Hero RecenzjeRecenzja
Hero RecenzjeArtykuł

Rzut kostką – recenzja Lost in Random

Był to zwyczajny wieczór. Recenzent SynKury siadł do komputera, włączył…

23 września 2021

Był to zwyczajny wieczór. Recenzent SynKury siadł do komputera, włączył monitor i głośno stukając na klawiaturze, napisał ten oto wstęp. Cóż… dotarł do tego momentu i nie był w stanie przejść do kolejnej części tekstu. Co opisać? Grafikę, rozgrywkę albo fabułę, zastanawiał się, lecz żaden pomysł nie przychodził mu do głowy. Otworzył ostatecznie szufladę i zdesperowany wyciągnął dziesięciościenną kostkę do gry. Niech los weźmie mnie w opiekę, pomyślał na głos, stukocząc kością w plastikowym kubeczku. Po kilku trzaskach, przechylił pojemniczek, wypuszczając na stół dziesięciościenną bryłę. Liczba, którą wyrzucił, przeszła jego najśmielsze oczekiwania.

 

 

 

1

 

Zacznijmy od początku, pomyślał recenzent, ujrzawszy cyfrę podsuniętą mu przez los. Nie mogę wystawić tej grze tak niskiej noty. Może zamiast skupiać się wyłącznie na liczbach i wartościach, jakie ze sobą niosą, doszukam się w nich pewnych powiązań z Lost in Random? – głowił się SynKury, wciskając Enter, by rozpocząć kolejny akapit.

 

 

Jedynka w Lost in Random jest cyfrą, można powiedzieć, wręcz doskonałą. Omawiana gra jest bowiem tytułem dla pojedynczego gracza. Jeżeli tego mało, główna bohaterka gry, której imię być może zdradzę w dalszej części recenzji, zamieszkuje najniższy z dystryktów krainy Random; mrocznego królestwa, w którym o losie mieszkańców decyduje rzut kostki. Jedynkowo – potocznie slumsy i śmietnik w słowniku Randomowiczów – nie należy do najbardziej urodzajnych miejsc, lecz nie jest to przeszkodą dla protagonistki. Ta, wspólnie ze swą siostrą Odd, spędza dni na zabawach z przyjaciółmi i… strzelaniu z procy do dzbanków z monetami? Dobrze, że nie jestem z Jedynkowa. „Pieniądze szczęścia nie dają” najwidoczniej jest wiodącą maksymą w najniższym z dystryktów. Recenzent wiedział, że w życiu protagonistki musi nastąpić pewne zaburzenie, by popchnąć jakoś fabułę do przodu. Było ono jednak na tyle mocne, że musiał zrobić przerwę i wziąć łyk wody.

 

 

Szczęśliwe życie sióstr zostaje zburzone w dniu dwunastych urodzin Odd. Zgodnie z panującą w królestwie zasadą, każda osoba w dzień po skończeniu dwunastej wiosny rzucić ma kostką Królowej, by zadecydować o swym losie. Los w tym przypadku rozumiany jest przez przeniesienie lub pozostanie w dystrykcie o odpowiednim numerze. Pech niestety chciał, że Odd wypadła szóstka, co wiązało się z brutalny rozłączeniem z rodziną i przeniesieniem do wyższego dystryktu. Recenzent w tym momencie popatrzył na swoją kostkę, wskazującą numer 1. Zastanowił się, dlaczego nie mogło to przytrafić się Odd. Być może w dalszym ciągu spędzałaby wolny czas na zabawie z siostrą. Ten felerny rzut okazał się jednak silnym kopniakiem dla protagonistki. Gdyż ta, co prawda po roku, decyduje się uratować siostrę z rąk Królowej, wyruszając w podróż przez kolejne dystrykty.

 

 

Z racji braku pomysłów na więcej powiązań do jedynki, SynKury chwycił za kostkę, po czym rzucił nią, ale i również sobą, oddając się w ramiona Losu. Narrator trochę przesadził. Ja nawet nie rzucam kostką. Korzystam po prostu z biblioteki random w Pythonie. Recenzentowi wydaje się, że wolno wchodzić w zdanie Narratorowi; ale grubo się myli. Narrator w Lost in Random miał wolną rękę. Okraszał całą przygodę zabawnym i przyjemnym dla ucha komentarzem. Nadawał dzięki temu grze takiej, takiej… lekkości? Dokończył recenzent. Proszę nie dopisywać moich kwestii. Dodał Narrator. SynKury rzucił w końcu kostką, na której wypadło…

 

1

 

Tylko nie to. Nie chcemy powtórki z rozrywki. Recenzent rzucił jeszcze raz i tym razem wypadło…

 

8

 

Ta liczba spodobała się recenzentowi. Dostrzegł jej potencjał wiążący się z omawianą grą.

 

Tak, jest to liczba parzysta. Podobnie zresztą jak nasza protagonistka – Even. Tłumacze na szczęście pozostawili oryginalne imiona bohaterów, z racji, że gra ukazała się wyłącznie w języku angielskim. Będzie to z pewnością dużą przeszkodą dla wielu graczy, którzy nie opanowali w dobrym stopniu języka obcego. Po co ty mi to robisz? Psujesz mi flow. Zobacz, jak kilka akapitów temu napisałem spójny tekst. Bez wstawek narracyjnych. Wydaje mi się, że powinniśmy nauczyć się współpracować. W tej recenzji stoimy obok siebie. Wzajemnie się dopełniamy. Beze mnie byś nawet nie zaczął, nie postawił pierwszego znaku. Sugerujesz współpracę? Tak jak Even i Dicey. Jesteś lepszy w opisywaniu. Przedstaw reszcie pomagiera.

 

 

Dzięki parzystości protagonistki udało jej się znaleźć wiernego towarzysza – kostkę Dicey. Ten przemiły kostek z wieloma oczkami na ściankach i kroczącymi nóżkami nie tylko umila czas gry swoją komiczną aparycją (głos podłożył mu reżyser gry – Olov Redmalm), ale również przydaje się w walce. Rywalizacja na tyle przypadła do gustu recenzentowi, że zdecydował się ją sam opisać.

 

 

Właściwie to na rzucie kostką została oparta wiodąca część gry. Toczone w Lost in Random starcia są mieszanką zręcznościowej gry akcji z karcianką czasu rzeczywistego. Taka wariacja na temat Kingdom Heart: ReChain of Memories. Wszedł w słowo narrator. Ale kontynuując. W grze, nie tak jak w tej recenzji, główna para tworzy duet idealny. Pełen potencjał ukazują oni w pomysłowo zrealizowanych starciach. Potyczki z przeciwnikami podzielone są na dwa etapy: 1. Walka w zwarciu, podczas której zdobywamy kryształki mocy, strącające procą z oponentów i 2. Rzut Dicey’m, powodujący zatrzymanie czasu, podczas którego zagrywamy wylosowane karty ze stworzonej talii. Jest jeden haczyk – rzut kostką decyduje o ilości punktów, które przeznaczyć można na użycie karty. Duża losowość starć zachęca do częstego eksperymentowania z budowaniem własnej talii. 

 

 

 

Recenzent, przemierzając Random, zagrał wiele kart. Jedne wyczarowały Even miecz, drugie łuk, a znalazły się również takie, co zamieniały Dicey’ego w chodzącą bombę! Każdą z umiejętności bojowych wykorzystał w walce! Szkoda, że wyczarowane przedmioty nie były tak trwałe jak więź łącząca Even i Odd, przez co rozpadały się po kilku uderzeniach. Talia w grze pozwoliła mu na tworzenie wielu kombinacji. W chwili, gdy pragnął nabyć kolejną kartę do kolekcji, wystarczyło wykonać zadanie poboczne lub zakupić ją w sklepie; będącym de facto szafą. Even w trakcie swej podróży nie tylko zbierała karty. Nie. Hazard nie siedział jej w głowie, gdyż wiedziała, że prawdziwą wartość mają ludzie. Na swej drodze napotkała wielu osobliwych mieszkańców, których historie pragnął pokrótce opowiedzieć recenzent. Chwycił za kostkę i rzucił nią ponownie. Tym razem padło na…

 

4

 

No, aż tak się nie wyrywam. Całkiem dobrze ci szło to całe opisywanie. O mieszkańcach za dużo nie napiszę, bo większość NPC to klony tych samych modeli. Co prawda pomysłowo wykonanych, ale w pewnym momencie zaczęło przeszkadzać mi to déjà vu przy rozmowach. Ale rozmowy w grze to pierwsza klasa. Odpowiada za nie scenarzysta Ryan North, który nadał ducha każdej, nawet podobnej z zewnątrz, postaci. Odpowiada również za Narratora, pozwolę sobie dodać. Co do samych miast, mam pewne zastrzeżenia. Mimo otwartej przestrzeni i umożliwienia swobodnej eksploracji każdego z dystryktów, odniosłem wrażenie przebywania w labiryncie. Najbardziej doskwierało mi to w Trójnomii (Threedome – swoją drogą, genialna nazwa), w którym nieustannie się gubiłem. W odnalezieniu się nie pomagały drogowskazy oraz mapka. Jednak pisząc o tej wadzie, recenzent poczuł, że powinien coś dopisać. Inaczej zjadłyby go wyrzuty sumienia.

 

 

Podobno czwórka to pechowa liczba, dlatego musiałem wspomnieć o tej wadzie. Ale nie zabija ona klimatu całej gry, który skrzętnie budują postaci, fabuła oraz ścieżka dźwiękowa. Autorzy jawnie przyznali inspiracje twórczością Tima Burtona oraz Braci Grimm. Gotycka muzyka, skomponowana przez Blake’a Robinsona, nadaje grze groźnego tonu, potęgowanego grą świateł i fenomenalnym doborem aktorów głosowych. Z Narratorem na czele. Wiele razy zdarzyło mi się przystanąć w miejscu i patrzeć na pięknie wyglądające krajobrazy. Spójrzcie sami. Nie jestem w stanie oddać jego piękna słowami.

 

 

Recenzent wiedział, że zbliża się powoli do końca tekstu. Chciał opowiedzieć jeszcze o stronie technicznej Lost in Random, ale uznał, że wyłącznie wspomni o stabilnych trzydziestu klatkach w każdym trybie gry oraz rozdzielczości 720p. Zastanowił się, czy to dużo. Ale po chwili pojawiła mu się przed oczami FIFA. Dlatego kwestię oceny rozdzielczości zdecydował się pozostawić czytelnikowi do własnego osądu. Sam natomiast postanowił rzucić ostatni raz kostką.

 

 

5

 

Recenzent, postawiwszy kropkę w ostatnim akapicie, zerknął na zegarek. Gonił go termin oddania recenzji. I tak ci, co byli zainteresowani grą, pewnie ją dawno skończyli. Westchnął, siadając na trzeszczącym fotelu. Głęboko pragnął, by ten tekst przekonał niezdecydowanych do sięgnięcia po ten wyjątkowy tytuł. Chciał, by przy pomocy zapisanych tu zdań przekazać część magii ukrytej w Lost in Random. Szczególnie, że wersja na Switcha została zoptymalizowana bardzo dobrze. Dobrze wiedział, że gdyby spotkana na ulicy osoba zapytała go o grę godną polecenia, to bez zastanowienia poleciłby właśnie tę. Chciał jeszcze raz rzucić kostką, by zrzucić odpowiedzialność za wystawioną ocenę na Los. Ale wiedział, że po przygotowaniu takiej recenzji, bez problemu przyjmie na własne barki ciężar przyznanej noty. Odłożył więc kostkę do szuflady i zamknął ją z głośnym trzaskiem. Korciło go do wpisania tej ostatniej cyfry w tekście. Zanim to nastąpi, z lekkim bólem musiał napisać…

 

Cenę w eShopie: 129,99 zł

 

oraz z niekrytą radością

 

Podziękować Monday PR za dostarczenie gry do recenzji.

 

Na koniec dodać zwiastun

 

By finalnie wpisać zasłużone:


Podsumowanie

Zalety

  • + fabuła
  • + dubbing
  • + ścieżka dźwiękowa
  • + system walki
  • + Narrator

Wady

  • - brak polskiej wersji językowej
  • - korytarzowe lokacje

9

Wyświetleń: 778

Redaktor

Mikołaj "SynKury" Stryczyński

Legenda głosi, że wykluł się z jaja i od tego czasu pałęta się po świecie, ucząc się języka ludzi. Ze względu na dosyć ubogi system porozumiewania się homo sapiens, preferuje synergiczne doznania komunikacyjne, płynące z gier wideo. Poza tym studiuje, pisze scenariusze, kocha filmy i inne czynności będące czystą synekurą.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *