Corsair przez lata opanował już chyba każdą możliwą kategorię peryferiów gamerskich. Myszki, klawiatury, obudowy komputerowe czy nawet meble, takie jak fotele i biurka. Ich produkty kojarzą się jednak typowo ze sprzętem komputerowym, a producent nie ma w swojej ofercie dedykowanych sprzętów dla graczy konsolowych. Z jednym “małym” wyjątkiem, którym są słuchawki. Jako że to sprzęt szeroko uniwersalny, nic nie stoi na przeszkodzie, aby przetestować ich działanie ze Switchem, zwłaszcza że na stronie producenta możemy znaleźć kategorię słuchawek dedykowanych konsolom Nintendo. Tam właśnie możemy znaleźć Corsair Void Max Wireless v2, które trafiły na warsztat.
Nowe Voidy, jak już sama nazwa wskazuje, są drugą inkarnacją modelu, który w sprzedaży był dostępny niemal dekadę temu. Zbierał on pozytywne recenzje i był chwalony głównie za wygodę, całkiem dobry dźwięk i bardzo interesujący design. Sprawdźmy, jak poradzi sobie następca tego modelu.

Projekt, materiały i ergonomia
Zawartość opakowania nie sugeruje, że mamy do czynienia z zestawem słuchawkowym w przedziale cenowym 500-600 złotych. Wytłoczka z surowego kartonu skrywa słuchawki, wtyk USB-A do podłączenia za pomocą częstotliwości 2,4 GHz oraz krótki kabel USB-A – USB-C, służący do ładowania i podpięcia do komputera/laptopa. W praktyce jednak jego długość przekreśla możliwość korzystania ze słuchawek i ładowania ich w tym samym czasie. Poza tym odrobina papierologii w postaci instrukcji i gwarancji. Brak kabla mini jack zdradza jeden z potencjalnych problemów nowych Voidów. Nie ma możliwości podpięcia ich po kablu, a zestaw oferuje jedynie łączność bezprzewodową – Bluetooth oraz wspomniane wcześniej 2,4 GHz.
Jeśli chodzi o sam design, to nowe Voidy nie robią już aż tak dużego wrażenia jak poprzedni model. Z jednej strony to zasługa nieco łagodniejszego projektu (zwłaszcza w obrębie mikrofonu), a z drugiej konkurencja też mocno szaleje i niektóre słuchawki są zdecydowanie bardziej zwariowane. Nie ma w tym jednak nic złego. Zestaw nadal posiada niepowtarzalny charakter i ciężko pomylić ten model z jakimś innym. Wszystkie elementy konstrukcji wykonane są z porządnej jakości tworzyw sztucznych. Każdy element to inny kolor i wykończenie. Góra pałąka przypomina w zasadzie materiał, z którego wykonany jest dock Nintendo Switcha 2. Dodatkowo znajduje się na nim połyskliwy napis CORSAIR. Widełki są szare i stylizowane na matowy metal. Same muszle posiadają gradientowy, powtarzający się wzór stylizowany na symetryczną literę Y, a na ich środku znajduje się srebrne, błyszczące logo producenta. Lewa muszla wyposażona jest dodatkowo w przycisk zasilania i drugi, wielofunkcyjny. Na jej spodzie znajdziemy też gniazdo USB-C oraz przełącznik głośności.

Tym, co zdecydowanie wydaje się być największą zaletą Voidów, jest bez wątpienia wygoda użytkowania. Dzięki zastosowaniu lekkich tworzyw kompozytowych oraz przetworników neodymowych całość konstrukcji waży ledwie 303 gramy, dlatego ich użytkowanie nie męczy nawet przy dłuższych posiedzeniach. Zarówno pałąk, jak i same muszle słuchawek są pokryte miękką, wygodną gąbką. Zrezygnowano z pokrywania tejże gąbki ekoskórą na rzecz oddychającego materiału. Osobiście, pod kątem użytkowania, jestem fanem tego typu rozwiązań. Głównym problemem ekoskóry jest brak oddychalności, co w cieplejsze dni najzwyczajniej sprawia, że okolice, w których przylega ona do skóry, co chwilę się pocą. Materiał użyty w Voidach praktycznie rozwiązuje ten problem.
Sama konstrukcja też wpływa na wygodę. Pałąk jest przyjemnie elastyczny. Nie jest ani zbyt luźny, przez co słuchawki zsuwałyby się z głowy, ani zbyt mocno opinający, co mogłoby w dłuższej perspektywie męczyć. Same muszle są regulowane w każdej osi, dzięki czemu niezależnie od kształtu głowy są one w stanie dobrze się do niej dopasować. Miejsca na uszy jest całkiem sporo, choć osoby z mocno odstającymi uszami mogą mieć delikatny problem, ponieważ samo dno muszli nie jest pokryte pianką, a jedynie materiałem, przez co może dochodzić do kontaktu z twardym plastikiem. Osobiście takich problemów nie uświadczyłem, ale zdecydowanie warto mieć to na uwadze.

Odsłuch i mikrofon w akcji
Producent na stronie oraz opakowaniu chwali się następującymi parametrami słuchawek:
- Przetworniki: 50 mm, dynamiczne, neodymowe
- Impedancja: 32 kOhm @ 1 kHz
- Pasmo przenoszenia: 20 Hz – 20 kHz
- Czułość: 116 dB (+/-3 dB)
- Zasięg łączności bezprzewodowej: Do 15 metrów – 2,4 GHz | Do 9 metrów – Bluetooth.
A także mikrofonu:
- Czułość: -40 dB (+/-3 dB)
- Impedancja: 2,2 kOhm
- Pasmo przenoszenia: 100 Hz – 8 kHz
- Mikrofon wielokierunkowy
Po samej specyfikacji możemy wnioskować, że słuchawki będą grać raczej głośno. I jest to zdecydowanie prawda. Voidy potrafią huknąć. Osobiście przez okres testów raczej unikałem odpalania ich na pełnej mocy. Z jednej strony dlatego, że zdecydowanie nie ma takiej potrzeby, bo już w zakresie między 50 a 70% jest OK. Drugi powód jest jednak taki, że zwyczajnie mogłoby to przeszkadzać osobom przebywającym w tym samym pomieszczeniu. Niestety wygłuszenie jest bardzo takie sobie, a dźwięk jest słyszalny dookoła. Przy niższych wartościach nie jest to uciążliwe, a samo zjawisko zanika niemal całkowicie przy około 50% maksymalnej głośności. Zapewne jednym z powodów tego stanu rzeczy jest wspomniane wcześniej zastąpienie ekoskóry przez poszycie materiałowe. Z punktu widzenia przyjemności użytkowania działa to zdecydowanie na plus, jednak traci na tym wygłuszenie.

Warto zaznaczyć, że problem niedostatecznego izolowania dźwięków działa w tym wypadku w obie strony. Jeśli ustawiliśmy niższy poziom głośności, to wszelkie odgłosy z otoczenia bezproblemowo będą do nas docierać. Niestety producent nie pokusił się w tym wypadku o aktywną redukcję hałasu.
Po wyjęciu słuchawek z pudełka i podłączeniu ich do źródła sygnału audio pierwsze skojarzenia są… mieszane. Po specyfikacji można spodziewać się bardziej basowego brzmienia, jednak zestrojenie początkowe jest jednocześnie mocno basowe i bardzo płaskie. To dość ciekawy efekt, jednak zdecydowanie nie w pozytywnym znaczeniu. Brak środka sprawia, że brzmienie jest praktycznie całkowicie pozbawione dynamiki. I oczywiście wiadomo, że słuchawki gamingowe przyzwyczajają nas do tego, że raczej więcej dzieje się w dolnym paśmie, jednak celując w sprzęt z tego przedziału cenowego, można by spodziewać się po prostu więcej.

Na szczęście to nie tak, że Voidy nie potrafią dobrze zagrać. Potrzebują jednak nieco czasu i uwagi. Jeśli ktoś oczekuje dobrej jakości brzmienia (a zakładam, że jeśli ktoś celuje w ten przedział, raczej na to liczy), może, a nawet powinien, skorzystać z dedykowanej aplikacji. Ta niestety występuje jedynie w wersji desktopowej. A szkoda, bo słuchawki są również przeznaczone do współpracy z urządzeniami mobilnymi, więc miłym dodatkiem byłaby dedykowana apka na Androida czy iOS. Niestety póki co taka nie istnieje.
W wersji desktopowej możemy sterować oświetleniem LED, ustawić działanie przycisku funkcyjnego czy zaktualizować firmware, jednak tym, po co tu przyszliśmy, jest nadanie Voidom nieco pazura. Equalizer wbudowany w aplikację pozwala naprawdę dobrze wyprowadzić brzmienie i dostosować je do osobistych preferencji. Jednak dla osób, które nie czują się zbyt pewnie w zabawie z suwakami i nie wiedzą, czym różni się 20 Hz od 20 kHz, przygotowano specjalne narzędzie Sound ID. To tak naprawdę zestaw testów AB, w których trzeba wskazać, która z wersji fragmentu utworu bardziej nam odpowiada. I muszę przyznać, że efekt końcowy, jeśli konfiguracji poświęci się trochę uwagi, może zadowolić, a na pewno jest zdecydowanie lepszy niż ustawienia predefiniowane. Szkoda, że to trochę wybór zero-jedynkowy. Korzystając z Sound ID, tracimy możliwość szperania w equalizerze bez wyzerowania efektów, które udało się osiągnąć. A myślę, że miks tych rozwiązań byłby idealny dla mniej zaawansowanych użytkowników, którzy jednak chcą osiągnąć zadowalający efekt. Warto jednak nadmienić, że możemy zapisać sobie kilka profili dźwiękowych i przełączać je w locie (jeśli taką funkcję przypięliśmy pod wspomniany wcześniej przycisk).
I oczywiście tu trzeba zaznaczyć, że zdecydowanie nie są to słuchawki odsłuchowe, a tym bardziej audiofilskie i mimo wszystko ciągnie je nadal w dolną stronę pasma, co nadaje bardziej głębokie i basowe brzmienie, jednak nie zapominajmy, że są to słuchawki gamingowe. Do codziennego słuchania przeciętnemu użytkownikowi jak najbardziej wystarczą. A w przypadku gier sprawdzają się dobrze. Dźwięk przestrzenny pozwala bez większych problemów identyfikować źródło hałasów.
Przejdźmy więc do mikrofonu. Ten, jak już zostało wcześniej wspomniane, jest nieodłącznym elementem słuchawek. Na szczęście jest ruchomy, przez co można złożyć go wzdłuż muszli, dzięki czemu nie przeszkadza, gdy nie jest potrzebny. W momencie, w którym go składamy, ten automatycznie się wyłącza, aby uruchomić się po rozłożeniu. Za każdym razem jesteśmy o tym informowani krótkim dźwiękiem, więc nie ma możliwości włączenia go przez przypadek bez świadomości tego faktu. Sam wysięgnik jest elastyczny, dzięki czemu możemy dobrze go ustawić.
Dźwięk, który generuje, określiłbym jako poprawny. Zdecydowanie wystarczający do rozmów przez Discorda, telefon czy Chat Nintendo. Zastosowana redukcja szumów działa dość dobrze, dzięki czemu skutecznie eliminuje niechciane dźwięki z otoczenia. Niestety sam mikrofon nie posiada żadnej izolacji czy pop filtra, więc wyższe tony mogą brzmieć nieprzyjemnie.

Co jeszcze warto wiedzieć
Istotną funkcją jest możliwość jednoczesnego korzystania z dwóch źródeł dźwięku. Możemy więc jednocześnie słuchać muzyki z telefonu przy połączeniu Bluetooth i korzystać z czatu głosowego przy pomocy częstotliwości 2,4 GHz. Funkcja ta działa bez żadnych zastrzeżeń. Oba źródła dźwięku dobrze ze sobą współgrają i nie ma mowy o nieprzyjemnym nachodzeniu na siebie, zlewaniu się czy zakłócaniu jednego źródła przez drugie.
Na sam koniec pozostaje kwestia baterii. Producent deklaruje, że wbudowany akumulator powinien wystarczyć na 70 godzin działania. I powiem szczerze, że jestem w stanie w to uwierzyć. Przy normalnym użytkowaniu (a więc, jak wcześniej wspominałem, nie przy ustawieniu pełnej głośności) słuchawki konsumują między 1 a 1,5% baterii na godzinę. Dotyczy to sytuacji, w której korzystamy tylko z jednego źródła. Przy jednoczesnym podłączeniu dwóch urządzeń zużycie rośnie do około 2% na każdą godzinę. Nawet jeśli nie będziemy w stanie osiągnąć równych 70 godzin, to i tak wynik jest zdecydowanie zadowalający. Zwłaszcza że słuchawki obsługują szybkie ładowanie. 15 minut ładowania wystarczy w przybliżeniu na 6 godzin działania słuchawek.
Podsumowanie
Void Max Wireless v2 to zestaw, który zdecydowanie da się polubić. Ciekawy, ale niezbyt przekombinowany design, bardzo dobra ergonomia i wygoda użytkowania to zdecydowanie największe plusy tej konstrukcji. Te słuchawki naprawdę mogą się podobać. Ba! Mi osobiście bardzo przypadły do gustu (zwłaszcza po wyłączeniu oświetlenia LED). Dodatkowo da się na nich uzyskać interesujące brzmienie, które bardzo dobrze sprawdza się w graniu, a jeżeli ktoś nie ma zapędów audiofilskich, sprawdzą się one także do codziennego słuchania muzyki. Szkoda jedynie, że domyślne ustawienia są mocno takie sobie, a jedyną opcją ich zmiany jest aplikacja desktopowa. Czy warto? Przy cenie w okolicach 500–600 złotych myślę, że jest to dobra opcja do rozważenia, jednak jeśli będziecie mieli okazję dorwać je w jakiejś promocyjnej cenie, to zdecydowanie warto.
Podziękowania dla firmy Corsair za dostarczenie sprzętu do testów.