Hero RecenzjeRecenzja
Hero RecenzjeArtykuł

Remake czy demake? – recenzja Pokémon Brilliant Diamond & Shining Pearl

Fani błagali o powrót do Sinnoh od lat. Pierwszy zwiastun…

25 listopada 2021

Fani błagali o powrót do Sinnoh od lat. Pierwszy zwiastun Pokémon Brilliant Diamond & Shining Pearl napawał grozą, głównie z powodu zastanawiającego stylu graficznego i faktu, że to pierwsze główne gry, których produkcją zajęła się zewnętrzna firma – ILCA (znana dotychczas ze stworzenia aplikacji Pokémon HOME). Czy studio zdołało wskrzesić ducha oryginału, a jednocześnie zaproponować świeże doświadczenie?

 

 

Brilliant Diamond & Shining Pearl (w skrócie BDSP) formułą rozgrywki wracają do korzeni serii. Wcielamy się w młodego trenera, który zbiegiem okoliczności zdobywa swojego pierwszego stworka. Naszym zadaniem jest skompletowanie regionalnego Pokédexu, zdobycie wszystkich ośmiu odznak od Liderów Sal i walka o tytuł Czempiona Sinnoh. Na drodze do tego celu przyjdzie nam udaremnić plany tajemniczego Teamu Galactic, który sieje chaos w każdym zakątku krainy.

 

 

Historia w BDSP skupia się na mitach świata Pokémon – ponoć to właśnie region Sinnoh był jego początkiem. Z każdym spotkaniem z Teamem Galactic stawka staje się coraz większa, a w kulminacyjnym, niezwykle pompatycznym momencie ważą się losy całego wszechświata. Emocje jednak opadają w ciągu 15 minut, po których główni źli dosłownie rozchodzą się do domów. Szkoda, że w BDSP nie wprowadzono elementów fabularnych znanych z Platinum, które znacznie urozmaicały opowieść; pod tym względem nie wykorzystano potencjału materiału źródłowego.

 

 

Nowe-stare gry

 

Ostatnie gry z serii przyzwyczaiły mnie do dodatkowych mechanik pokroju Ruchów Z, Dynamaxu czy Mega Ewolucji i przyznam, że po cichu liczyłem na powrót tych ostatnich w BDSP. Podczas zabawy odkryłem jednak, że nie ma po nich żadnego śladu, co właściwie bardzo przypadło mi do gustu. W regionie Sinnoh to Pokémony stanowią centrum zainteresowania i nie potrzebują dodatkowych gadżetów, aby urzec graczy. Czwarta generacja zawiera kilka moich ulubionych stworków i tylko w niej mam poważny dylemat podczas wyboru startera, bo dosłownie każdy mi się niesamowicie podoba. Dla samych projektów Pokémonów warto sięgnąć po ten tytuł.

 

 

BDSP wprowadzają udogodnienia znane z ostatnich gier cyklu. Powraca chociażby typ Fairy, siejący spustoszenie wśród smoczych Pokémonów. Zaktualizowano także pulę ruchów, których uczą się stworki z Sinnoh. Na nieszczęście do gry zawitał także Exp. Share, czyli mechanika, dzięki której wszyscy członkowie drużyny zdobywają doświadczenie bez względu na to, czy uczestniczyli w walce. Z jednej strony rozumiem powody tej decyzji (w oryginalnych grach expienie Poków było nagminne i koszmarnie nudne), ale poziom trudności zupełnie nie został dostosowany do zmiany, przez co zabawa bardzo szybko staje się banalnie prosta. Pociesza trochę fakt, że walka z Elitarną Czwórką i Czempionem nadal jest wymagająca – ale czymże jest pięć bitew wobec pozostałych setek? Problem naprawiłaby możliwość wyłączenia tej funkcji, jednak gracze zostali jej pozbawieni. Za to BDSP zarobiło w moich oczach spory minus.

 

 

Bilans zalet i wad pozostaje jednak zrównoważony, a wszystko dzięki zaktualizowaniu HMów, czyli ruchów umożliwiających eksplorację świata. W oryginalnych grach potrzebowaliśmy aż dwóch (!) Pokémonów w drużynie, aby móc rozwiewać mgłę, ścinać drzewa na drodze czy pływać, co okropnie ograniczało graczy. W BDSP rozwiązano ten problem za sprawą Pokétcha, przenośnego zegarka z rozmaitymi aplikacjami. Jedna z nich pozwala nam wezwać dzikiego stworka z okolicy do pomocy w przejściu dowolnej przeszkody. Dzięki temu nadal czujemy, że robimy postępy w grze, a jednocześnie możemy trenować te Pokémony, które chcemy trenować. Uwierzcie mi, nie przesadzam – choćby z tego powodu BDSP zdecydowanie wygrywają w starciu z oryginalnymi grami; są zwyczajnie bardziej przystępne.

 

 

Eksploracja odświeżonego Sinnoh jest też przyjemniejsza dlatego, że poprawiono system poruszania się po bagnach i śniegu. Regionalne Safari wymaga od nas brodzenia po szyję w błocie, lecz teraz nie stanowi to większego problemu i sprawia, że rozgrywka jest bardziej dynamiczna. Powraca także rower, jednak jazda na nim wydawała mi się dość niewygodna; korzystałem z niego tylko z konieczności.

 

 

Fajnym dodatkiem jest też możliwość zmiany stroju naszej postaci, której w oryginalnych grach nie było. Sklep z fatałaszkami zastąpił Game Corner (swoiste kasyno) i jego obecność zachęca do oszczędzania Pokédolarów. Co prawda wybierać możemy jedynie spośród z góry zaprojektowanych kostiumów, jednak wszystkie są na tyle urozmaicone i ładne, że zupełnie mi to nie przeszkadzało. Spersonalizować możemy również Pokéballe, dodając do nich specjalne efekty wizualne za pomocą naklejek. To przyjemny dodatek i ucieszył mnie jego powrót.

 

 

Podziemne skarby

 

W oryginalnych Diamond & Pearl gracze narzekali na bardzo okrojony regionalny Pokédex, w którym paradoksalnie zabrakło kilku nowych stworków. BDSP zdecydowanie naprawia ten błąd, oferując znacznie więcej pupili do złapania. Wszystko za sprawą ogromnej sieci podziemnych jaskiń, które rozciągają się pod całym Sinnoh, tzw. Grand Underground. W niemal dowolnym momencie możemy zejść pod powierzchnię i odkrywać lokacje, których w oryginalnych grach nie było.

 

 

Pod ziemią czeka nas kilka aktywności. Możemy przede wszystkim wbić się z kilofem i młotem w ściany, aby wykopać znajdujące się w nich przedmioty. Zabawa w górnika jest bardzo wciągająca i ucieszyło mnie, że można do niej wykorzystać ekran dotykowy Switcha. Kopać możemy również z innymi graczami, którzy w czasie rzeczywistym biegają obok nas w Grand Underground.

 

 

Podobnie jak w oryginalnych grach, w podziemiach możemy stworzyć swoją tajemną bazę. Znacznie okrojono jednak opcje jej dekorowania, bo da się tam poustawiać jedynie statuetki Pokémonów wykopane ze ścian. Dzielą się one na zwykłe, kolorowe i legendarne, a im rzadszy rodzaj, tym lepsze efekty. Gdy umieścimy posągi Pokémonów określonego typu w bazie, to zwiększymy swoją szansę na spotkanie dzikich stworków tej kategorii w podziemiach. A uwierzcie mi, każda pomoc w tej kwestii się przyda.

 

 

Główną nowością w Grand Underground są tzw. Pokémon Hideouts, czyli specjalne lokacje, po których biegają rzadkie stworki. Przypomina to trochę Wild Area z Sword & Shield, bo wszystkie Pokémony spacerują na widoku i rzucają się w dziką pogoń, kiedy tylko wyczują naszą obecność. Problem polega na tym, że kryjówki wypełniają głównie Bidoofy, Starly czy inne Budew, czyli Poki, które bez problemu możemy znaleźć na powierzchni. Szansa na spotkanie tych rzadszych jest śmiesznie mała; spędziłem trzy godziny na resetowaniu konkretnych pomieszczeń, aby móc złapać Gligara, Snorunta i Elekida. To zdecydowanie odbiera przyjemność z całego procesu i szybko staje się nudne.

 

 

Aby tego było mało, niektóre przedmioty ewolucyjne można zdobyć dopiero po ukończeniu gry lub ich zdobycie wiąże się z koszmarnym grindem. Przyjrzyjmy się chociażby wspomnianemu Elekidowi: do ewolucji potrzebuje on konkretnego itemka, Electrizera. Zdobyć go możemy tylko od dzikich Elekidów, które mają 5% szans na jego posiadanie. Samo spotkanie Elekida w podziemiach może zająć długie godziny, przez co cały proces zmienia się w coś koszmarnego. Pokédex regionu Sinnoh został zatem rozbudowany w dość sztuczny sposób, który wcale nie zachęca do używania niestandardowej drużyny. Kto na to wpadł?

 

 

Nie tylko odznaki

 

Ukończenie głównego wątku w BDSP zajęło mi równe 24 godziny. Da się to z pewnością zrobić szybciej, jednak coś mnie zatrzymało (patrzę na ciebie, Elekid). Po uzyskaniu tytułu Mistrza Pokémon czeka nas jeszcze sporo zawartości. Możemy chociażby wziąć udział w konkursach piękności, które opierają się na prostej, rytmicznej minigrze. Za zwycięstwo w różnych kategoriach (Coolness, Beauty, Toughness itp.) wygrywamy specjalne wstążki, które odblokowują nam kilka fajnych opcji w grze. Pokémony radzą sobie lepiej w konkursach, jeśli regularnie karmimy je Poffinkami. Pieczenie ich przypomina trochę gotowanie curry z Sword & Shield i jest całkiem przyjemne, jednak ostrzegam, że można sobie przy tym nieźle uszkodzić gałki analogowe – niestety nie da się wykorzystać do tego ekranu dotykowego.

 

 

Sporo czasu zajmie również uzupełnianie Pokédexu. Na złapanie czeka cała masa zwykłych i legendarnych stworków. Zasmucił mnie fakt, że w BDSP uwzględniono tylko i wyłącznie Pokémony z pierwszych czterech generacji. Zawsze uważałem, że część uroku remake’ów gier z cyklu tkwi w dodawaniu nowszych pupili do starszych regionów, więc w tym wypadku musimy obejść się smakiem.

 

 

Wizualny dysonans

 

Mój największy zarzut wobec BDSP dotyczy jego warstwy wizualnej. I nie chodzi mi tutaj o styl graficzny – uważam, że chibi w 3D może wyglądać dobrze, spójrzcie chociażby na Animal Crossing: New Horizons. Nowe Pokémony budziły we mnie jednak skojarzenia z grami mobilnymi sprzed kilku lat. Bohaterowie przypominają dość brzydkie lalki, a widok chibi-Cyrusa grożącego rozwaleniem czasoprzestrzeni wywołuje niepowstrzymany śmiech. Myślę, że dało się to zrobić dużo lepiej.

 

 

Problem tkwi głównie w tym, że grafika jest strasznie niekonsekwentna. Tła do bitew wykonano z dbałością o detale i wyglądają one bardzo ładnie; nieco gorzej jest, kiedy przeciwnicy postanawiają rzucić groźnym tekstem, bo ich animacje są niezwykle drewniane. Niektóre obszary regionu Sinnoh cieszą urokiem i klimatem, a inne zaskakują brzydotą. BDSP stoją w dziwacznym rozkroku, nie mogąc się zdecydować pomiędzy wiernym odtworzeniem oryginalnych gier a bardziej nowoczesnym podejściem do Pokémonów, co nie wychodzi im na dobre.

 

 

Wisienką na torcie jest mechanika podróżowania z Pokémonami w świecie gry. Odniosłem wrażenie, że została zaprogramowana trochę na kolanie – stworki bardzo często plączą się pod nogami i blokują przejścia, a ich proporcje są tak zaburzone, że trudno dostrzec w tym jakąkolwiek konsekwencję. Spójrzcie na tego Gyaradosa! Gryzie to w oczy szczególnie po Let’s Go! Pikachu & Eevee, które pod tym względem wykonały kawał dobrej roboty.

 

 

Na szczęście ścieżka dźwiękowa w BDSP w pełni oddaje klimat oryginalnych utworów i balansuje nieco niesmak po oprawie graficznej. Muzyczka z bitew i eksploracji budzi niezwykłe emocje i nostalgię. Cieszy też fakt, że melodie dopasowują się do danej pory dnia. Czwarta generacja Pokémonów zdecydowanie przoduje pod względem dźwiękowym.

 

 

Powrót do przeszłości

 

Pisząc tę recenzję, chciałem przybliżyć wam najważniejsze zalety i wady najnowszych Pokémonów, a przede wszystkim dostarczyć odpowiedzi na pytanie, czy jest to udany remake. BDSP to produkcja bardzo bezpieczna, która oddaje ducha oryginalnych gier, jednocześnie likwidując ich największe problemy. To też zdecydowanie najbardziej przystępna przygoda w regionie Sinnoh i naprawdę warto po nią sięgnąć, jeśli stęskniliście się za bardziej klasyczną formułą rozgrywki. Nie obyło się bez wad, ale ostatecznie mówimy o Pokémonach – bawię się z nimi świetnie i jestem skłonny wybaczyć im błędy.

Cena w eShopie: 249,80 zł

 


Podsumowanie

Zalety

  • + powrót do klasycznej formuły rozgrywki
  • + liczne udogodnienia zabawy
  • + opcje personalizacji postaci trenera i Pokéballi
  • + rozszerzony Pokédex
  • + mnóstwo aktywności poza głównym wątkiem
  • + ścieżka dźwiękowa

Wady

  • - niekonsekwentna oprawa graficzna
  • - zaburzone proporcje Pokémonów w świecie gry
  • - grindowanie rzadkich Pokémonów i przedmiotów ewolucyjnych
  • - brak możliwości wyłączenia Exp. Share
  • - drewniane animacje w trakcie bitew

7

Wyświetleń: 1475

Redaktor

Kosma Staszewski

Tak, to imię, a nie pseudonim, choć w świecie gier przedstawiam się jako Szuszuro. „Złapałem je wszystkie” niezliczoną ilość razy, a z produktami Nintendo utrzymuję niezdrową relację od wielu lat. Na co dzień studiuję i parzę kawę, aby mieć hajs na gry.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *