Vampire Therapist to tytuł, który potrafi przyciągnąć uwagę gracza już samym opisem. Nieczęsto mamy okazję wcielić się w wampira z Dzikiego Zachodu, który po latach krwawej i burzliwej egzystencji postanawia zostać terapeutą dla swoich pobratymców. Całość została zaprezentowana w formie powieści wizualnej, co z założenia powinno pozwolić nam zanurzyć się w opowieści niczym w najlepszej książce. Niestety, po spędzeniu z tym tytułem dłuższego czasu, trudno mi jednoznacznie ocenić, czy ta literacka ambicja została w pełni zrealizowana.

Techniczny falstart
Zanim jednak poznamy historię, musimy zmierzyć się z barierą, której w tak prostej formie, jaką jest visual novel, trudno się spodziewać. Przystępując do gry, zakładałem, że produkcje tego typu skupiają się na treści, a kwestie techniczne są w nich niemal nie do zepsucia. Moje przekonanie legło w gruzach już przy pierwszym uruchomieniu. Zamiast klimatycznego wprowadzenia przywitał mnie czarny ekran, w którym mogłem jedynie obserwować odbicie własnej, zażenowanej twarzy. Choć logotypy startowe wyświetliły się poprawnie, gra nie ruszyła dalej. Dopiero po kilku minutach frustracji i chaotycznego testowania przycisków odkryłem, że rozwiązaniem jest „ślepe” wywołanie menu i wybranie opcji wyjścia, co dopiero przenosi gracza do ekranu tytułowego. To rażące niedopatrzenie, które mimo upływu czasu od premiery wciąż nie doczekało się naprawy.

Gdy już uda się przebić przez błędy techniczne, poznajemy Sama – głównego bohatera, którego los rzucił do Niemiec. Tam, pod czujnym okiem Andromachosa, Sam zgłębia tajniki psychologii, by pomagać innym nieumarłym. Pacjenci to galeria barwnych postaci zmagających się z bardzo ludzkimi problemami, takimi jak uzależnienia czy bolesne odrzucenie. Pod względem scenariuszowym postacie są napisane rzetelnie, a elementy terapeutyczne zostały wplecione w fabułę w sposób przemyślany. Niestety, klimat gry bywa nierówny. Choć początkowo mroczny patos przełamywany udanym humorem sprawdza się dobrze, z czasem żarty stają się wtórne i uderzają w zbyt wulgarne tony. Powtarzające się dowcipy o tematyce seksualnej szybko tracą swój urok, stając się po prostu nużącymi przerywnikami.

Mechaniczna powtarzalność
Vampire Therapist ambitnie sięga po elementy terapii poznawczo-behawioralnej, jednak robi to w sposób bardzo powierzchowny. Odnosi się wrażenie, że naukowe podstawy potraktowano jedynie jako dekorację dla fabuły, zamiast rozwinąć je w angażujący sposób. Sama rozgrywka również nie pomaga w utrzymaniu zainteresowania podczas dłuższych sesji. Obserwowanie statycznych postaci i wybieranie opcji dialogowych, które nie mają większego wpływu na losy bohaterów, bywa monotonne. Dodatkowym problemem jest brak jakiegokolwiek wyzwania – nawet gdy błędnie ocenimy zachowanie pacjenta, gra natychmiast daje nam kolejną szansę, przez co proces terapeutyczny traci na znaczeniu i ciężarze gatunkowym.

Błysk geniuszu
Mimo wielu wad gra posiada aspekty, które zasługują na pochwałę. Oprawa graficzna jest estetyczna, a muzyka buduje odpowiedni nastrój, jednak to aktorstwo głosowe jest absolutnym fundamentem tej produkcji. Głosy postaci zostały dobrane perfekcyjnie i to właśnie ich słuchanie sprawia największą przyjemność. Niestety, te pozytywy są regularnie przyćmiewane przez problemy techniczne. Dialogi potrafią nagle stracić na głośności lub zresetować się w połowie kwestii, a glitche graficzne i nieestetyczne animacje, jak choćby nieszczęsny latający nietoperz, skutecznie wybijają z immersji. Najgorsza jest jednak nieresponsywność interfejsu – momenty, w których trzeba wielokrotnie klikać wybraną opcję, by gra ją zarejestrowała, są po prostu frustrujące.

Vampire Therapist na papierze jawi się jako gra genialna i świeża, jednak produkt końcowy, zwłaszcza w wersji na Switcha, pozostawia wiele do życzenia. Mamy tu do czynienia z bardzo leniwym portem, który w obecnym kształcie potrafi zniechęcić nawet najbardziej cierpliwego gracza. Choć losy Sama i jego pacjentów potrafią zaciekawić, liczne błędy i brak technicznego szlifu uniemożliwiają mi pełne polecenie tego tytułu. To opowieść z dużym potencjałem, która na ten moment desperacko potrzebuje solidnej aktualizacji, by stać się grywalną i satysfakcjonującą produkcją.
Cena w eShopie: 60,00 zł
Podziękowania dla Little Bat Games za dostarczenie gry do recenzji.