Od „Wiedźmina” do „Animal Crossing”. O tym, jak dorośliśmy do spokoju na ekranie
Kiedyś liczyliśmy fragi, wykręcaliśmy czasy w sieciówkach i ratowaliśmy wirtualne…
Kiedyś liczyliśmy fragi, wykręcaliśmy czasy w sieciówkach i ratowaliśmy wirtualne światy przed zagładą. Dziś, po ośmiu godzinach walki z deadline’ami i przebodźcowaniem, marzymy tylko o jednym: usiąść na kanapie i bez pośpiechu zebrać wirtualne plony. Gry cozy to nie chwilowa moda, ale nasze najlepsze antidotum na zmęczenie codziennością.
Zawsze lubiłeś pograć, ale w ostatnim czasie zacząłeś szukać w gamingu trochę czegoś innego?
Kiedyś chcieliśmy dużo akcji i wątku, który pochłonie nas całkowicie. Dzisiaj też chcemy być zaangażowani, ale w inny sposób. To wszystko na nas wymusiła trzecia dekada XXI wieku i zmiany w stylu życia, do których doszło w ostatnich latach.
Ten felieton nie będzie narzekaniem w stylu starego pierdziela na współczesność. Świat jest inny, dlatego czasami od gamingu oczekujemy czegoś innego. Wracasz po dniu pełnym pracy do domu i nie masz ochoty na kolejne szaleństwa. Na ulicy pełno aut, w pracy telefony i rozmowy z ludźmi, a w tle grające radio. Zewsząd atakują nas reklamy. Jesteśmy przebodźcowani.
przebodźcować się «ulec działaniu zbyt wielu bodźców i odczuć przeciążenie» Słownik Języka Polskiego PWN
Zamiast ratować świat, wolę podlać pomidory
Tutaj na ratunek przychodzi nam gatunek gier cozy. Każdy dorosły chłop nie ma problemu, żeby rozłożyć się na kanapie i wychillować, uprawiając ogródek lub wybierając się w podróż camperem po pięknie stworzonym świecie.
Animal Crossing, Stardew Valley, Unpacking czy Dave the Diver – jeszcze dekadę temu wielu z nas machnęłoby na to ręką. Powiedzielibyśmy: „Daj spokój, włączam Wiedźmina, odpalam strzelankę albo kolejny mecz w sieciówce, tam przynajmniej coś się dzieje”. Dziś ten sam gracz po ośmiu czy dziesięciu godzinach w trybie ciągłego skupienia nie chce już walczyć o przetrwanie w postapokaliptycznym świecie ani słuchać wyzwisk na serwerze od nastolatków z drugiego końca globu.
Nie potrzebujemy kolejnego rankingu do wbicia, deadline’u do dowiezienia czy presji czasu. Wystarczy nam presja w pracy i codziennym życiu.
W grach cozy urzeka przede wszystkim brak kary. Tutaj nikt cię nie rozlicza z tego, że coś poszło nie tak. Zasiałeś marchewkę? Super, urośnie, kiedy urośnie. Układasz książki na półce w nowym wirtualnym pokoju? Nikt nie odlicza ci sekund do końca misji. Jedziesz camperem w stronę zachodzącego słońca? Świat poczeka.
Czy to oznacza, że gaming „dla dorosłych” zrezygnował z ambicji? Wręcz przeciwnie. To po prostu dowód na to, że dojrzeliśmy razem z medium, a rynek wreszcie zauważył, że reset w głowie można osiągnąć nie tylko przez podbicie poziomu adrenaliny, ale też przez zwykły, niczym niezmącony spokój. W przypadku Switcha możesz na dodatek to wszystko ograć siedząc na kanapie lub w łóżku, więc wygodniej się nie da.
Leniwa dopamina zamiast bezmyślnego scrollowania
Nie chcę narzekać na media społecznościowe, bo sam z nich korzystam, ale mamy właśnie na nie antidotum w przyjemnej dla gamera formie. Zamiast przeglądać TikToka czy Instagrama i patrzeć na idealny świat, dalej narażając się na kolejne bodźce zamiast dać odpocząć swojemu mózgowi, możemy przyjąć trochę „leniwej” dopaminy w grze.
Jeśli pod koniec trudnego dnia największym twoim sukcesem ma być zebranie wirtualnych plonów na własnej farmie to jesteś w dobrym miejscu.