RecenzjeRecenzja
RecenzjeArtykuł

Ta bajka nie kończy się dobrze – recenzja Trine 3: The Artifacts of Power

Na kontynuację baśniowych przygód Amadeusa, Pontiusa i Zoyi przyszło nam…

31 lipca 2019

Na kontynuację baśniowych przygód Amadeusa, Pontiusa i Zoyi przyszło nam czekać całkiem długo. Fińskie studio Frozenbyte zapowiadało trzecią część serii świetnych platformówek Trine jako przełomową, głównie za sprawą wprowadzenia pełnego trójwymiaru do rozgrywki. Okazuje się jednak, że nadanie grze głębi weszło w życie poprzez poniesienie kilku znaczących ofiar względem poprzednich odsłon. Ale po kolei.

 

Bajka na dobranoc

 

Idąc śladem poprzedników, fabuła Trine 3: The Artifacts of Power ponownie skupia się wokół trzech bardzo dobrze już znanych nam postaci, jakiś czas po zakończeniu wydarzeń z części drugiej. Na początku gry przyjdzie nam się wcielić w każdego z bohaterów z osobna, śledząc ich poczynania, zanim zostaną wciągnięci w kolejny wir wydarzeń. Rycerz Pontius próbuje ocalić zagubioną owieczkę z rąk goblina porywacza, Zoya poświęca się swojemu złodziejskiemu hobby i jest na tropie drogocennej błyskotki, a czarodziej Amadeus wyleguje się na plaży, gdzie wraz z rodziną planuje obserwować życie okolicznej fauny. Oczywiście, ich sielankę przerywa pojawienie się tytułowej Trójni – tajemniczego Arefaktu Dusz, który bezceremonialnie zabiera naszych herosów, aby ponownie mogli uratować świat. Tym razem będą musieli ocalić Akademię Magów przed nowym, tajemniczym złem.

 

 

Umówmy się – w Trine nie gra się raczej dla fabuły, toteż wtórność historii za bardzo mi nie przeszkadzała. Opowieść, klasycznie już dla serii, snuje narrator, a całość stylizowana jest na czytanie starej książki. Tym razem gracz może dość swobodnie wybierać interesujący go poziom w swoistym hubie, co jest nowością w cyklu. Rozdziałów głównych jest w grze 8, do tego 10 dodatkowych poziomów, w których wcielamy się w tylko jedną z trzech postaci. W sumie otrzymujemy 18 plansz, a przejście całości zajmuje zaledwie 5 godzin. W porównaniu do poprzedników, których ukończenie zajmowało około 8, to dość słaby wynik. Ale do tego jeszcze wrócimy.

 

 

Magia współpracy

 

Formuła rozgrywki w Trine 3 jest wierna swym korzeniom. Ponownie przejmujemy kontrolę nad trójką bohaterów, których możemy dowolnie zmieniać w trakcie gry, zbieramy fanty (tym razem zamiast niebieskich fiolek są to „Trinekąty”) i rozwiązujemy zagadki środowiskowe. Hucznie zapowiadane przejście w trójwymiar daje pod tym względem znacznie więcej możliwości – zagadki bywają ciekawsze i bardziej kreatywne niż w poprzednich częściach, a rozwiązywanie ich stanowi przyjemną odskocznię od elementów platformowych. Moim faworytem jest jedna z pierwszych, w której musimy pozbyć się tarasującego nam drogę rybaka, pomagając mu złowić rybę. Świetne!

 

 

Nie wszystko złoto…

 

Każdy z trojga bohaterów dysponuje innymi zdolnościami. Pontius jest typowym mięśniakiem, który z łatwością przebije się przez tabuny przeciwników z pomocą swojego miecza i tarczy, na której w tej części może dodatkowo szybować. Zoya zwinnie przemieszcza się przez poziomy, głównie dzięki swojej lince, a strzelając z łuku uaktywni niektóre przyciski i zneutralizuje wrogów. Amadeus może wytworzyć magiczną skrzynkę, która pomoże nam dostać się w niedostępne miejsca, obciążyć płytki naciskowe lub zmiażdżyć paru nieprzyjemniaczków.

Największy zarzut, jaki mam wobec rozgrywki w trzeciej części, to całkowite usunięcie rozwoju postaci. Rycerz nie ma już szansy miotania wielkim młotem, złodziejka nie nasyci strzał mocą żywiołów, a czarodziej przez całą grę może stworzyć tylko jedną skrzynkę – której na dodatek nie „rysujemy” już w powietrzu, bo pojawia się za zwyczajnym wciśnięciem odpowiedniego guzika. To spory krok wstecz dla cyklu, bo ten RPG-owy sznyt, obecny w poprzednich odsłonach, nadawał przede wszystkim sens zbieraniu fantów, często sprytnie ukrytych w poziomach. Teraz rozglądanie się za Trinekątami może być atrakcyjne głównie dla graczy, którzy lubią przechodzić produkcje na 100%. Ja natomiast do żadnego poziomu nie wróciłem po raz drugi.

 

 

Krok w tył nie dotyczy tylko braku nowych umiejętności dla postaci, bo te podstawowe zdają się też być mniej przydatne niż kiedyś. Zoya nie może już przyczepić swojej strzały z liną do dowolnej powierzchni, a tylko do specjalnych pierścieni. Co prawda, pojawiło się nowe zastosowanie owej linki, którą może teraz owijać wokół różnych obiektów lub łączyć między dwiema płaszczyznami, co jest użyteczne w niektórych zagadkach. Bardzo brakowało mi też rysowania obiektów wyczarowywanych przez Amadeusa. Przez całą grę mamy do czynienia z tylko jedną skrzynką, nie możemy się więc już bawić w budowanie karkołomnych konstrukcji, byle tylko dorwać tę ukrytą znajdźkę, jak to było chociażby w Trine 2.

Wspomniany wcześniej trójwymiar też ma swoje dobre i złe strony. Na pochwałę zasługuje swoboda w poruszaniu się bohaterami po przepięknych, bogatych poziomach i złożoność zagadek. Niestety, praca kamery często utrudnia nam wykonywanie precyzyjnych skoków, przez co często przyjdzie nam głupio zginąć. A śmierć w trzeciej części jest trochę bardziej upierdliwa, bo nie wystarczy teraz przebiec obok punktu kontrolnego – musimy podbiec do lewitującego ducha zmarłej postaci i odczekać chwilę, aby się zregenerowała. Nie do końca rozumiem, po co w taki sposób to utrudniono, bo niczemu dobremu to nie służy. Dodatkowo, względnie proste łamigłówki komplikuje trochę toporne sterowanie bohaterami lub drobne bugi – przykładowo, w jednym miejscu Zoya po prostu nie chciała odpowiednio połączyć liną dwóch konstrukcji, mimo że wydawało się to banalne. Zajęło mi to tyle czasu, że sfrustrowany wyłączyłem grę, bo takie błędy nie powinny się znaleźć w finalnym produkcie.

 

 

Ciąg dalszy nie nastąpi

 

Po pokonaniu minibossa w ósmym poziomie, z ogromnym zdziwieniem podziwiałem napisy końcowe. Sami bohaterowie stwierdzili, że zostało im jeszcze trochę pracy, sugerując przejście do kolejnego etapu rozgrywki, który jednak nie nastąpił. Historia sprawia wrażenie okropnie uciętej i niedokończonej, a Frozenbyte wytłumaczył ten zabieg brakiem środków na dokończenie gry. Budżet przeznaczony na jej stworzenie – pięć milionów dolarów – musiałby być co najmniej potrojony, aby mogli opowiedzieć pierwotną fabułę, z czego zdali sobie sprawę za późno. Trudno więc pozbyć się niedosytu, jaki pozostaje po ukończeniu gry. Co prawda mamy możliwość powrotu do wszystkich poziomów i zdobycia brakujących znajdziek, jednak to bardzo słaba rekompensata. Liczę więc na to, że w nadchodzącej czwartej części dowiemy się, co dalej – po tak perfidnym cliffhangerze nie widzę innej możliwości.

 

 

Przepiękny świat

 

Trine 3, mimo swoich wielu wad, ponownie zachwyca prześliczną oprawą audio-wizualną. Poziomy, jakie przyjdzie nam odwiedzić, są niesamowicie barwne i żywe, a przejście w pełen trójwymiar umożliwia swobodne podziwianie tych widoków. Cieszy też większa różnorodność wśród wrogów – chociażby, przypominające golemy, roślinne stwory. Rozgrywce towarzyszy baśniowa muzyka, podobnie jak w poprzednich częściach, zachowując fantastyczny klimat produkcji. To zdecydowanie jedna z najpiękniejszych platformówek, jakie powstały.

 

 

Na Switchu nie przyjdzie nam jednak się tymi widokami zbytnio nacieszyć. Gra desperacko próbuje utrzymać poziom 30 klatek na sekundę, co często jej się nie udaje – zarówno w trybie przenośnym, jak i stacjonarnym. Większość rozgrywki dosyć wyraźnie zgrzyta i brakuje jej płynności, która uczyniłaby całe doznanie przyjemniejszym. A szkoda, bo nie sposób docenić ogromu pracy i pieniędzy, jaki twórcy włożyli w stworzenie tak bajkowych scenerii.

 

 

Epilog

 

Trine 3: The Artifacts of Power to z pewnością gra pełna ambicji, niestety w większości niespełnionych. Przejście w trójwymiar okazało się niekoniecznie potrzebne i wymagało wielu poświęceń, które uczyniły rozgrywkę mniej przyjemną względem poprzednich części. Brak rozwoju postaci i ucięcie historii w momencie, kiedy dopiero się rozkręcała, skutecznie zniechęcają mnie do sięgnięcia po tę odsłonę po raz drugi. To całkiem ciekawa i piękna przygoda, jednak wolę poczekać na czwórkę. Chciałbym się dowiedzieć, jak kończą się losy Amadeusa, Zoyi i Pontiusa.

Podziękowania dla Frozenbyte za dostarczenie gry do recenzji.

 


Podsumowanie

Zalety

  • + przepiękna grafika i udźwiękowienie
  • + kreatywne zagadki, wykorzystujące trójwymiarowy świat
  • + przyjemna rozgrywka, której jednak brakuje elementów charakterystycznych dla serii
  • + możliwość gry wieloosobowej

Wady

  • - bardzo nagłe zakończenie gry
  • - na Switchu dość mocno zgrzyta
  • - brak możliwości rozwoju postaci
  • - nie ma sensu sięgać po nią ponownie

6

Wyświetleń: 12816

Redaktor

Kosma Staszewski

Tak, to imię, a nie pseudonim, choć w świecie gier przedstawiam się jako Szuszuro. „Złapałem je wszystkie” niezliczoną ilość razy, a z produktami Nintendo utrzymuję niezdrową relację od wielu lat. Na co dzień studiuję dziennikarstwo i parzę kawę, aby mieć hajs na gry.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *