Dodatki do gier z serii Pokémon to temat rzeka. Czasem dostajemy coś, co wywraca rozgrywkę do góry nogami (jak Crown Tundra), a czasem… no cóż. Zaledwie dwa miesiące po premierze Legends: Z-A ląduje u nas rozszerzenie Mega Dimension. Czy warto wydać na nie ciężko zarobione pieniądze i czy nowe Mega Ewolucje są wystarczającym powodem, by odkurzyć Switcha 2? Sprawdzamy.
Czas – start!
Akcja Mega Dimension zabiera nas w podróż tuż po wydarzeniach znanych z podstawki. Na naszej drodze staje tajemnicza Ansha i jej Hoopa, otwierając przed nami wrota do tzw. Hyperspace Lumiose. Cel jest prosty: Ansha widziała Rayquazę w okolicy Hotelu Z i za wszelką cenę chce go odnaleźć, a my – jako niezawodne Team MZ – oczywiście zgadzamy się pomóc. Fabularnie sprowadza się to do skakania po portalach, zbierania Punktów Badawczych (Research Points) i walki z nowym zagrożeniem: Rogue Mega Evolutions.
ㅤㅤㅤㅤㅤ

Poziom trudności…
Jeśli narzekaliście, że ostatnie generacje Pokémonów przechodzą się same, Mega Dimension rzuci wam rękawicę prosto w twarz. Dodatek dostępny jest dopiero po ukończeniu głównego wątku, a startujemy od razu z wysokiego C – przeciwnicy na start mają 115 poziom! Krzywa trudności szybuje w górę pionowo.
To DLC dla tych, którzy lubią wyzwania. Będziecie zmuszeni do grindu, a wejście do walki „z marszu”, bez odpowiedniego przygotowania, skończy się szybkim powrotem do punktu medycznego. Moim zdaniem to akurat zaleta. Musimy więc myśleć, planować i trenować.
Pewną nowością jest sposób zdobywania waluty. Punkty Badawcze działają jak klasyczne Battle Points, ale zdobywamy je za wypełnianie ankiet w terenie, a nie tylko za serie zwycięstw. Niestety, burzy to nieco rytm gry znany z podstawki, wprowadzając momentami nużący grind.

ㅤㅤㅤㅤㅤ
Hyperspace Lumiose
Największy zawód przynosi jednak sama nowa lokacja. „Hyperspace Lumiose” brzmi epicko, ale w praktyce to w dużej mierze czarno-biały reskin terenów, które już zwiedziliśmy wzdłuż i wszerz.
Pamiętacie problem zbyt małych Dzikich Stref w podstawowym Legends: Z-A? Tutaj wraca on ze zdwojoną siłą. Wchodzimy w portal, robimy swoje i wychodzimy. Nowe, unikalne wizualnie obszary to rzadkość i pojawiają się głównie pod koniec DLC. W porównaniu do tego, jak Scarlet/Violet rozbudowało świat w swoich dodatkach, Mega Dimension wygląda po prostu biednie i monotonnie.
ㅤㅤㅤㅤㅤ

Mega Ewolucje
To, co miało być głównym daniem – nowe Mega Ewolucje – faktycznie dowozi. Designy, są rewelacyjne i stanowią najmocniejszy punkt programu. Problem w tym, że to trochę sztuka dla sztuki.
Fabuła jest pretekstowa, a cała zabawa sprowadza się do odhaczania kolejnych stworków z listy. Nawet złapanie potężnej nowej formy nie daje takiej satysfakcji, jak powinno, bo gra natychmiast popycha nas do kolejnego zadania. Mechanika Mega Ewolucji, została tutaj rozmieniona na drobne i zamieniona w żmudny obowiązek.

ㅤㅤㅤㅤㅤ
Tylko dla fanatyków…
Bądźmy szczerzy – jeśli Legends: Z-A znudziło was powtarzalnością walk, w Mega Dimension odbijecie się od ściany. To „więcej tego samego”, tylko bardziej intensywnie i z większym grindem. Gra działa wyśmienicie na Switchu 2, to prawda, ale zawartość sprawia wrażenie czegoś, co zostało wycięte z podstawki i sprzedane osobno za ok. 120 zł.
Są tu przebłyski geniuszu – nawiązania do regionu Kalos (X/Y) chwytają za serce, a nowe projekty stworków cieszą oko. Jednak jako całość, dodatek wypada blado na tle rozszerzeń do poprzednich generacji.
Cena w eShopie: 129,80 zł
Podziękowania dla ConQuest Entertainment za dostarczenie gry do recenzji.