Warplanes_ WW2 Dogfight
RecenzjeRecenzja
RecenzjeArtykuł

Sztuka latania – recenzja Warplanes: WW2 Dogfight

Warplanes: WW2 Dogfight to kolejna gra mobilna (Android, iOS), która…

9 marca 2019

Warplanes: WW2 Dogfight to kolejna gra mobilna (Android, iOS), która została przeniesiona na Switcha. Za tytuł odpowiadają dwa polskie studia: Home Net Games (czyli twórcy mobilnego pierwowzoru) oraz 7Levels – ekipa odpowiedzialna za port gry na „pstryczka”. Zazwyczaj produkcje przeniesione ze smartfonów nie powalają i ewidentnie widać ich mobilny rodowód. Jak jest więc w tym przypadku?

 

Latanie z elementami ekonomii

 

Jak na grę lotniczą przystało, akcja Warplanes: WW2 Dogfight rozgrywa się podczas II Wojny Światowej. Twórcy w nasze ręce oddali ponad 30 historycznych maszyn z Wielkiej Brytanii, ZSRR i Trzeciej Rzeszy. W grze znaleźć możemy takie legendy jak Hawker Hurricane, Il-2 “Sturmovik” czy też Junkers Ju 87 (każdy z samolotów otrzymał krótką notkę historyczną). Do naszej dyspozycji mamy zarówno myśliwce jak i bombowce. Co istotne, nie musimy ograniczać się do jednego samolotu podczas konkretnej misji. W trakcie trwania kampanii mamy możliwość zakupu kolejnych maszyn i wcielenia ich do naszej eskadry. Podczas rozgrywki możemy natomiast przełączać się pomiędzy posiadanymi samolotami. Pozwala to o wiele sprawniej uporać się z postanowionymi przed nami zadaniami. Przykładowo, za pomocą bombowca możemy zniszczyć wrogie składy amunicji, by po chwili przełączyć się na myśliwiec i wykończyć nękających nas wrogów. Jako dowódca eskadry mamy prawo wydawać innym pilotom polecenia (walka powietrzna lub niszczenie celów naziemnych).

 

Warplanes: WW2 Dogfight

 

Każdy z samolotów został określony konkretnymi parametrami (prędkość, kąt wznoszenia, czas przyspieszenia, HP i pancerz), które możemy ulepszać. Trzeba przyznać, że te cechy rzeczywiście znajdują odzwierciedlenie w rozgrywce. Po przesiadce na inną maszynę faktycznie czuć różnicę. Dodatkowo, nasze stalowe ptaki różnią się od siebie uzbrojeniem. Korzystać możemy z karabinów maszynowych, działek o kalibrze 20mm, bomb, torped oraz rakiet (zapasy amunicji różnią się w zależności od samolotu). Tylko w pierwszym typie uzbrojenia nigdy nie zabraknie nam amunicji – karabiny przegrzewają się i muszą mieć czas na „odpoczynek”.

 

Samolot nie poleci sam. Przyjdzie nam zadbać również o kadrę pilotów. Rekrutujemy ich spośród kilku dostępnych kandydatur, lecz nie różnią się oni od siebie w żaden sposób. Choć naszych lotników możemy trenować, na starcie każdy z nich to laik bez doświadczenia. Szkoda, że twórcy nie skupili się bardziej na tym punkcie rozgrywki. Chętnie wydałbym dużo na pilota, który od początku oferuje coś więcej od pozostałych.

 

Warplanes: WW2 Dogfight

 

Samo latanie jest bardzo proste i z mechanikami gry zapoznajemy się po kilku minutach rozgrywki. Samolotem sterujemy za pomocą lewego analoga lub sterowania ruchowego      (sprawdziłem, ciekawa alternatywa). Przy pomocy prawej gałki analogowej aktywujemy przyspieszenie, które pozwala przez kilka chwil osiągnąć naszej maszynie maksymalną prędkość. Aby namierzyć wrogą jednostkę, wystarczy przytrzymać przycisk ZL. Kamera podąża wtedy za wrogiem, a nam pozostaje jedynie nafaszerować go pociskami. Przy korzystaniu z bombowca skorzystać możemy z dwóch alternatywnych ujęć kamery. Pierwszy z nich to tryb bombardowania, a drugi to widok z oczu strzelca znajdującego się z tyłu naszego samolotu. Gdy lecimy dość powolnym i mało zwrotnym bombowcem, ta druga opcja dość często się przydaje i nieraz uratowała mnie przed klęską.

 

Gdy poznamy już „z czym to się je”, gra nie stawia przed nami większego wyzwania. Przeciwnicy zazwyczaj są przewidywalni, a misje powtarzalne. Sytuację próbuje ratować tryb dla hardkorowych graczy, który wyłącza automatyczne sterowanie. Pomimo tego, po jakimś czasie gra po prostu wieje nudą (rozegrałem ponad 50 misji). Najlepiej jest dawkować sobie tytuł w małych porcjach. Warplanes: WW2 Dogfight jest idealna na krótkie sesje. Sam często odpalałem ją na 2-3 misje. Wtedy dawała najwięcej frajdy i nie zaczynała nużyć.

 

Warplanes: WW2 Dogfight

 

Gra oferuje nam trzy kampanie: ZSRR, Wielkiej Brytanii i Trzeciej Rzeszy. Co ciekawe, możemy w nich usłyszeć dialogi po rosyjsku, angielsku i niemiecku. Niestety, ale kampanie znacząco się od siebie nie różnią. Poza innymi samolotami przerabiamy tu te same schematy: budowanie od podstaw naszej eskadry oraz rozwój bazy lotniczej (o tym w dalszej części recenzji). Podczas kampanii wybierać możemy z czterech rodzajów misji do wykonania -ofensywnej, defensywnej, morskiej i specjalnej. Tu niestety znowu trafiamy na schematy, ponieważ zadania lubią się powtarzać. Chroń bombowce, zniszcz skład amunicji, zatop niszczyciel, i tak w kółko.

 

Produkcja zabiera nas w różne rejony naszego globu. Od Europy, przez Azję, aż po Afrykę. Trafić możemy na pustynię, do aglomeracji miejskich lub na wybrzeża. W tytule próżno szukać zmiennych warunków pogodowych. Dziwne, że choć latamy nad Anglią, nie trafiamy na deszcz. Jedynym urozmaiceniem są misje rozgrywane w nocy.

 

Warplanes: WW2 Dogfight

 

Pomimo wielu gier o podobnej tematyce rozgrywającej się w tym okresie, tytuł ten oferuje graczom jednak coś więcej niż tylko latanie i wystrzeliwanie w kierunku wroga setek sztuk amunicji.  W wersji mobilnej dzieło twórców z Home Net Games jest darmowe i nastawione na mikropłatności. Z tego też powodu, w grze – oprócz walki powietrznej – pod swoje rozkazy otrzymujemy całą bazę lotniczą. Trzeba przyznać, że jest to bardzo ciekawe urozmaicenie, gdyż pomiędzy misjami rozbudowujemy naszą siedzibę. Ulepszenie hangaru pozwala nam zwiększyć liczbę samolotów w naszej eskadrze, rozbudowa warsztatów wpłynie na liczbę naprawianych maszyn w tym samym czasie, itd. Po tym aspekcie gry widać najbardziej, że wywodzi się ona ze smartfonów.

 

W grze znajdziemy cztery „surowce”: złoto, srebro, paliwo i punkty prestiżu. Pierwsze dwa wydajemy na ulepszenia bazy, zakup i trening/ulepszenie pilotów i maszyn. Paliwo zużywa się podczas wykonywania misji. Przed każdą z nich możemy zdecydować, ile samolotów z naszej eskadry weźmie w niej udział, a co za tym idzie, ile paliwa stracimy. Nigdy nie narzekałem jednak na jego brak. Kolejne jego jednostki otrzymujemy za wykonanie misji, zazwyczaj wychodzimy więc na zero. Punkty prestiżu przeznaczamy na ulepszenia mające wpływ na koszty związane z obsługą bazy, pilotami i samolotami.

 

Warplanes: WW2 Dogfight

 

Jest dobrze, ale mogło być lepiej

Ze strony technicznej tytuł prezentuje się naprawdę solidnie. Nie uświadczyłem żadnych spadków płynności animacji oraz innych problemów sprzętowych. Gra naprawdę może się podobać. Sam odczuwałem jednak pewien niedosyt. Znając możliwości Switcha, oczekiwałem czegoś więcej. O ile modele samolotów prezentują się świetnie, to cała reszta budzi mieszane uczucia. Udźwiękowienie gry stoi na przyzwoitym poziomie. Twórcy pokusili się nawet o dubbing w trzech językach, o którym wspomniałem wcześniej.

 

Warplanes: WW2 Dogfight

 

Czy leci z nami pilot?

 

Warplanes: WW2 Dogfight to bardzo przyzwoity port gry mobilnej. Sam bardzo dobrze się bawiłem, strącając z nieba kolejne nazistowskie maszyny. Niestety, po dłuższym czasie gra zaczyna nużyć swoją powtarzalnością. Sprawdzi się jako „zabijacz czasu” w podróży, kolejce do lekarza lub jako odstresowanie po ciężkim dniu. Poza tym nie kosztuje zbyt wiele (39 zł) oraz oferuje polską lokalizację, więc warto dać jej szansę. Ja po cichu liczę na to, że twórcy uraczą nas kiedyś sequelem tej produkcji lub podobnym tytułem wyłącznie na Switcha.

 

Podziękowania dla PR Outreach za dostarczenie gry do recenzji.

 

 

 


Podsumowanie

Zalety

  • + gra może się podobać
  • + udany „transfer” z platform mobilnych
  • + historyczne maszyny
  • + przyjemność z „rozwałki”
  • + pomimo mobilnego rodowodu brak mikropłatności
  • + dubbing i język polski
  • + cena

Wady

  • - powtarzalne misje
  • - prawie identyczne kampanie
  • - czasami zbyt prosta
  • - brak multi

6.5

Wyświetleń: 4233

Redaktor

Eldirlad

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *