RecenzjeRecenzja
RecenzjeArtykuł

Mysi detektyw w latach 30. – recenzja gry Mouse: P.I. For Hire

Polska gra stworzona przez Fumi Games zabiera nas do czarno-białego…

14 czerwca 2026

Polska gra stworzona przez Fumi Games zabiera nas do czarno-białego świata inspirowanego Nowym Jorkiem lat 30. XX wieku. Akcja toczy się w Mousebergu – mieście pełnym myszy, gangsterów i tajemnic, którego stylistyka wyraźnie nawiązuje do kreskówek z tamtego okresu. Już od pierwszych materiałów produkcja przyciąga wzrok swoim nietypowym klimatem i oryginalną oprawą. Pozostaje jednak najważniejsze pytanie: czy całość smakuje jak słodkie mascarpone, czy może bardziej jak gorgonzola, która zbyt długo leżała poza lodówką? Czas rozpocząć śledztwo i przekonać się, jaki ser naprawdę kryje się w Mousebergu.

 

 

Kapelusz, broń i kawałek sera

 

Fabuła Mouse: P.I. For Hire skupia się na Jacku Pepperze – prywatnym detektywie i byłym bohaterze wojennym, który podejmuje się sprawy zaginięcia pewnej osoby. Początkowo wygląda to jak klasyczne śledztwo rodem z zadymionych kryminałów noir, jednak z czasem cała intryga staje się znacznie bardziej skomplikowana. Korupcja, porwania, morderstwa i szemrane interesy kryją się niemal na każdym rogu Mousebergu. Nasz protagonista przemierza przestępcze zakamarki miasta, zbiera dowody i krok po kroku próbuje połączyć wszystkie elementy tej serowej układanki. Niestety szybko okazuje się, że ktoś celowo rozsypał okruszki w zupełnie różnych miejscach.

Przed nami pojawia się coraz więcej zagrożeń, a kolejne tropy prowadzą do nowych tajemnic. Historia została bardzo dobrze wpleciona w rozgrywkę. Rozmawiamy z kluczowymi mieszkańcami miasta, poznajemy nowe postacie i odkrywamy ich rolę w całej aferze. Jacka Peppera dubbinguje Troy Baker, znany między innymi z roli Indiany Jonesa w Indiana Jones i Wielki Krąg, i świetnie odnajduje się w roli twardego detektywa. Zarówno dialogi, jak i jego wewnętrzne monologi wypadają bardzo naturalnie i pomagają budować klimat opowieści. Całość dopełnia znakomite udźwiękowienie oraz charakterystyczna oprawa wizualna inspirowana czarno-białymi kreskówkami. Efekt jest taki, że Mouseberg wciąga niczym kawałek dobrze przyprawionego sera – im dalej brniemy w śledztwo, tym trudniej się od niego oderwać.

 

 

Śledztwo i radzenie sobie z problemami

 

Całą przygodę obserwujemy z perspektywy pierwszej osoby, przemierzając różnorodne lokacje rozsiane po Mousebergu. Twórcy sprytnie wprowadzają nowe mechaniki za pomocą plakatów i ogłoszeń, które naturalnie wpisują się w świat gry, a przy okazji jasno tłumaczą kolejne elementy rozgrywki. Na początku naszej kariery detektywa, do dyspozycji otrzymujemy jedynie pistolet, jednak wraz z postępami w śledztwie arsenał znacząco się rozrasta. Znajdziemy tu między innymi strzelbę oraz bardziej eksperymentalne uzbrojenie, które potrafi zamienić głowę przeciwnika w ser szwajcarski. Każda broń ma swoje zastosowanie, dzięki czemu starcia pozostają różnorodne. Amunicja jest jednak ograniczona, więc warto rozsądnie gospodarować zapasami. Gdy zabraknie nabojów, zawsze można rozwiązać problem pięściami. Czasem to właśnie najbardziej bezpośrednia metoda okazuje się najskuteczniejsza.

Na swojej drodze spotkamy wielu przeciwników – od walczących wręcz opryszków po wrogów atakujących z dystansu lub rzucających materiały wybuchowe. Choć liczba typów przeciwników nie jest ogromna, w pełni wystarcza na czas trwania kampanii. Co jakiś czas Mouse: P.I. For Hire dorzuca też nowe zagrożenia, dzięki czemu rozgrywka nie popada w monotonię. Szczególnie dobrze wypadają walki z bossami, które nie tylko stanowią wyzwanie, ale także wprowadzają nowe mechaniki i wymagają od gracza zmiany podejścia. Na uwagę zasługuje również bardzo dobre wykorzystanie funkcji HD Rumble 2. Wibracje są subtelne, ale skutecznie budują immersję i sprawiają, że wykonywane akcje wydają się bardziej namacalne. To niewielki dodatek, który działa jak dobrze dobrana przyprawa do kawałka sera – nie dominuje smaku, ale wyraźnie go podkreśla.

 

 

Na swojej drodze spotkamy wielu przeciwników – od walczących wręcz opryszków po wrogów atakujących z dystansu lub rzucających materiały wybuchowe. Choć liczba typów przeciwników nie jest ogromna, w pełni wystarcza na czas trwania kampanii. Co jakiś czas Mouse: P.I. For Hire dorzuca też nowe zagrożenia, dzięki czemu rozgrywka nie popada w monotonię. Szczególnie dobrze wypadają walki z bossami, które nie tylko stanowią wyzwanie, ale także wprowadzają nowe mechaniki i wymagają od gracza zmiany podejścia. Na uwagę zasługuje również bardzo dobre wykorzystanie funkcji HD Rumble 2. Wibracje są subtelne, ale skutecznie budują immersję i sprawiają, że wykonywane akcje wydają się bardziej namacalne. To niewielki dodatek, który działa jak dobrze dobrana przyprawa do kawałka sera – nie dominuje smaku, ale wyraźnie go podkreśla.

Gra oferuje również poboczną aktywność w postaci karcianej minigry inspirowanej baseballem. To niewielki dodatek, ale bardzo przyjemnie odciąga uwagę od strzelania i eksploracji. Co ważne, nie sprawia wrażenia wrzuconego na siłę, ponieważ dobrze wpisuje się w klimat Mousebergu i jego mieszkańców. Dzięki takim detalom świat gry zyskuje dodatkowego charakteru.

 

 

Większość odwiedzanych lokacji ma liniową konstrukcję, choć od czasu do czasu natrafimy na skróty ułatwiające przemieszczanie się. Warto jednak pamiętać, że po ukończeniu misji nie możemy wrócić do danej miejscówki. Oznacza to, że niewykonane zadania poboczne i pominięte sekrety przepadają bezpowrotnie. Dla graczy lubiących zaliczać wszystko na sto procent będzie to istotna informacja. Warto więc dokładnie przeszukiwać każdy zakamarek, zaglądać tam, gdzie teoretycznie nie trzeba, i dosłownie lizać ściany w poszukiwaniu ukrytych znajdziek. Twórcy zostawili ich całkiem sporo, więc cierpliwi detektywi znajdą tu niejedną smakowitą porcję dodatkowej zawartości.

 

Czarno-biały sernik

 

Choć Mouse: P.I. For Hire stawia na niemal całkowicie czarno-białą kolorystykę, doskonale wpisuje się ona w klimat kryminałów noir. Osobiście bardzo polubiłem to podejście i ani przez chwilę nie odczuwałem braku żywych kolorów. W połączeniu z klimatyczną muzyką tworzy ono spójną i niezwykle charakterystyczną całość. Podczas eksploracji natrafimy również na liczne przedmioty kolekcjonerskie, takie jak gazety, komiksy, karty baseballowe czy schematy ulepszeń broni. Te ostatnie są szczególnie przydatne, jeśli chcemy rozwijać swój arsenał za pośrednictwem R.U.H.A. (Rusznikarskie Usługi Hartowania Arsenału). Już sam rozwinięty skrót pokazuje, że twórcom nie zabrakło poczucia humoru. W trakcie zabawy można też znaleźć mnóstwo odniesień do popkultury, które skutecznie wywołują uśmiech na twarzy. Nie ukrywam, że kilka razy złapałem się na tym, że śmieję się pod nosem. Uwielbiam takie małe serowe smaczki porozrzucane po świecie gry.

 

 

Bardzo dobrze wypadają również animacje broni oraz interfejs użytkownika. Ikony amunicji reagują na oddawane strzały, a eliminowanie przeciwników znajduje odzwierciedlenie w elementach HUD-u. Podobnie działa wskaźnik zdrowia, który zmienia się w zależności od aktualnego stanu bohatera i poziomu pancerza. To drobny detal, ale właśnie takie szczegóły budują charakter produkcji i sprawiają, że świat wydaje się bardziej dopracowany. Wizualnie całość prezentuje się bardzo dobrze, choć obiekty znajdujące się w większej odległości potrafią momentami stracić na jakości. Na szczęście nie jest to problem, który znacząco wpływa na odbiór gry. Dla miłośników jeszcze bardziej oldschoolowego klimatu przygotowano dodatkowe filtry pozwalające uzyskać efekt starej taśmy filmowej, rozmyć obraz czy nawet zdeformować dźwięk tak, aby przypominał nagrania odtwarzane na wysłużonym sprzęcie sprzed dekad. To kolejny element, który dodaje tej produkcji charakteru.

Jeżeli chodzi o wydajność, moje odczucia są niestety bardziej mieszane. Z jednej strony otrzymujemy tryb wydajności, który teoretycznie pozwala osiągnąć 60 klatek na sekundę. W praktyce jednak płynność często spada podczas większych starć i w bardziej otwartych lokacjach. Nintendo Switch 2 nie zawsze radzi sobie z utrzymaniem stabilnego działania, a skoki płynności bywają wyraźnie odczuwalne. Szczególnie rzuca się to w oczy podczas gry na telewizorze. W trybie przenośnym problem nadal występuje, ale jest zdecydowanie mniej dokuczliwy. Ostatecznie częściej wybierałem tryb jakości, który oferuje niższą liczbę klatek na sekundę, ale zapewnia bardziej przewidywalne doświadczenie. Nie oznacza to jednak, że problemy całkowicie znikają. Da się z nimi żyć, ale momentami miałem wrażenie, że ktoś ukrył w tej produkcji kilka dodatkowych dziur – i tym razem nie chodzi o ser szwajcarski.

 

 

O włos od zawału ser(c)a

 

Niestety, poza problemami technicznymi nie obyło się również bez błędów. Podczas rozgrywki natrafiłem na niewidzialne ściany, nieśmiertelnych przeciwników czy sytuacje, w których bohater blokował się w teksturach. Najbardziej zapadł mi jednak w pamięć moment, gdy gra postanowiła wyrzucić mnie na trujące bagna znajdujące się na początku misji. Problem w tym, że stało się to w trakcie ekranu ładowania, przez co zginąłem jeszcze przed odzyskaniem kontroli nad postacią. Po ponownym wczytaniu zapisu sytuacja się powtórzyła. Co gorsza, za kolejnym razem wylądowałem w tym samym miejscu z zerowym poziomem zdrowia, ale z jakiegoś powodu mogłem normalnie poruszać się po mapie. Nie ukrywam, że wtedy o mało nie spadł mi ser z kanapki. Przez chwilę byłem przekonany, że utknąłem w niekończącej się pętli śmierci i nie będę w stanie kontynuować rozgrywki. Na szczęście problem ostatecznie ustąpił, a śledztwo mogło toczyć się dalej.

Pod tym względem produkcji zabrakło jeszcze odrobiny szlifu. Odniosłem wrażenie, że druga połowa gry cierpi na większą liczbę błędów oraz wyraźniejsze problemy z wydajnością. Niestety odbiło się to na jakości zabawy i momentami skutecznie wybijało z immersji. Trudno czerpać pełną przyjemność z rozgrywki, gdy co jakiś czas trzeba zastanawiać się, czy kolejnym przeciwnikiem nie okaże się sam silnik gry. Mimo wszystko Mouse: P.I. For Hire potrafi skutecznie przyciągnąć do ekranu. Fabuła regularnie zachęca do popychania śledztwa naprzód, a różnorodne lokacje sprawiają, że każda nowa miejscówka ma własny charakter. Dodatkowo twórcy urozmaicają zabawę elementami platformowymi oraz systemem odblokowywania nowych umiejętności. Podwójny skok czy możliwość wykorzystania mysiego ogonka jako prowizorycznego śmigła sprawiają, że eksploracja pozostaje przyjemna do samego końca. Nawet jeśli czasem trafimy na kilka zgniłych kawałków sera, wciąż trudno odmówić tej przygodzie uroku.

 

 

Pod-ser-owanie przygód Jacka

 

Ostatecznie muszę przyznać, że bardzo dobrze bawiłem się przy Mouse: P.I. For Hire. Historia skutecznie mnie wciągnęła i przez cały czas chciałem dowiedzieć się, jak potoczą się losy Jacka Peppera oraz dokąd zaprowadzi mnie prowadzone śledztwo. Mimo kilku mankamentów technicznych tytuł wypada naprawdę solidnie. Klimat noir został tutaj oddany znakomicie, a Troy Baker świetnie odnajduje się w roli głównego bohatera. Na pochwałę zasługują również pozostali bohaterowie oraz lokalizacja dialogów, które pełne są serowych odniesień i humoru. Co ważne, żarty dobrze wybrzmiewają także w polskiej wersji językowej, dostępnej w formie napisów. Pod względem rozgrywki jest to strzelanka przywołująca skojarzenia z klasykami pokroju pierwszego Dooma, ale jednocześnie wzbogacona o szereg współczesnych rozwiązań.

Rozgrywka pozostaje przystępna przez całą kampanię. Grając na średnim poziomie trudności, miałem wrażenie, że balans został dobrze wyważony. Osoby szukające większego wyzwania mogą sięgnąć po wyższy poziom trudności, a gracze zainteresowani przede wszystkim fabułą również znajdą odpowiednie ustawienia dla siebie. Choć sam preferuję klasyczne sterowanie kontrolerem, warto wspomnieć, że produkcja obsługuje funkcję myszy(hehe) w Joy-Conach 2. Szkoda jedynie, że zabrakło wsparcia dla sterowania żyroskopowego, które mogłoby sprawdzić się tutaj równie dobrze.

 

 

Fumi Games dostarczyło bardzo udaną przygodę osadzoną w wyjątkowym świecie, który trudno pomylić z jakąkolwiek inną produkcją. To interesujące połączenie estetyki starych kreskówek z nowoczesnymi rozwiązaniami znanymi ze współczesnych strzelanek. Mouse: P.I. For Hire nie jest serem bez skazy. Znajdziemy tu kilka dziur, które potrafią zepsuć smak zabawy. Mimo to całość okazała się na tyle aromatyczna, że bez problemu pochłonąłem ją do ostatniego okruszka.

 

Cena w eShopie: 109.00 zł

Podziękowania dla PlaySide za dostarczenie gry do recenzji.

 


Podsumowanie

Zalety

  • + świetnie utrzymany klimat noir
  • + rewelacyjna oprawa inspirowana kreskówkami z lat 30.
  • + bardzo dobra gra aktorska, szczególnie Troya Bakera
  • + zróżnicowany arsenał
  • + interesujące walki z bossami
  • + liczne odniesienia do popkultury i serowy humor
  • + implementacja HD Rumble 2 oraz funkcja myszy
  • + polska wersja językowa (napisy)

Wady

  • - niestabilna wydajność, szczególnie w trybie 60 FPS
  • - spadki płynności podczas bardziej wymagających starć
  • - błędy techniczne, które potrafią wpłynąć na rozgrywkę
  • - brak obsługi sterowania żyroskopowego

8.5

Wyświetleń: 582

Redaktor

Damian "Dadaista" Filipkiewicz

Z zamiłowaniem śledzę wszystkie informacje i pogrywam różne produkcje na Nintendo Switch, PC oraz PlayStation. Nie mam ulubionego gatunku gier, a przez te lata przewinęły się dziesiątki, z którymi świetnie się bawiłem. Zręcznościówki, strzelanki, karcianki, strategie, RPG'i, bijatyki, horrory nie są mi straszne. Na co dzień pracuję jako programista. Lubię kawę z mlekiem, a moim spirit animal jest Gengar.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *