RecenzjeRecenzja
RecenzjeArtykuł

Powrót do Kanto – recenzja Pokémon FireRed i LeafGreen

Z okazji trzydziestej rocznicy serii Pokémon otrzymaliśmy kilka ciekawych zapowiedzi…

18 marca 2026

Z okazji trzydziestej rocznicy serii Pokémon otrzymaliśmy kilka ciekawych zapowiedzi oraz powrót klasyków z Game Boy Advance. Teraz na naszych Switchach możemy zagrać w remake’i pierwszej generacji, czyli FireRed i LeafGreen. Niemiło jednak zaskoczył wszystkich sposób dystrybucji. Tytuły nie trafiły do abonamentu Nintendo Switch Online – jest to odrębny produkt, na który musimy wydać dodatkowe pieniądze.

 

 

Kontrowersyjny powrót do korzeni

 

O ile pierwszą generację darzę wielkim sentymentem, a same remake’i swego czasu były tym, o czym fani mogli tylko marzyć, tak teraz te gry nie wywołują już większych emocji. Kolejne odsłony przyzwyczaiły nas do lepszych i nowocześniejszych rozwiązań, a żądanie 90 zł za prosty port to rozbój w biały dzień. Dodatkowo wznowienie jest na tyle leniwe, że kupujemy grę z przypisaną tylko jedną wersją językową i nie będziemy mogli jej zmienić w trakcie całej rozgrywki.

 

 

Wybór startera

 

Zabawę zaczynamy klasycznie – od wyboru startera. W pierwszej odsłonie mamy do dyspozycji Bulbasaura, Squirtle’a oraz Charmandera. Po dokonaniu jedynego właściwego wyboru, czyli zabraniu ze sobą ognistego stworka, otrzymujemy banalnie prostą misję: złap je wszystkie! Przy okazji przyjdzie nam pokonać ośmiu gym leaderów oraz elitarną czwórkę. W tle będzie też majaczyć prosta fabuła, w której objawi się Team Rocket, próbujący uchronić świat od dewastacji i zjednoczyć ludy wszystkich nacji. Czy coś w ten deseń. Oczywiście pod tymi patetycznymi słowami kryje się organizacja wykorzystująca stworki do niecnych celów.

 

 

Rozgrywka jest prosta – zwiedzamy świat, zbieramy Pokémony i walczymy. Potyczki toczą się w systemie turowym, a przy sobie możemy mieć maksymalnie sześć stworków. Mimo że wydano dwie wersje gry pod różnymi nazwami, obie zachowują tę samą strukturę i różnią się jedynie ekskluzywnymi stworkami. Tytuł opiera się na stopniowym postępie, a większość dróg otwiera się przed nami dopiero w momencie zdobycia odpowiedniej umiejętności. Omawiana produkcja uwielbia backtracking, który szybko staje się częścią naszej growej rutyny.

 

 

Dodatkowe atrakcje

 

Tak jak w każdych Pokémonach, istotnym elementem zabawy jest wymiana stworków oraz skompletowanie Pokédexu. Po ukończeniu głównego wątku otrzymamy dostęp do Sevii Islands, co rozszerza grę o nowe obszary i stworki z innych regionów. Co istotne, bez żadnych problemów możemy teraz złapać legendarne Pokémony, które w oryginale były dostępne wyłącznie w ramach limitowanych czasowo wydarzeń organizowanych przez Nintendo.

 

 

Archaiczne mechaniki kontra współczesny gracz

 

Największym problemem tych portów jest fakt, że nie wnoszą one praktycznie żadnych nowości i cały czas opierają się na archaicznych mechanikach. Losowe starcia są nagminne i potrafią doprowadzić do szewskiej pasji. Gra nie posiada nowoczesnego systemu współdzielenia doświadczenia na całą drużynę, co bywa frustrujące i sprawia, że wymaksowanie statystyk jest niezwykle czasochłonne. W dalszej części przygody można co prawda znaleźć przedmiot Exp. Share, ale nie zmienia on zbytnio pracochłonności całego procesu. Brakuje też takich dodatków jak pełnoprawny tryb online.

 

 

Pojawiły się za to pewne drobne udogodnienia. Dodano możliwość transferu Pokémonów do aplikacji HOME, jednak działa to tylko w jedną stronę – ze Switcha do aplikacji (bez możliwości zwrotu do gry). System Link Cable zastąpiono lokalną łącznością bezprzewodową dla maksymalnie czterech graczy. Tytuł obsługuje również GameChat. Mimo wszystko nie są to zmiany, które usprawiedliwiałyby aż tak wysoką cenę za produkt. Oprawa audiowizualna nie zmieniła się od czasów premiery na Game Boy Advance, przez co gra znacznie lepiej prezentuje się w trybie przenośnym ze względu na mniejszy ekran. Na plus trzeba jednak zaliczyć usunięcie drobnych błędów, które pojawiały się w oryginale.

 

 

Porty Pokémon FireRed oraz LeafGreen to produkty skierowane do specyficznego grona odbiorców, czyli największych fanów marki. To nadal przyjemne produkcje, które jednak mocno nadgryzł ząb czasu. Dla wielu graczy lepszym rozwiązaniem będzie po prostu poczekanie na nową generację.

 

 

Cena w eShopie: 89.80 zł za jedną część

Podziękowania dla ConQuest Entertainment za dostarczenie gry do recenzji.

 

 


Podsumowanie

Zalety

  • + sentymentalna podróż do klasycznego regionu Kanto
  • + dostęp do Sevii Islands rozszerzający czas gry
  • + możliwość złapania legendarnych Pokémonów z poprzednich eventów
  • + wyeliminowanie drobnych bugów z oryginalnych wersji
  • + dodanie obsługi lokalnej łączności bezprzewodowej oraz GameChatu

Wady

  • - zdecydowanie zbyt wysoka cena za leniwy port
  • - brak gry w ofercie abonamentu Nintendo Switch Online
  • - archaiczne mechaniki mocno psujące tempo (nagminne losowe walki, żmudny grinding punktów doświadczenia)
  • - transfer do Pokémon HOME działa tylko w jedną stronę
  • - brak możliwości zmiany języka w trakcie rozgrywki

6

Wyświetleń: 530

Redaktor

Łukasz Jankowski

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *