RecenzjeRecenzja
RecenzjeArtykuł

Nowa twarz i powrót legendy – recenzja gry Resident Evil Requiem

W końcu doczekaliśmy się kolejnej części kultowej serii Resident Evil….

11 marca 2026

W końcu doczekaliśmy się kolejnej części kultowej serii Resident Evil. Nazywana przez fanów „dziewiątką”, tym razem wprowadza zupełnie nową postać o imieniu Grace Ashcroft oraz dobrze znanego weterana – Leona S. Kennedy’ego. Czas wkroczyć do horroru przetrwania i sprawdzić, czy deweloperzy utrzymali dobrą passę.

 

Nowa bohaterka walczy o przetrwanie

 

Grace Ashcroft jest zupełnie nową postacią w uniwersum Resident Evil. Niezbyt doświadczona w boju i dość płochliwa introwertyczka musi stawić czoło niebezpieczeństwom czyhającym w ciemnościach. Już od pierwszych minut rozgrywki czuć, że gra mocno stawia na przetrwanie. Limitowany arsenał, który w dużej mierze opiera się na pistoletach i nożach, sprawia, że trzeba bardzo uważnie stawiać swoje kroki. Dla największej immersji twórcy preferują rozgrywkę z widoku pierwszej osoby (co osobiście również zalecam), choć w ustawieniach możemy w każdej chwili przełączyć się na kamerę z trzeciej osoby.

Przy ograniczonej ilości amunicji i niewielkiej przestrzeni w ekwipunku, każdą akcję trzeba dobrze przemyśleć. Czasami lepiej działać po cichu i eliminować przeciwników bez robienia hałasu. Do takich cichych likwidacji używamy aplikatora hemolitycznego, który natychmiast zabija przeciwnika. Aby z niego skorzystać, trzeba podejść do wroga od tyłu albo najpierw ogłuszyć go pistoletem lub nożem. Bardzo spodobał mi się ten kierunek rozgrywki.

 

 

Skupienie na przetrwaniu i planowaniu najlepszej drogi do celu daje sporo satysfakcji. Gdy dorzucimy do tego poziom trudności z limitowanymi zapisami, robi się naprawdę nerwowo. Zwłaszcza, że często nie mamy pojęcia, co czeka za następnym rogiem, a ostatni zapis był dobre kilkadziesiąt minut temu. W tej części z protagonistką wyraźnie czuć powrót do korzeni serii i bardzo to szanuję.

 

Leona każdy zna – on zawsze dobre pomysły ma

 

Druga część historii skupia się na Leonie S. Kennedym. Dla wielu fanów to jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci całej serii. W Resident Evil Requiem jest już prawdziwym weteranem, co widać po jego doświadczeniu i sposobie walki. Mimo to wciąż potrafi rzucić swoim charakterystycznym, trochę „ojcowskim” żartem. Jednocześnie w akcji pozostaje poważny i niezwykle skuteczny. Świetnie radzi sobie z bronią palną, a w starciach na bliski dystans wykorzystuje niewielką siekierkę. Domyślnie sterujemy bohaterem z widoku trzeciej osoby, ale tak jak w przypadku Grace możemy to zmienić według własnego uznania

 

 

Jak można się domyślić, tutaj z trybu przetrwania wkraczamy w prawdziwą akcję. Do dyspozycji mamy pistolet, pistolet maszynowy, strzelbę, karabin snajperski oraz potężny magnum o nazwie Requiem. Co ciekawe, na początku broń tę „pożycza” sobie Grace. Amunicja do Requiem jest jednak bardzo rzadka, dlatego najlepiej zostawić ją na najgroźniejszych przeciwników lub walki z bossami. Sposobów radzenia sobie z wrogami jest naprawdę sporo. Dzięki temu rozgrywka pozostaje dynamiczna i bardzo wciągająca. Oczywiście nie mamy nielimitowanych zapasów amunicji, więc z każdego magazynka trzeba korzystać rozsądnie.

Historia Leona zaczyna się od zleconej misji, która z czasem przybiera zupełnie inny obrót. Bohater znów wchodzi w rolę wybawcy, trochę jak tata pilnujący swojej córki. Fani serii szybko złapią to skojarzenie – Leon znów musi wyciągać dziewczynę z poważnych kłopotów, trochę jak za czasów swojej przygody z Ashley w czwartej części Resident Evil. Moim zdaniem przeplatanie dynamicznej akcji z momentami eksploracji działa tu bardzo dobrze. Możemy czasem zboczyć z głównej drogi, aby poszukać znajdziek lub wykonać poboczne zadania.

 

 

Klasa RE Engine na Nintendo Switch 2

 

Miałem drobne obawy o to, jak gra będzie działać na tej konsoli. Zwłaszcza, że na konkurencyjnym sprzęcie produkcja wygląda wręcz fenomenalnie. Ostatecznie jednak pod względem wizualnym zostałem pozytywnie zaskoczony. Gra prezentuje się naprawdę dobrze i wygląda świetnie jak na możliwości przenośnej konsoli. Widać pewne kompromisy w jakości niektórych tekstur czy oświetlenia, ale nie na tyle, aby psuły atmosferę otaczającą Resident Evil. Nadal jest mroczno, niepokojąco i bardzo klimatycznie.

Utrzymanie takiej jakości wizualnej wiąże się jednak z pewnymi konsekwencjami wydajnościowymi. Gra celuje w 60 klatek na sekundę i w niektórych momentach faktycznie udaje się je osiągnąć. W większych pomieszczeniach lub bardziej rozbudowanych lokacjach można jednak odczuć spadki płynności. Na szczęście nie są one gwałtowne, raczej stopniowe. Nie spotkałem się z nagłymi przycięciami, które w trakcie walki mogłyby psuć przyjemność z gry. To kompromis, na który osobiście mogę się zgodzić, zwłaszcza jeśli gra pozostaje stabilna.

 

 

Przedzieranie się przez przeciwników jest niezwykle satysfakcjonujące. Szczególnie wtedy, gdy widać, że mocniejsze pociski mają prawdziwy impakt i mogą nawet urwać głowę przeciwnika. Brutalność jest tu na porządku dziennym, a rozlewu krwi zdecydowanie nie brakuje. Najbardziej widać to podczas rozgrywki Leonem, który dysponuje kilkoma efektownymi sposobami wykańczania przeciwników. Dodatkowo mechanika parowania ciosów daje sporo satysfakcji. Perfekcyjnie wykonane parowanie pozwala natychmiast przejść do brutalnej egzekucji wroga. Podczas przygody będziemy zbierać zasoby, aby potem je wykorzystać do tworzenia różnorodnych materiałów do przetrwania. Capcom naprawdę się tu postarał i bardzo dobrze rozdzielił styl rozgrywki między Grace i Leona.

Moja rozgrywka odbywała się głównie na telewizorze i w słuchawkach. Przyznam szczerze, że kilka razy aż podskoczyłem na kanapie. Zwłaszcza podczas fragmentów z protagonistką. Tekstury utrzymują podobny poziom zarówno w trybie stacjonarnym, jak i przenośnym. Oprawa dźwiękowa w Resident Evil Requiem zasługuje na mocną szóstkę. Wszystko świetnie komponuje się z horrorem i buduje napięcie. Szczególnie dobrze wypadają odgłosy otoczenia – skrzypienie podłogi, kroki w oddali czy nagłe dźwięki mogą skutecznie podnieść ciśnienie. Szczególnie zwróciłem uwagę na grę aktorską Grace Ashcroft. W wielu momentach naprawdę słychać strach w jej głosie, szczególnie gdy bohaterka napotyka kolejne niebezpieczeństwa. To tylko jeszcze bardziej podsyca klimat niepewności.

 

 

Prawdziwe kino

Bez dwóch zdań Resident Evil Requiem dostarczył dokładnie takiego doświadczenia, jakiego oczekiwałem od tej części. Miks przetrwania i akcji, rozdzielony między dwie postacie, działa tu naprawdę świetnie. Całość przypomina dobrze skomponowaną kompozycję, w której każdy element ma swoje miejsce. Moje pierwsze podejście do gry zajęło około 16 godzin. W tym czasie dosłownie „lizałem ściany”, starając się odkryć wszystkie sekrety i znajdźki. Oczywiście nie wszystko udało mi się znaleźć, a czasem nawet trochę błądziłem. Mimo to było to świetne doświadczenie. Takie, którego chyba naprawdę potrzebowałem w ostatnim czasie. Capcom zdecydowanie wysoko postawił poprzeczkę, jeśli chodzi o jakość swoich produkcji.

Moim jedynym większym zastrzeżeniem może być płynność animacji. Klatkaż momentami potrafi spaść, co może przeszkadzać osobom przyzwyczajonym do bardzo stabilnej wydajności. Szkoda też, że zabrakło opcji zablokowania liczby klatek na sekundę. Gra oferuje natomiast sterowanie żyroskopowe. Mimo że nie ma wsparcia dla myszy jako kontrolera, możemy celować ruchem kontrolera. Na padzie Nintendo Switch 2 Pro Controller oraz przy odczepionych Joy-Conach działa to bardzo dobrze. W trybie w pełni przenośnym jest jednak nieco mniej wygodne. Aby celować na boki, trzeba przekręcać całą konsolę niczym kierownicę. W takich momentach lepiej zrezygnować ze sterowania ruchem albo grać w trybie „na stole”.

 

 

Capcom przygotował naprawdę świetną grę na miarę 2026 roku. Czuć, że produkcja jest bardzo dobrze dopracowana. Gra aktorska, środowisko i sama rozgrywka tworzą spójną całość. Wszystkie elementy współpracują ze sobą, dzięki czemu gra robi ogromne wrażenie. Dla mnie to jeden z pierwszych kandydatów do tytułu gry roku. Resident Evil Requiem z pewnością zostanie ze mną na długo. Już teraz wiem, że spróbuję wycisnąć z tej produkcji sto procent, zaliczając wszystkie wyzwania.

Krótko mówiąc: tak powinny wyglądać nowoczesne survival horrory.

Cena w eShopie: 339,00 zł

Podziękowania dla Cenega za dostarczenie gry do recenzji.


Podsumowanie

Zalety

  • + świetny podział rozgrywki między Grace a Leonem
  • + bardzo udany miks survival horroru i dynamicznej akcji
  • + gęsty klimat i świetnie budowane napięcie
  • + bardzo dobra oprawa dźwiękowa i przekonująca gra aktorska
  • + satysfakcjonujący system walki, parowania i egzekucji
  • + imponująca oprawa graficzna na Nintendo Switch 2
  • + wysoki poziom dopracowania produkcji
  • + polska wersja językowa (napisy)

Wady

  • - spadki płynności w bardziej rozbudowanych lokacjach
  • - sterowanie żyroskopowe w trybie przenośnym bywa niewygodne

9.5

Wyświetleń: 583

Redaktor

Damian "Dadaista" Filipkiewicz

Z zamiłowaniem śledzę wszystkie informacje i pogrywam różne produkcje na Nintendo Switch, PC oraz PlayStation. Nie mam ulubionego gatunku gier, a przez te lata przewinęły się dziesiątki, z którymi świetnie się bawiłem. Zręcznościówki, strzelanki, karcianki, strategie, RPG'i, bijatyki, horrory nie są mi straszne. Na co dzień pracuję jako programista. Lubię kawę z mlekiem, a moim spirit animal jest Gengar.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *