NieR: Automata Nintendo Switch
Hero RecenzjeRecenzja
Hero RecenzjeArtykuł

Być albo nie być… – recenzja NieR: Automata The End of YoRHa Edition

Być albo nie być… Kultowe hamletowskie stwierdzenie, które ukształtowało podwaliny…

21 października 2022

Być albo nie być… Kultowe hamletowskie stwierdzenie, które ukształtowało podwaliny pod wiele innych tekstów kultury. Tytułowy bohater dramatu Szekspira zastanawiał się nad sensem swojego istnienia. W końcu stanie się aktywnym lub pozostanie biernym w życiu społecznym może przysporzyć natłoku myśli, który wtedy uwidocznił się w bohaterze. W końcu musiał zdecydować, czy zawalczy ze zgnilizną duńskiego dworu, czy zostawi sytuację taką, jaką jest. Hamlet był moim pierwszym skojarzeniem, gdy sięgnąłem po NieR: Automata The End of YoRHa Edition. Wszystko za sprawą imienia głównej heroiny, która zowie się 2B (To be, or not to be).

 

Hamlet z przyszłości

 

Co prawda główna bohaterka nie żyje w średniowiecznej Danii, lecz odległej przyszłości – jednakże musi zmagać się z wieloma przeciwnościami losu, będącymi luźnymi wariantami szekspirowskiego dzieła. Wariant to słowo klucz, gdyż 2B to android należący do organizacji YoRHa, która mogłaby się wydawać przyjaźnie nastawionym podmiotem. Mimo wszystko w dalszej części produkcji dowiadujemy się, że musimy jej bezgranicznie służyć albo czeka nas anihilacja. Podczas gry posłusznie wykonujemy poszczególne zadania, które w dalszej części fabuły mogą przybrać nieoczekiwany przebieg.

 

 

Opowieść na pierwszy rzut oka wydaje się sztampowa, lecz została opowiedziana ze smakiem, wyczuciem oraz ogromnym kunsztem. Być może moje słowa będą dla was za bardzo przesadzone, ale NieR: Automata powinna zostać cenionym klasykiem science-fiction, tak jak film 2001: Odyseja kosmiczna lub książkowa saga Diuna. Tak jak wspomniałem wcześniej, akcję osadzono w przyszłości, która nie jest optymistyczna dla wszelkiego stworzenia. Obca cywilizacja wybiła ludzkość, natomiast ocalałe jednostki odnalazły schronienie w bazach na Księżycu. W toku fabuły dowiadujemy się, że na naszych barkach spoczywa uratowanie ludzkiego istnienia. Androidy zbudowane zostały przez lokatorów azylów księżycowych w celu walki z kosmicznym najeźdźcą. Podczas naszej wędrówki po splądrowanej Ziemi będzie towarzyszył nam inny humanoidalny pobratymiec – 9S.

 

 

Slasher? RPG? Shoot ’em up?!

 

Grę osadzono w otwartym świecie, który możemy zwiedzać według własnych preferencji. Ziemia po inwazji, mimo że wyludniona, skrywa wiele tajemnic. Gra nas do niczego nie przymusza i równie dobrze możemy zwiedzać świat przedstawiony i odkrywać wszelkie sekrety lub skupić się tylko i wyłącznie na głównej fabule. Warto zwrócić uwagę na aktywności poboczne, gdyż pomagają w rozwoju bohaterki. Podczas zwiedzania natkniemy się na wiele przeróżnych zadań pobocznych oraz automatów, z których warto skorzystać. W nich zapiszemy grę, odbierzemy pocztę, a w przyszłości posłużą nam jako punkty szybkiej podróży. Przy wykonywaniu poszczególnych aktywności warto zbierać różne materiały oraz pieniądze, za które możemy nabywać medykamenty, ulepszenia oraz rozwijać broń. Podczas przechodzenia gry gromadzimy punkty doświadczenia, które następnie przyczyniają się do rozwoju heroiny ukazywanego w poziomach. W ciele androida możemy również instalować chipy, które udostępniają dodatkowe zdolności oraz bonusy do statystyk.

 

 

Mimo że tytuł posiada RPG-owe naleciałości, NieR: Automata to gra akcji oraz slasher z krwi i kości. Może zmylić otwarty świat, punkty doświadczenia i levele, lecz to walka i pojedynki z wrogami stanowią kluczowy element rozgrywki. Przez większość czasu mierzymy się z grupkami mniejszych przeciwników. Do bitwy możemy wykorzystać dwie bronie odpowiedzialne za atak lżejszy i mocniejszy. Oczywiście nie zabrakło uników oraz skoków wykonywanych przez protagonistkę, a liczne combosy są tu na porządku dziennym. Gdy wróg jest osłabiony, często pojawia się możliwość dekapitowania niemilca za pomocą efektownego finishera. Podczas walk towarzyszy nam latająca jednostka wspomagająca, Pod, która porusza się automatycznie, lecz możemy też za jej pomocą strzelać lekkimi nabojami, materiałami wybuchowymi lub szukać skarbów ukrytych w świecie gry. Asortyment umiejętności jest szeroki i odkrywamy go za pomocą chipów umieszczanych w ciele robota.

 

 

Wszystkie wcześniej wspomniane umiejętności mogą zostać wykorzystane przy walce z bossami, które aż kipią od widowiskowości. Twórcy nie ograniczali swojej wyobraźni i na drodze staną nam unikatowe indywidualności, a walka z nimi może podnieść poziom adrenaliny w organizmie. Każdy z bossów to odrębne monstrum posiadające inne słabe punkty, dodatkowo walki dzielone są na kilka różnorodnych faz, co sprawia, że potyczki z kluczowymi przeciwnikami stanowią wyzwanie i nie nużą. Twórcy udostępnili szereg poziomów trudności, między którymi można bezproblemowo się przełączać, jeśli poczujemy, że gra jest za łatwa lub za trudna. Warto też odnotować, że w trakcie rozgrywki w niektórych momentach możemy pokierować mechem i wtedy produkcja przemienia się w shoot ‘em upa. Podczas pieszego przemierzania świata niektóre lokacje automatycznie mogą zmienić się w tryb 2D. Przeskoczenie do takiej perspektywy może być zaskakujące, lecz jest to miły przerywnik podczas rozgrywki.

 

 

Zawirowania fabularne

 

Gdy znamy już wszelkie mechaniki oraz koncepty stojące za rozgrywką, to wystarczy cieszyć się fabułą, prawda? Pierwsze przechodzenie gry potrafi zająć tylko kilka godzin, oczywiście czas wydłuża się, gdy weźmiemy pod uwagę zadania poboczne oraz swobodną eksplorację upadłej Ziemi. Mimo wszystko zadań stricte fabularnych jest mało i gra kończy się bardzo szybko. Produkcja zwieńczona została walką z efektownym bossem, lecz mimo wszystko pozostaje poczucie niedosytu. Wzburzone emocje możemy przeprocesować podczas napisów końcowych, po których dostajemy niecodzienny komunikat od twórców gry – to wyłącznie początek.

 

 

W celu odkrycia kluczowej części fabuły stworzonej przez PlatinumGames potrzebne są trzy podejścia, które przedstawiają przeżyte doświadczenia z innej perspektywy lub rozwijają zakończone wcześniej wątki. Tak naprawdę po pierwszych napisach końcowych, gracz zostaje z większą liczbą pytań niż odpowiedzi. Ma to swój urok i z pewnością jest rozwiązaniem niecodziennym, patrząc na inne tytuły oferowane przez to studio. Jeżeli po trzykrotnym ukończeniu nadal poczujemy niedosyt, produkcja ma do zaoferowania sporą liczbę zakończeń (aż 26), które możemy odkryć przy ponownym przechodzeniu gry.

 

 

Port, jaki jest, każdy widzi

 

Przeportowaniem tytułu zajęło się studio Virtuos Games, które ze Switchem zna się od dawna. To dzięki temu deweloperowi na konsoli Nintendo możemy zagrać w Final Fantasy X/X-2 HD Remaster, Final Fantasy XII: The Zodiac Age, Bioshock: The Collection, Spyro: Reignited Trilogy, a także Dark Souls Remastered. Portfolio studia nie zamyka się tylko na tych produkcjach, ale przytoczone przykłady wzbudziły we mnie entuzjazm, gdy zapowiedziano pojawienie się recenzowanej produkcji na Switchu. Finalnie otrzymaliśmy kolejny niemożliwy switchowy port, z którym warto się zapoznać. Nie odkryję koła na nowo, gdy rzucę stwierdzeniem, iż konieczne były cięcia, by uruchomić NieR: Automatę na Switchu. Z recenzyjnego obowiązku takie stwierdzenie musiało po prostu paść.

 

 

Gra działa w rozdzielczości 720p w trybie handheald oraz 1080p w doku, płynność rozgrywki oscyluje wokół 30 FPS. Sporadycznie pojawiają się pojedyncze spadki animacji, lecz nie przeszkadzają w rozgrywce. Stałą płynność okupiono zubożeniem tekstur, niższym zaludnieniem mapy, a niektóre elementy potrzebują chwili, by się doczytać. Pod względem technicznym gra niczym nie zaskakuje, lecz artystycznie jest to dzieło kompletne. Projektanci świata oraz postaci wznieśli się na wyżyny, prezentując unikalną całość, która zachwyca niemalże natychmiast. Wszystkie elementy są ze sobą komplementarne i idealnie współgrają, tworząc wybitną całość. Jedynym mankamentem budowania świata mogą być sztuczne niewidzialne ściany. Zdarzają się sytuacje, gdy chcemy przejść przez jedną dziurę w ścianie i jest to niemożliwe, natomiast w innym miejscu, gdy jest to podyktowane fabularnie – takie działanie jest osiągalne.

 

 

Muzyka z gry z pewnością zostanie ze mną na długo. Keiichi Okabe za pomocą dźwięków wykreował niespotkany wcześniej świat, w którym można się wprost zatracić. Mamy do czynienia z czymś wyjątkowym, niecodziennym oraz wybitnym. Warto zwrócić również uwagę na głosy bohaterów, które nagrano po angielsku oraz japońsku. Oba warianty są świetne, lecz do gustu bardziej przypadły mi kwestie nagrane w języku Szekspira. Szczególnie w głowie wyryły mi się głosy robotów opowiadające o szczęściu, miłości, a także cierpieniu. Mimo że są to byty nieposiadające emocji, ich kwestie muśnięto pewną nerwowością, która wybija się z wypowiadanych zdań. Wzbudza to pewien dysonans, który idealnie sprawdził się w grze. Wszelkie dźwięki otoczenia idealnie pasują do przedstawianych sytuacji, a całościowo oprawa audio to majstersztyk.

 

 

NieR: Automata The End of YoRHa Edition to gra niesamowicie kompetentna oraz unikatowa niemalże pod każdym względem. Niesamowitą opowieść o zagładzie ludzkości zaprezentowano z niewątpliwym pietyzmem, o czym świadczy wykreowany świat oraz jego udźwiękowienie. Produkcja PlatinumGames zachwyciła mnie prawie natychmiast, a bardzo dobry port sprawia, że teraz mogą cieszyć się nią posiadacze Nintendo Switch.

 

 

Cena w eShopie: 169 zł

Podziękowania dla CENEGI za dostarczenie gry do recenzji.

 

 


Podsumowanie

Zalety

  • + przemyślana oraz unikalna rozgrywka
  • + fabuła powinna natychmiast stać się klasykiem science-fiction
  • + gra oferuje wiele zakończeń oraz sekretów do odkrycia
  • + idealnie zaprezentowany świat gry
  • + ścieżka dźwiękowa zapiera dech w piersiach
  • + bardzo dobre udźwiękowienie postaci w języku japońskim oraz angielskim

Wady

  • - sporadyczne problemy techniczne (pojedyncze spadki animacji, niewidzialne ściany)

9

Wyświetleń: 3521

Redaktor

Łukasz Jankowski

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *