SprzętRecenzja
SprzętArtykuł

Test akcesoriów Savage Raven by Skull & Co. dla Nintendo Switch 2

Czymże byłaby mobilna konsola bez akcesoriów? Cóż, dalej urządzeniem, które…

10 marca 2026

Czymże byłaby mobilna konsola bez akcesoriów? Cóż, dalej urządzeniem, które spełnia swoją podstawową funkcję, jednak często podstawowy zestaw pozostawia pole do narzekań. Ergonomia Joy-Conów mogłaby być lepsza, a gałki mieć inny kształt. Dlaczego dołączony do zestawu Grip na Joy-Cony nie jest wyposażony w funkcję ładowania? Czemu konsola wrzucona do plecaka na podróż, skończyła z pękniętym ekranem? Wybór akurat tych konkretnych zagadnień jest całkowicie nieprzypadkowy. Dziś bowiem przyjrzymy się serii akcesoriów Savage Raven by Skull & Co., które są odpowiedzią na te problemy.

Trafił do mnie zestaw trzech gadżetów. Nakładki na gałki, grip na Joy-Cony z funkcją ładowania oraz case na konsolę z ochronnym frontem. Przez ostatni tydzień testowałem je wszystkie i mam już pewne zdanie na ich temat. Sprawdźmy więc, jak radzą sobie ze swoimi zadaniami i czy można by w nich coś poprawić.

Nakładki na gałki

Zacznijmy od przystawki, jaką niewątpliwie są gumowe nakładki na gałki analogowe. Nie oszukujmy się, Joy-Cony Switcha 2 pomimo usprawnień względem pierwszego modelu nadal nie są szczytowym osiągnięciem inżynierii w dziedzinie ergonomii użytkowania. Długo można by się rozwodzić nad elementami, które mogłoby zostać usprawnione w celu polepszenia komfortu. Tu jednak skupimy się na gałkach analogowych. Nie należą ani do najwygodniejszych, ani do najbardziej precyzyjnych. Co jednak zdecydowanie gorsze, czasem pojawiają się problemy z ich trwałością.

Dlatego też wielu graczy decyduje się na zakup nakładek na gałki, które poprawiają przyczepność palca, wygodę użytkowania i, co ważne, chronią schowanego pod spodem grzybka przed nadmiernym zużyciem. Na rynku mamy zatrzęsienie przeróżnych nakładek, różniących się od siebie materiałem, z którego są wykonane, i – co równie ważne – kształtem. Zwłaszcza początkującym graczom ciężko na początku znaleźć najlepsze dla nich rozwiązanie. Nie oszukujmy się, nie ma uniwersalnych, najlepszych nakładek, które będą pasować każdej osobie. W zestawie Savage Raven by Skull & Co. otrzymujemy trzy różne modele gumek, różniących się od siebie kształtem i grubością.

Na początek mamy Skin Grip. Najcieńsze z nakładek w zestawie, zwiększające sumaryczną wysokość analogów o 1 milimetr. Zachowują przy tym kształt gałki najbardziej zbliżony do tej oryginalnej. Komfort użytkowania przy krótkich wychyleniach gałki jest lepszy, jednak problem pojawia się w momencie, w którym przez dłuższy czas wyginamy je w jednym kierunku. Zauważymy wtedy, że palec powoli ześlizguje się z powierzchni nakładki. Jest to jeszcze bardziej odczuwalne, jeśli palec jest wilgotny. Jest to spowodowane materiałem, z którego całość jest wykonana. Choć krawędzie są pokryte zwiększającą tarcie fakturą, to sam środek jest jej pozbawiony. Nie jest to jakiś ogromny problem, jednak na gołym analogu palec ślizga się w mniejszym stopniu.

Drugi zestaw, CQC Concave, jest – muszę przyznać – moim faworytem. Wykonany z tego samego materiału eliminuje problem ślizgających się palców dzięki zmienionemu kształtowi. Środek nakładki jest wyraźnie wklęsły, dzięki czemu palec ma lepsze podparcie i jego ruch jest zatrzymywany. Zdecydowanie wpływa to pozytywnie na precyzję wykonywanych ruchów. Ma się poczucie, że kontrola nad ruchami analoga jest zdecydowanie większa. Ten model podnosi wysokość całości o 2,5 mm.

Ostatni typ jest w moim odczuciu najgorszą opcją. Wynika to z połączenia zarówno nieco śliskiego materiału, który jest identyczny jak w dwóch poprzednich modelach, jak i kształtu, który wygląda jak typowy grzybek. Środek jest mocno wypukły i palec nie napotyka na żaden rant, który mógłby stawić opór. W wyniku powyższego występuje tu największy problem ze ześlizgiwaniem się palca i konieczność ciągłego korygowania jego położenia, co może być frustrujące na dłuższą metę. CQC Convex podnosi wysokość o 3,5 mm.

Wspomnieć należy jeszcze o samym procesie montażu, który jest stosunkowo prosty i polega na wygięciu nakładek na drugą stronę i ponownym ściągnięciu ich po nałożeniu na analog. Same w sobie są bardzo dobrze dopasowane i nie przesuwają się podczas gry. Nie mogę też powiedzieć złego słowa o samej jakości wykonania. Kolorystyka omawianego zestawu nawiązuje do motywów oryginalnych Joy-Conów dołączonych do Switcha 2, choć wprawne oko dostrzeże minimalnie inne odcienie. Nie jest to jednak coś, co rzuca się w oczy, i aby to dostrzec, trzeba dość uważnie się im przyjrzeć.

Podsumowując, są to dobrze wykonane nakładki, jednak zdecydowanie nie mogę ich polecić osobom, które mają tendencję do pocenia się dłoni podczas gry. Do czasu, kiedy dłonie są suche, wszystko działa bardzo dobrze. Jednak w momencie kontaktu materiału z choćby minimalną wilgocią będziemy zmuszeni do ciągłego korygowania pozycji palca.

Grip ładujący

Największym problemem osób, które grają na Switchu w trybie zadokowanym bez zewnętrznego kontrolera, jest moment, w którym Joy-Cony alarmują o niskim poziomie naładowania baterii. Co prawda odkładanie ich do konsoli w doku sprawia, że będą się ładować między partiami, jednak nie każdy z tego korzysta. Idealnym rozwiązaniem byłaby możliwość ładowania ich w trakcie rozgrywki. Niestety dołączony do zestawu grip nie posiada tej funkcji. Nintendo co prawda oferuje uchwyt, który na to pozwala, jednak jego cena jest dość wysoka. Nieco tańszym rozwiązaniem jest Joy Grip Savage Raven by Skull & Co.

Zdecydowanie na plus należy zaznaczyć jakość wykonania. Producentowi udało się idealnie odwzorować strukturę plastiku na froncie. Jest ona identyczna jak w oryginalnym gripie, który trafia do nas razem z konsolą. Podobnie sprawa wygląda z tyłem uchwytu. Nawet po dość intensywnym użytkowaniu testowym nie widać na nich żadnych śladów. Nie dotyczy to niestety błyszczącego plastiku, który normalnie schowany jest pod Joy-Conami. Ten, pomimo gumowych ograniczników, rysuje się bardzo łatwo. Zakładam, że i tutaj chciano utrzymać nawiązanie do oryginału, jednak trwałość jest w tym przypadku zdecydowanie mniejsza. Nie jest to rzecz jasna ogromny problem, bo błyszczący plastik zwykle bardzo trudno jest utrzymać w dobrym stanie, a w tym wypadku i tak jest to element niewidoczny. Same kolorowe uchwyty są wykonane z przyjemnego w dotyku materiału, a kropkowana faktura nawiązuje do Pro Controllera.

Aby zamontować w środku Joy-Cony, musimy wysunąć wspomniane wcześniej kolorowe uchwyty. Na dłuższą metę, jeśli dość często przechodzimy z trybu zadokowanego do handheldowego, może to być nieco upierdliwe, jednak wygoda użytkowania zdecydowanie jest tego warta. Same Joy-Cony przylegają do gripa za pomocą magnesu. I niestety mają minimalny luz. W wyniku tego kontrolery poruszają się w górę i w dół. Luz jest naprawdę minimalny i są to zapewne dziesiąte części milimetra, jednak w momencie naciskania triggera lub bumpera Joy-Con wędrują nieznacznie w dół, a przy wyginaniu gałki do góry przesuwają się z powrotem. Przypomina mi to sytuację z pierwszego Switcha, gdy szyny się już nieco wyrobiły.

Co do samego ładowania, producent nie podaje oficjalnych informacji na temat tego, jakie są parametry prądu, który ładuje kontrolery, jednak podczas testów czas ładowania był zbliżony do tego potrzebnego do ładowania ich bezpośrednio z poziomu konsoli. Dodatkowo o stanie ładowania informują nas kolorowe diody, które świecą na czerwono i zielono w zależności od stanu ładowania. Co istotne, stan pokazywany jest dla każdego Joy-Cona osobno. Grip możemy podpiąć do prądu kablem USB z końcówką C. Niestety przewód nie jest dołączony do zestawu.

Case z ochronnym frontem

Na sam koniec pozostał hybrydowy produkt łączący w sobie cechy gripa wpływającego na pewny chwyt konsoli oraz etui, który pełni również funkcję ochronną. Rozwiązuje więc dwa podstawowe problemy Switcha 2, jakimi są przeciętna ergonomia podczas grania z oryginalnymi Joy-Conami w trybie handheldowym oraz obawa o uszkodzenie urządzenia podczas transportu. Dotyczy to zwłaszcza najbardziej podatnego elementu konsoli, jakim niewątpliwie jest jej ekran.

Zestaw składa się z dwóch elementów. Pierwszym z nich jest wykonany z elastycznego, gumopodobnego materiału uchwyt obejmujący tył urządzenia. Jego największym atutem są zdecydowanie umieszczone pod Joy-Conami gripy, które są dobrze dopasowane do dłoni, sprawiając, że chwyt jest zdecydowanie bardziej naturalny. Co ciekawe, nawet osoby o mniejszych dłoniach powinny uznać je za wygodne, choć oczywiście jest to rozwiązanie mniej uniwersalne niż wymienne uchwyty, znane chociażby z innych produktów producenta. Ich struktura jest przyjemnie chropowata, co pozytywnie wpływa na pewność chwytu.

Dopasowanie do samej konsoli jest bardzo dobre, a urządzenie umieszczone w środku nie lata. Jest stabilne, choć dzięki zastosowaniu elastycznego materiału wkładanie i wyciąganie urządzenia ze środka jest wyjątkowo proste. Nie ma też najmniejszej obawy o porysowanie Switcha 2. Dodatkowo nie tracimy dostępu do żadnego elementu naszej konsolki. Gniazdo na kartridże, porty USB, gniazdo Mini Jack, a także głośniki i wyloty wentylatorów pozostają odsłonięte. Podobnie sytuacja ma się rzecz jasna z triggerami i bumperami. Grip posiada też własne przyciski zasilania i głośności, które są bardzo dobrze dopasowane do tych na urządzeniu, dzięki czemu ich obsługa jest bezproblemowa. Na tyle urządzenia znajduje się także otwór odsłaniający logo Nintendo Switch 2. Zapewne poza walorami czysto estetycznymi ma to pomóc w odprowadzaniu ciepła. Podczas użytkowania testowanego akcesorium nie zauważyłem żadnych objawów przegrzewania się konsoli, co – biorąc pod uwagę gumowy materiał – wcale nie jest aż takie oczywiste.

Front przypomina popularne kilka lat temu pancerne etui na smartfony. Jest masywny, wykonany z twardego plastiku i sprawia wrażenie wytrzymałego. Nie jest jednak przy tym w żadnym wypadku karykaturalny, a dość łatwo byłoby osiągnąć taki właśnie efekt. Nakładając go na gumową część, tracimy dostęp do większości odsłoniętych wcześniej elementów. Do naszej dyspozycji pozostają jedynie gniazda USB i wyloty wentylacyjne, choć nie wiem, czy zdecydowałbym się na ładowanie tak obudowanego urządzenia. Całość sprawia wrażenie bardzo solidnej konstrukcji. Oba elementy są do siebie bardzo dobrze dopasowane i zdają się naprawdę porządnie chronić ukrytego wewnątrz Switcha 2. Co prawda raczej nie odważyłbym się rzucać nim po podłodze, żeby udowodnić tę tezę, jednak bez wahania można wsadzić konsolę do plecaka i ruszyć przed siebie bez strachu, że coś jej się stanie. Co ciekawe, przednia osłona została zaprojektowana w taki sposób, że na gałkach analogowych można pozostawić omawiane wcześniej nakładki. Nawet najgrubszy model pasuje idealnie i mieści się w środku. Między ekranem a frontem pozostaje również minimalna szczelina, co w razie problemów pomoże w amortyzowaniu ewentualnego uderzenia. Szkoda jedynie, że wewnętrzna część pancerza, która znajduje się centralnie nad wyświetlaczem, nie została dodatkowo pokryta miękkim materiałem.

Zarówno przy założonym, jak i zdjętym przednim panelu mamy możliwość ustawienia konsoli w pionie. W przypadku braku osłony całość wspiera się na nieco ściętych od dołu gripach i utrzymuje się pod kątem 75 stopni. Po założeniu frontu funkcję podtrzymywania przejmują plastikowe nóżki i wtedy konsola stoi już pod kątem prostym w stosunku do podłoża. Niestety w obu przypadkach nie jest to zbyt stabilne. Oczywiście bez żadnych zewnętrznych bodźców nie ma najmniejszego problemu, jednak wystarczy delikatnie puknąć konsolę, aby się przewróciła. Niemniej jest to bardzo porządny gadżet i z całej omawianej tu trójki zdecydowanie mój ulubiony.

Podziękowania dla Savage Raven za dostarczenie sprzętu do testów.


Redaktor

Dominik Nowicki

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *