RecenzjeRecenzja
RecenzjeArtykuł

Nie każda mysz chowa się pod miotłą – recenzja Mina the Hollower

Studio Yacht Club Games, znane przede wszystkim z kultowego Shovel…

14 czerwca 2026

Studio Yacht Club Games, znane przede wszystkim z kultowego Shovel Knighta, po długim czasie oczekiwania oddało w nasze ręce nowy tytuł – Mina the Hollower. Przyznam się już na wstępie: choć kojarzę dokonania twórców, nigdy nie miałem okazji zagłębić się w ich poprzednie produkcje. Dlatego też poniższa recenzja jest spojrzeniem „czystym” – nie próbuję porównywać tych dwóch gier, skupiając się wyłącznie na tym, co Mina oferuje sama w sobie.

Klimat retro, który czaruje

Twórcy postanowili odrzucić pogoń za fotorealizmem i zaoferowali nam rozgrywkę stylizowaną na epokę 8-bitową. Mina the Hollower od pierwszej minuty naciska w graczu przycisk „nostalgia”, serwując świat, który wizualnie mógłby pochodzić z najlepszych produkcji na GameBoy Color. Jeśli jednak uważasz, że taka estetyka jest „przestarzała”, nie daj się zwieść pozorom – pod tą pikselową fasadą kryje się jedna z najbardziej angażujących przygód tego roku, która śmiało czerpie z nowoczesnych standardów gatunku soulslike.

Całość dopełnia fenomenalna oprawa dźwiękowa. Nostalgiczne chiptune’y i klimatyczne dźwięki otoczenia idealnie budują atmosferę mroku i przygody. Nie ma tu krzaka czy świecznika, którego nie chciałoby się zniszczyć – po prostu dla frajdy z płynącej z tego „soczystej” rozgrywki.

Prosto – do celu

W Mina the Hollower nie doświadczymy przeładowanej ekspozycją historii. Tytułowa Mina to utalentowana wynalazczyni, której dzieło – Generatory Iskier – pozwala mieszkańcom wyspy Tenebrous na bezpieczne życie. Gdy urządzenia zaczynają zawodzić z powodu knowań zdrajców, to na naszych barkach spoczywa obowiązek przywrócenia ich do pełnej sprawności.

Gra rzuca nas w otwarty świat, który nie ma w zwyczaju prowadzić gracza za rączkę. To my decydujemy, którą ścieżkę wybierzemy i w jakiej kolejności odwiedzimy poszczególne biomy. Taka konstrukcja świata wymusza nieliniową narrację, ale prostota ta nie jest wadą – wręcz przeciwnie, pozwala skupić się na klimacie, błyskotliwych dialogach i zapadających w pamięć NPC-ach.

Drążymy! – mechanika idealna

Mina pełni rolę tytułowej „Hollowerki”, czyli stworzenia posiadającego unikalną zdolność dosłownego zanurzania się pod ziemię. Jest to serce całego systemu rozgrywki. Mechanika ta służy nie tylko do unikania ataków, ale staje się kluczem do platformówek, zagadek środowiskowych i eksploracji.

Kopanie rządzi się swoimi prawami: Mina musi najpierw lekko wyskoczyć, by zanurkować, co w ferworze walki wymaga sporego wyczucia czasu. Do tego dochodzi ograniczony czas przebywania pod ziemią. Opanowanie tej umiejętności to swoista lekcja cierpliwości, która jednak zwraca się z nawiązką, gdy po raz pierwszy udaje nam się uniknąć ciosu bossa, by chwilę później wyskoczyć za jego plecami z kontratakiem.

8-bitowy Soulslike

Przeniesienie założeń gatunku soulslike w świat 8-bitowej, izometrycznej grafiki było karkołomnym wyzwaniem, z którym twórcy poradzili sobie w sposób imponujący. Zbudowanie tak głębokiego systemu walki na bazie tak oszczędnej oprawy wymagało niezwykłego wyczucia proporcji. W Mina the Hollower przyjdzie nam mierzyć się z chmarą różnorodnych przeciwników, z których każdy posiada unikalny zestaw animacji, wzorce ataków i, co najważniejsze, własne słabe punkty.

Początki bywają brutalne. Pierwsze godziny gry to często „ściana” – moment, w którym gra bezpardonowo weryfikuje nasze umiejętności, wywołując niekiedy zrozumiałą frustrację. Jednak w tym właśnie tkwi największa siła tego tytułu. Każda porażka nie jest karą, lecz lekcją. Z czasem zauważasz, że zamiast nerwowo klikać przyciski, zaczynasz „czytać” wrogów: rozpoznajesz sygnały poprzedzające atak, uczysz się rytmu ich ruchów i odruchowo wyczekujesz idealnego momentu na kontrę. Satysfakcja z pokonania grupy przeciwników, która jeszcze przed chwilą wydawała się nie do przejścia, jest po prostu bezcenna.

Co ciekawe, postęp w grze nie mierzy się tu tylko statystykami postaci. Choć oczywiście możemy rozwijać atak czy obronę za zdobyte kości, to nasze własne, „nabyte” doświadczenie gra pierwsze skrzypce. Uczymy się sprawniejszego poruszania po mapie, odkrywamy skróty i rozumiemy, jak wykorzystać otoczenie na swoją korzyść.

Więcej Soulslike

Nie można przy tym zapomnieć o bossach. To oni stanowią kwintesencję gatunku – to potężne, wieloetapowe wyzwania, które testują wszystkie umiejętności, jakie nabyliśmy do tej pory. Każdy z nich to odrębna lekcja pokory. Co niezwykle istotne – w mojej ocenie starcia te są zaprojektowane sprawiedliwie. Jeśli przegrywam, wiem, że to mój błąd w wyczuciu czasu lub zbyt łakome podejście do ataku. Gra wymusza na nas dyscyplinę, ale w zamian oferuje ogromną satysfakcję po każdej wygranej bitwie. To ten rzadki typ produkcji, w której nawet po dziesiątej próbie z tym samym bossem, z wypiekami na twarzy klikasz „kontynuuj”, wiedząc, że tym razem na pewno się uda.

Do tego dochodzi specyficzny system leczenia, silnie inspirowany Bloodborne’em. Gra nie daje nam tarczy bezpieczeństwa w postaci prostych mikstur. Chcesz odzyskać zdrowie? Musisz wrócić do walki i być agresywnym – dopiero atak na przeciwnika ładuje nam pasek życia, który możemy wyleczyć miksturą. Takie rozwiązanie całkowicie zmienia dynamikę – eliminuje defensywne „ściubanie” punktów życia z dystansu i wymusza na graczu przejęcie inicjatywy. To genialne w swojej prostocie połączenie, które sprawia, że każda sekunda walki jest pełna napięcia.

Do kilku razy…

Choć każda porażka w grze odbiera nam zebrany łup w postaci kości (odpowiednik dusz w typowych grach soulslike), nie znikają one ze świata całkowicie przy pierwszym niepowodzeniu. Zawsze możemy wrócić do miejsca, w którym je straciliśmy, by je odzyskać – niemniej drugie potknięcie (a z czasem rozgrywki dopiero kolejne) sprawi, że łup ten tracimy na zawsze. Jest on na tyle istotny, że stanowi zarówno walutę w sklepach jak i odzwierciedla punkty doświadczenia, których odpowiednia ilość pozwala na podniesienie siły ataku, obrony, czy statystyk broni.

Arsenał i taniec śmierci

Już na starcie musimy dokonać wyboru jednej z trzech głównych broni, co znacząco definiuje nasz styl gry na długie godziny. Mamy do wyboru klasyczny, zasięgowy bicz, parę szybkich sztyletów lub potężny, lecz powolny młot. Każda z tych broni oferuje zupełnie inne wrażenia.

Nie możemy przy tym zapomnieć o broniach przybocznych. To tutaj tkwi prawdziwa kreatywność twórców. Na naszym podorędziu możemy mieć niemal wszystko: od prostych toporków do rzucania, przez tarcze, aż po tak absurdalne i zabawne dodatki jak motocykl czy mucha na łańcuchu. Te przedmioty to nie tylko ciekawostki – to narzędzia, które często ratują życie w krytycznych momentach. Wybór odpowiedniej broni przybocznej pod konkretnego bossa bywa kluczem do sukcesu.

Co ważne, czuć „fizyczność” każdego uderzenia. Odgłosy wymachiwania biczem, zderzenie stali z tarczą czy dźwięk rozbijanych przeciwników sprawiają, że każda walka daje potężną dawkę satysfakcji.

Czy warto zanurzyć się w świat Miny?

Mina the Hollower to triumf designu nad surową mocą obliczeniową i dowód na to, że w 2026 roku pixel art wciąż potrafi wywoływać wypieki na twarzy. Yacht Club Games stworzyło tytuł, który nie tylko składa hołd klasyce, ale bez kompleksów staje w jednym rzędzie z największymi przedstawicielami gatunku soulslike.

To gra kompletna, w której każdy element – od innowacyjnej mechaniki kopania, przez agresywny, satysfakcjonujący system walki, aż po genialną oprawę audiowizualną – pracuje na końcowy sukces. Choć wysoki poziom trudności i brak mapy mogą stanowić barierę dla mniej cierpliwych graczy, każdy, kto zdecyduje się podjąć wyzwanie, zostanie nagrodzony jedną z najbardziej angażujących i „soczystych” przygód ostatnich lat. Jeśli szukasz tytułu, który szanuje Twój czas, oferuje głębię rozgrywki i wciąga na długie godziny, Mina the Hollower jest pozycją obowiązkową.

 

Cena w eShopie: 70,99 zł

Podziękowania dla Yacht Club Games za dostarczenie gry do recenzji.

 


Podsumowanie

Zalety

  • + Unikalna, wszechstronna i genialnie wpleciona w rozgrywkę mechanika 'podkopywania' się
  • + Dynamiczny, sprawiedliwy i satysfakcjonujący system walki
  • + Poczucie rozwoju nie zależy wyłącznie od statystyk, ale przede wszystkim od umiejętności gracza
  • + Warstwa audio-wizualna idealnie dopełnia przedstawioną historię
  • + Możliwość dowolnej modyfikacji ustawień, które ułatwiają/ lub bardziej utrudniają rozgrywkę

Wady

  • - Na standardowych ustawieniach - dość wysoki próg wejścia
  • - Brak czytelnej mapy może być uciążliwy przy eksploracji bardziej skomplikowanych lokacji
  • - 8-bitowa stylistyka nie każdego do siebie przekona

9.0

Wyświetleń: 590

Redaktor

Jakub Malik

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *