RecenzjeRecenzja
RecenzjeArtykuł

Podróż do świata snów – recenzja Atelier Sophie 2: The Alchemist of the Mysterious Dream

Seria Atelier liczy już sobie 25 lat. Już w ubiegłym…

15 marca 2022

Seria Atelier liczy już sobie 25 lat. Już w ubiegłym roku zapowiedziane zostały przez Koei Tecmo jej obchody, z okazji których fani nastawiali się na wydanie trzeciej już odsłony przygód Reisalin Stout. Tak się jednak nie stało, ponieważ kolejną pełnoprawną częścią okazało się być Atelier Sophie 2: The Alchemist of the Mysterious Dream. Pierwsza ukazała się w 2015 roku na konsolach PS3, PS4 i PSV, natomiast dwa lata później również na PC. Z kolei w 2021 roku ukazała się wersja DX, którą cieszyć się mogli również posiadacze Switcha. Kontynuacja jest znacznym skokiem pod względem grafiki i wydajności, co z pewnością uprzyjemnia rozgrywkę.

 

 

Udana kontynuacja

 

Atelier Sophie 2: The Alchemist of the Mysterious Dream kontynuuje opowieść o przygodach tytułowej Sophie oraz tajemniczej Plachty. Jeśli jednak nie mieliście do czynienia z pierwowzorem i nie macie zamiaru w niego grać, to również nic straconego. W menu najnowszej odsłony możemy obejrzeć filmik, który streszcza wszystkie poprzednie wydarzenia, abyśmy mogli lepiej odnaleźć się w historii. Tutaj jednak trzeba nastawić się na spoilery.

 

 

W drugiej części Atelier Sophie tytułowa alchemiczka oraz jej towarzyszka Plachta postanawiają opuścić rodzinne Kirchen Bell, aby znaleźć sposób na przemianę tej drugiej w prawdziwego człowieka. Wyprawa przebiega bezproblemowo do czasu, gdy podróżniczki trafiają na drzewo o dziwnym kształcie, które jedna z dziewczyn widziała już w swoich snach. Na tym jednak zaskoczenie się nie kończy, ponieważ chwilę później nieoczekiwanie pojawia się wielki wir, który wciąga obydwie nieszczęśniczki.

 

Witamy w Erde Wiege

 

W tym momencie zaczyna się właściwa przygoda, ponieważ Sophie trafia do tajemniczego świata snów zwanego Erde Wiege, który stworzony został przez Boginię Snów – Elwirę. Dziewczyna szybko poznaje nowych przyjaciół, z którymi przyjdzie jej kontynuować przygodę, dowiaduje się od nich o prawidłowościach rządzących tym światem oraz niedługo potem odkrywa, że w mieście mieszka alchemiczka o imieniu Plachta. W jej pracowni okazuje się jednak, że nie jest to ta sama osoba, której poszukuje Sophie, chociaż jest do niej bardzo podobna.

 

 

Erde Wiege jest krainą snów, do której trafiają osoby pragnące urzeczywistnić swoje marzenia. Na pozór przypomina ona normalny świat. Są w niej zwyczajne domostwa z różnorodnymi mieszkańcami, natomiast na otwartych przestrzeniach grasują niebezpieczne stworzenia, mimo że nieco inne niż te, do których przywykła Sophie. Dziewczyna będzie starała się poszerzać swoje doświadczenie jako alchemiczki, dowiedzieć się, co stało się z jej mentorką Plachtą oraz ostatecznie spotkać się z Elwirą, która mogłaby jej udzielić odpowiedzi na nurtujące pytania.

 

Alchemiczne multiwersum

 

Zabieg polegający na stworzeniu zupełnie nowego świata dał twórcom pewne możliwości związane z kreowaniem postaci i wydarzeń. W tej części nie musieli więc sztywno trzymać się schematów związanych z uniwersum Atelier i mogli pozwolić sobie na większą dozę dowolności. Przykładem jest chociażby pojawienie się Plachty, która nie do końca jest tą samą osobą. Również inni bohaterowie, jak chociażby Ramizel, budzą wyraźne skojarzenia ze znanymi już postaciami, chociaż w rzeczywistości są innymi osobami. Jednak w znacznej części gry zastosowano wiele znanych rozwiązań.

 

 

Zróżnicowane postacie

 

Ponownie mamy do czynienia z podobnymi, klasycznymi archetypami bohaterów. Mamy więc rycerza imieniem Diebold, który w przeszłości pokonał smoka oraz ocalił swój kraj przed zagładą. Poznajemy też Alette, która jako kupiec prowadzi w świecie snów swój interes, na którym przy każdej okazji chce się wzbogacić. Inną postacią jest Olias, uważający się za najlepszego ochroniarza w krainie, jak również Ramizel, która jako pierwsza znalazła się w Erde Wiege, a jej celem jest zostanie alchemiczką. Widać więc sporą różnorodność, chociaż są to schematy bohaterów znane już z poprzednich części. Nie oznacza to oczywiście, że historia wam się nie spodoba. Wręcz przeciwnie, prowadzona jest w sposób zrównoważony, a więc mamy wystarczająco dużo akcji oraz przerywników filmowych posuwających fabułę do przodu.

 

 

Nowy świat, nowe możliwości

 

Ważnym elementem gry jest dążenie Sophie do zdobywania coraz większych umiejętności alchemicznych. Oczywiście nieco nielogiczne byłoby, gdyby twórcy postanowili wyzerować jej zdolności i uznali, że dziewczyna uczy się od zera. W końcu opuszczając Kirchen Bell, miała już pewne doświadczenie i wiedzę. Dlatego w drugiej części poziom postaci rozpoczyna się od 20, natomiast poziom alchemii od 50. Jedyne, co zostało zrestartowane, to poziom znajomości receptur. W tym przypadku jednak zostało to wytłumaczone kwestiami fabularnymi. W końcu trafiamy do nowego świata, na terenie którego porasta wiele nieznanych jej wcześniej roślin, a z tych można tworzyć zupełnie nowe mikstury. Dziewczyna musi więc uczyć się przepisów od nowa, jednakże nie jest to zadanie szczególnie trudne. Musimy przede wszystkim zbierać składniki rozmieszczone na mapie. Po zgromadzeniu różnych kombinacji Sophie przychodzą do głowy świeże pomysły dotyczące nowych schematów.

 

 

Ingerencja w pogodę

 

Bardzo ciekawym rozwiązaniem są specjalne kamienie rozmieszczone w poszczególnych lokacjach. Umożliwiają one zmianę pogody lub pór roku (ponieważ w świecie Kirchen Bell pogoda nie zmienia się sama, natomiast mieszkańcy nie starzeją się). Nie jest to jednak element czysto kosmetyczny, ponieważ takie rozwiązanie pozwala na tworzenie rozwiązań odblokowujących nowe przejścia. Przykładowo, wchodząc na teren słoneczny, mamy możliwość jego zamiany na obszar wodny. Następnie przy pomocy zmiany pogody możemy go zamrozić, co ostatecznie pozwoli na chodzenie po nim i dostanie się do nowych miejsc.

 

 

Ładna grafika

 

Pod względem graficznym produkcja prezentuje się bardzo ładnie. Lokacje są kolorowe i zróżnicowane. Tekstury są wysokiej jakości, jak na możliwości Switcha, zastosowana została również gra świateł, która dobrze wygląda przy poruszaniu się. Co prawda odświeżanie to tylko 30 klatek na sekundę, jednakże nie doświadczyłem w czasie gry jakichś szczególnych przycięć czy spowolnień. Szata graficzna tytułu nie jest oczywiście niczym nowatorskim, ponieważ taka stylistyka została już zastosowana w poprzednich częściach, ale skoro coś jest dobre, to po co to zmieniać?

 

 

Alchemiczka i jej kocioł

 

Sztandarowym elementem serii Atelier jest oczywiście tworzenie mikstur. I chociaż generalnie jest on podobny w każdej części, to jednak w każdej z odsłon Gust starał się wprowadzić pewne mniej lub bardziej widoczne zmiany. Nie inaczej jest tym razem. Dla osób, które nigdy nie miały jeszcze do czynienia z cyklem, można powiedzieć, że na pozór przypomina to liczne darmowe gry mobilne polegające na zbijaniu lub układaniu kryształów według kolorów. W tym przypadku po zebraniu odpowiednich składników i powrocie do naszej pracowni (a właściwie pracowni Plachty, która nam jej użycza) musimy udać się do kotła. Wówczas naszym oczom ukazuje się plansza 5×5 (czasem nawet większa), na której w odpowiednich miejscach układamy klocki żywiołów. Odpowiedni układ wpływa na to, jakiej jakości będzie ostateczny produkt.

 

 

Całość jest jednak bardzo intuicyjna, poza tym mamy do dyspozycji samouczek. Szybko można więc załapać, o co chodzi, i nabijać kolejne poziomy, stając się mistrzem alchemii. Nie ma sensu zagłębiać się w szczegóły mechaniki, jednak istotne jest to, że im więcej linków oraz kolorów zdołamy zmieścić na planszy, tym tworzona przez nas mikstura lub przedmiot będzie lepszej jakości. W efekcie tego procesu produkt może otrzymać maksymalnie do czterech efektów. Bardzo często ich końcowa jakość nie ma jakiegoś szczególnego znaczenia dla rozgrywki, jednakże są takie momenty, w których musimy uzyskać określony bonus, aby posunąć się dalej z fabułą.

 

Trzeba przyznać, że jak w każdej części, również i tutaj ten element jest bardzo wciągający i relaksujący. Stanowi również pewną odskocznię od prowadzenia licznych walk i czytania dialogów.

 

Co sześć głów, to nie trzy

 

A jak już mowa o walkach, to w tym przypadku również zostało wprowadzonych kilka zmian. Nie ma się co szczegółowo rozwodzić nad mechaniką, ponieważ mamy do czynienia z typowym jRPG, w którym nie zabrakło turowych walk. Wszyscy dobrze wiemy, co się z tym wiąże, a więc drzewko rozwoju i różnego rodzaju umiejętności charakterystyczne dla poszczególnych postaci. W Atelier Sophie 2: The Alchemist of the Mysterious Dream w bitwie może uczestniczyć do sześciu bohaterów, a więc troje na pierwszej linii i troje na drugiej. Zmiana ta polega na tym, że bohaterowie z pierwszej linii bezpośrednio uczestniczą w potyczce i mogą zostać zaatakowani przez przeciwników, natomiast osoby z drugiej linii mogą zostać przywołane do pomocy. Daje to pewne możliwości, np. wykonanie podwójnego ataku w jednej turze.

 

Atelier Sophie 2: The Alchemist of the Mysterious Dream jest dobrym jRPG, które mógłbym polecić każdemu fanowi tego gatunku. Jeśli dodatkowo lubicie tę serię, to tym razem również się nie zawiedziecie. W dużej części otrzymujemy to samo co wcześniej, ale również widać, że twórcy silą się na wprowadzanie pewnych zmian, które jak na razie wychodzą całkiem dobrze. Zakup na pewno będzie gwarantować wiele godzin doskonałej zabawy.

 

Cena w eShopie:

Podziękowania dla Koei Tecmo za dostarczenie gry do recenzji.

 


Podsumowanie

Zalety

  • + ładna grafika
  • + wiele ciekawych rozwiązań w mechanice
  • + wciągająca fabuła

Wady

  • - opcja automatycznej syntezy psuje zabawę
  • - poziomy zdobywamy trochę za wolno
  • - większość gry jest zapożyczona z poprzednich części

8.5

Wyświetleń: 1012

Redaktor

Paweł Sępioł

Wyznawca Eris z utęsknieniem czekający na powrót Wielkich Przedwiecznych. Na nowo odkrył miłość do Nintendo, chociaż od wielu lat romansuje jeszcze z PlayStation. Fan planszówek, horroru w każdej formie oraz zombie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *