Gry AAA zaprojektowane z myślą o nowej generacji, takie jak Cyberpunk 2077 czy Indiana, nie mają absolutnie żadnej litości dla fabrycznej baterii konsoli i potrafią wyssać ją w mgnieniu oka podczas mobilnej sesji. Jeśli dodamy do tego fakt, że w ramach wstecznej kompatybilności możemy teraz odpalać starsze produkcje z pierwszego Switcha na Switchu 2 w specjalnym trybie Handheld Boost Mode – który wyciska ze starszych tytułów maksimum płynności i rozdzielczości kosztem gigantycznego drenażu ogniwa – temat zapotrzebowania na prąd staje się na naszym portalu kluczowy. Na łamach Nintendoswitch.pl przetestowaliśmy już dla Was bezkompromisowego, ale też ogromnego i drogiego potwora Green Cell PowerPlay Ultra 140W. Nie każdy gracz potrzebuje jednak aż tak ciężkiego kalibru do zwykłego uratowania zabawy w terenie. Dlatego dzisiaj sprawdzamy, czy idealny kompromis i tzw. „sweet spot” stanowi jego nieco mniejszy, bardziej przystępny cenowo, ale wciąż piekielnie mocny brat – Green Cell PowerPlay Pro 20800mAh 65W.
To potężny bank energii, projektowany i montowany w polskiej fabryce w Skawinie, który kosztuje obecnie na stronie producenta 199,95 zł. Sprawdziłem, jak ten sprzęt w srebrnej wersji kolorystycznej radzi sobie w bezpośrednim starciu z bezlitosnym apetytem platform Nintendo.

Pierwsze wrażenia i kapitalny design z małym zgrzytem
W świecie zdominowanym przez tanie, czarne i plastikowe powerbanki z marketów, Green Cell PowerPlay Pro od razu wyróżnia się kulturą wykonania. Obudowa została wykonana z eleganckiego, matowego, srebrnego aluminium. Nic tu nie trzeszczy pod naciskiem, metal świetnie leży w dłoni, a konstrukcja sprawia bardzo industrialne, pancerne wrażenie. Co ważne, aluminiowy pancerz pełni też funkcję radiatora – przy pełnym obciążeniu powerbank potrafi zrobić się ciepły, ale metal skutecznie odprowadza temperaturę na zewnątrz, chroniąc wewnętrzne ogniwa. Miły akcent patriotyczny – świadomość, że sprzęt powstał w Polsce pod okiem rodzimych inżynierów, zdecydowanie dodaje mu punktów na starcie.

Najbardziej charakterystycznym elementem wizualnym urządzenia jest przecinający obudowę, ukośny pasek LED. Kiedy powerbank pracuje, linia rozbłyskuje intensywnym, zielonym światłem, co daje genialny, wręcz cyberpunkowy efekt. Niestety, w parze z designem nie poszła tu idealna funkcjonalność. Zielona linia to jedyny wskaźnik naładowania urządzenia i informuje nas o pozostałej energii za pomocą stopnia podświetlenia. Do dyspozycji mamy cztery skokowe oznaczenia: 100%, 75%, 50% oraz 25%. W sprzęcie dedykowanym dla wymagających graczy i profesjonalistów bardzo brakuje mi dedykowanego, cyfrowego ekranu LCD, który pokazywałby energię z dokładnością do 1%. Przy skokowym pasku nigdy do końca nie wiemy, czy prądu zostało nam 51%, czy równe 26%.

Na krawędzi znajdziemy trzy porty: dwa nowoczesne USB-C oraz jeden klasyczny USB-A. Warto jednak pamiętać o kluczowym szczególe – pełną, bezkompromisową moc 65W (Power Delivery) oferuje wyłącznie pierwszy, odpowiednio oznaczony port USB-C (In/Out). Pozostałe dwa złącza to autorska technologia GC Ultra Charge o mocy 18W, kompatybilna m.in. z Quick Charge 3.0, co pozwala błyskawicznie naładować smartfon czy słuchawki, podczas gdy główny port ratuje życie naszej konsoli.

Warto też odnotować, że w pudełku oprócz samego urządzenia znajdziemy porządny, szybki kabel USB-C na USB-C o długości 26 cm, który bez problemu radzi sobie z obsługą pełnej mocy 65W. To duży plus, bo gracz dostaje kompletny zestaw gotowy do działania prosto po wyjęciu z kartonu.

Dlaczego 65W Power Delivery to tak ważny punkt?
Moc na poziomie 65W z technologią Power Delivery (PD) to absolutny klucz do komfortowej zabawy dla posiadaczy Switcha 2. Oznacza to, że powerbank bezproblemowo i błyskawicznie ładuje konsolę w locie – nawet podczas najbardziej wymagającej, natywnej rozgrywki AAA czy przy aktywnym, prądożernym trybie Handheld Boost Mode.
Większość tańszych i słabszych powerbanków (oferujących np. 15W czy 30W) przy tak potężnym obciążeniu procesora i grafiki potrafi w najlepszym wypadku jedynie delikatnie spowolnić rozładowywanie się baterii. W efekcie, mimo podpiętego kabla, procenty w konsoli i tak bezwzględnie lecą w dół podczas gry. Green Cell PowerPlay Pro z tego najtrudniejszego zadania wychodzi absolutnie obronną ręką. Zapas mocy 65W sprawia, że powerbank dostarcza dokładnie tyle prądu, ile konsola potrzebuje w szczytowych momentach. Dzięki temu fabryczne ogniwo Switcha 2 nie tylko nie traci energii, ale realnie i szybko się ładuje, podczas gdy Wy bez przeszkód możecie kontynuować zabawę w trybie przenośnym.

Ogromnym plusem urządzenia jest również wsparcie dla funkcji Pass-Through. Powerbank potrafi jednocześnie przyjmować prąd z sieci i przekazywać go dalej do podpiętych urządzeń. Podczas podróży to zbawienie: wieczorem w hotelu wpinacie powerbank do jednej ładowarki sieciowej, do niego podłączacie Switcha, a rano oba ogniwa macie nabite do pełna.
Testy w boju: Niemal trzykrotne naładowanie Switcha 2!
Przejdźmy do najważniejszego, czyli do realnych testów, które przeprowadziłem na rozładowanych konsolach nowej generacji. Pojemność 20800 mAh (ok. 75 Wh) obiecuje wiele, ale jak to wygląda w praniu?
Podłączyłem całkowicie rozładowanego Nintendo Switcha 2 pod port 65W i wyniki autentycznie mnie zaskoczyły. Ogniwa zastosowane przez Green Cell pozwoliły na niemal 3-krotne naładowanie konsoli od równego zera!
-
Pierwsze ładowanie: od 0% do 100% (płynnie, szybko, bez nadmiernego nagrzewania).
-
Drugie ładowanie: od 0% do 100% (dokładnie z tą samą, maksymalną prędkością).
-
Trzecie ładowanie: od równego zera licznik dobił do aż 92%, zanim powerbank ostatecznie skapitulował.
Taki wynik w realnym użytkowaniu oznacza, że zyskujecie kilkanaście dodatkowych godzin nieprzerwanej zabawy w mniejszych tytułach, czy 6-8 godzin rozgrywki w najbardziej wymagające tytuły. Co ważne, sam powerbank dzięki wsparciu dla szybkiego ładowania 65W na wejściu (In), przy użyciu mocnej ładowarki ściennej ładuje się do pełna niezwykle sprawnie.

Druga strona medalu – fizyki nie oszukasz
Żeby recenzja była w pełni rzetelna, muszę wspomnieć o cenie, jaką płacimy za tak ogromne pokłady energii. Ten powerbank to po prostu ciężka i duża cegła. Zamknięcie tak pojemnych ogniw i zaawansowanej elektroniki przełożyło się na wagę wynoszącą aż 585 gramów.
Jest to naprawdę ciężka konstrukcja, co wynika głównie z faktu, że zastosowano tutaj solidną obudowę wykonaną z aluminiowego stopu. Z jednej strony metal nadaje całemu projektowi świetny, bardzo futurystyczny vibe i poczucie obcowania ze sprzętem pancernym, ale z drugiej – bezlitośnie podbija masę urządzenia. Żeby dać Wam odpowiedni punkt odniesienia: klasyczne, zazwyczaj plastikowe powerbanki o zbliżonej pojemności ważą na rynku w przedziale 400–450 gramów max. Tutaj dostajemy więc ponad 130 gramów czystego „nadbagażu”.

Ponad pół kilo żywej wagi w plecaku jest już bardzo wyczuwalne. Zapomnijcie o wsuwaniu tego gadżetu do kieszeni spodni czy luźnej bluzy – to typowy sprzęt wyprawowy, który ma swoje stałe miejsce w torbie podróżnej lub plecaku fotograficznym. Na plus warto jednak dodać, że pojemność 75 Wh idealnie mieści się w międzynarodowych limitach lotniczych (zazwyczaj do 100 Wh), więc bez żadnego stresu i pytań ze strony ochrony przejdziecie z nim przez kontrolę na lotnisku.
Werdykt
Green Cell PowerPlay Pro 20800mAh 65W to genialne, niesamowicie wydajne i solidne akcesorium, które dla każdego mobilnego gracza powinno stać się pozycją obowiązkową. Możliwość niemal 3-krotnego naładowania Switcha 2 w pełnej mocy 60W, świetna funkcja Pass-Through oraz fakt rodzimej produkcji w pełni usprawiedliwiają każdą wydaną złotówkę. Gdyby producent zastosował tu dokładny wyświetlacz zamiast skokowego paska LED, ocena ocierałaby się o ideał. Jeśli nie przeraża Was waga przekraczająca pół kilograma, w tym budżecie ciężko o lepszego kompana do podróży.
Ocena: 8/10
Podziękowania dla firmy GreenCell za udostępnienie sprzętu do recenzji!
