RecenzjeRecenzja
RecenzjeArtykuł

Atramentowe szaleństwo – recenzja Splatoon Raiders

Splatoon to seria kojarzona głównie z dynamicznym trybem multiplayer, ale…

3 sierpnia 2026

Splatoon to seria kojarzona głównie z dynamicznym trybem multiplayer, ale warto pamiętać, że każda z dotychczasowych odsłon oferowała także kampanię dla pojedynczego gracza. Po trzech udanych częściach twórcy postanowili pójść za ciosem i zaprezentować pełnoprawny spin-off stworzony z myślą o rozgrywce jednoosobowej. Czy warto zapoznać się ze Splatoon Raiders?

 

Tytuł dla każdego?

 

Na pierwszy rzut oka tytuł wygląda na produkcję skierowaną do nowych graczy, mającą przyciągnąć do marki świeżą krew. Jednak weterani serii również znajdą tu jednak coś dla siebie. Premiera gry okazała się przemiłą niespodzianką – po pierwszych zwiastunach nie spodziewałem się, że będę bawił się aż tak dobrze.

 

 

 

Fabuła jest prosta do bólu, ale pełna smaczków. W świecie gry ukryto masę notatek, archiwów i informacji wzbogacających lore. Wcielamy się w postać mechanika tria Deep Cut, które wyrusza na poszukiwanie skarbów. W trakcie podróży nasz latający pojazd rozbija się na wyspie Spirhalite, co jednak nie chłodzi zapału bohaterów do pozyskiwania kolejnych kosztowności. Przed rozpoczęciem przygody tworzymy własną postać, wybierając kolor skóry i fryzurę. Po krótkim wstępie wyruszamy na podbój wyspy i odkrywanie jej tajemnic.

 

Znane podstawy

 

W kwestii samego gameplayu gra zachowuje filary znane z głównej serii – to wciąż trzecioosobowa strzelanka, w której kluczowym elementem jest pokrywanie otoczenia atramentem. Zamiast tradycyjnych walk sieciowych oddano nam do dyspozycji poziomy zwane rajdami, a całość czerpie garściami z gatunków roguelite oraz looter shooter. Podobne mechaniki wykorzystywał już dodatek Side Order do Splatoona 3. Na szczęście nie znajdziemy tu proceduralnie generowanych etapów ani bezwzględnej utraty całego postępu po porażce. Pętla rozgrywki jest przejrzysta: wybieramy misję z mapy, eliminujemy wszystko na naszej drodze, zbieramy skarby i wracamy do bazy, by przygotować się do kolejnych wyzwań.

 

 

 

Wraz z postępami odblokowujemy nowe poziomy i odsłaniamy zakryte fragmenty mapy. Etapy mają stałą strukturę, ale stawiają przed nami różnorodne cele – od zwykłego przejścia z punktu A do B, przez walkę z czasem, po zbieranie określonej liczby punktów. Co jakiś czas bierzemy też udział w satysfakcjonujących starciach z bossami. Każda misja trwa od 5 do 10 minut, co sprzyja krótkim sesjom, jednak nie dajcie się zwieść – tytuł wciąga jak bagno.

 

Pora na przygodę!

 

Przed wyruszeniem na misję musimy przygotować ekwipunek, którego nie da się modyfikować w trakcie zadania. Nasz zestaw składa się z broni, zbiornika na atrament (tanka), gadżetów oraz towarzysza wspierającego nas w walce. Różnorodność jest ogromna, a liczba możliwych kombinacji – imponująca. Do dyspozycji oddano 11 rodzajów broni (każdy reprezentowany przez różne modele) oraz trzy typy zbiorników, z których każdy pozwala na montaż innych gadżetów. Dodatkowo wspierający nas towarzysz (jedna z trzech postaci do wyboru) posiada ładującą się w trakcie walki umiejętność specjalną.

 

 

 

Jakby tego było mało, w miarę postępów rozwijamy naszą postać, zwiększając jej punkty zdrowia oraz zadawane obrażenia. Modyfikować można także same gadżety, dodając im nowe atrybuty, takie jak większy obszar rażenia czy efekt zamrażania wrogów. Liczbę gniazd na ulepszenia w gadżetach da się z czasem zwiększyć, a same bronie możemy rozwijać lub demontować, pozyskując w ten sposób materiały.

 

Czas na eksperymenty

 

Gra zachęca do ciągłego eksperymentowania – niektóre elementy odblokowujemy wyłącznie grając konkretnym modelem zbiornika. Taka konstrukcja sprawia, że odkrycie wszystkiego może zająć nawet kilkadziesiąt godzin. W świecie gry ukryto też sporo niespodzianek, np. kompasy wskazujące drogę do misji dodatkowych. Wymagają one korzystania z narzuconego z góry oręża i ukończenia trasy pod presją czasu lub zniszczenia określonej liczby elementów. W mojej ocenie to jedne z najlepszych zadań w całej grze.

 

 

 

Rozgrywka nie nuży nawet po kilkunastu godzinach. Model strzelania zaprojektowano świetnie – pędzenie po zamalowanych ścianach i eliminacja przeciwników sprawiają masę frajdy. Wrogowie zostali przemyślani tak, aby każdy typ Salmonida pełnił inną rolę na polu bitwy. Kluczem do sukcesu jest więc szybka ocena sytuacji i natychmiastowa likwidacja najgroźniejszych celów. Mimo taktycznego zacięcia starcia pozostają dynamiczne i widowiskowe. Co ważne, niezależnie od liczby obiektów na ekranie, płynność gry ani na chwilę nie spada.

 

Przygoda w większym gronie

 

Choć Splatoon Raiders stawia na tryb jednoosobowy, fani kooperacji również znajdą tu coś dla siebie. Prawie całą kampanię można przejść w gronie od 2 do 4 graczy (zarówno lokalnie, jak i przez sieć), a poziom trudności skaluje się automatycznie. Oba tryby działają bez zarzutu, warto jednak pamiętać, że do gry lokalnej każdy uczestnik musi posiadać własną konsolę Switch 2 oraz egzemplarz gry – tytuł nie wspiera funkcji GameShare.

 

 

 

Ukończenie głównej kampanii na jednym z trzech dostępnych poziomów trudności zajmuje około 15–20 godzin, ale prawdziwa zabawa zaczyna się w tzw. endgame. Po ujrzeniu napisów końcowych gra otwiera przed nami nowe możliwości i zaprasza do dalszych poszukiwań. Co więcej, większość przebytych poziomów możemy rozegrać ponownie na wyższych stopniach trudności (spicy oraz super spicy).

 

Wady pośród zalet

 

Mimo licznych zalet, produkcja ma też swoje słabsze strony. Oprawa wizualna jest ładna i działa w stałych 60 klatkach na sekundę, jednak po Splatoonie 3 można by oczekiwać wyraźniejszego skoku technologicznego (ten nadejdzie zapewne dopiero wraz z czwartą częścią). Na wyróżnienie zasługuje za to rewelacyjna oprawa muzyczna, która idealnie buduje klimat na ekranie.

 

 

 

Zarzutem pozostaje również skromna liczba opcji personalizacji postaci – szkoda, że twórcy nie przygotowali większego wyboru fryzur i strojów. Choć większość elementów odblokowujemy po prostu za osiągnięcia w grze, część z nich zablokowano za figurkami amiibo.

 

 

 

Mimo tych drobną usterek Splatoon Raiders nie jest jedynie próbą odcinania kuponów od znanej marki. To świetnie zaprojektowana gra, która okaże się idealnym punktem wejścia dla nowicjuszy, a weteranom dostarczy masę satysfakcjonującej zabawy. Z czystym sumieniem polecam!

 

Cena w eShopie: 212.80 zł

Podziękowania dla ConQuest Entertainment za dostarczenie gry do recenzji.

 

 


Podsumowanie

Zalety

  • + angażująca pętla rozgrywki
  • + satysfakcjonujący model strzelania
  • + udany projekt przeciwników
  • + nienaganna płynność działania (stałe 60 FPS)
  • + bardzo dobra oprawa muzyczna
  • + ogromna różnorodność w doborze oręża i gadżetów
  • + tryb kooperacji (lokalnie i sieciowo)
  • + bogata zawartość po ukończeniu wątku głównego oraz dodatkowe wyzwania

Wady

  • - mało rozbudowane opcje personalizacji wyglądu postaci
  • - brak widocznego skoku graficznego w porównaniu do Splatoona 3
  • - brak wsparcia dla funkcji GameShare

8.5

Wyświetleń: 808

Redaktor

Łukasz Jankowski

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *