Tomodachi Life to niepozorna seria, która zadebiutowała na konsoli Nintendo 3DS i idealnie trafiła w niszę gier relaksacyjnych, znanych szerzej jako cozy games. Japoński koncern postanowił wydać kolejny tytuł z tej marki na Switcha z podtytułem Living the Dream. Nie da się ukryć – o takim życiu, jakie oferuje ta gra, trudno byłoby nawet śnić. Najnowsza odsłona zaskakuje bardziej niż kiedykolwiek, a to za sprawą ogromnych pokładów kreatywności oraz możliwości personalizacji niemal każdego elementu rozgrywki.


Twoja wyspa, twoje zasady
Poprzednia część skupiała się na nadzorowaniu kompleksu apartamentowców, natomiast w Living the Dream zostajemy rzuceni na wyspę, którą możemy dowolnie kształtować. Podobnie jak w Animal Crossing, mamy wpływ na ukształtowanie terenu, roślinność czy architekturę. Wszystko to tworzymy z myślą o mieszkańcach, których powołujemy do życia własnoręcznie. Przygodę rozpoczynamy od krótkiego wprowadzenia, w którym nadajemy sobie przydomek (tak będą zwracać się do nas postacie Mii) oraz nazywamy naszą wyspę. Po stworzeniu pierwszych lokatorów gra otwiera przed nami morze możliwości, nagradzając czas spędzony na rozbudowie i interakcjach – im więcej gramy, tym więcej zawartości odblokowujemy.


Edytor, który nie zna granic
Dzięki rozbudowanemu edytorowi oraz wykorzystaniu ekranu dotykowego mamy olbrzymi wachlarz opcji tworzenia Mii. Całość sprowadza się nie tylko do wyboru podstawowych cech, takich jak kształt twarzy, nosa czy kolor włosów. Otrzymujemy bowiem dostęp do trybu rysowniczego, w którym możemy stworzyć dosłownie wszystko – od drobnych poprawek fryzury, po narysowanie całej twarzy od podstaw. W sieci można odnaleźć mnóstwo inspiracji i muszę przyznać, że Tomodachi Life może być świetnym remedium na blokadę artystyczną. To ogromny plac zabaw, na którym bez końca możemy tworzyć własne arcydzieła. Co więcej, w ramach postępów otrzymamy możliwość projektowania własnych przedmiotów, zwierząt domowych i gadżetów. Ogranicza nas tylko wyobraźnia.


Progresywność i kontrola
Warto zauważyć, że nowa odsłona stała się bardziej progresywna od swojej poprzedniczki. Możemy teraz wybierać między płcią męską, żeńską a niebinarną oraz przypisywać postaciom odpowiadającą nam orientację seksualną. Pojawiła się też opcja ustalania pokrewieństwa, co pozwala uniknąć kuriozalnych sytuacji, w których np. syn zakochuje się we własnej matce.


Living the Dream daje graczowi znacznie większą kontrolę. Możemy przesuwać postacie niczym marionetki, by inicjować ich interakcje. Mieszkańcy często radzą się nas w prywatnych sprawach, a my decydujemy, czy dana relacja powinna się rozwijać. Gra została zaprojektowana tak, by cieszyć się nią w małych dawkach. Jest zsynchronizowana z czasem rzeczywistym, więc po każdym uruchomieniu konsoli czekają na nas Mii spragnione rozmowy, minigier, jedzenia czy nowych ubrań. Z czasem relacje stają się coraz bardziej złożone i nieprzewidywalne, a silny aspekt kolekcjonerski sprawia, że ciągle chcemy zdobywać nowe przedmioty.


Techniczna strona
Tytuł oferuje komunikację lokalną, lecz zrezygnowano w nim z jakichkolwiek funkcji online. Plusem tej sytuacji jest brak cenzury – możemy nazywać postacie i przedmioty dowolnie, kreować dowolne tematy rozmów i uczyć Mii własnych powiedzonek. Choć w grze znajdziemy wiele znanych miejsc, brakuje kilku kultowych lokacji (np. sali koncertowej). Mam nadzieję, że braki względem wersji z 3DS-a zostaną uzupełnione w przyszłych aktualizacjach.


Pod względem technicznym gra działa nieskazitelnie – nie uświadczymy tu żadnych spadków płynności. Na Switchu 1 działa natywnie, a na Switchu 2 prezentuje się jeszcze lepiej. Oprawa graficzna jest stylizowana i bardzo estetyczna, choć na tyle prosta, że problemy z wydajnością byłyby sporym zaskoczeniem. W tle przygrywają wesołe melodie, które – choć poprawne – nie zapadają na długo w pamięć. Ciekawym elementem są głosy mieszkańców; Mii wypowiadają większość kwestii, w tym nasze własne wpisy. Niestety, proces ten jest zmechanizowany, co wymusza grę w języku angielskim – polskie słowa brzmią w tym systemie po prostu dziwnie. Możemy wprawdzie ręcznie korygować wymowę, ale bywa to walką z wiatrakami.


Tomodachi Life: Living the Dream to raj dla fanów cozy games. To godny przedstawiciel gatunku, który dzięki swoim specyficznym udziwnieniom wydaje się świeży na tle Animal Crossing czy Pokémon Pokopi. Gra jest specyficzna, ale ma w sobie tonę czystej zabawy. Zachęcam do przetestowania dema dostępnego w eShopie – warto sprawdzić to na własnej skórze.


Cena w eShopie: 254.80 zł
Podziękowania dla ConQuest Entertainment za dostarczenie gry do recenzji.