Nintendo posiada w swoim panteonie wiele kultowych marek, takich jak Mario, Zelda, Metroid czy Donkey Kong. W ostatnim czasie japoński koncern powoli przypomina nam o swoich nieco zakurzonych seriach. Wcześniej mogliśmy zapoznać się z nowym Tomodachi Life, a teraz przyszedł czas na kolejną odsłonę serii Rhythm, która dumnie nosi tytuł Rhythm Paradise Groove. Gry rytmiczne mają w sobie to coś i zawsze chętnie po nie sięgam, dlatego bardzo ucieszyła mnie zapowiedź tego tytułu na Switcha i Switcha 2. Czy to udany powrót? Przekonajmy się.
Proste zasady, szalone pomysły
Rhythm Paradise Groove nie posiada głębszej fabuły ani jednego motywu przewodniego. Każde wyzwanie jest z zupełnie innej parafii, a ich różnorodność potrafi zaskoczyć. Będziemy rozbijać kulki w laboratorium, podbijać owoce za pomocą bicepsów, łapać dyski i robić mnóstwo innych zwariowanych rzeczy. Rozgrywka błyskawicznie angażuje i nie pozwala się oderwać. Testowanie nowych minigier oraz powtarzanie już znanych dla lepszego wyniku to wspaniała zabawa, którą trudno opisać samym tekstem. Na szczęście w eShopie dostępna jest wersja demonstracyjna, którą warto sprawdzić, jeśli jeszcze się wahacie.


Niezależnie od wybranego wyzwania, cała zabawa sprowadza się do wciśnięcia przycisku w idealnym momencie. Na myśl mogą przyjść sekwencje Quick Time Events z innych produkcji, jednak tutaj kluczowa jest melodia, tempo oraz efekty dźwiękowe. Każde kliknięcie ma swoje uzasadnienie w dźwiękach wydobywających się z głośników.
Trening czyni mistrza
Choć na papierze brzmi to banalnie, a w samych wyzwaniach używamy maksymalnie dwóch przycisków, gra potrafi rzucić wyzwanie. Tytuł wprowadza różne warianty rytmiczne oraz liczne utrudnienia. Twórcy przygotowali też mnóstwo trybów, niespodzianek i smaczków do odkrycia. Przykładowo, po ukończeniu gry dostajemy informację o możliwości odblokowania trybu nocnego. Jak to zrobić? Gra nam tego nie mówi, musimy odkryć to sami.


W menu znajdziemy kilka opcji, ale zabawę warto zacząć od trybu dla jednego gracza. Obowiązuje tu powtarzalny schemat: przechodzimy jedną minigrę, aby odblokować kolejną. Po zaliczeniu czterech wyzwań otwiera się dostęp do piątego, zwanego remiksem, który stanowi dynamiczną mieszankę czterech poprzednich etapów. Na starcie gra daje nam tylko jedno wyzwanie, a resztę musimy odblokować samodzielnie.


Każda minigra oferuje krótkie instrukcje oraz trening, z którym warto się zapoznać. Dodatkowo po wciśnięciu odpowiedniego przycisku możemy obejrzeć instruktaż wideo. Samouczek jest opcjonalny i w każdej chwili można go pominąć. Początki bywają trudne, ale to kwestia ćwiczeń i cierpliwości. Czasem pomaga po prostu zamknięcie oczu i wsłuchanie się w sam dźwięk. Wszystkie etapy można przejść bez patrzenia na ekran, dzięki czemu tytuł jest w pełni przystępny dla osób niewidomych. Zresztą twórcy robią wszystko, by nas rozproszyć, rzucając nam kłody pod nogi – na ekranie pojawia się np. wielka żaba zasłaniająca widok, dochodzi do nagłych zmian tempa piosenki, zaciemnienia obrazu lub pojawiania się dźwięków, które zupełnie nie pasują do utworu.


Rytmiczne RPG i inne atrakcje
Tradycyjnie po przejściu każdego poziomu otrzymujemy oceny, a zdobycie najwyższej noty nagradzane jest medalem. Dzięki nim możemy odblokowywać nowe poziomy w Beatspell – rytmicznym mini-RPG. Nie ma tu skomplikowanej fabuły; każdy poziom to linia prosta pełna walk z przeciwnikami, podczas których czytamy zabawne dialogi i rozwijamy swoją postać. Podczas potyczki na ekranie pojawia się kwadrat wyznaczający takt 4×4, a poruszający się po nim wskaźnik pokazuje, kiedy należy wbić odpowiednią sekwencję. Beatspell potrafi wciągnąć tak samo jak główna kampania i często się do niego wraca. Z kolei dla graczy szukających ekstremalnego wyzwania przygotowano tryb Perfect, w którym gra losuje jeden etap, a naszym zadaniem jest przejście go bez żadnego potknięcia, mając na to tylko trzy próby.


Rhythm Paradise Groove oferuje również tryb wieloosobowy dla maksymalnie czterech graczy. W zależności od minigry bawimy się turowo lub wszyscy jednocześnie. Co ważne, nie dostajemy tutaj recyklingu etapów z kampanii, lecz dziesięć całkowicie nowych gier, z których każda posiada trzy warianty. Wspólna zabawa wciąga bez reszty i wywołuje sporo śmiechu.


Uczta dla oczu i uszu
Ponieważ mamy do czynienia z grą rytmiczną, oprawa audio musi stać na najwyższym poziomie – i tak właśnie jest. Muzyka, udźwiękowienie oraz dynamiczne głosy wypadają fenomenalnie. Ogromnym plusem jest zachowanie oryginalnych, japońskich utworów wokalnych bez względu na wybraną wersję językową. Ciekawym elementem jest wbudowany syntezator, który czyta teksty pojawiające się na ekranie (można go wyłączyć lub zmienić to, co ma czytać). Wizualnie tytuł również się broni. Kreskówkowy styl, soczyste kolory, kapitalna mimika postaci oraz świetne animacje wywołują pozytywne wrażenie. Tytuł wygląda i brzmi świeżo oraz estetycznie.

Rhythm Heaven Groove to wspaniały tytuł dla wszystkich fanów gier rytmicznych oraz miłośników tej serii. Otrzymujemy genialne szaleństwo, które idealnie sprawdza się w trybie przenośnym podczas krótkich sesji. Istnieje jednak ryzyko, że szybka partia zamieni się w kilka godzin grania lub nawet zarwaną nockę. Gra oczarowuje hipnotyzującą i bezpretensjonalną rozgrywką, obok której nie można przejść obojętnie.
Cena w eShopie: 169.80 zł
Podziękowania dla ConQuest Entertainment za dostarczenie gry do recenzji.