RecenzjeRecenzja
RecenzjeArtykuł

Nie tak blisko… – recenzja Close to the Sun

Narażając się na bliskie działania promieni słonecznych, Ikar doprowadził do…

20 listopada 2019

Narażając się na bliskie działania promieni słonecznych, Ikar doprowadził do rozpuszczenia wosku będącego spoiwem w skrzydłach skonstruowanych przez jego ojca – Dedala. Młodzieniec dokonał żywota, spadając z wysokości. Gdyby tylko posłuchał rad taty, być może jeszcze nie raz zakosztowałby wolności, o której marzenie doprowadziło go do spotkania ze śmiercią. Słońce jest interesującym motywem w sztuce. Pojawiająca się gwiazda w tytule gry Close to the Sun stanowi alegorię Boga, który surową ręką karze za przekroczenie niewidzialnej granicy, za którą nie powinna stanąć stopa człowieka. Czy przedstawiony tytuł jest na tyle doskonałym wynalazkiem, by przeciwstawić się boskiej potędze Słońca?

 

 

Rozpostrzeć skrzydła

 

Historię przyjdzie nam poznawać z perspektywy Rose Archer – młodej dziennikarki, która przybywa na stację badawczą Helios w celu spotkania się z siostrą Adą. Zwiedzany statek badawczy jest bowiem centrum rozwoju cywilizacyjnego, opartym na wynalazkach Nicoli Tesli. Z ich pomocą uzyskano błyskawiczny postęp technologiczny, dzięki czemu możliwa była realizacja różnych urządzeń poprawiających komfort życia. Pozytywne nastawienie Rose na poznanie niesamowicie inspirujących dzieł techniki zostaje szybko przygaszone, gdy po otwarciu wielkich drzwi Heliosa spotyka opustoszałe mieszkania oraz podłogi wyściełane ludzkimi ciałami. Co się stało i dlaczego została wezwana? Te i inne pytania stanowią motywację głównej bohaterki do poznania kolejnych sekretów skrywanych za ścianami placówki badawczej.

 

 

W celu samodzielnego poznawania historii miejsca, twórcy przygotowali liczne znajdźki w postaci pamiętników oraz listów gończych, dawkujących graczowi informacje o Heliosie. Jak z początku mocno zafascynowało mnie miejsce i wykreowany świat, wraz z kolejnymi minutami spędzonymi na eksplorowaniu entuzjazm powili malał. Gra podzielona jest na dziesięć bardzo krótkich rozdziałów. Każdy sprowadza się do odnalezienia kraty otwierającej drzwi do kolejnej lokacji. Schematyczność oraz mała różnorodność w mechanice poruszania wpływają na szybką utratę zainteresowania historią.

Gra w założeniu jest horrorem z gatunku „symulator chodzenia”. Jako bezbronna postać będziemy ofiarami licznych „pobudzaczy” w formie jumpscare’ów, by nie zasnąć przed ekranem. Mechanika ta nie sprawdza się za dobrze w rozgrywce, sztucznie budując uczucie zagrożenia. Zamiast poświęcić więcej uwagi na stworzeniu lepszego klimatu, budowanego przez muzykę, dźwięki oraz wystrój lokacji, zdecydowano się na pójście na łatwiznę.  Nie wypróbujemy też samodzielnie technologii Tesli. Przez całą grę będziemy bezbronni, dlatego jedyną bronią przeciwko napotkanym przeciwnikom będą nasz spryt oraz nogi. Szkoda, że nie zdecydowano się na obranie gatunku FPS. Gra nieco zyskałaby na dynamice, gdyby pozwolono graczowi postrzelać, np. z karabinu „Tesla Model X”.

 

 

(Nie)biologiczny Shock

 

Opuszczona placówka badawcza, kult jednostki oraz tajemniczy upadek utopii… Nie przypomina wam to czasem BioShocka? Niestety Close to the Sun nie jest bliskie oryginałowi, z którego czerpało liczne inspiracje. Wersja na Switcha boryka się z licznymi problemami technicznymi. Gra stworzona jest na silniku Unreal Engine 4, którego pełen potencjał, no… dosyć trudno dostrzec na konsoli Nintendo. Sama oprawa wizualna pozostawia sporo do życzenia. Jeżeli zerknęliście na zamieszczone zrzuty, to uspokajam – nie macie tak mocnej wady wzroku. Gra przez większość czasu nie potrafi zachować odpowiedniej ostrości obrazu. Odebranie możliwości nagrywania rozgrywki bezpośrednio na Switchu oraz widoczne liczne cięcia jakości – m.in. dynamiczna rozdzielczość, ubogie efekty świetlne oraz bardzo krótkie pole (ostrego) widzenia – niestety nie były w stanie na tyle odciążyć systemu, by zachować stabilny framerate. Ten spada do około 15 klatek już w pierwszej sekundzie, podczas uruchamiania intra produkcji. Podczas rozgrywki spadki i wahania klatkarza są bardzo drastycznie odczuwalne, co dodatkowo odbiera przyjemność z rozgrywki.

 

 

Close to the Sun niestety dosyć szybko się nudzi. Mimo możliwości interakcji z otoczeniem, gra nie pozwala na swobodne przemierzanie terenu. Nie możemy bowiem skakać – dlatego nasza mobilność uzależniona jest od drabin oraz skrzyń, na które można wejść. Od czasu do czasu natrafimy na łamigłówkę, rozwiązanie której jest stosunkowo proste. Pomocna w czytaniu do niej instrukcji zdecydowanie będzie polska wersja językowa.

 

Krótki lot

 

Close to the Sun jest produkcją wtórną, którą zbudowano na jednym pomyśle – elektryczna utopia Tesli i… niestety nic więcej. Lekkie uczucie zagrożenia, łamigłówki oraz ciekawy świat nie są niestety na tyle interesujące, by zrekompensować szybko nużącą „tułaczkę” po Heliosie. Gra to medium oparte na interakcji, z pomocą której „namacalnie” poznajemy historię oraz budujemy więź z protagonistą. Szkoda, że nie wykorzystano pełnego potencjału produkcji, bo gdyby nieco urozmaicić rozgrywkę, poprawić kwestie techniczne oraz nieco wydłużyć fabułę, być może uzyskalibyśmy produkt zbliżający się nieco do Słońca. Tymczasem, marzenie to pozostanie jedynie w tytule.


Podsumowanie

Zalety

  • + wykreowany świat
  • + polska wersja językowa

Wady

  • - kiepska optymalizacja
  • - nie wygląda zbyt ładnie na Switchu
  • - szybko się nudzi
  • - symulator chodzenia ze straszakami
  • - bardzo krótka

4

Wyświetleń: 470

Redaktor

Mikołaj "Syn Kury" Stryczyński

Legenda głosi, że wykluł się z jaja i od tego czasu pałęta się po świecie, ucząc się języka ludzi. Ze względu na dosyć ubogi system porozumiewania się homo sapiens, preferuje synergiczne doznania komunikacyjne, płynące z gier wideo. Poza tym studiuje, pisze scenariusze, kocha filmy i inne czynności będące czystą synekurą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *