Czy najnowsza odsłona kultowej serii hack’n’slash od Blizzarda w końcu trafi na konsole Nintendo? To pytanie zadaje sobie wielu graczy, dla których Diablo 4 jest jedną z najbardziej wyczekiwanych produkcji. Dzisiejsze doniesienia dają ogromną nadzieję na to, że piekielne bramy wkrótce otworzą się również dla fanów „Wielkiego N”.

W sieci pojawił się niezwykle interesujący przeciek pochodzący z Indonezyjskiego Systemu Klasyfikacji Gier. Wynika z niego, że ocenie wiekowej poddano właśnie produkcję zatytułowaną Diablo 4: Lord of Hatred. Wpis ten kryje w sobie jednak kilka ciekawostek, którym warto przyjrzeć się bliżej.
Po pierwsze, klasyfikacja została przypisana ogólnie do platformy „Nintendo Switch”, a nie bezpośrednio do Switcha 2. Po drugie, dotyczy ona dodatku (Lord of Hatred), a nie samej podstawowej wersji gry.
Czy to oznacza, że gra trafi na wysłużoną, starszą konsolę? Niekoniecznie. Bardzo prawdopodobne, że owa klasyfikacja zwiastuje w rzeczywistości premierę na Nintendo Switch 2. Indonezyjska organizacja bardzo często stosuje w swoich systemach ogólne nazewnictwo obejmujące całą markę lub serię konsol, zamiast wskazywać konkretny model. Świetnym przykładem jest tu nadchodzące WWE 2K26, które w ich bazie widnieje po prostu jako gra na „Xbox”, mimo że ukaże się wyłącznie na konsolach obecnej generacji (Series X/S).
Na ten moment Blizzard nie wydał żadnego oficjalnego komunikatu dotyczącego planów przeniesienia Diablo 4 na nową platformę. Warto jednak pamiętać, że obie firmy żyją ze sobą w doskonałej komitywie. Świetnym tego dowodem jest chociażby Overwatch, które dosłownie dzisiaj zadebiutowało na konsoli Nintendo Switch 2! Jeśli zaś chodzi o samą serię Diablo, gracze „Wielkiego N” mieli już w przeszłości solidne powody do radości. Zarówno Diablo 3, jak i Diablo II: Resurrected (czyli rewelacyjny remaster kultowej „dwójki”) ukazały się swojego czasu na pierwszym Nintendo Switchu. Obie te produkcje cieszyły się ogromnym uznaniem i świetnym odbiorem, udowadniając, że wybijanie hord demonów w trybie przenośnym to czysta przyjemność. Szanse na to, że „czwórka” podąży tą samą, sprawdzoną ścieżką, są więc naprawdę spore.
Choć sam wpis w indonezyjskim rejestrze jest prawdziwy i można go zweryfikować, do czasu oficjalnego ogłoszenia przez twórców, powinniśmy traktować tę informację w kategorii bardzo prawdopodobnej, ale wciąż tylko plotki. Trzymamy rękę na pulsie i z pewnością damy Wam znać, gdy tylko Lilith (lub sam Pan Nienawiści) wyśle nam oficjalne zaproszenie!