Na rynku mamy dziś naprawdę solidny wybór bijatyk. Największymi graczami są serie takie jak Street Fighter, Tekken czy Guilty Gear. Każda z nich stawia na efektowne mechaniki i widowiskowe ataki specjalne. Często przybierają one formę pocisków lub rozbudowanych kombinacji. Virtua Fighter 5 R.E.V.O. World Stage idzie jednak w zupełnie innym kierunku. Tutaj liczy się przede wszystkim walka w bliskim kontakcie. Bez fajerwerków, za to z dużym naciskiem na technikę i precyzję. Czy taka formuła nadal potrafi wciągnąć? I co ważniejsze – czy jest przystępna dla nowych graczy? Czas to sprawdzić.

Powrót do korzeni – czym wyróżnia się Virtua Fighter?
W czasach mojej młodości najwięcej czasu spędzałem przy seriach takich jak Tekken czy Mortal Kombat. Virtua Fighter kompletnie mnie ominęło, więc piąta odsłona jest dla mnie nowym doświadczeniem. Muszę przyznać, że gra mocno trzyma się tradycyjnego podejścia do walki. Nie znajdziemy tu dodatkowych pasków ani efektownych superumiejętności. Całość skupia się na czystej, technicznej walce na trójwymiarowej arenie.
System walki opiera się tylko na trzech przyciskach – bloku, ciosie pięścią i kopnięciu. Brzmi prosto, prawda? Na początku faktycznie można odnieść takie wrażenie. Z czasem okazuje się jednak, że pod tą prostotą kryje się spora głębia. Do dyspozycji mamy różne techniki, od szybkich uderzeń po ciężkie, bardziej ryzykowne ataki. Każda postać ma własny styl walki i charakterystyczne zagrania. W podstawowej wersji dostępnych jest 19 zawodników, nie licząc jednej postaci z płatnego DLC. Moim zdaniem to rozsądna liczba. Nie przytłacza nowych graczy, a jednocześnie daje sporo możliwości.


Podczas walk ogromne znaczenie ma wyczucie czasu. Zbyt wczesny atak może sprawić, że cały kombos się rozsypie. Warto też wspomnieć o arenach, które pozwalają wyrzucić przeciwnika poza ring. Taka sytuacja kończy rundę natychmiastowym zwycięstwem. Muszę przyznać, że Virtua Fighter 5 R.E.V.O. World Stage daje sporo satysfakcji, gdy zacznie się rozumieć jego zasady. Największym wyzwaniem było dla mnie przyzwyczajenie się do blokowania pod osobnym przyciskiem. W innych bijatykach zwykle wystarczy przytrzymać kierunek przeciwny do rywala.
Pierwsze koty za płoty
Chociaż każda postać ma do dyspozycji mnóstwo technik, to na początku gra wydaje się całkiem przystępna. Pod względem mechaniki łatwo ją zrozumieć. Proste sterowanie sprawia, że bez większego problemu można wejść na arenę i zacząć walkę. Schody zaczynają się dopiero później. Opanowanie wybranej postaci wymaga wielu godzin nauki i praktyki. Na szczęście podstawy są dobrze wytłumaczone. Gra oferuje tutorial oraz poradniki dla każdego wojownika, które przybliżają ich styl walki.

Tryb treningowy pozwala swobodnie testować techniki i sprawdzać ich działanie. Możemy podejrzeć szybkość ruchów dzięki informacjom o klatkach animacji. Gra pokazuje też, czy po ataku mamy przewagę. Wszystko podane jest w prostej formie, która w zupełności wystarcza na początek. Podczas demonstracji postaci zobaczymy, jak wyglądają ruchy. Szkoda tylko, że w trybie swobodnego treningu nie można tego podejrzeć w podobny sposób.
Porównując Virtua Fighter 5 R.E.V.O. World Stage do Street Fightera czy Guilty Geara, różnice widać od razu. Tutaj nie ma miejsca na widowiskowe efekty ani przesadzone superataki. To czysta walka wręcz, skupiona na precyzji. Z drugiej strony, nauka gry wymaga czasu. Rozpoznawanie ruchów przeciwnika i skuteczne kontrowanie jego ataków to coś, co przychodzi dopiero z doświadczeniem.


Wrażenia z walk
Pod względem wydajności gra trzyma bardzo solidny poziom. Walki działają w stałych 60 klatkach na sekundę, dzięki czemu są płynne i przyjemne. To standard w bijatykach i na szczęście tutaj został zachowany. Podczas rozgrywek online dostępny jest rollback netcode, który sprawdza się bardzo dobrze. Nawet grając na Wi-Fi, nie natrafiłem na poważne problemy z opóźnieniami. Moje doświadczenia są więc zdecydowanie pozytywne. Dodatkowo obecność crossplayu wyraźnie wydłuża żywotność gry.
Niestety nie wszystko działa tak dobrze, jak powinno. Problemem okazuje się dobieranie graczy. Na początku trafiałem na osoby o podobnym poziomie umiejętności, ale z czasem system zaczął się rozjeżdżać. Zdarzało się, że mając postać na 6 poziomie, trafiałem na przeciwnika z poziomem 51. I to mimo ustawienia wyszukiwania graczy o podobnej randze.

Zawartość dla pojedynczego gracza nie jest szczególnie rozbudowana. Do dyspozycji mamy tryb Arcade oraz World Stage. W tym drugim mierzymy się z kolejnymi przeciwnikami sterowanymi przez komputer. W trakcie odblokowujemy elementy kosmetyczne, ale cały proces jest mocno rozciągnięty. Grind potrafi być męczący i monotonny. Trybowi brakuje też charakteru.
Oprawa i klimat – czy potrafi zrobić wrażenie?
Pod względem graficznym mamy do czynienia z solidną produkcją. Trudno się tutaj do czegoś mocno przyczepić, ale niewiele elementów naprawdę się wyróżnia. Całość jest czytelna i przejrzysta, co w bijatykach ma ogromne znaczenie. Najważniejsze jednak, że gra działa płynnie.


Znacznie gorzej wypada udźwiękowienie. Niektóre kwestie brzmią wyraźnie gorzej jakościowo. Dotyczy to zarówno głosów postaci, jak i części efektów dźwiękowych. Na szczęście muzyka wypada lepiej. Jest przyjemna i dobrze pasuje do klimatu walk. Nie ma tu nic rewolucyjnego, ale spełnia swoją rolę.
Największym problemem jest komunikat o potencjalnym awansie. Jest bardzo głośny i wręcz agresywny. Po kilku powtórzeniach pod rząd, grając na słuchawkach, odczuwałem dyskomfort. Ten dźwięk nie jest zbalansowany względem reszty oprawy audio i zdecydowanie wymaga poprawy.


Podsumowanie – czy warto sięgnąć po Virtua Fighter 5 R.E.V.O. World Stage?
Produkcja od Ryu Ga Gotoku Studio to solidna bijatyka, którą można polecić fanom gatunku. Szczególnie tym, którzy chcą skupić się na technicznej walce. Rozgrywka działa dobrze, choć tryb online potrafi być nierówny. Mimo to, przy cenie około 75 zł w eShopie, jest to propozycja warta rozważenia. Na polskim rynku dostępna jest także wersja pudełkowa w edycji 30th Anniversary Edition. Oferuje ona dodatkowe materiały, w tym soundtrack oraz elementy kosmetyczne. W zestawie znajdziemy też dwustronny plakat w formacie zbliżonym do B4.
Podsumowując, spędziłem z tą grą naprawdę przyjemny czas. Nie jest to tytuł idealny, ale jego fundamenty stoją na wysokim poziomie. Jeśli szukasz bijatyki opartej na precyzji i technice, zdecydowanie warto dać jej szansę.
Cena w eShopie: Edycja podstawowa – 75,00 zł; 30th Anniversary Edition – 189,00 zł
Podziękowania dla Plaion za dostarczenie gier do recenzji.
Redaktor
Damian "Dadaista" Filipkiewicz
Z zamiłowaniem śledzę wszystkie informacje i pogrywam różne produkcje na Nintendo Switch, PC oraz PlayStation. Nie mam ulubionego gatunku gier, a przez te lata przewinęły się dziesiątki, z którymi świetnie się bawiłem. Zręcznościówki, strzelanki, karcianki, strategie, RPG'i, bijatyki, horrory nie są mi straszne. Na co dzień pracuję jako programista. Lubię kawę z mlekiem, a moim spirit animal jest Gengar.