Corsair odświeżył swój model HS35, dając mu nową, trzecią już odsłonę. Zestaw ma stanowić propozycję entry level dla osób, które chcą zainwestować w porządniejsze słuchawki, które jednak nie zrujnują ich budżetu, a będą prezentować dobrą jakość wykonania i przyzwoity poziom doznań akustycznych. Przed Wami test, podczas którego omówimy ich najważniejsze cechy.
Mała rzecz, a cieszy
Typowe dla słuchawek producenta pudełko skrywa sam zestaw z odczepianym mikrofonem, kabel USB, służący zarówno do ładowania, jak i do przesyłania dźwięku oraz bardzo ciekawy wtyk USB do transmisji przy użyciu częstotliwości 2.4 GHz. Cóż jest w nim takiego ciekawego, zapytacie? Ano nawet droższe zestawy przyzwyczaiły nas do tego, że dongle działa na USB A i koniec. W przypadku HS35 v3 Corsair zaproponował coś innego. Sam adapter to tak naprawdę mała część całego wtyku i jest on zakończony końcówką USB C. Cała reszta to jedynie przejściówka do większego standardu.
I powiem szczerze, że moim zdaniem to genialne rozwiązanie, zwłaszcza że biorąc pod uwagę wielkość samego odbiornika, możemy go używać ze Switchem nawet w trybie handheldowym, dzięki czemu nie jesteśmy skazani w tym wypadku jedynie na korzystanie z trybu Bluetooth. Mam szczerą nadzieję, że Corsair będzie trzymał się tego rozwiązania również w przypadku nadchodzących modeli.

Lekkie jak piórko
Wróćmy jednak do samych słuchawek. Tym, na co można zwrócić uwagę już od pierwszej chwili, jest ultra-lekka konstrukcja. Słuchawki bez podpiętego mikrofonu ważą zaledwie 240 gramów (250 z mikrofonem). To jeden z lepszych wyników w stawce. Wynika to po części z całkowicie plastikowej konstrukcji. Nie uświadczymy tu żadnych wzmocnień z innych materiałów, choć muszę przyznać, że te, których użyto, są naprawdę dobrej jakości. Nic nie trzeszczy, a cienki pałąk jest naprawdę elastyczny. Ciekawym rozwiązaniem jest zastąpienie typowej dla zestawów słuchawkowych regulacji wielkości przez doczepiany gumowy pasek, który odstaje od plastikowego pałąka i posiada 3 stopnie regulacji. To w połączeniu z niską wagą urządzenia sprawia, że nic nie wbija nam się w głowę, a czasem o założonych słuchawkach można po prostu zapomnieć. Mam jedynie nadzieję, że po czasie pasek nie stanie się luźny, przez co przestanie spełniać swoje zadanie.

Tym, co dodatkowo wpływa pozytywnie na komfort użytkowania, są materiałowe obszycia poduszek na muszlach. Dzięki temu uszy nie będą się pocić, jak często ma to miejsce w modelach, które wykorzystują ekoskórę. Dodatkowo często w zestawach o zbliżonej cenie ta zaczyna się po czasie po prostu sypać. Tu nie musimy się o to obawiać. Oczywiście zastosowanie materiału wpływa negatywnie na wygłuszenie w obie strony. Otoczenie będzie więc słyszeć, czego aktualnie słuchamy, zwłaszcza jeśli będziemy korzystać z HS35 powyżej 60-70% głośności. My z kolei nie mamy co liczyć na to, że po ich założeniu będziemy mogli całkowicie odciąć się od świata zewnętrznego. Nie zastosowano tu również żadnej aktywnej redukcji szumów, choć w tym przedziale cenowym nikogo nie powinno to dziwić.
Jeśli chodzi o same muszle, to mogą mieć z nimi problemy osoby o bardziej odstających i wrażliwych małżowinach. Głębokość samych poduszek to ledwie 2 centymetry, a spody wykonane są z twardego plastiku, pokrytego jedynie cienką siateczką. Jeśli dotyczy Was ten problem, warto mieć to na uwadze.

Stylistyka sama w sobie stara się podtrzymywać uczucie lekkości. W moje ręce wpadł model w kolorze białym z szarymi akcentami, co dodaje mu lekkości. W sprzedaży dostępna jest jeszcze wersja czarna. Producent postarał się, aby każdy element kontrastował z często ociężałymi słuchawkami gamingowymi. Można nawet powiedzieć, że HS35 stara się sprawiać wrażenie modelu bardziej lifestylowego. Zwłaszcza że, jak już wcześniej wspominałem, mikrofon jest tu odczepiany. Dodatkowo nie zastosowano tu żadnych kolorowych diod czy pasków LED-owych, co osobiście uważam za plus, biorąc pod uwagę ogólny wygląd.
Dobre brzmienie, choć nie dla każdego
Przejdźmy jednak do tego, jak to gra. A gra całkiem przyzwoicie. I tu od razu chcę zaznaczyć jedną rzecz. To słuchawki w budżecie 350 złotych, przeznaczone do grania. I tak właśnie są strojone. Osobom, które szukają sprzętu uniwersalnego, na którym będą chcieli słuchać muzyki, raczej polecałbym poszukiwania czegoś innego. Nie chodzi tu o niską jakość dźwięku, bo ten dzięki wykorzystaniu 50-milimetrowych neodymowych przetworników jest naprawdę dobry. Jednak słuchawki, jak większość zestawów typowo gamingowych, grają z uwydatnieniem dolnej i górnej części pasma, wycofując środek, przez co dźwięk traci zarówno na dynamice, jak i naturalności. Jeśli jesteście fanami takiego ustawienia equalizera, to możecie być całkiem zadowoleni, jednak obiektywnie rzecz ujmując, przy dłuższym odsłuchu takie ustawienia mogą nieco męczyć.

Może to być o tyle uciążliwe, że niestety model ten nie doczekał się wsparcia aplikacji iCUE, która często pozwala na wyciśnięcie ze słuchawek Corsair nieco więcej dobroci. W tym wypadku jesteśmy skazani na to, co przewidział producent. Oczywiście można działać sprzętowymi equalizerami, jednak nie ma mowy o jednym globalnym ustawieniu parametrów, które preferujemy.
Jednak eksplozje czy świst pocisków słyszalne są bardzo dobrze, a dzięki zastosowaniu dźwięku przestrzennego nie będziemy mieli żadnego problemu ze zlokalizowaniem potencjalnego zagrożenia. I warto zaznaczyć, że choć HS 35 wspierają Dolby Atmos, to jedynie na PC, przy użyciu dedykowanej aplikacji, więc w przypadku grania na Switchu korzystamy z uboższej wersji dźwięku 3D, która i tak jest dość dokładna.
Uzupełnienie całości
Na dodatkowy plus zasługuje niskie opóźnienie w przypadku podłączenia słuchawek za pomocą Bluetooth. Nie to, że nie ma go wcale, ale w porównaniu z niektórymi modelami w podobnej cenie jest tu zdecydowanie lepiej. Dla osób, którym nawet takie minimalne przesunięcie przeszkadza, pozostaje tryb 2.4 GHz albo połączenie po kablu USB. Niestety brak tu fizycznego wejścia mini jack. Zestaw nie obsługuje jednoczesnego obsługiwania obu standardów bezprzewodowych. Tryby podłączenia możemy przełączyć poprzez dwukrotne naciśnięcie przycisku power. Obok niego znajduje się jeszcze port USB C i przełącznik głośności, którego wciśnięcie pozwala na wyłączenie mikrofonu bez konieczności jego odłączenia.

Sam mikrofon działa bardzo poprawnie, a zbierany przez niego dźwięk jest klarowny. Niestety nie filtruje całkowicie szumów z otoczenia, przez co nie można stwierdzić, że głos jest całkowicie czysty, jednak do typowego wykorzystania przy grach multiplayer czy połączeniach przy użyciu rozmaitych komunikatorów jest bardziej niż wystarczający.
Zastosowana bateria, ze względu na chęć zachowania niskiej wagi, nie daje porażającego czasu pracy na jednym ładowaniu, jednak deklarowane przez producenta 30 godzin jest solidnym wynikiem. Zwłaszcza że realny czas pracy jest nieco dłuższy. Przy użyciu połączenia Bluetooth można spokojnie dobić w okolice 36 godzin. Przy 2.4 GHz jest to około 31-32 godzin. Wszystko zależy jednak od tego, z jaką głośnością będziecie eksploatować zestaw. Moje pomiary wykonywane były dla zakresu 50-80% głośności maksymalnej.

Wnioski
Dla osób, które poszukują przystępnego cenowo zestawu, którego będą mogli używać do grania, oglądania seriali czy rozmów, HS35 v3 będzie bardzo ciekawą propozycją. W cenie 350 złotych oferuje naprawdę porządną jakość wykonania w połączeniu z utrzymaniem naprawdę niskiej wagi, która nie utrudnia dłuższego użytkowania. Uniwersalny design, niekojarzący się z typowym sprzętem gamingowym, sprawia, że równie dobrze możemy wziąć je ze sobą do pociągu i używać do oglądania filmów lub od biedy słuchania muzyki, choć jeśli to miałoby być ich głównym przeznaczeniem, to raczej kierowałbym wzrok na inne modele. No i ten wtyk na USB C, który jest jakby stworzony dla posiadaczy Nintendo Switcha.
Podziękowania dla Corsair za dostarczanie egzemplarza do testów.