Kategoria przenośnych monitorów to wciąż dosyć nowy segment elektroniki, ale gołym okiem widać, że ten rynek fajnie ewoluuje i prężnie się rozrasta. Do gry wchodzą już nie tylko tanie „no-name’y”, ale i producenci doskonale nam znani. Kiedy słyszycie nazwę Verbatim, o czym myślicie? Jeśli jesteście z pokolenia, które pamięta czasy szkolne spędzone na mozolnym wypalaniu płyt CD i DVD z grami, filmami czy muzyką, to zapewne przed oczami stają Wam te najbardziej „luksusowe” i niezawodne nośniki danych. Zapisywało się na nich tylko najważniejsze rzeczy, drżąc, by program do nagrywania nie wyrzucił błędu. Płyty Verbatim z charakterystycznym logo to był gwarant tego, że nasz ukochany film czy zapasowa kopia gry przetrwają lata.
Przyznam szczerze: do niedawna nie miałem pojęcia, że ta legendarna firma, kojarzona z plastikowymi „szpulami” pełnymi czystych płyt, dzisiaj zajmuje się produkcją sprzętu wyświetlającego. Kiedy więc na nasz redakcyjny stół wjechał przenośny monitor Verbatim 15.6 Touch Light Series, podszedłem do niego z ogromną dozą nostalgii, ale i zdrowej ostrożności. Czy sprzęt od królów nośników optycznych okaże się godnym kompanem dla potężnego Nintendo Switch 2, z którym regularnie podróżujemy? Sprawdziliśmy to na własnej skórze.

Projekt i wykonanie – koniec z magnetycznymi kompromisami
Verbatim z serii LIGHT (model 32402) już od pierwszych chwil po wyjęciu z pudełka sprawia świetne, bardzo nowoczesne wrażenie. Sprzęt jest ultracienki (zaledwie 17,68 mm grubości) i niezwykle lekki, ważąc niespełna kilogram (dokładnie 973 g). Biorąc go do ręki, czujemy się tak, jakbyśmy trzymali nieco większy, ale solidny tablet. To kapitalna wiadomość dla każdego gracza, który lubi wrzucić całe swoje wirtualne życie do jednego plecaka i po prostu ruszyć w drogę, nie martwiąc się o bolące plecy.
Design jest niemal bezramkowy z trzech stron, co przy 15,6-calowej matrycy wygląda po prostu bardzo elegancko i wpisuje się we współczesne standardy minimalizmu. Obudowa została w całości wykonana z plastiku, ale nie ma tu mowy o taniej chińszczyźnie. Nic tu nie trzeszczy, nie wygina się niepokojąco pod naciskiem palców, a spasowanie elementów stoi na zadowalającym poziomie. Największą i absolutnie bezkonkurencyjną przewagą tego modelu jest jednak zintegrowany, odchylany wspornik (kickstand). Jeśli kiedykolwiek korzystaliście z tanich monitorów wyposażonych w magnetyczne etui, wiecie, jak bardzo potrafią być one irytujące. Próba ustawienia ich na miękkim łóżku, nierównym blacie w kawiarni czy na trzęsącym się stoliku w pociągu często kończy się płaskim lądowaniem ekranu. Wbudowana, sztywna nóżka pozwala na stabilne ustawienie wyświetlacza pod wieloma kątami, a jej zawias pracuje z przyjemnym, pewnym oporem.

Warto również pochwalić producenta za bogatą i przemyślaną zawartość pudełka. Dostajemy ochronne etui neoprenowe (czyli popularną wsuwkę), która idealnie sprawdza się podczas transportu w torbie pełnej innych twardych gadżetów, chroniąc ekran przed zarysowaniami. W kartonie znajdziemy także komplet kabli: USB-C na USB-C, klasyczne USB na USB-C oraz HDMI na Mini-HDMI. Co ważne, wszystkie przewody są solidne i nie sprawiają wrażenia takich, które przetrą się po miesiącu intensywnego użytkowania. Szkoda jedynie, że przy dotykowym ekranie nie pokuszono się o dorzucenie choćby najprostszego, plastikowego rysika, który idealnie dopełniłby ten zestaw.
Konfiguracja i zasilanie, mobilność na wielki plus!
Zestaw złączy ukrytych na bocznej ramce to rynkowy standard zapewniający ogromną uniwersalność: dwa porty USB-C (jeden w pełni funkcjonalny do przesyłu wideo i dotyku, drugi wyłącznie do zasilania) oraz port Mini HDMI. Aby wycisnąć ze Switcha 2 pełną moc i cieszyć się grafiką bez kompromisów, polecam klasyczną logistykę: nasza konsola ląduje w stacji dokującej (lub na sprawdzonym hubie wieloportowym), a obraz przesyłamy dołączonym, porządnym kablem HDMI na Mini-HDMI.

Miałem małe obawy jeśli chodzi o zasilanie, kiedy zobaczyłem zasilacz w pudełku. Monitor Verbatim nie wymaga stałego podpięcia do klasycznego gniazdka ściennego. Choć dedykowany zasilacz znajduje się w zestawie (i dobrze, że tam jest), urządzenie świetnie radzi sobie zasilane bezpośrednio ze stacji dokującej naszej konsoli lub z portu laptopa. Wystarczy spiąć je kablem, co drastycznie ogranicza plątaninę kabli na biurku czy hotelowym stoliku. To ogromny plus dla mobilności, identyczny z tym, który bardzo chwaliliśmy przy okazji recenzji konkurencyjnego sprzętu od AOC. Możecie zabrać go do namiotu, wpiąć w potężnego powerbanka i cieszyć się rozgrywką w głuszy.
Jakość obrazu i dostosowanie pod siebie
Matryca to panel IPS o rozdzielczości Full HD (1920×1080), który oferuje ładne, całkiem głębokie kolory i szerokie kąty widzenia sięgające 178 stopni. W praktyce oznacza to, że przy kanapowych co-opach nikt z graczy siedzących po bokach nie będzie narzekał na przekłamane barwy czy denerwujący efekt negatywu.

Verbatim daje nam też spore pole do popisu w kwestii ustawień. W wielojęzycznym menu OSD (jest polski) możemy włączyć lub wyłączyć tryb HDR, który faktycznie pomaga lekko podbić kontrast w bardzo ciemnych, jaskiniowych lokacjach. Mamy również możliwość wybrania jednego z wielu predefiniowanych profili obrazu (m.in. Game, FPS, RTS czy Movie). Opcji konfiguracji jest na tyle dużo, że każdy bez problemu dostosuje wyświetlacz pod swoje osobiste preferencje i ogrywany aktualnie tytuł.
Niestety, dla zapalonych graczy nastawionych na dynamiczną rywalizację online mam gorsze wieści. Specyfikacja nie kłamie bo czas reakcji matrycy wynosi 10 ms (przy pomiarze GTG) i aż 20 ms (typowy), a odświeżanie to standardowe, biurowe 60 Hz. Nintendo Switch 2 w trybie zadokowanym potrafi wycisnąć z siebie 120 Hz, oferując niesamowitą wręcz płynność w obsługiwanych tytułach. Podłączając tę potężną hybrydę pod ekran Verbatim, z automatu tworzymy sobie wizualne „wąskie gardło”. W dynamicznych tytułach gdzie ułamki sekund grają rolę, możecie odczuć delikatne smużenie i opóźnienie. Trzeba to podkreślić z całą stanowczością: to sprzęt biurowo-rozrywkowy do spokojniejszych gier i pracy, a nie stricte gamingowy potwór z najwyższej półki. Takie wyświetlacze w podobnej cenie znajdziecie tylko u chińskich producentów no-name, ale obędziecie się tam smakiem, jeśli chodzi o funkcje dotykowe.
Ekran dotykowy – genialny dla laptopa, zbędny dla Switcha
Verbatim 15.6 Touch Light skrywa w sobie absolutnego asa w rękawie, którego próżno szukać w wielu konkurencyjnych modelach: pojemnościowy, 10-punktowy panel dotykowy. Jeśli podepniemy go pod laptopa za pomocą zaledwie jednego kabla USB-C, monitor zamienia się w kapitalną, w pełni interaktywną stację roboczą. Przesuwanie okienek z notatkami, zoomowanie map, scrollowanie wielkich arkuszy w Excelu czy nawet proste, szkolne szkicowanie stają się bardzo naturalne i intuicyjne. Dotyk miewa jednak swoje rzadkie kaprysy – sporadycznie zdarza się, że nie zarejestruje pierwszego muśnięcia szyby i trzeba kliknąć dany element w systemie 2-3 razy. Nie irytuje to na co dzień, ale z kronikarskiego obowiązku należy o tym wspomnieć.

Pojawia się tu jednak najważniejsze pytanie dla każdego Nintendowca: czy dotyk pozwala na „smyranie” po ekranie w grach bezpośrednio ze Switcha 2? Odpowiedź brzmi: niestety nie. Wynika to wprost z ograniczeń samej konsoli i sposobu przesyłania sygnału obrazu przez złącze HDMI (które z definicji nie przesyła danych dotykowych w ten sposób). Po podłączeniu Nintendo sprzęt służy nam wyłącznie jako klasyczny, bierny wyświetlacz, a wbudowana warstwa pojemnościowa pozostaje po prostu uśpiona.
Dźwiękowe oszczędności
Dwa słowa należą się również oprawie audio. Producent przy projektowaniu tego niezwykle cienkiego cudeńka ewidentnie musiał pójść na pewne kompromisy i padło na głośniki. Wbudowane przetworniki stereo to takie bardzo podstawowe „pierdki”, które co prawda nie grają jakoś cicho, ale za to strasznie płasko, całkowicie pozbawiając gry jakiegokolwiek basu czy imponującej głębi. Na całe szczęście na bocznej krawędzi nie zabrakło złącza audio jack 3,5 mm. Podpięcie chociażby najprostszych słuchawek nausznych lub małego głośniczka na Bluetooth z wejściem AUX całkowicie ratuje sytuację i sprawia, że o wbudowanym audio można momentalnie zapomnieć.

Wycena i ostateczny werdykt
Monitor Verbatim 15.6 Touch Light kosztuje obecnie w polskich sklepach elektronicznych (takich jak chociażby X-kom) około 529 zł. Ciekawostka dla oszczędnych: jeśli całkowicie zrezygnujecie z powłoki dotykowej, ten sam sprzęt (w wersji standardowej LIGHT) można upolować za zaledwie 350-380 zł. Jak to ocenić? Za markowy produkt z matrycą IPS, niesamowicie wygodną zintegrowaną nóżką, kompletem naprawdę solidnych kabli, neoprenowym etui i pojemnościowym ekranem dotykowym, kwota lekko ponad pięciuset złotych to wycena wręcz świetna. Zjada on w tej kategorii wiele podejrzanych konstrukcji o niewiadomym pochodzeniu.
Jeśli jesteś graczem szukającym ekranu z odświeżaniem 120 Hz, by dominować w rankingach na nowym Switchu 2 to ten monitor zablokuje Twój potencjał i musisz szukać dalej, prawdopodobnie przygotowując znacznie większy budżet. Jeśli jednak potrzebujesz niezwykle uniwersalnego, wszechstronnego kompana, który w deszczowe weekendy pozwoli pograć w zrelaksowanej atmosferze ze znajomymi na ładnych 15 calach, a od poniedziałku do piątku będzie genialnym, dotykowym rozszerzeniem Twojego laptopa podczas pracy zdalnej – Verbatim w tej cenie jest strzałem w dziesiątkę. To udany powrót dawnej legendy z czasów łupania w pierwsze pecetowe klasyki, która świetnie odnalazła się w nowoczesnym, przenośnym wydaniu.
Kup przenośny monitor Verbatim 15.6 Touch Light w najlepszej cenie
Podziękowania dla Dystrybucja D-R-O za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.