RecenzjeRecenzja
RecenzjeArtykuł

Wolna jak ptak – recenzja AER: Memories of Old

Z pewnością każdy gracz kojarzy czasy popularności Journey – ekskluzywnego…

15 września 2019

Z pewnością każdy gracz kojarzy czasy popularności Journey – ekskluzywnego tytułu na PlayStation 3, który dla wielu był głównym powodem nabycia tej konsoli. Ta tajemnicza, minimalistyczna w swoim sposobie opowiadania historii, jednak nadal wciągająca jak diabli gra znalazła sobie rzeszę fanów, poszukujących tego typu doświadczenia w innych produkcjach. Cóż – można powiedzieć, że następca Journey faktycznie się zjawił.

Wyprodukowane przez studio Forgotten Key oraz wydane przez Daedalic Entertainment AER: Memories of Old już od pierwszych sekund zachwyciło mnie swoim klimatem, który natychmiast kojarzy się ze wspomnianą Podróżą. Pora wskoczyć do tego enigmatycznego świata i odkryć jego tajemnice.

 

 

Śladami przodków

 

Wcielamy się w Auk – przedstawicielkę rasy zmiennokształtnych, która rozpoczyna swoją pielgrzymkę szlakiem bogów. Wygląda jednak na to, że będzie musiała odłożyć te plany na później, bowiem krainie, w której żyje, grozi niebezpieczeństwo. Tajemniczy głos wewnątrz jaskini, w której rozpoczyna się nasza przygoda, informuje Auk, że musi odnaleźć trzy świątynie, a w nich trzy artefakty, które pomogą odpędzić zło ze świata.

 

 

Fabuła w AER podawana jest graczowi w dość szczątkowy sposób. Produkcja jest nieliniowa i możemy eksplorować poszczególne lokacje w dowolnej kolejności, co też sprawia, że historię poznamy we własnym tempie. W trakcie gry miałem jednak wrażenie, że większą rolę w budowaniu tej opowieści mam ja sam, kierując Auk tam, gdzie zechcę, aniżeli krocząc ścieżką wyznaczoną przez twórców. Przemierzanie otwartej krainy podzielonej na setki małych wysepek stanowi główną oś rozgrywki i dość istotny szkielet fabularny.

 

 

Poza eksploracją, o świecie i jego historii dowiemy się co nieco od sporadycznie napotykanych postaci niezależnych, którzy pomogą nam też popchnąć fabułę do przodu. Na drodze natkniemy się również na zastygłe w miejscu duchy dawnych tubylców, których strzępki rozmów rozwiną naszą wiedzę o przeszłości. Ich obecność wywarła na mnie dość smutne, refleksyjne wrażenie – z jednej strony były to niewinne wypowiedzi, z drugiej czerwone światło, że musiało przydarzyć się im coś złego.

 

 

No, machnij!

 

Wspomniałem wcześniej, że Auk należy do rasy zmiennokształtnych. Oznacza to, że po opuszczeniu lokacji początkowej będziemy mieć wolną rękę – a raczej, skrzydło – w eksploracji świata. W dowolnym momencie możemy przemienić się w ptaka, co umożliwi nam przemieszczanie się pomiędzy wyspami. Mechanika latania jest zdecydowanie kartą przetargową całej produkcji, bo zrealizowana jest świetnie. Fruwanie w przestworzach sprawia niesamowitą radość, a fakt, że nic nie ogranicza nas w wyborze kierunku, w którym chcemy podążać, wyzwala w graczu niesamowite poczucie wolności. Początkowo miałem pewne trudności z przyzwyczajeniem się do sterowania, jednak po paru minutach wykonywałem już satysfakcjonujące akrobacje w powietrzu.

 

 

Poza zmianą formy, do dyspozycji otrzymamy kompas oraz mapę, dzięki którym zorientujemy się po paru minutach lotu, że jesteśmy na krańcu świata, jak również latarnię. Z tej korzystać możemy wyłącznie w ludzkiej formie (co jest dosyć zrozumiałe), a użycie jej jest niezbędne do rozwiązania większości zagadek w grze. Również z jej pomocą będziemy mogli odkryć ślady starożytnych cywilizacji i napotkać wspomniane wcześniej duchy.

 

 

Świat gry możemy podzielić na dwie sfery – powierzchnię oraz podziemia. Na zewnątrz spotkamy inne postaci i będziemy musieli wymyślić sposób na otwarcie jaskiń i katakumb. Wewnątrz czekają nas proste zagadki środowiskowe, takie jak skierowanie promienia światła w odpowiednie miejsce, stawanie na płytkach naciskowych, ogólnie – nic inwazyjnego i wstrzymującego rozgrywkę. W świątyniach odkryjemy dalszy ciąg historii, zdobędziemy potrzebne artefakty i dowiemy się, co dalej robić.

 

 

AER: Memories of Old najbardziej zawodzi w kontekście długości przygody. Przejście gry zajmuje maksymalnie 3 godziny, a po ukończeniu wątku fabularnego nie ma sensu do niej wracać. Na innych platformach zachęcały do tego osiągnięcia, których na Switchu jednak nie uświadczymy. To wszystko sprawia, że po tych 3 godzinach czuje się spory niedosyt, zwłaszcza po zakończeniu historii, które nie tyle zawiodło moje oczekiwania, co było po prostu okej.

 

 

Pikselowe piękno

 

Elementem, który natychmiast zachwycił mnie po uruchomieniu gry, jest jej oprawa audiowizualna. Graficznie AER przypomina wspomniane wielokrotnie Journey. Świat jest niezwykle kolorowy, a pikselowy styl nadaje mu uroku. Nieco niepokojący są bohaterowie pozbawieni twarzy, jednak składa się to na tajemniczą atmosferę krainy. Podczas zabawy nieraz zachwycałem się ciepłym światłem latarni, pełzającym po bryłowatych ścianach, a Switchowy album zapchałem masą zrzutów ekranu. Największe wrażenie zrobił na mnie moment, kiedy podczas lotu wleciałem w coś, co miałem za skałę. Spodziewałem się przykrego dźwięku łamania gnatów, okazało się jednak, że „skała” w istocie jest ogromną chmurą, przez którą bezproblemowo przeleciałem. Czułem się niczym we wnętrzu waty cukrowej i od tamtej pory zwiedzałem obłoki przy niemal każdej okazji.

 

 

Warto wspomnieć również o udźwiękowieniu, które w dużym stopniu przyczynia się do budowania genialnego klimatu.  Za każdym razem, gdy zmieniamy się w ptaka, towarzyszy nam niezwykle odprężający ambient, który nadaje naszym wyprawom poczucia przygody. A muzyki w tej grze jest dość niewiele – większość czasu będziemy się przysłuchiwać śpiewom ptaków, szumowi wody czy własnym krokom w przepastnych podziemiach. Polecam odpalić sobie soundtrack w Internecie – gwarantuję, że zapomnicie o wszelkich stresach.

 

Kieszonkowa podróż

 

Wydaje mi się, że przeportowanie AER na ogródek Nintendo było całkiem dobrym pomysłem. Jest to gra na tyle krótka, że spokojnie ukończymy ją podczas jazdy pociągiem, co tym samym uczyni podróż znacznie przyjemniejszą. Port jest też nieźle zoptymalizowany, przez co w trybie zadokowanym i przenośnym nie napotkamy spadków płynności – zdarzyło mi się to ledwie kilka razy. Większość czasu obraz utrzymuje około 30 klatek na sekundę.

 

 

To jest jednak tego typu produkcja, którą albo się pokocha, albo rzuci w kąt po paru minutach. Ten tajemniczy klimat, nietuzinkowa rozgrywka, mechanika latania, eksploracja, historia świata i przepiękna grafika mnie absolutnie kupiły. Polecam wam dać Auk szansę. Ta gra nie zmieni waszego życia, ale z pewnością będziecie ją bardzo miło wspominać.

Podziękowania dla Daedalic Entertainment za dostarczenie gry do recenzji.

 


Podsumowanie

Zalety

  • + przepiękna grafika i udźwiękowienie
  • + tajemniczy świat
  • + polska wersja językowa
  • + to głównie gracz opowiada tę historię
  • + mechanika latania jest niesamowita
  • + czasem trzeba ruszyć głową

Wady

  • - zdecydowanie za krótka
  • - tę grę albo się kocha, albo odkłada ze znużeniem
  • - ostatecznie mało odkrywcza

7

Wyświetleń: 980

Redaktor

Kosma Staszewski

Tak, to imię, a nie pseudonim, choć w świecie gier przedstawiam się jako Szuszuro. „Złapałem je wszystkie” niezliczoną ilość razy, a z produktami Nintendo utrzymuję niezdrową relację od wielu lat. Na co dzień studiuję dziennikarstwo i parzę kawę, aby mieć hajs na gry.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *