Hero RecenzjeRecenzja
Hero RecenzjeArtykuł

Spojrzałem w otchłań – recenzja Black Book

Kiedy w pierwszych pięciu minutach rozgrywki prowadzisz pogawędkę z samym…

21 sierpnia 2021

Kiedy w pierwszych pięciu minutach rozgrywki prowadzisz pogawędkę z samym diabłem, to wiedz, że czeka cię coś niezwykłego. Black Book, stworzony przez pięcioosobowe rosyjskie studio Morteshka i wydany na Switchu przez firmę HypeTrain Digital 10 sierpnia, od razu przyciągnął mnie do siebie kreacją świata i otoczką fabularną. Postanowiłem więc zebrać talię kart i zanurzyć się w XIX-wiecznej Rosji.

 

Moralność kontra tęsknota

 

W Black Book wcielamy się w młodą sierotę o imieniu Vasiliya. Poznajemy ją w przewrotnym momencie życia, gdy jej narzeczony postanawia popełnić samobójstwo. Łkając nad jego niepoświęconym grobem, pogrążona w rozpaczy dziewczyna prosi o pomoc swego dziadka, starego Egora. W żyłach Vasiliyi płynie bowiem czarna krew – od zawsze jej przeznaczeniem było zostać wiedźmą. Dopiero rozdzierająca tęsknota za ukochanym skłania ją do nauki mrocznej magii, bo tylko w ten sposób ma szansę go odzyskać.

 

 

Morteshka poświęciła bardzo dużo uwagi i pieczołowitej pracy warstwie fabularnej Black Book. Już na pierwszy rzut oka widać, że z gry bije pełna pasji aura. Opowieść podzielona jest na siedem rozdziałów, podczas których szczegółowo poznamy rosyjski folklor, staniemy twarzą w twarz z dziesiątkami demonów i podejmiemy kluczowe decyzje, które wpłyną na przebieg historii.

 

 

Karta pułapka

 

Nazwanie Black Book grą karcianą byłoby sporym niedopowiedzeniem. Owszem, u jej podstaw znajdziemy typowe mechaniki znane z innych produkcji tego gatunku, ale Morteshka zdołała skutecznie zaimplementować tu również elementy RPG i przygodowe.

 

 

Rozgrywkę da się podzielić na kilka odmiennych sekcji, jednak każdy dzień – a raczej noc, jako że wtedy złe moce są najbardziej aktywne – z życia Vasiliyi zaczniemy od wizyty w rodzinnej izbie starego Egora. Odwiedzać ją będą również okoliczni mieszkańcy, prosząc dziewczynę o pomoc w odegnaniu upierdliwych demonów. Większość zadań pobocznych możemy odrzucić, jednak dużo na tym stracimy. Każdy sidequest jest bowiem bardzo ciekawą historią, dzięki której poszerzymy swoją wiedzę na temat diabelskich pomiotów i praktykowania czarnej magii. Nie wszystkie mroczne istoty będziemy musieli zresztą pokonać; niektóre potrzebują naszej pomocy, aby mogły zaznać spokoju. Rozmowy z bohaterami przypominają nieco zagadki – jeśli prawidłowo zidentyfikujemy źródło kłopotów danego wieśniaka, otrzymamy dodatkowe punkty doświadczenia i poczucie satysfakcji. Tylko gdzie tę wiedzę znaleźć?

 

 

W Czarnej Księdze oczywiście! Vasiliya na bieżąco będzie aktualizować znajdującą się tam encyklopedię, w której znajdziemy informacje na temat demonów i rosyjskiego folkloru. Księga umożliwia nam również wgląd w ekwipunek na przedmioty użytkowe, takie jak lecznicze zioła czy obronne świece. Na kolejnych stronach znajdziemy natomiast mapę, umiejętności do odblokowania i okno talii kart.

 

 

Karty dzielą się na Rozkazy oraz Klucze. Każdy zagavor (zaklęcie) musi składać się z obu rodzajów, aby działał prawidłowo. Rozkazy posłużą nam do zadawania obrażeń i rzucania klątw na przeciwników w trakcie bitwy, a Klucze zapewnią Vasiliyi tarczę i przywrócą punkty życia. Łatwo odróżnić, które słowa są ofensywne, a które defensywne, sygnalizuje to bowiem ich kolor, odpowiednio czarny lub biały. Nowe karty zdobędziemy podczas nocnych wypraw, jednak rozbudowywanie talii kosztuje sporo rubli. Wraz z awansem na wyższe poziomy doświadczenia zyskamy też możliwość wypowiadania bardziej złożonych zagavorów. Nietrudno jest więc wpaść w pętlę rozgrywki w Black Book – wszystkie mechaniki świetnie się uzupełniają.

 

 

Potyczki z przeciwnikami rozgrywają się w systemie turowym. Każdą walkę rozpoczyna Vasiliya, a dostęp do niektórych kart uzyskamy dopiero w późniejszych kolejkach. Możemy również podejrzeć następne działanie wroga, co pomoże nam zaplanować odpowiednią strategię. W praktyce bitwy nie są niestety zbyt ekscytujące. Modele postaci i demonów mają bardzo proste projekty; również animacje ruchów nie grzeszą widowiskowością. Nie dostrzegam w tym winy twórców, a raczej ich ograniczonego budżetu, jednak na dłuższą metę potyczki dosyć szybko mogą znużyć.

 

 

Koldun czy wiedząca?

 

Żywiąc nadzieję, że Vasiliya zdoła przywrócić życie ukochanemu, będzie musiała najpierw zerwać siedem pieczęci, które strzegą najpotężniejszych zaklęć Czarnej Księgi. Na drodze do celu dziewczyna uda się więc na szereg nocnych wypraw, spełniając prośby mieszkańców i zbliżając się do samodzielnie wyznaczonego celu.

 

 

Teoretycznie każda podróż jest bardzo prosta: mamy przedostać się od punktu A (izby) do punktu B. Po drodze musimy jednak zahaczyć o szereg pomniejszych lokacji, a bardzo często napotkamy w nich nowych bohaterów, podróżnych handlarzy i mroczne zjawiska. Black Book w niezwykle wciągający sposób tworzy swój klimat. Odwiedzeniu każdego miejsca towarzyszy bowiem krótki opis sytuacji, odczytywany przez lektora. Podczas rozgrywki nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że przypomina to tradycyjną grę RPG. Dialogi i tła fabularne napisano bardzo umiejętnie, dzięki czemu łatwo jest dać się ponieść wyobraźni. Niesie to jednak ze sobą chyba największą wadę produkcji – Black Book nie jest dostępne w polskiej wersji językowej, a jednocześnie wymaga znajomości angielskiego na dość zaawansowanym poziomie, co dla niektórych graczy może stanowić barierę nie do przejścia.

 

 

Podczas nocnych przepraw często zostaniemy zmuszeni do podjęcia jakiejś decyzji. Podejść do tej tajemniczej sylwetki między drzewami czy jednak lepiej się wycofać? Zabrać ruble porzucone pod drzewem czy je zostawić? Zależnie od tego, jakich wyborów dokonamy, wpłyniemy na późniejszy przebieg historii, a nawet jej zakończenie. Popełnianie grzechów może zrazić do nas niektóre postaci, lecz bycie nieskazitelnie prawym nie jest zbyt opłacalne. Zaskoczyło mnie, jak pozornie nieistotne akcje wracały do mnie na różnych etapach rozgrywki. Black Book faktycznie analizuje nasz styl gry, musimy się więc liczyć z konsekwencjami wszystkich działań.

 

 

Kiedy dotrzemy do docelowej lokacji naszego aktualnego zadania, mechanika gry nieco się zmieni. W niektórych obszarach możemy bowiem sterować Vailiyą i wchodzić w interakcje z elementami otoczenia, co bardzo przypomina gry przygodowe point’n’click. Dość często okaże się, że jest kilka sposobów rozwiązania określonej zagadki. Przykładowo: w jednym z pierwszych etapów Black Book musimy wejść do młyna. Możemy podjąć ryzyko natychmiastowego starcia z demonem i użyć drzwi frontowych albo rozejrzeć się dookoła budynku i wspiąć się po belce do dziury w ścianie. Niektóre wybory okażą się błędne, za co zapłacimy np. paroma punktami życia. Takie rozwiązanie urozmaica rozgrywkę i daje poczucie, że to faktycznie MY decydujemy o kształcie tej opowieści.

 

 

Mam jednak pewne zarzuty co do eksploracji. Vasiliyą porusza się bardzo niewygodnie; za każdym razem, gdy zmieniamy kierunek, bohaterka zatrzymuje się na chwilę, co wytrąca z klimatu i sprawia toporne wrażenie. Wobec tego mamy możliwość skorzystania z automatycznych ścieżek, klikając na odpowiednie elementy otoczenia. Cóż, niestety i w tym wypadku kobieta nie radzi sobie najlepiej, blokując się czasem o krawędzie i drobne przeszkody, przez co wracamy do punktu wyjścia. Nie spodobały mi się także niewidzialne ściany, bo zmniejszają pole manewru w – już i tak dość niewielkich – lokacjach.

 

 

Gdzie diabły harcują

 

Żywot wiedźmy nie należy do najprostszych. Poza rozwiązywaniem demonicznych problemów wieśniaków i przełamywaniem kolejnych pieczęci Czarnej Księgi, Vasiliya będzie miała na głowie jeszcze jeden kłopot. Pomiędzy wyprawami należy bowiem zarządzać czartami – piekielnymi istotami, uwielbiającymi chaos i zniszczenie. Każdego stwora musimy wysłać z misją do konkretnego miejsca – może on sprowadzić zarazę na szczęśliwą rodzinę, podpalić komuś dom lub wykonać inną, równie niemiłą czynność. Decydując się na taki ruch, po paru dniach otrzymamy w zamian ruble i doświadczenie, ale wzrośnie również nasz licznik grzechów. Jeśli jednak pozostawimy czarty bez żadnego zajęcia, to zaczną prześladować Vasiliyę, obniżając jej skuteczność bojową. To świetna mechanika, która wymusza na graczu snucie kolejnych strategii; nie spotkałem czegoś takiego w żadnej innej produkcji. Tylko od nas zatem zależy, w jakich kwestiach rozgrywka stanie się trudniejsza.

 

 

A skoro o trudności mowa, to Black Book oferuje aż cztery różne stopnie wyzwania, które wpływają na statystyki przeciwników i pozyskiwane nagrody. Jeśli nie macie dużego doświadczenia z karciankami, polecam wam poziom łatwy, aby móc się skupić na historii – standardowy potrafi bowiem czasem napsuć trochę krwi, a im dalej w las, tym rozgrywka staje się bardziej wymagająca.

 

 

Wierni korzeniom

 

Choć w Black Book zmierzymy się z zatrważającą liczbą tekstów, to cieszy fakt, że prawie wszystkie z nich są udźwiękowione. Aktorzy głosowi wykonali całkiem niezłą robotę, a rosyjski akcent nie wypada sztucznie. Niekiedy monolog przerwany zostaje pociągnięciem fajki czy głośnym westchnieniem, co bardzo oddziałuje na wyobraźnię. Nie przekonała mnie do siebie chyba tylko Vasiliya, bo jak na kobietę pogrążoną w głębokiej żałobie i zdeterminowaną, by przywrócić straconej miłości życie, brzmi całkiem beztrosko i optymistycznie. Na szczęście inni bohaterowie pojawiają się na tyle często, by protagonistka nie zdołała zaburzyć immersji w trakcie rozgrywki.

 

 

Klimat podsyca również subtelna, acz świetnie dopasowana ścieżka dźwiękowa. W niektórych lokacjach mamy możliwość wysłuchania tradycyjnych pieśni z rosyjskiego folkloru, co genialnie dopełnia obraz danej sytuacji.

 

 

Niestety nie wykazuję równego entuzjazmu w kwestii oprawy wizualnej Black Book. Ponownie podejrzewam, że jest to raczej wina ograniczonego budżetu, aniżeli umiejętności twórców, jednak najbardziej zawodzi tu obrany styl graficzny. Modele postaci są bardzo proste i w niektórych scenach wręcz absurdalnie kontrastują z emocjami, jakie im towarzyszą. Co prawda niekiedy otoczenie potrafi być urokliwe, lecz ta dysproporcja wywołała we mnie mieszane uczucia.

 

 

Podoba mi się natomiast spójna kolorystyka produkcji. Wszystko zachowane jest w ciemnych barwach, przez co płomień świecy w izbie daje nam chwilowe poczucie ciepła i bezpieczeństwa. Ręcznie rysowani bohaterowie również prezentują się dużo lepiej niż ich trójwymiarowe odpowiedniki, a menu jest czytelne i estetyczne.

 

 

Switch radzi sobie z Black Book bardzo dobrze. Rozgrywka jest płynna, a sterowanie przystępne. Sprawdzi się tu również hybrydowa natura konsoli Nintendo – możemy zgasić wszystkie światła w domu i ruszyć wraz z Vasiliyą przed ekranem telewizora lub zaszyć się pod kołdrą i walczyć z demonami w najwyższym komforcie.

 

 

Ostatni zagavor

 

Black Book to świetna produkcja, w którą pięcioosobowe studio Morteshka niewątpliwie przelało mnóstwo pasji. Choć pod pewnymi względami gra wymaga poprawek, to bogata i klimatyczna fabuła, bogactwo i złożoność mechanik oraz mnogość decyzji, jakie będziemy musieli podjąć na drodze do celu, zdecydowanie to rekompensują. Pamiętajcie jednak, że Black Book należy okazać cierpliwość. Tytuł można ukończyć w około 12 godzin, ale to w drobnych smaczkach i ciekawych zadaniach pobocznych tkwi urok tej opowieści. Warto dać się ponieść i pomóc Vasiliyi odzyskać utraconą miłość.

Cena w eShopie: 100,00 zł

Podziękowania dla HypeTrain Digital za dostarczenie gry do recenzji.

 


Podsumowanie

Zalety

  • + pełna odniesień do rosyjskiego folkloru fabuła
  • + gęsty i intrygujący klimat
  • + umiejętna implementacja elementów RPG i przygodowych
  • + podejmowane decyzje mają faktyczny wpływ na rozgrywkę i fabułę
  • + ścieżka dźwiękowa świetnie dopełnia każdą scenę
  • + prawie wszystkie teksty są udźwiękowione

Wady

  • - brak polskiej wersji językowej
  • - oprawa graficzna nie zachwyca
  • - nieciekawe animacje, przez co bitwy szybko nudzą
  • - poruszanie Vasiliyą jest bardzo toporne

7.5

Wyświetleń: 1227

Redaktor

Kosma Staszewski

Tak, to imię, a nie pseudonim, choć w świecie gier przedstawiam się jako Szuszuro. „Złapałem je wszystkie” niezliczoną ilość razy, a z produktami Nintendo utrzymuję niezdrową relację od wielu lat. Na co dzień studiuję i parzę kawę, aby mieć hajs na gry.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *