RecenzjeRecenzja
RecenzjeArtykuł

Przerażająca wyprawa na Przełęcz Diatłowa – recenzja Kholat

Minęło już ponad 61 lat, odkąd dziewięcioro studentów Uralskiego Instytutu…

15 maja 2020

Minęło już ponad 61 lat, odkąd dziewięcioro studentów Uralskiego Instytutu Politechnicznego w Swierdłowsku (obecnie Jekaterynburg) wyruszyło w góry w celu zdobycia szczytu Otorten. Nigdy z tej wyprawy nie wrócili, a nad przyczyną ich zagadkowej śmierci zastanawiały się tysiące dziennikarzy śledczych, kryptozoologów i miłośników zjawisk paranormalnych. W 2015 roku polskie studio IMGN.PRO stworzyło grę z gatunku horror/adventure w oparciu o tajemnicze wydarzenia pt. Kholat, a po 5 latach produkcja trafiła również na Switcha. Czy z Joy-Conami w dłoniach uda nam się dowiedzieć, co tak naprawdę zabiło „Diatłowców”?

 

Wydarzeniami na Przełęczy Diatłowa fascynuję się od dobrych kilku lat, zatem wieść o nadchodzącej premierze Kholat na Switcha potraktowałem niemal jak prezent urodzinowy. Jest to jednak sprawa na tyle zawiła, tajemnicza i skomplikowana, że zastanawiałem się, na ile produkt IMGN.PRO będzie przystępny dla niedzielnego gracza. Tuż po rozpoczęciu zabawy moim oczom ukazało się jednak animowane intro, które dostarcza wszelkich informacji potrzebnych do zrozumienia kontekstu. Fakty są zatem następujące…

 

 

Ostatnia ekspedycja

 

Grupa alpinistów, której przewodził Igor Diatłow (nazwiskiem którego ochrzczono miejsce zdarzenia), swoją wyprawę planowała od miesięcy. Trasa liczyła około 300 kilometrów, a jej pokonanie miało zająć Rosjanom około 3 tygodni. Gdy po tym czasie rodziny uczestników nie otrzymali obiecanej wiadomości o ich sukcesie, sprawa przerodziła się w śledztwo.

Pod koniec lutego 1959 roku działania ratunkowe przyniosły skutek, choć nie taki, jakiego się spodziewano. Znaleziono namiot studentów, który został rozcięty ostrym narzędziem… od wewnątrz. Pozostawione rzeczy wskazywały na to, że alpiniści byli zmuszeni do natychmiastowej ucieczki. Nieopodal namiotu znaleziono pierwsze ciała. Wybrakowany ubiór, dziwny, pomarańczowy odcień skóry i rozległe, makabryczne obrażenia utrudniały śledczym odtworzenie zdarzeń. Zwłoki ponadto wykazywały nietypowy stopień napromieniowania. Teorii było mnóstwo: od ataku niedźwiedzia lub Mansów (rdzennych mieszkańców tamtejszych terenów), przez testy tajnej, radzieckiej broni (liczni świadkowie zeznawali obecność dziwnych, pomarańczowych kul na niebie), aż po ingerencję istot pozaziemskich. Kholat postanawia połączyć wszystkie możliwe wersje wydarzeń z Przełęczy Diatłowa i proponuje własne rozwiązanie jednej z największych zagadek ludzkości.

 

 

Martwa Góra

 

W Kholat wybierzemy się w podróż śladami grupy Diatłowa. Jej pierwszym przystankiem jest stacja kolejowa w miasteczku położonym najbliżej gór Ural. Już od pierwszych chwil rozgrywki wiemy, z jakim rodzajem produkcji mamy do czynienia. W miejscowości nie spotkamy żywej duszy, mimo że nic nie wskazuje na to, by była opuszczona. Nie znamy tożsamości protagonisty ani jego zamiarów – pozostaje nam więc tylko iść przed siebie, minąć w ciszy wszystkie budynki, zejść z torów i udać się w głąb lasu. Początek gry jest bardzo intensywnym doznaniem, które potęguje melancholijna muzyka oraz minimalistyczne, a przy tym niezwykle skuteczne udźwiękowienie.

 

 

Po kilkuminutowej wędrówce niespodziewanie znajdziemy się pośród białego bezkresu, a nieznany, męski głos zacznie snuć mroczną opowieść. Pośród nicości znajduje się jednak opuszczony namiot – prawdopodobnie ostatni azyl „Diatłowców” – po czym gra wrzuca nas w sam środek Przełęczy Diatłowa. Gdy w okolicy dzieje się coś zdecydowanie paranormalnego, a dziewięć płomiennych zjaw rozbiega się na wszystkie strony, rozpoczyna się właściwa rozgrywka.

 

Jak spacer po lesie

 

W ręce gracza oddano absolutne minimum narzędzi, które pomogą mu w eksploracji uralskich rejonów. Do dyspozycji mamy latarkę, która rozświetli najmroczniejsze z miejsc, kompas oraz mapę. Te ostatnie swoją mechaniką przywodzą mi na myśl Firewatch, bo jeśli liczycie na śledzenie swojej aktualnej pozycji przy pomocy pulsującej kropki i klarowne wskazanie celu drogi, to srogo się rozczarujecie. Kholat zachęca bowiem do korzystania z własnych umiejętności poruszania się i orientacji w terenie. Mapę trzeba dokładnie studiować, aby cokolwiek z niej wyczytać, zatem dla niektórych może okazać się ona kompletnie nieprzydatna. Ja skorzystałem z niej zaledwie kilka razy w ciągu całej rozgrywki – kierunek częściej wskazywała mi intuicja.

 

 

Na Przełęczy Diatłowa odnajdziemy też skrzętnie poukrywane dokumenty i notatki, które odkryją przed nami rąbek tajemnicy i fantastycznie zbudują klimat produkcji. W Kholat zagrałem z polskim dubbingiem, zaciekawiony jego obecnością, a okazało się to trafioną decyzją. Aktorzy głosowi wykonali kawał dobrej roboty, całkowicie wchodząc w postać autora każdej z notatek, choć sama jakość tekstów miejscami pozostawiała wiele do życzenia. Mając do dyspozycji absolutne minimum informacji, byłem w stanie dokładnie wyobrazić sobie przemawiającego do mnie bohatera. Pod tym względem Kholat należą się gromkie brawa, chociaż brak rosyjskiego dubbingu wydaje mi się niezwykle zaprzepaszczoną okazją do oddania pełni klimatu produkcji.

 

 

Do zbierania dokumentów w Kholat zachęci nas nie tylko wizja posunięcia fabuły do przodu, ale również… zapisania stanu gry. A zapisy się przydadzą, bo w trakcie rozgrywki często zdarzało mi się umrzeć. Było dla mnie dużym zaskoczeniem, że w grze eksploracyjnej zaimplementowano mechanikę śmierci, bo właściwie nie wnosi ona absolutnie niczego do doświadczenia. Przypadkowe nadzianie się na kolce prędzej wyrwie gracza z tak skrzętnie budowanej immersji, niż go przestraszy, a całość psuje też poniekąd powagę historii. Dokumenty są rozsiane na tyle rzadko, że każda skucha wiąże się z powtarzaniem długich segmentów dość monotonnej wędrówki, co nie tylko sztucznie wydłuża grę, ale też zwyczajnie frustruje.

 

 

Kholat oferuje poniekąd nieliniową rozgrywkę, bo kolejność wykonywanych czynności określamy sobie sami. Zadanie jest jasne – podążać za każdym członkiem ekspedycji Diatłowa i odkryć, co go spotkało. Gdy tylko rzuciłem się w pogoń za pierwszą płomienną istotą, momentalnie zwolniłem, słysząc wycie jakiegoś zwierzęcia (wilka?). Każdy krok stawiałem z coraz większą dozą zwątpienia, a wycie zdawało się być coraz głośniejsze. Niedługo potem zaczął mu towarzyszyć okropny warkot, a drzewa dookoła niespodziewanie urosły, osnuwając okolicę w jeszcze większej ciemności. Kholat utrzymuje gracza w poczuciu ciągłego, okropnego niepokoju, a napięcie nigdy nie przestaje narastać. Lakoniczne wskazówki ze strony gry oraz niepewność co do każdej podejmowanej czynności tylko pogłębiają uczucie osamotnienia i lęku. Przedzierając się przez nieprzyjazną i złowrogą Przełęcz Diatłowa, bałem się spojrzeć za siebie.

 

 

Tak wciągnięty w rozgrywkę nie byłem od dawna, zatem niezwykle frustrujące okazały się dla mnie ekrany wczytywania. Ekrany niezwykle długiego wczytywania, które pojawiają się w losowych miejscach, całkowicie rujnując immersję i atmosferę. Oprócz loadingów w postaci chwilowej zawieszki rozgrywki są też takie, które uraczą nas grafiką z poradami odnośnie zabawy, które już do reszty zabijają jakikolwiek suspens. Z jednej strony rozumiem przyczyny tego problemu, bo tak duży świat gry wykreowany na silniku Unreal Engine 4 z pewnością stanowi wyzwanie dla Switcha, jednak wydaje mi się, że można było to rozwiązać lepiej, zgrabniej, aby nie zrazić graczy do głównego atutu produkcji.

 

 

Złośliwi nazwą pewnie Kholat symulatorem chodzenia. I, niestety, przyznam im w tym poniekąd rację. Podczas rozgrywki brakowało mi większego stopnia interakcji gracza ze światem gry. Nasza rola ogranicza się do biernych obserwacji, a pozbawienie historii szerszego kontekstu – jak chociażby tożsamości protagonisty – lekko zniechęca do rozwikłania zagadki. Sporą część rozgrywki w Kholat zajmuje błądzenie po mroźnych dolinach z nadzieją popchnięcia fabuły do przodu, zatem z 4 godzin, jakich potrzebowałem na ukończenie gry, faktycznego „grania” było niewiele.

 

 

Pewne zastrzeżenia mam również do samej fabuły. IMGN.PRO wybrało świetne podłoże do wysnucia własnej interpretacji wydarzeń z Przełęczy Diatłowa, jednak zamiast tego postanawia zebrać wszystkie popularne teorie spiskowe i połączyć je w jedną, nie do końca sensowną mieszankę. Podczas rozgrywki podchodziłem do historii z dystansem, biorąc poprawkę na to, że jest to gra komputerowa. W pewnym momencie odniosłem jednak wrażenie, że twórcy chcieli wrzucić do tej opowieści zbyt wiele wątków i postraszyć gracza na tak przeróżne sposoby, że ostatecznie pozostawili go w stanie oszołomienia i konsternacji. Nie spodobało mi się również zakończenie, które sprawia wrażenie nie tyle tajemniczego, co niedopowiedzianego.

 

 

Oblicze Uralu

 

W kwestii oprawy graficznej odczucia mam dość mieszane. Podczas początkowej sekwencji w miasteczku dało się zauważyć, że mam do czynienia z 5-letnią grą, jednak gdy rozpoczęła się właściwa rozgrywka i zapadła noc, Przełęcz Diatłowa urzekła mnie swoim niepokojącym pięknem. Kholat celuje w realizm, posługując się umiejętną grą światłem i barwami, skutecznie działając na zmysły gracza. Na Switchu pogramy w 30 FPSach, którym nie zdarzyło się wariować podczas mojej styczności z tytułem.

 

 

Efekty dźwiękowe zdecydowanie stanowią natomiast największą siłę Kholat i to dzięki nim byłem w stanie tak bardzo wsiąknąć w rozgrywkę. Z każdym krokiem wiąże się chrupnięcie śniegu pod stopami, szmer drzew roztacza napiętą atmosferę, wycie i powarkiwania niezidentyfikowanych istot skutecznie spotęgują uczucie bycia obserwowanym, a o solidnej grze aktorskiej w notatkach już wspominałem. Intrygująca jest również ścieżka dźwiękowa, przy czym – bardzo skromna. Utwory odtwarzane są dość rzadko, jednak idealnie pogłębiają doznania płynące z rozgrywki. I to przy pomocy zaledwie kilku instrumentów. W Kholat gorąco polecam grać ze słuchawkami i w kompletnych ciemnościach – gwarantuję, że momentalnie znajdziecie się na Przełęczy Diatłowa.

 

 

61 lat bez odpowiedzi

 

Trudno jest mi jednoznacznie ocenić moją przygodę z Kholat. Przechadzka po Przełęczy Diatłowa była bardzo ciekawym doznaniem, jednak zastanawiam się, na ile wynika to z mojego zafascynowania tematem. Osoby, które sięgną po tytuł bez jego znajomości, mogą poczuć się znudzone nieangażującą rozgrywką, frustrującą mechaniką śmierci, długim wczytywaniem i dość chaotyczną fabułą. Trudno też na Przełęcz wrócić, bo właściwie nie ma ku temu żadnego powodu. Kholat zapamiętam zatem jako niezwykle intensywny, choć krótki wieczór.

 

Cena w eShopie: 39.90 zł

Podziękowania dla IMGN.PRO za dostarczenie gry do recenzji.

 


Podsumowanie

Zalety

  • + dobry pomysł na grę
  • + świetny, pieczołowicie budowany klimat
  • + polska wersja językowa
  • + znakomite efekty dźwiękowe
  • + uczucie ciągłego, narastającego niepokoju, przez który strach obejrzeć się za siebie

Wady

  • - mechanika śmierci, która niczemu nie służy
  • - długi czas wczytywania, wybijający z klimatu
  • - niekiedy da się zauważyć niedociągnięcia graficzne
  • - gracz pełni rolę biernego obserwatora zdarzeń
  • - nieco chaotyczna fabuła
  • - krótka, w dodatku nie ma powodów, by zagrać ponownie

6.5

Wyświetleń: 1123

Redaktor

Kosma Staszewski

Tak, to imię, a nie pseudonim, choć w świecie gier przedstawiam się jako Szuszuro. „Złapałem je wszystkie” niezliczoną ilość razy, a z produktami Nintendo utrzymuję niezdrową relację od wielu lat. Na co dzień studiuję dziennikarstwo i parzę kawę, aby mieć hajs na gry.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *