RecenzjeRecenzja
RecenzjeArtykuł

It’s dangerous to go alone – recenzja Dragon: Marked for Death

Jeśli szukasz przyjemnego action RPG dla jednego gracza, szukaj dalej….

24 lutego 2019

Jeśli szukasz przyjemnego action RPG dla jednego gracza, szukaj dalej. Jeśli jednak masz ochotę na kooperacyjną, wieloosobową rozgrywkę ze znajomymi, możesz tu znaleźć dla siebie wiele godzin sympatycznej zabawy.

Dragon: Marked for Death to gra, której oczekiwałem z zapartym tchem. Od kiedy zobaczyłem pierwsze zapowiedzi, wiedziałem, że to idealny tytuł dla mnie. Gra od twórców serii Mega Man? Jest. Pięknie animowana grafika pixel art? Jest. Bogaty system rozwoju postaci? Jest. Żonglowanie ekwipunkiem i ciągłe zdobywanie potężniejszych broni? Jest. Satysfakcjonujący system walki? Jest. Szeroka gama ciekawych przeciwników i bossów? Jest. I wszystko fajnie, tylko prawie każde z tych “jest” okazało się mieć jakieś “ale niestety”. Dawno chyba nie miałem co do żadnej gry aż tak mieszanych uczuć.

 

Ale od początku. W Dragon: Marked for Death wcielamy się w jednego z ostatnich pozostałych przy życiu członków Dragonblood Clan. Jest to grupa wyrzutków oddających cześć potężnemu smokowi zwanemu Atruum. Przegrali oni wojnę z Divine Family, wspieraną przez boskie istoty zwane Celestials. Kiedy Divine Family porywa wyrocznię Dragonblood Clan, Amicę, nie pozostaje nam nic innego niż spróbować ją uwolnić. I to właściwie tyle jeśli chodzi o fabułę. Choć podczas rozgrywki dowiemy się więcej o obu frakcjach, jak i o świecie Dragon: Marked for Death, historię można zawrzeć w kilku zdaniach. Szkoda, bo samo założenie jest dość ciekawe i można było pokusić się o nieco większe rozbudowanie uniwersum tego tytułu.

Jako członek Dragonblood Clan mamy do wyboru jedną z czterech możliwych klas postaci: Empress, Warrior, Witch oraz Shinobi. NIewątpliwym plusem jest to, że te klasy mocno się od siebie różnią. Empress jest najbardziej wyważoną i typową wojowniczką, z  relatywnie zbalansowanymi statystykami i dobrym potencjałem do walki na krótkie dystanse. Warrior to typowy “tank” – powolny i mało mobilny, ale wykazujący się potężną siłą. Shinobi to ninja, najbardziej mobilna ze wszystkich postaci, ale też niezbyt wytrzymała w bezpośrednim starciu. Ostatnia postać, Witch, to typowy support – najlepiej czuje się ukrywając się za plecami pozostałych bohaterów, lecząc ich i rzucając potężne czary. Każdą z tych klas gra się faktycznie zupełnie inaczej, co jest ogromnym plusem tej produkcji.

Sama rozgrywka składa się z serii kilkudziesięciu misji, do których stopniowo zdobywamy dostęp. Choć jest kilka odstępstw od tej zasady, zwykle polegają one na dotarciu w jakieś miejsce na mapie i pokonaniu bossa. Część misji będzie też działa się na tych samych mapach, choć różne przejścia, które były dla nas zamknięte w jednej misji, mogą stać otworem w kolejnej. Niewątpliwym plusem jest sposób zaprojektowania poziomów. W zależności od postaci, którą akurat gramy, możemy mieć dostęp do większej ilości ścieżek do celu. Przykładowo, Shinobi potrafi skakać po ścianach, dzięki czemu może dostać się w miejsca, o których Warrior może tylko pomarzyć. W efekcie – mimo że poziomów nie jest dużo – kompletnie się one nie nudzą. Pewnym minusem jest za to niejasny sposób odblokowywania niektórych misji. Bez sprawdzenia rozwiązania w internecie, nigdy chyba nie domyśliłbym się, jak uzyskać dostęp do finalnego starcia.

Nierówną walkę z Divine Family możemy podjąć solo lub w trybie wieloosobowym. To tu właśnie kryją się największe problemy tego tytułu. Multiplayer jest naprawdę satysfakcjonujący – zróżnicowane postacie świetnie się uzupełniają, tempo rozgrywki jest szybkie, a poziom trudności wymagający, ale nie przesadzony. Jeśli jednak włączymy tą samą misję w trybie solo, szybko napotkamy poważny problem – trudność gry w żadnym stopniu nie skaluje się w zależności od wielkości naszej drużyny. Tak więc nie dość, że przeciwników jest dokładnie tyle samo co w trakcie przechodzenia misji w cztery osoby, to mają też te same wartości obrażeń i ilość zdrowia. Sprawia to, że w trybie jednoosobowym niektóre walki po prostu się ciągną. Co więcej, trudność niektórych misji sprawia, że jeśli chcemy je przejść samodzielnie, czekać nas będzie duża doza grindu i bezmyślnego powtarzania misji, które już dawno skończyliśmy. Na domiar złego, gra oferuje rozgrywkę wieloosobową tylko w trybie online – z niedowierzaniem patrzyłem na brak opcji gry na podzielonym ekranie w tytule tak bardzo nastawionym na współpracę. Dodatkowym mankamentem jest też to, że nie zawsze łatwo jest znaleźć online graczy chętnych do wykonania zadania, nad którym obecnie pracujemy. Zdarzyło mi się też kilka razy, że nie mogłem podłączyć się do żadnej z drużyn z przyczyn technicznych.

System rozwoju postaci ma potencjał, ale jest niezwykle ślamazarny. Często musimy przejść kilka dwudziestominutowych misji, żeby wspiąć się na kolejny poziom i móc dodać jeden punkt rozwoju do któregoś z siedmiu atrybutów. Podobnie ma się sprawa z systemem ekwipunku. Przez całą grę zmieniłem miecz dosłownie 4 razy, bo każdy kolejny, który znajdowałem, był albo słabszy, albo porównywalny z tym, który pozyskałem po kilku misjach. Obie te rzeczy sprawiają, że (szczególnie, jeśli gramy sami) dość trudno jest gołym okiem zobaczyć jakikolwiek progres naszej postaci.

Dobrą wiadomością dla posiadaczy Switcha jest natomiast nietypowy sposób dystrybucji gry. Zamiast płacić od razu za pełną grę, możemy zapłacić połowę ceny i uzyskać dostęp jedynie do 2 postaci. Występują one w dwóch paczkach – jedna zawiera Empress i Warrior, a druga Shinobi i Witch. Jest to idealne rozwiązanie dla osób, które nie są przekonane, czy to gra dla nich, ale chcą ją wypróbować.

Nie mogę w pełni zarekomendować Dragon: Marked for Death. Jeśli uda się komuś znaleźć partnerów do rozgrywki online (najlepiej 4 osoby), na pewno będzie bawił się całkiem nieźle. Jeśli jednak ktoś ma chęć pograć w grę samotnie, lepiej omijać ją z daleka – tylko tak można uniknąć frustracji związanej z brakiem skalowania poziomu trudności.

 


Podsumowanie

Zalety

  • + Zróżnicowane klasy postaci
  • + Dopracowana grafika pixel art
  • + Ekscytujący tryb rozgrywki wieloosobowej
  • + Świetnie zaprojektowane poziomy
  • + Podział gry na dwie części pozwala wypróbować ją nieco taniej

Wady

  • - Brak skalowania trudności w zależności od ilości graczy
  • - Grind, grind i jeszcze raz grind
  • - Niezbyt przemyślany system ekwipunku
  • - Mało interesująca fabuła
  • - Niejasne zasady odblokowywania kolejnych misji

7

Wyświetleń: 654

Redaktor

Zimny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *