Hero RecenzjeRecenzja
Hero RecenzjeArtykuł

Z głową w chmurach – recenzja The Legend of Zelda: Skyward Sword

Przygód Linka w całej historii Nintendo nazbierało się całkiem sporo….

29 lipca 2021

Przygód Linka w całej historii Nintendo nazbierało się całkiem sporo. Twórcy nie bali się eksperymentować z tą serią. Każda z wersji czy nowe udziwnienia implementowane w znane już graczom formy rozgrywki niosły ze sobą mieszane uczucia, które z czasem przeradzały się w zachwyt. Tak też jest z opisywanym tu Skyward Sword. Wersja HD na Nintendo Switch zbiera masę pozytywnych ocen, tak jak zresztą jej oryginał, który dziesięć lat temu ukazał się na konsoli Wii i skradł serca krytyków. Czy naprawdę po tylu latach wciąż jest się czym zachwycać?

 

 

Wciągająca historia

 

Oczekując kontynuacji BoTW, otrzymujemy remaster gry sprzed dziesięciu lat. Z jednej strony czujemy radość, bo dla niektórych to wciąż nieznana przygoda Linka, w której chętnie się zanurzą. Z drugiej zaś jest to całkowicie odmienna gra, bazująca na innych mechanikach, a do tego bardziej liniowa. Nie zadowoli więc każdego fana eksploracji niczym z BotW. Niemniej ten liniowy ciąg przygody niesie z sobą jedną ogromną zaletę, jaką jest narracja. Wydaje się, że Skyward Sword wyróżnia się spośród reszty tytułów serii naprawdę satysfakcjonującą historią i wyrazistymi postaciami. Nie można nie zauważyć, że gra jest „przegadana”. Ilość dialogów może być przytłaczająca, ale dzięki temu jesteśmy w stanie bardziej zagłębić się w ten świat i zżyć się z jego bohaterami. Dla mnie bomba. Niestety, standardowo – polskiej wersji językowej tu nie uświadczymy, a dialogi są zwyczajnie czytane, bo z ust bohaterów w trakcie rozmów usłyszymy co najwyżej westchnienia i pomrukiwania. Na szczęście bez rozumienia tych dialogów dalej jesteśmy w stanie dobrze bawić przy tytule, a nowa, wyśmiewana mechanika w wersji HD, jaką jest „pomijanie dialogów”, w przypadku nierozumienia tekstu i przytłaczającej jego ilości jest przyjemnym udogodnieniem.

 

 

HD!

 

Skoro już wspomniałem o jednym nowym udogodnieniu, to warto omówić pozostałe. Wspomniane „pomijanie dialogów”, choć spisuje się dobrze, to bardziej rozczarowuje jego brak w podstawowej wersji gry, niż jego aktualna obecność. Na szczęście na tym udogodnienia się nie kończą. Gra The Legend of Zelda: Skyward Sword została całkowicie dopasowana do konsoli Nintendo Switch. Poprawione tekstury i utrzymanie rozgrywki w 60 klatkach na sekundę pokazują nam świat sprzed dziesięciu lat w nowej wersji. Estetyka gry bardzo dobrze się zestarzała – choć przeskok czasowy jest widoczny gołym okiem, to jednak cały przedstawiony świat prezentuje się żywo i kolorowo. Kolejną zauważalną różnicą jest czas ładowania się kolejnych lokacji. Aktualnie jest on dwukrotnie krótszy, praktycznie więc ich nie odczujemy. Dodatkowo tytuł udostępnia graczom trzy sloty do zapisywania postępów w grze, a nie jeden, tak jak w oryginalnej wersji. A także przy podnoszeniu przedmiotów jesteśmy informowani o jego specyfikacji tylko raz. Wersja podstawowa bombardowała takimi komunikatami za każdym razem, gdy wkładało się do ekwipunku już dobrze znany nam przedmiot. Co jednak najważniejsze – sterowanie w tej grze zostało również dopasowane do możliwości „Pstryka”. A to element będący główną istotą całej rozgrywki!

 

 

Sterowanie

 

Linkiem można sterować na dwa sposoby – kontrola ruchem oraz zwyczajnie padem. Te dwa style niosą z sobą odmienne doświadczenia z rozgrywki. Także już na wstępie śmiało można zaznaczyć, że użytkownicy Nintendo Switch w wersji Lite będą nieco pokrzywdzeni. W sieci można znaleźć masę opinii mówiących o tym, że „do sterowania trzeba się przyzwyczaić”. I owszem, jest tak, ale nie jest to tak uciążliwe, jak by się mogło wydawać. Już na samym początku gry uczymy się, jak kierować naszą postacią i ten właśnie rozdział mi w zupełności wystarczył, aby oswoić się z tą specyficzną mechaniką.

 

 

Ale od początku. Weźmy na tapet sterowanie zwykłym padem. Od tego zacząłem przygodę z Skyward Sword, nie do końca przekonany do tych „ruchowych” wygibasów. W tym przypadku prawa gałka naszego kontrolera służy do machania mieczem Linka, natomiast aby obrócić kamerę, jednocześnie z prawą gałką trzeba przytrzymać przycisk R. Przemieszczając się po świecie, taki rodzaj sterowania spisuje się całkiem nieźle. Wciąż jednak zdarza mi się, że najpierw wyciągnę miecz zamiast obrócić kamerę, ale w sytuacjach platformowych nie stanowi to kłopotu. Kiedy jednak gra wymaga od nas szybszego reagowania, np. podczas potyczek – przeskakiwanie pomiędzy wyprowadzaniem ciosów a obracaniem kamery jest nie lada wyzwaniem. I jestem przekonany, że zahartowany gracz opanuje operowanie jednym i drugim nawet w najbardziej dynamicznych momentach, ale ten właśnie drobny szczegół sprawił, że byłem chętny doświadczyć sterowania ruchem. I przyznam, że była to bardzo dobra decyzja!

 

 

Sterowanie ruchem mnie zachwyciło. Samo poczucie, że Link porusza mieczem w ten sam sposób, co ja swoim Joy-Conem, jest satysfakcjonujące. Ale co najważniejsze, motion control naprawia bolączki sterowania padem, tak więc prawa gałka służy tylko i wyłącznie do obracania kamery, a miecz będzie poruszał się za naszą ręką. Ten rodzaj poruszania się jest o wiele przyjemniejszy: przy walkach z przeciwnikami czujemy większą kontrolę nad tym, co się dzieje na ekranie, a rozgrywka jest odrobinę płynniejsza. Nie przeszkadzało mi jednak przerzucanie się z jednej formy na drugą. Wiadomym jest, że będąc w trasie, w autobusie czy w aucie nie będziemy przed sobą wymachiwać Joy-Conem, tak więc dla mnie obie dostępne formy sterowania są znakomicie zrealizowane.

 

 

Przygoda!

 

The Legend of Zelda: Skyward Sword to wciągająca zabawa. Doświadczymy tu wyżej już wspomnianą walkę z przeciwnikami, którzy w inteligentny sposób, czytając nasze ruchy, będą blokować się przed atakami. Mnóstwo elementów platformowych wymagających zręczności i przemyślanego działania, a także zagadek środowiskowych, które pozwolą nam się dostać do wyjątkowych skrzyń czy też po prostu popchnąć fabułę dalej. Liniowość gry nie polega na prowadzeniu nas za rączkę i ograniczaniu naszego przemieszczania się tylko w jednym konkretnym kierunku. Mamy bowiem możliwość wzbić się w powietrze i przy pomocy naszego ptasiego kompana podróżować pomiędzy wybranymi lokacjami. Częstym punktem odwiedzin na pewno będzie Skyloft – centralne miasto w chmurach, w którym to zaczynamy naszą przygodę. Tam zaopatrzymy się w niezbędne przedmioty.

 

 

Podkreślaną bolączka graczy jest fakt, że opcja powrotu w przestworza jest dostępna tylko i wyłącznie przy specjalnych pomnikach rozmieszczonych w lokacjach. Służą one m.in. do zapisywania naszego postępu w grze. I przyznam, że zagranie Nintendo, polegające na wypuszczeniu figurki amiibo, umożliwiającej wzbicie się w powietrze i przyzwanie naszego skrzydlatego przyjaciela z każdego miejsca na mapie, jest nieco krzywdzące. Jednak sam ani razu nie poczułem potrzeby, by w środku mapy nagle wezwać naszego podopiecznego. Pomniki są dość gęsto rozlokowane w lokacjach, tak więc uważam, że ten uraz graczy do Nintendo jest mocno przerysowany.

 

 

Ocalić Zeldę!

 

Nasza podróż w świecie Skyward Sword ma swój dość oczywisty cel. Dążenie do niego będzie umilać nam znakomita ścieżka dźwiękowa. A całe około trzydzieści godzin rozgrywki nie powinno znudzić, ponieważ tytuł oferuje dużą różnorodność doświadczeń i świetnie zaimplementowanych pomysłów. Moim zdaniem jest to naprawdę wciągająca historia, która stanowi de facto początek osi czasu The Legend of Zelda. Wydanie HD na konsolę Nintendo Switch to znakomita okazja, by poznać chronologiczny początek tej rozbudowanej serii. Dla mnie jest również przyjemnym umileniem oczekiwania na kontynuację BoTW. Tak więc Joy-Con w dłoń – i spieszmy się ratować Zeldę!

Cena w eShop: 249,80 zł

Podziękowania dla Conquest za dostarczenie gry do recenzji.

 


Podsumowanie

Zalety

  • + dobrze zrealizowane sterowanie (zarówno gra na padzie, jak i sterowanie ruchem)
  • + mimo wieku w wersji HD prezentuje się bardzo ładnie
  • + płynne 60 klatek na sekundę
  • + kilka drobnych, ale znaczących usprawnień względem pierwowzoru
  • + wspaniała narracja i wciągająca historia
  • + spora różnorodność w rozgrywce, która nie powinna znudzić

Wady

  • - brak polskiej wersji językowej, a przy tym bardzo dużo dialogów
  • - sterowanie kamerą przy grze na padzie jest dość uporczywe
  • - użytkownicy Nintendo Switch Lite tracą przez utrudniony dostęp do sterowania ruchowego
  • - wygląda ładnie, ale nie trudno zauważyć, że to remaster gry sprzed dziesięciu lat

9

Wyświetleń: 2215

Redaktor

Jakub Malik

Dobre historie przyciągają mnie do siebie w grach, serialach i książkach. Mam słabość do gier retro i grafiki pixel art. Każdego roku z nadzieją wyczekuję nowych przygód z Księciem Persji. A poza tym wszystkim tańczę z ogniem, trenuję i realizuję się w doktoracie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *