, który dobrze znamy z Pokémonów. Podczas podróży będziemy musieli stanąć do walki z Nadzorcami każdego z regionów (odpowiednikiem Gym Leaderów), jednak jest to raczej skutek uboczny naszej szalonej misji, aniżeli standard w tym świecie; tutaj nikt Nadzorcom nie fika. Podobało mi się, że każda z postaci miała wyrazisty charakter, choć niekiedy mocno stereotypowy (przykładowo: ognista Nadzorczyni jest dość narwana i wybuchowa). Twórcom należy się również spory plus za przedstawienie bohaterki z niepełnosprawnością – to coś, czego w Pokémonach nigdy nie widziałem.

 

 

Bogata fauna

 

Wybaczcie mi nieustanne porównania z Pokémonami, ale sami twórcy Nexomonów nie kryli się zbytnio ze swoimi inspiracjami. W grze na złapanie czeka ponad 300 stworków, które można podzielić na siedem typów: Normalny, Wodny, Ognisty, Minerałowy, Roślinny, Wietrzny i Elektryczny. Możemy dołączyć je do drużyny, wykorzystując do tego Nexotrapy. Zwykłe czerwone niosą ryzyko, że bestia się uwolni, natomiast złote – bardzo rzadkie w tym świecie – złapią każdą z nich z pełną skutecznością. Jeśli macie ambicję pozyskania każdego Nexomona, to warto ostudzić wasz zapał: wiąże się to z całymi godzinami poszukiwań i nieustannym zbieraniem złota, bo Nexotrapy to całkiem drogi wydatek. Nie jest to jednak mission impossible.

 

 

Mam natomiast pewne zastrzeżenia do samych stworków. Ich projekty są dosyć nierówne – niektóre pomysły zachwycają (jak np. Zombyant, mrówka opanowana przez złowieszczego grzyba), a inne nie wydają się być tak samo natchnione. Trudno mieć o to pretensje, gdy wszystkich jest ponad 300, ale chyba wolałbym mniej bestii, a bardziej wyrazistych i różnorodnych. Szkoda też, że członkom drużyny nie można nadać własnych imion. Nexomonów nie poznamy również z innej strony niż ta wizualna – aktualizowana przez nas encyklopedia nie posiada prawie żadnych informacji na temat gatunków poza ich statystykami i typem.

 

 

Mistrz pojedynków

 

Lwią część rozgrywki spędzimy na walkach z dzikimi Nexomonami oraz ich poskramiaczami w systemie turowym. Stworki zdobywają poziomy, niektóre ewoluują i poznają przy tym nowe ruchy. Każdego z nich można wyposażyć w cztery umiejętności, wybierane ze specjalnego drzewka. To całkiem ciekawy system, ale ma swoje braki: w oknie zdolności nie ma informacji o sile ataków, przez co trzeba się o niej przekonać dopiero w walce; ruchów jest też dosyć mało, przez co wciąż będziemy oglądać te same animacje podczas bitew.

 

 

Im potężniejszy atak, tym więcej wytrzymałości zużywa. Kiedy Nexomon wyczerpie siły, będzie musiał odczekać turę, zanim wróci do siebie. Ale wśród umiejętności znajdują się nie tylko te zadające obrażenia. Niektóre zwiększają statystyki na czas walki, a inne nakładają negatywne efekty na przeciwnika, jak np. paraliż czy uwiązanie. Nexomonom bardzo mocno brakuje jednak balansu. Zdecydowanie najłatwiej jest grać, używając zwyczajnie najsilniejszych ruchów zadających obrażenia (biorąc też pod uwagę efektywność typu), bo pozostałe mają niewielkie przełożenie na tok bitwy lub strasznie niską celność.

 

 

Poziom trudności potyczek w Nexomonach nie jest szczególnie wysoki, ale sztucznie podbity. Po pierwsze: podczas gry trzeba całkiem sporo grindować, aby nadgonić przeciwników w poziomach (zwłaszcza, jeśli trenujecie wiele stworków naraz). Po drugie: system walki z innymi trenerami jest dość niesprawiedliwy. Jeśli nasz Nexomon pokona drugiego, to wróg będzie mógł wykonać ruch w tej samej turze kolejnym członkiem drużyny. To nie działa w drugą stronę (!), a w połączeniu z faktem, że bestie otrzymują doświadczenie dopiero na koniec bitwy (i tylko, jeśli ją w całości przeżyją), może prowadzić do wielu frustracji.

 

 

Czasy GameBoya

 

W Nexomonach przyjdzie nam zwiedzić gamę różnorodnych lokacji i środowisk, dość typowych dla tego gatunku gier. Przemierzymy zatem wulkaniczne pustkowia, bujne dżungle, mroźne szczyty i mroczne jaskinie. Gra prezentuje się naprawdę świetnie, przywodząc na myśl staroszkolne RPGi z czasów GameBoy Advance. Modele postaci wykonane są w stylu chibi, co bardzo pasuje do luźnej i kolorowej oprawy wizualnej. Otoczenia cieszą oko i wykonane zostały z dbałością o detale, a w każdej z krain zaskoczą nas zupełnie nowe Nexomony. Nie do końca przekonał mnie sposób zmiany klimatu – od wulkanu do dżungli dzieli nas (dosłownie) jeden most.

 

 

Całkiem przyjemna okazała się również ścieżka dźwiękowa produkcji. Choć w większym stopniu składa się z nieinwazyjnych melodyjek przygrywających w tle, to przyłapałem się na tym, że podczas treningu na jednej z lokacji zacząłem tę melodyjkę nieświadomie nucić.

 

 

Choć Nexomony oferują bardzo zróżnicowane krajobrazy, to rozgrywka jest zaskakująco liniowa. W toku przygody cały czas musimy jedynie ruszać naprzód. Brakowało mi rozległych lokacji pobocznych; irytowało mnie również, gdy nie mogłem zwiedzić okolicy na własną rękę, bo fabuła wymuszała na mnie „odhaczenie” konkretnej lokacji w pierwszej kolejności. Obawiam się zatem, że grę warto ukończyć tylko raz, bo kolejne podejścia mogą już nużyć powtarzalnością.

 

 

Szkoda też, że w grze nie zaimplementowano żadnej formy interakcji sieciowej. Fajnie byłoby zawalczyć z innymi graczami lub powymieniać się Nexomonami – tym bardziej, że zdobycie ich wszystkich na własną rękę to, jak wspominałem, nie lada wyzwanie.

 

 

Z radością przyznam, że Switch to idealna platforma do gry w Nexomony. Rozgrywka odtwarzana jest w płynnych 60 klatkach na sekundę, a trenowanie stworków w trybie przenośnym sprawia prawdziwą przyjemność. Nie zagramy jednak w polskiej wersji językowej – trochę szkoda, bo fabuła potrafi wciągnąć.

 

 

Pora na przygodę!

 

Nexomony to idealna pozycja dla graczy spragnionych przygód z potworkami u boku. Twórcy zaczerpnęli ze sprawdzonej formuły Pokémonów to, co najlepsze, choć produkcji przydałoby się nieco szlifu, głównie w kwestiach balansu i liniowości. Jeśli macie zatem około 14 wolnych godzin (lub więcej, jeśli chcecie złapać je wszystkie), to dajcie się wciągnąć w ten kolorowy świat. Tym bardziej, że w zasięgu ręki jest również sequel!

Cena w eShopie: 40,00 zł

Podziękowania dla PQube za dostarczenie gry do recenzji.


Podsumowanie

Zalety

  • + ponad 300 różnorodnych stworków do złapania
  • + kolorowy świat, który przypomina stare RPGi z GBA
  • + całkiem ciekawa i pełna humoru fabuła
  • + przyjemna ścieżka dźwiękowa
  • + sporo zawartości w niskiej cenie

Wady

  • - niezbalansowany i nieco niesprawiedliwy system walki
  • - niewielka pula ruchów
  • - mocno liniowa
  • - brak funkcji sieciowych
  • - brak polskiej wersji językowej

7.5

Wyświetleń: 1022

Redaktor

Kosma Staszewski

Tak, to imię, a nie pseudonim, choć w świecie gier przedstawiam się jako Szuszuro. „Złapałem je wszystkie” niezliczoną ilość razy, a z produktami Nintendo utrzymuję niezdrową relację od wielu lat. Na co dzień studiuję i parzę kawę, aby mieć hajs na gry.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *