W grudniu zeszłego roku Bethesda wydała kolejną wersję swojego flagowego tytułu, jakim nieprzerwanie od niemal 15 lat jest Skyrim. Tym razem była to poprawiona wersja na Nintendo Switch 2. Niestety, z powodu wielu problemów, nie została ona ciepło przyjęta. Można śmiało powiedzieć, że była to najgorzej oceniona wersja przygód Smoczego Dziecięcia w historii, ze średnią ocen 6/10.
Poza typowymi dla gier Bethesdy problemami technicznymi największym zarzutem, jaki stawiano przygotowanej produkcji, był brak możliwości ogrywania tytułu w 60 klatkach na sekundę. Biorąc pod uwagę wypadkową mocy sprzętu docelowego i tego, że to jednak Skyrim, a więc gra licząca sobie niemal półtorej dekady, było to wręcz skandaliczne.
Najnowszy patch, oznaczony numerkami 1.2, naprawia ponad 20 różnych bolączek, z jakimi borykała się najnowsza wersja Skyrima. Główną zmianą jest jednak wprowadzenie trybów – performance i visual. Pierwszy z nich utrzymuje 60 klatek na sekundę, jednak ceną za tę płynność jest pogorszenie jakości efektów wizualnych. Drugi utrzymuje płynne 30 FPS-ów, z podniesionymi detalami. Nadal nie jest to rozwiązanie idealne, jednak sprawia, że na najnowszej konsolce Nintendo można w końcu zagrać w Skyrima z przyjemnością. Pytanie tylko, czy nie mogliśmy otrzymać tego już w grudniu?
Sprawa ma jednak jeszcze drugie dno. Podczas ostatniego Partner Showcase Bethesda została wykreowana na gwiazdę pokazu, chwaląc się planami wydania trzech kolejnych tytułów na Switcha 2. Fallout 4, Indiana Jones i Wielki Krąg oraz odświeżona wersja Obliviona będą miały premiery jeszcze w tym roku. Najwcześniej, bo już w przyszłym tygodniu, będziemy mieli okazję zwiedzić postapokaliptyczne pustkowia. Pytanie tylko, czy już na premierę otrzymamy tytuł gotowy do ogrania, czy znów będziemy musieli poczekać kilka miesięcy?