RecenzjeRecenzja
RecenzjeArtykuł

Moc z ograniczeniami – recenzja Star Wars: The Force Unleashed

Porty, remastery i remaki… na Switchu mamy ich całe zatrzęsienie….

23 kwietnia 2022

Porty, remastery i remaki… na Switchu mamy ich całe zatrzęsienie. Przenośność sprzętu stała się idealnym pretekstem, by dobrze znane tytuły ogrywać jeszcze raz za sprawą największego atutu konsoli japońskiego koncernu. W związku z tym, że sprzęt niedomaga technicznie, w większości przypadków otrzymujemy produkcje nie pierwszej świeżości, trochę zapomniane. Gdy podczas Directa zapowiedziano, że wkrótce pojawi się Star Wars: The Force Unleashed, przyznam szczerze, że przez chwilę poczułem podekscytowanie, gdyż jest to jedna z gier, która mnie ominęła, a bardzo chciałem to nadrobić. Jednakże ekscytacja zniknęła, gdy zobaczyłem trailer.

 

Mnogość wersji

 

Twórcy obecnie skupiają się na kilku platformach, lecz jeszcze jakiś czas temu wydawcy chcieli udostępniać swoje produkcje na każdym możliwym sprzęcie. Takim przykładem jest Star Wars: The Force Unleashed, wydane na X360, PS3, PS2, PSP, Wii, NDS, a także smartfonach. W rezultacie mamy do czynienia z kilkoma odmiennymi produkcjami, posiadającymi różne mechaniki, oprawę graficzną oraz gameplay. Oczekiwałem, iż na Switchu otrzymamy konwersję z najmocniejszych konsol, lecz dostaliśmy leniwy port z Wii. Ta wersja być może nie jest najgorszą grą świata, lecz jest to wybrakowany produkt z ograniczeniami podyktowanymi mocą konsoli oraz błędami, które nie zostały poprawione podczas przenosin na Switcha. Według mnie to tytuł uderzający mocno w poczucie nostalgii wszystkich fanów Gwiezdnych Wojen.

 

 

Moc fabuły

 

Największą zaletą omawianej produkcji jest niewątpliwie fabuła, która emanuje filmowym klimatem i została opowiedziana w intrygujący sposób. Wcielamy się w Starkillera, tajnego ucznia Dartha Vadera, którego zadaniem jest wymordowanie wszystkich żyjących Jedi. Mimo że postać została stworzona specjalnie na potrzeby gry i nie pojawia się w filmach, to przez cały czas odnosiłem wrażenie, że idealnie wtopiła się w uniwersum, tak jakby istniała w nim od zawsze. Historię opowiedziano spójnie, nie posiada fabularnych dziur, a nowego protagonistę wprowadzono w umiejętny sposób.

 

 

W prologu wcielimy się w Dartha Vadera i ten fragment kipi mocą posiadaną przez kultową postać. Przez resztę gry sterujemy Starkillerem, który jest szybszy i zwinniejszy, kieruje się nim inaczej niż jego nauczycielem. Szkoda, że nie pokuszono się o więcej partii, gdy sterujemy innymi bohaterami, gdyż jednostajność rozgrywki potrafi mocno znużyć. Według mnie wciągająca opowieść jest jedynym motywatorem do przejścia Star Wars: The Force Unleashed, gdyż rozrywka z pewnością do tego nie zachęca – cierpi na powtarzalność i potrafi znudzić już przy krótszych posiedzeniach.

 

 

Powtarzalność i nuda

 

Jako uczeń Dartha Vadera możemy operować mocą oraz mieczem świetlnym. Repertuar ruchów jest dość rozbudowany i możemy go rozwijać przez całą rozgrywkę, lecz nie ma to znaczenia w kontekście całej gry. Nie ma konieczności używania wymyślnych kombinacji, gdyż kilka podstawowych ataków wystarcza do wybicia każdego rodzaju przeciwnika, a zwykłe mashowanie przycisków zakończy wszystkie potyczki. Do dyspozycji oddano również sterowanie ruchowe, które poznali właściciele konsoli Nintendo Wii – jest to ciekawy smaczek, lecz przez swoją nieprecyzyjność może stanowić utrapienie; lepiej wybrać walką za pomocą przycisków.

 

 

Nużące okazują się również zwiedzane miejscówki, które zostały wyciągnięte z generatora posiadającego tylko kilka elementów do ich budowy. Ciągle zwiedzamy korytarzowe lokacje, bliźniaczo podobne do siebie. Przez ograniczenia konsoli, na której pojawił się oryginał, twórcy postawili na liczbę przeciwników na ekranie, a rozbudowę etapów porzucili w kąt. Niestety wrogów też jest tylko kilka typów i powtarzają się przez całą rozgrywkę. Brak różnorodności oraz ciągłe bieganie po tych samych miejscówkach zaciera rozumienie progresu i ciągle odczuwałem, iż robię cały czas to samo, mimo że fabuła wskazuje inaczej. Na planszach porozrzucane zostały znajdźki, więc dla fanów zbieractwa również coś się znajdzie – możemy np. odszukać kryształy ulepszające miecz świetlny. Podczas całej gry zbieramy również punkty, za które możemy ulepszać moce, a także odblokować nowe stroje oraz postacie. Te ostatnie wykorzystywane są w trybie Duel, który jest ciekawym urozmaiceniem i przyjemnie się w nim gra w kanapowym multiplayerze.

 

 

Archaiczność i niedopracowanie

 

Star Wars: The Force Unleashed nie ustrzegło się kilku irytujących błędów i wad konstrukcyjnych. Bossowie to połączenie walki ze standardowymi przeciwnikami oraz przydługich Quick Time Eventsów, które zostały zwielokrotnione i pojawiają się bardzo często, przez co szybko się nudzą. Dodatkowo gra posiada problemy z celowaniem oraz pracą kamery, która często układa się pod nienaturalnym kątem – sprawia to, że trudno jest rozeznać się w tym, co dzieje się na ekranie.

 

 

Grafika już podczas premiery wyglądała na zaniedbaną – liche tekstury, powtarzalne poziomy, lewitujące przedmioty oraz mimika bohaterów teraz może budzić tylko politowanie. Technikalia nie zestarzały się z gracją, co widać nawet na małym ekranie konsoli. Na plus można zaliczyć, iż gra działa w stabilnych 60 klatkach, co nie powinno dziwić, patrząc na to, co ma do zaoferowania. Atutem gry z pewnością jest również oprawa dźwiękowa, która idealnie komplementuje muzykę znaną z filmów. Jednakże odgłosy otoczenia nagrano na jedno kopyto, co widać szczególnie po przeciwnikach – cały czas powtarzają się te same odgłosy wydawane przy śmierci, niezależnie od rodzaju wroga.

 

 

Star Wars: The Force Unleashed w wersji wydanej na Wii, a teraz na Switchu, to typowy średniak, którym głowę zaprzątną sobie wyłącznie zatwardziali fani Gwiezdnych Wojen. Nie jest to tytuł koszmarny, lecz obecnie lepiej zainteresować się lepszymi grami z tego uniwersum, które pojawiły się na „Pstryku” (np. Star Wars: Knights of the Old Republic – nasza recenzja TUTAJ). Omawiana gra nie jest warta 80 zł i lepiej poczekać na konkretną promocję.

 

Cena w eShopie: 80 zł

Podziękowania dla ASPYR za dostarczenie gry do recenzji.

 

 


Podsumowanie

Zalety

  • + intrygująca fabuła i ciekawa postać Starkillera
  • + gra działa w stałych 60 klatkach
  • + tryb Duel
  • + muzyka

Wady

  • - ciągła powtarzalność sprawia, że gra nudzi nawet przy krótkich partiach
  • - nieefektowny system walki, w którym wystarczy mashowanie przycisków
  • - powtarzalność poziomów, przeciwników oraz odgłosów otoczenia i postaci
  • - walka z bossami to niekończące się QTE
  • - problemy z celowaniem oraz pracą kamery

5.5

Wyświetleń: 1677

Redaktor

Łukasz Jankowski

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *