Animal Crossing: New Horizons podbiło serca graczy w trudnych, pandemicznych czasach. Wypadło w momencie, gdy większość z nas dla bezpieczeństwa przebywała w domach, zmagając się z nagłym nadmiarem wolnego czasu. Wtedy, niczym cyfrowy wybawca, pojawiło się Nintendo ze swoim Switchem oraz produkcją, która pozwalała odetchnąć w sielskim klimacie, sadząc kwiaty, budując domy i nawiązując przyjaźnie z uroczymi zwierzęcymi sąsiadami.

Choć japoński gigant kilka lat temu zapowiadał, że do New Horizons nie trafią już żadne znaczące aktualizacje, premiera Nintendo Switch 2 najwyraźniej skłoniła twórców do zmiany zdania. Gracze korzystający z obu generacji konsol otrzymali darmową aktualizację 3.0.0, natomiast posiadacze nowej platformy mogą dodatkowo wykupić płatny upgrade. Kosztuje on jedynie 20 zł i choć nie wywraca rozgrywki do góry nogami, stanowi bardzo przyjemny dodatek za symboliczną kwotę. W poniższym tekście skupię się wyłącznie na nowościach – recenzje podstawki znajdziecie tutaj.
Co przynosi fala 3.0.0?
Animal Crossing otrzymało wachlarz zmian, które z pewnością docenią weterani serii. Nie będę jednak ukrywał, że byłoby jeszcze milej, gdyby płatny upgrade został udostępniony jako darmowy prezent dla subskrybentów Nintendo Switch Online, wzorem dwóch odsłon serii The Legend of Zelda. Mimo to, płatna zawartość zadebiutowała równolegle z bogatą, darmową aktualizacją, która wprowadza sporo świeżości.

Najważniejszą nowością w wersji 3.0.0 jest Hotel dla turystów. Naszym zadaniem jest remontowanie pokoi dla przyjezdnych gości, co daje ogromne pole do popisu dla domorosłych dekoratorów wnętrz. Deweloperzy wprowadzili również ułatwienia w przebudowie terenu – od teraz możemy zresetować wybrany fragment wyspy lub tworzyć zupełnie nowe krajobrazy za pośrednictwem Slumber Islands.
Techniczna ewolucja
Najwięcej korzyści z nowej generacji odczują osoby grające na telewizorze. W trybie przenośnym darmowa aktualizacja podbiła jakość obrazu do 1080p, natomiast aby cieszyć się pełnym 4K na dużym ekranie, musimy dopłacić za wspomniany upgrade. Poprawiono również czasy ładowania – są one wyraźnie krótsze niż na pierwszym Switchu, choć trzeba przyznać, że sporadycznie nadal zdarzają się nieco zbyt długie ekrany ładowania.

Oprawa graficzna przeszła subtelny lifting. Krawędzie obiektów są gładsze, a tekstury wydają się ostrzejsze. Szkoda tylko, że mimo większej mocy nowej konsoli, gra nadal działa w 30 klatkach na sekundę. Nie ma co liczyć na płynne 60 FPS.
Nowe sposoby na zabawę
Ciekawym dodatkiem jest wprowadzenie sterowania myszką. Jest ono pomocne przy projektowaniu i remontowaniu mieszkań, co wcześniej bywało dość toporne przy użyciu gałek analogowych. Mysz działa bardzo precyzyjnie, choć Nintendo nie ustrzegło się dziwnej niekonsekwencji – po otwarciu jakiegokolwiek menu musimy wrócić do operowania przyciskami na padzie. Jest to irytujące zwłaszcza teraz, gdy nowa zawartość w dużej mierze skupia się na dekorowaniu.

Do gry trafił również megafon, który ułatwia lokalizowanie mieszkańców przebywających na zewnątrz. Wystarczy wypowiedzieć imię sąsiada do mikrofonu wbudowanego w konsolę, a postać do nas przybiegnie. Użycie megafonu tuż obok mieszkańca wywołuje zabawną scenkę rodzajową – to mały detal, który generuje mnóstwo śmiechu. Dzieciaki z pewnością pokochają tę funkcję. Dodatkowo zwiększono limit graczy na wyspie do 12 osób, co w połączeniu z wbudowanym GameChatem sprawia, że Animal Crossing staje się fantastycznym, wirtualnym miejscem spotkań.

Dobrze, że Nintendo przypomniało sobie o New Horizons. Przed ewentualną zapowiedzią zupełnie nowej części, możemy ponownie zatopić się w tym świecie po lekkim liftingu. To idealny moment na powrót lub rozpoczęcie swojej przygody z serią. Choć po płatnej aktualizacji (nawet za te 20 zł) można by oczekiwać nieco więcej zawartości, to darmowy content i poprawki techniczne sprawiają, że w tytule tym znowu można zniknąć na setki godzin.
Cena w eShopie: 276,80 zł
Podziękowania dla ConQuest Entertainment za dostarczenie gry do recenzji.