Kirby and the Forgotten Land
Hero RecenzjeRecenzja
Hero RecenzjeArtykuł

Zjesz to ze smakiem – recenzja Kirby and the Forgotten Land

Jeden z żołnierzy opowiadał, jak specjalista z mojej jednostki trzymał…

28 marca 2022

Jeden z żołnierzy opowiadał, jak specjalista z mojej jednostki trzymał palec w swojej szafce podczas całej służby. Śmiech nastąpił, gdy usłyszałem historię żołnierza z innego regionu, jedzącego zwęglone mięso irackiego cywila, ofiary ataku IED wymierzonego w siły amerykańskie. Pomyślałem o tym, jak bezduszni stali się ci mężczyźni i jak przerażony byłem na myśl o lekceważeniu ludzkiego życia w taki sposób.

 

Brad McCall, który w 2007 roku opuścił jednostkę i wrócił do Kanady, tak wspomina swoją żołnierską karierę. Historia i ludzkie przeżycia wskazują na to, że kanibalizm wykorzystywany jest do terroryzowania wrogów. Zjedzenie przeciwnika to ekscentryczna forma fizycznej dominacji, w której natrętna bliskość kojarzona jest z pogardą do wroga zamieniającą się w agresywny kanibalizm. Jak wskazuje były żołnierz, taka sytuacja wywoływała wśród pobratymców śmiech i rozbawienie – emocje, które zdecydowanie nie powinny wtedy się pojawić.

 

Kanibalizm od zarania dziejów

 

We wczesnej nowożytności obserwowano zachowania kanibalistyczne, które były zakorzenione w kulturze. André Thevet w swojej relacji o brazylijskiej Tupinambie pisał:

 

Zawsze byli ich śmiertelnymi wrogami… Powtarzali, że zjedliśmy twoich rodziców i zjemy także ciebie, implikując wiele innych gróźb… Największą zemstą, jaką stosują ci dzicy ludzie i która wydaje im się najbardziej okrutna, jest jedzenie swoich wrogów.

W Europie próbowano odciąć się od kanibalistycznych naleciałości, jednakże również i tamtejsi mieszkańcy praktykowali jedzenie ludzkiego ciała, i to w bardziej systematyczny sposób niż zaprezentowano we wcześniejszych przykładach. Do 1750 roku ludzki tłuszcz, mięso, kości i krew były stosowane jako medykamenty. Entuzjastami takich metod leczniczych buli Francis Bacon, Robert Boyle oraz Karol II.

Popkulturowe odniesienia

 

W XXI wieku kanibalizm jest przeważnie tematem, który nie pojawia się w sferze realnego życia. Wykorzystywany jest raczej ku uciesze gawiedzi w przeróżnych formach kultury. Wcześniej prezentowano go w malarstwie, później książkach, obecnie przedstawianie kanibalizmu jest bardzo obrazowe, gdyż w filmach i serialach widzimy wszystko w ruchu, lepiej uderza to w wyobraźnie odbiorcy. W ostatnim czasie najpopularniejszymi tworami, w których zawarty został kanibalizm, z pewnością są seriale: The Walking Dead (kadr poniżej) oraz Hannibal.

Pewnie zakrzykniecie za chwilę – co z tym wspólnego ma gra o słodkiej różowej kulce? Ma, i to sporo, gdyż Nintendo świadomie lub nie stworzyło postać zjadającą swoich wrogów, a także przedstawicieli swojego gatunku (np. Batamon w Dream Land 3, Shadow Kirby w Amazing Mirror) i wszystko ubrało w kolorową i bezkrwawą formę przeznaczoną dla odbiorcy w każdym wieku. Nie zrozumcie mnie źle, uwielbiam zagrać w dobrą platformówkę lub zręcznościówkę, a Kirby, mimo że jest kanibalem, to uroczy bohater, który od ponad trzydziestu lat przedostaje się do serc graczy za sprawą unikalnych produkcji.

 

Nadzieja przy zapowiedzi

 

Gdy na Nintendo Direct zapowiedziano Kirby and the Forgotten Land, serce zabiło mi szybciej. To, co ujrzałem, wywołało uśmiech na mojej twarzy, gdyż różowa kulka została umiejscowiona w pełni trójwymiarowym świecie z masą sekretów do odkrycia. Nintendo w ostatnim czasie rozczarowuje swoimi decyzjami, lecz nie mogę odmówić, że zna się na tworzeniu dobrych gier. Taka też jest produkcja z nowym Kirbym.

 

 

Tytuł rozpoczyna się od krótkiej przebitki przedstawiającej protagonistę latającego na Warp Star. Nasz bohater, w pełni ukontentowany z życia, zwiedza zakamarki odwiedzanego regionu, lecz nieoczekiwanie otwiera się ogromny tunel czasoprzestrzenny, który zasysa wszystko w jego pobliżu, w tym mieszkańców nazywających się Waddla Dee. Kirby ponownie próbuje zgrywać bohatera, lecz on również wpada w powstałą anomalię. Główny bohater budzi się samotnie na plaży w opustoszałym świecie. Po krótkiej wędrówce spotykamy wrogów porywających Waddle Dee oraz uroczą w swojej przedziwności istotę Elfilin, która mówi o zniknięciu wszystkich towarzyszy. We dwójkę wyruszają, by, a jakże… uratować świat. Jest to typowy standard dla gier z różowym protagonistą, więc mówiąc szczerze, nie liczyłem na nic więcej.

 

Klasyk w trójwymiarze

 

Rozgrywka również nie prezentuje niczego odkrywczego – ciągle jest to wysoki poziom zabawy, uroku oraz świeżych pomysłów, które z chęcią chce się odkrywać. Kirby po raz pierwszy został przeniesiony w pełny trójwymiar i jest to przeprowadzka udana. Rozczarowane mogą być jednak osoby, które oczekiwały po tej grze czegoś na kształt Super Mario Odyssey – powiedziałbym, że jest to wariacja na temat Super Mario 3D World. Ma się wrażenie, że pomysły z gier 2D zostały przeniesione na grunt 3D. Dzięki temu twórcy mogli ukryć więcej sekretów oraz znajdziek. Trzeba jednak pamiętać, że gra nie oferuje otwartego świata. Nadal do dyspozycji mamy zamknięte, dość krótkie poziomy, w których musimy dojść z punku A do punktu B. Nie ogranicza nas czas, więc możemy skręcać w różne strony oraz odkrywać tajemnice. Przydaje się to w szczególności, gdyż przez całą grę poszukujemy Waddle Dee.

 

 

Kirby and the Forgotten Land zostało podzielone na tematyczne regiony (np. tropikalny, lodowy, pustynny). Każdy z nich oferuje kilka poziomów, które wieńczą bossowie. Jednakże, by z nimi zawalczyć, musimy odnaleźć określoną liczbę zaginionych przyjaciół. W ramach odskoczni od szukania pobratymców można zmierzyć się z zadaniami czasowymi, które uwidaczniają się po przejściu poziomów. Dodatkowe wyzwania potrafią być zwodnicze, gdyż nie wszystkie pokazują się automatycznie. Część z nich musimy odnaleźć sami – na mapie wyboru poziomu mamy swobodny zakres ruchów i możemy dotrzeć do każdego zakamarka. Jeżeli natrafimy na coś wartego uwagi, to na ekranie wyskoczy odpowiedni komunikat. Podczas takich zadań eksplorujemy umiejętności Kirby’ego, które są zróżnicowane.

 

Moc atrakcji

 

Różowy protagonista przez zjadanie swoich wrogów może pozyskać ich atuty, więc podczas gry będziemy mogli np. używać miecza, miotać bombami, zionąć ogniem czy zamrażać przeciwników. Rodzajów „złych” jest znacznie więcej, więc jest co odkrywać. Dodatkowo do gry wprowadzono opcję Mouthful – teraz Kirby może zasysać przedmioty i dzięki temu stać się samochodem lub pachołkiem drogowym. Wprowadza to do gry powiem świeżości, lecz opcja została wprowadzona zbyt łopatologicznie. Obiekt, którego możemy użyć, mieni się błyszczącą aurą, co sygnalizuje, że musimy go wykorzystać właśnie teraz, a gdy jego przeznaczenie się skończy, to pojawia się komunikat, że możemy go wypluć.

 

 

Tak samo jest z umiejętnościami pozyskiwanymi dzięki połykaniu wrogów. Gdy spotkamy wroga z jakąś umiejętnością, to lepiej zjeść go ze smakiem, gdyż na dziewięćdziesiąt procent będziemy musieli jej użyć podczas dalszego rozgrywania etapu. Według mnie twórcy poszli trochę na łatwiznę i zamknęli umiejętności na niewielkich polach użycia. Szkoda, że nie pokuszono się o styl rozgrywki, który przedstawiono np. w The Legend of Zelda: Skyward Sword. W tym tytule przez cały czas zdobywamy nowe przyrządy, których używamy nieprzerwanie i to gracz musi się domyślić, co należy wykorzystać w danej chwili.

 

Wyzwanie? Brak

 

Taka budowa gry sprawia, że tytuł nie wprowadza żadnego wyzwania. Co prawda mamy do wyboru dwa poziomu trudności, lecz nazwałbym je: bardzo łatwy i ekstremalnie łatwy. W tej grze zwykłe poziomy nie potrafią zaskoczyć trudnością. W tytule pojawiają się bossowie, którzy niestety również nie stanowią żadnego wyzwania od pierwszych etapów – w dalszej części rozgrywki otrzymujemy dostęp do wielu wspomagaczy, które jeszcze bardziej upraszczają rozgrywkę.

 

 

Twórcy niestety stworzyli za mało modeli przeciwników i bossowie powtarzają się przez całą rozgrywkę. Walki z nimi są przyjemne, lecz potyczka z tym samym przeciwnikiem kolejny raz może znużyć. Wyzwaniem za to są opcjonalne zadania, o których wspomniałem wcześniej – ich wymaksowanie może przysporzyć problemów. W dalszych etapach level należy ukończyć bez żadnej skuchy, inaczej mamy za mało czasu na jego przejście. Dodatkowo, by zagrać w dalsze poziomy, musimy ulepszyć konkretną umiejętność, a to możemy zrobić w Waddle Dee Town.

 

W przyjaciołach siła

 

W trakcie gry odnajdujemy przyjacielskie Waddle Dee, które zamieszkują przytulne miasteczko. Im więcej ich odkryjemy, tym lokacja coraz bardziej zaczyna tętnić życiem oraz wprowadzać kilka ciekawostek do użycia. Możemy rozegrać kilka minigier, kupować ulepszenia oraz medykamenty wykorzystywane podczas rozgrywki. Po jakimś czasie otwiera się również Arena, gdzie możemy zawalczyć z bossami. Jest tego całkiem sporo i w nienachalny sposób wydłuża oraz uprzyjemnia rozgrywkę.

 

 

Poza tym po ukończeniu głównego wątku pojawiają się dodatkowe plansze, które są remiksem tego, co poznaliśmy już wcześniej. Tutaj poziom trudności wzrasta i może stanowić już wyzwanie – szkoda, że o taki zabieg pokuszono się dopiero w takim momencie, gdyż przez łatwość gry wiele osób może się od niej odbić. Dla fanów znajdziek jest to produkcja doskonała, lecz jeżeli ktoś chce przejść tylko fabułę, to tytuł okaże się zdecydowanie za krótki.

 

 

Opisałem kilka wad gry, ale nie przesłaniają tego, co najważniejsze, czyli najczystszego funu płynącego z rozgrywki. Czy to samemu, czy w lokalnym trybie kooperacyjnym, obcowanie z nową produkcją ze stajni Nintendo to czysty miód. Co prawda gra mogłaby być trudniejsza, lecz mimo to chce się z nią obcować i do niej wracać. Z racji tego, że poziomy są dosyć krótkie, to można odpalić grę na dziesięć minut, ale też zagrywać się przez długie godziny. Drugi scenariusz jest jednak bardziej prawdopodobny, gdyż gra potrafi zassać tak mocno jak Kirby swoich niemilców.

 

Graficzne uniesienie

 

Kirby and the Forgotten Land wyróżnia się również oprawą audiowizualną. Nintendo nigdy nie słynęło z gier, które technicznie zabijały konkurencję, a skupia bardziej uwagę na designie i projektach, które są po prostu wspaniałe. Z recenzyjnego obowiązku muszę nadmienić, że w grze zdarzają się nieostre tekstury oraz ząbki na niektórych krawędziach, lecz całościowo według mnie gra wygląda bardzo dobrze. Twórcy postawili na zabawę kolorem – produkcja jest idealną odskocznią od szaroburych gier, gdyż barwy wylewają się z ekranu. Minimalistyczne projekty poziomów zapewniają dużą przejrzystość i nawet na małym ekranie konsoli gracz jest w stanie bezproblemowo się odnaleźć. Przez całą rozgrywkę spotkałem się ze sporadycznymi spadkami animacji, lecz gra przez praktycznie cały czas generuje obraz w trzydziestu klatkach na sekundę. Oprawa graficzna jest na tyle zaskakująca, że z chęcią odkrywałem, co tytuł ma do zaoferowania w następnych etapach.

 

 

Muzyka pojawiająca się w grze to miks klasycznych oraz nowych kawałków, które idealnie adaptują się do tego, co pojawia się na ekranie. Pod względem muzycznym jest lekko i przyjemnie, ale też podniośle, gdy na ekranie pojawiają się bossowie. Na pochwałę zasługują również wszystkie efekty dźwiękowe, które zostały nagrane z dbałością o szczegóły. Śpiew ptaków, szum wody czy też pokrzykiwania uwięzionych Waddle Dee, gdy jesteśmy blisko nich.

 

 

Kirby and the Forgotten Land wciągnęło mnie bez reszty. Tytuł nie wprowadza nic nowego do gatunku i dla serii jest tylko ewolucją, a nie rewolucją. Mimo wcześniej wskazanych wad, tytuł z pewnością jest wart waszej uwagi i z dumą może wkroczyć do panteonu unikatowych gier ekskluzywnych goszczących na Nintendo Switch.

 

 

Cena w eShopie: 249,80 zł

Podziękowania dla ConQuest Entertainment za dostarczenie gry do recenzji.

 

Bibliografia:

Richard Sugg – Mummies, Cannibals and Vampires: the Human Body in Religion, Medicine and Science from Shakespeare to Dracula

Richard Sugg – Medicinal Cannibalism in Early Modern English Literature and Culture

André Thevet – The New Found World, or Antarctike

 

 


Podsumowanie

Zalety

  • + niesamowita grywalność oraz fun płynący z rozgrywki
  • + kolorowa oprawa graficzna tętniąca życiem oraz design poziomów
  • + oprawa muzyczna idealnie adaptująca się do rozgrywki oraz dźwięki otoczenia
  • + mnogość elementów do odkrycia – gra idealna dla fanów znajdziek
  • + świetna zarówno dla jednego, jak i dwóch graczy

Wady

  • - za krótka, jeżeli ktoś nie jest fanem szperactwa
  • - tytuł jest za łatwy i zbyt łopatologicznie tłumaczy mechaniki
  • - powtarzalność bossów oraz powielanie pomysłów

8

Wyświetleń: 1733

Redaktor

Łukasz Jankowski

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *