Hero RecenzjeRecenzja
Hero RecenzjeArtykuł

Tę baśń już czytaliśmy – recenzja Trine 5: A Clockwork Conspiracy

Trudno uwierzyć, że spotykamy się już po raz piąty, aby…

6 września 2023

Trudno uwierzyć, że spotykamy się już po raz piąty, aby porozmawiać o serii Trine. A konkretnie o jej najnowszej odsłonie, która kazała na siebie czekać aż cztery lata. Z bohaterami Trójni przeżyłem już tyle przygód, że po kolejnej nie spodziewałem się żadnego zaskoczenia. Czy nowa gra platformowo-logiczna z kuźni studia Frozenbyte ponownie różni się jedynie tytułem?

 

 

Nie zrozumcie mnie źle – to nie tak, że Trine boi się zmian w formule rozgrywki. Jeszcze niedawno trzecia część zamoczyła nieśmiało paluszki w trójwymiarowej tafli, ale The Nightmare Prince wrócił z podkulonym ogonem do 2.5D. Deweloperzy z Finlandii zdają się do całego eksperymentu nie przyznawać. Czy „piątka” zdoła na nowo oczarować weteranów serii?

 

 

Dawno, dawno temu…

 

Pierwsze chwile z którąkolwiek częścią serii Trine zawsze wyglądają identycznie. Pozwólcie, że przybliżę wam sylwetki bohaterów tytułowej Trójni. Zwinna złodziejka Zoya radochę życia czerpie z rabowania kasiastych mieszkańców królestwa, rycerz Poncjusz w wolnych chwilach bierze udział w konkursach na zjedzenie największej liczby kawałków ciasta w jak najkrótszym czasie, a czarodziej Amadeusz od lat zmaga się z problemami w małżeństwie. Ta wybuchowa mieszanka charakterów współgra ze sobą na tyle dobrze, że nie waha się przed ponowną walką ze złem.

 

 

Tym razem z królestwa niespodziewanie znikają wszyscy rycerze – Lady Sunshine Crownsdale zastępuje ich armią mechanicznych żołnierzy, którzy stanowią zagrożenie dla bohaterów. Wszystko po to, by zrujnować reputację heroicznej zgrai i objąć absolutną władzę nad imperium. Zoyi, Poncjuszowi i Amadeuszowi trochę ten plan jednak przeszkadza, wobec czego postanawiają ponownie połączyć siły i obalić rządy szalonej królowej.

 

 

Fabuła w grach Trine zawsze stanowiła głównie pretekst do zgrabnego łączenia szalonych poziomów, ale podobnie jak w poprzednich częściach, tak i Trine 5 podchodzi do siebie z dystansem i dużą dozą humoru. Opowieść śledzi się z przyjemnością, co umożliwiają też animowane przerywniki filmowe i udźwiękowione dialogi. Przyznaję, że twarze bohaterów na Switchu wyglądają trochę cursed, ale Mass Effect: Andromeda pokazał światu, że zawsze może być gorzej.

 

 

Wytęż mózgownicę

 

Trine 5 nie patyczkuje się z graczami. Pierwsze trzy poziomy to zgrabne i skuteczne samouczki, ale od czwartego zaczyna się już typowy dla serii trening umysłu. „Piątka” zdaje się przy tym być skierowana do weteranów, bo poziom trudności wzrasta bardzo szybko.

 

 

Grać możemy w pojedynkę lub wieloosobowo, z czego ten drugi tryb oferuje dwa ustawienia. Dowolny zezwala na zabawę nawet czterem osobom jednocześnie i dublowanie się kierowanych bohaterów, a w klasycznym każdy z trzech graczy musi wybrać postać, którą poprowadzi na czas trwania sesji. Tworzenie gier jest wygodne i proste, szybko też znajdziemy serwery sieciowe. Trine 5 dostosowuje sposób rozwiązywania niektórych zagadek zależnie od tego, czy gramy solo, czy w grupie. Każdy z trybów jest zatem przyjemnym i wyrównanym wyzwaniem.

 

 

Po kolorowych poziomach ponownie przespacerujemy się w ciałach Zoyi, Poncjusza i Amadeusza. Zakres podstawowych ruchów postaci od 2009 roku nie zmienił się niemal wcale. Złodziejka wciąż strzela z łuku i korzysta z linki z hakiem, rycerz rąbie, siecze i depcze po każdej przeszkodzie, a czarodziej tworzy pudła i platformy. Wszystkie te zdolności służą do rozwiązywania zagadek, a twórcy z Frozenbyte do perfekcji opanowali ich projektowanie. Praktycznie każda łamigłówka wymaga zwartej współpracy bohaterów, przy czym często istnieje więcej niż jedno rozwiązanie. Trine 5 to prawdziwy wycisk dla mózgu, więc fani gier logicznych powinni być zachwyceni.

 

 

Wraz z postępem w grze zagadki stają się coraz bardziej skomplikowane, gdy bohaterowie kładą swoje łapska na nowych zdolnościach. W trakcie przygody będziemy chociażby odwracać grawitację, teleportować się czy tworzyć nowe punkty zaczepienia za pomocą miecza. Powraca także system rozwoju umiejętności. Zielone flaszki z doświadczeniem możemy w punktach kontrolnych zamienić na punkty, te z kolei na nowe zabawki. Przydadzą się one głównie w walce, która nigdy nie była mocną stroną serii, ale całość stanowi zjadliwą motywację do poszukiwania nieźle ukrytych butelek.

 

 

Zdobyć możemy też elementy kosmetyczne dla bohaterów i pobawić się w przebieranki. Co prawda nie mamy zbyt wielu opcji, ale to pierwsza gra w serii, która umożliwia jakąkolwiek zmianę wyglądu postaci. Dobierzemy dla nich kapelusze, plecaki i kolor stroju. To miły dodatek.

 

 

Przyznam, że choć rozgrywka w Trine 5 zapewnia mnóstwo frajdy i w niczym nie ustępuje swoim poprzednikom, to nadszedł najwyższy czas, aby wprowadzić do formuły coś świeżego. Mnie najbardziej ucieszyłaby nowa grywalna postać. Zoya, Amadeusz i Poncjusz to świetnie zgrane trio, ale pora trochę w nim namieszać. Każda część Trine zapewnia graczom bardzo zbliżone doznania i rutyna mocno daje o sobie znać. To największy zarzut, jaki mam do nowej produkcji Frozenbyte.

 

 

Pięknie, dźwięcznie i swojsko

 

W Trine 5 zagramy z polskimi napisami. Co prawda jakość rodzimej wersji językowej pozostawia trochę do życzenia – z okienek menu wystają chociażby całe zdania – ale nie na tyle, by nie móc cieszyć się nią w pełni.

 

 

W ostatnim czasie mało jest gier, które zachwyciłyby mnie na Switchu wizualnie. Fińskie Frozenbyte po raz kolejny przycisnęło stareńką konsolę, oferując graczom niezłą optymalizację i wprost prześliczne widoki. Poziomy zaprojektowane są z niezwykłą dbałością o detale i nieraz zarządzałem przerwę w łamaniu główki, by je podziwiać. Praca kamery potrafi też zatuszować wiele kompromisów graficznych, jakie wymusiły na grze bebechy Switcha. Najbardziej rażą przerywniki filmowe, podczas których widać jak na dłoni niską rozdzielczość tekstur, migające cienie i doczytujące się elementy sceny. Podczas rozgrywki trudno jednak odmówić Trine 5 uroku, tym bardziej, że utrzymuje stałe 30 klatek na sekundę w obu trybach wyświetlania.

 

 

A Clockwork Conspiracy to też kolejna muzyczna podróż w baśniowe klimaty. Szarpaniu się z zagadkami towarzyszy przyjemny, średniowieczny ambient, a bohaterowie przekomarzają się w sposób, który przywodzi na myśl zabawne sceny ze Shreka. Dorzućmy do tego satysfakcjonujące efekty dźwiękowe (polecam grać ze słuchawkami), a Trine 5 okaże się nie lada ucztą dla oczu i uszu.

 

 

Pora na morał

 

Studio Frozenbyte po raz piąty udowodniło, że na rynku wieloosobowych gier logicznych nie ma sobie równych. Trine 5 to prześliczna i satysfakcjonująca przygoda z dobrze znanymi bohaterami, a zagadki jeszcze nigdy nie były tak wymagające. Do kolejnej części musi jednak wedrzeć się istny huragan świeżości, bo do formuły coraz bardziej wkrada się rutyna.

Cena w eShopie: 129,00 zł

Podziękowania dla Dead Good Media za dostarczenie gry do recenzji.

 


Podsumowanie

Zalety

  • + świetnie zaprojektowane i wymagające myślenia poziomy
  • + prześliczna grafika i klimatyczna oprawa audio
  • + zabawna fabuła, która bawi się konwencją
  • + prosty w obsłudze tryb wieloosobowy, który zapewnia masę frajdy
  • + polska wersja językowa

Wady

  • - koślawy i upierdliwy system walki
  • - najwyższy czas na coś nowego w formule zabawy
  • - sporadyczne błędy graficzne

8

Wyświetleń: 2036

Redaktor

Kosma Staszewski

„Złapałem je wszystkie” więcej razy, niż wypadałoby się przyznać. Z produktami Nintendo utrzymuję niezdrową relację od wielu lat, lecz na szczęście uczucia wydają się być odwzajemnione. Na stronie możecie przede wszystkim przeczytać moje recenzje gier, choć wieloma czynnościami – jak chociażby korektą tekstów – zajmuję się zakulisowo.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *