W końcu nadszedł moment, na który od lat czekało wielu fanów serii. Otrzymaliśmy pełnoprawny remake Yakuza 3, wzbogacony o nową, osobną historię zatytułowaną Dark Ties. Opowieść skupia się na postaci antagonisty – Yoshitaka Mine. Głównym bohaterem Yakuza Kiwami 3 pozostaje Kazuma Kiryu, który ponownie zostaje wciągnięty w wir niechcianych wydarzeń. Spokojne życie szybko schodzi na dalszy plan. Kłopoty, jak zwykle, same go odnajdują. Pozostaje więc najważniejsze pytanie – czy deweloperzy dowieźli remake godny tej części serii? Sprawdzimy, jak wypada jakość wykonania i sama grywalność na konsoli Nintendo Switch 2.

Dalsze wykorzystanie Dragon Engine
Podobnie jak w poprzedniej odsłonie, Yakuza Kiwami 3 korzysta z najnowszego silnika Dragon Engine, stworzonego przez deweloperów serii. Pozwoliło to wprowadzić liczne zmiany oraz poprawki wizualne. Nie miałem jednak okazji grać w oryginalną Yakuzę 3, dlatego trudno mi jednoznacznie ocenić skalę tych ulepszeń. Moje wrażenia opierają się więc głównie na pierwszym kontakcie z historią oraz samą rozgrywką.
Rdzeń produkcji pozostaje dobrze znany fanom serii. Walki toczone są w stylu klasycznego beat’em upa. Starcia często odbywają się z kilkoma przeciwnikami jednocześnie. Na początku do dyspozycji otrzymujemy jeden styl walki – Dragon of Dojima: Kiwami. Skupia się on na sile ciosów zadawanych rękami i nogami. Pozwala tworzyć efektowne kombinacje, które są bardzo satysfakcjonujące w użyciu.

Drugi styl, nazwany Ryukyu, opiera się na korzystaniu z broni. Inspirowany jest tradycyjnymi sztukami walki z Okinawy. Gra pozwala używać, aż ośmiu różnych typów uzbrojenia w ramach jednego stylu. Dzięki temu Ryukyu okazuje się niezwykle uniwersalny. Sprawdza się zarówno w pojedynkach jeden na jednego, jak i w starciach z większą grupą przeciwników.
Swoboda walki
Dużym plusem jest zmiana dotycząca broni. W przeciwieństwie do wcześniejszych części nie ulegają one zniszczeniu. Nie czułem więc presji ani obaw, że ekwipunek nagle przestanie działać. Daje to sporo swobody i zachęca do eksperymentowania z własnymi kombinacjami. Przełączanie się między stylami w trakcie walki jest szybkie i intuicyjne, co dodatkowo zwiększa dynamikę starć.

Same potyczki są czytelne, choć nie obyło się bez drobnych problemów z kamerą w ciasnych pomieszczeniach. Bossowie wyróżniają się własnymi mechanikami. Aby ich pokonać, trzeba wybić ich z rytmu, wykorzystując krytyczne ciosy. Walki są przez to bardziej techniczne i mniej frustrujące. Szkoda jednak, że duże natężenie wrogów na ulicach miast sprawia, iż część starć staje się z czasem powtarzalna.
W przypadku Dark Ties główny bohater korzysta wyłącznie z jednego stylu walki. Opiera się on tylko na użyciu pięści i nóg. Do tego dochodzi czasowa mechanika Dark Awakening. Kombinacje wykonywane przez Mine są wyraźnie bardziej brutalne i chaotyczne, niż te z których korzysta Kiryu. Ciosy sprawiają wrażenie nieczystych i pozbawionych finezji. Dobrze oddaje to charakter antagonisty. Ciemna kolorystyka płomieni oraz efektów wizualnych dodatkowo buduje złowrogą aurę tej postaci. Sam system walki jest jednak prostszy. Składa się z mniejszej liczby elementów, niż u Kazumy, co czyni go bardziej bezpośrednim, ale też mniej rozbudowanym.

Uproszczony rozwój
Na pierwszy plan wysuwa się fakt, że zarówno w Yakuza Kiwami 3, jak i w Dark Ties system rozwoju postaci został wyraźnie uproszczony. Ulepszanie podstawowych statystyk, takich jak zdrowie czy zadawane obrażenia, opiera się na wydawaniu zebranych pieniędzy. Z kolei umiejętności aktywne i pasywne rozwijamy za pomocą punktów szkoleń, choć w przypadku Dark Ties wykorzystuje się wyłącznie gotówkę. To zdecydowanie pozytywna zmiana względem wcześniejszych odsłon serii. W poprzednich częściach konieczne było zbieranie punktów doświadczenia z różnych kategorii. Taka unifikacja sprawia, że rozwój postaci jest czytelniejszy i mniej skomplikowany.
Zabrakło mi jednak bardziej szczegółowych informacji statystycznych. Gra ogranicza się jedynie do opisów tekstowych, które informują o wzroście efektywności ataków. Nie wiadomo jednak, jak duży jest ten przyrost w praktyce. Jedyną wskazówką pozostaje tempo, w jakim spada poziom zdrowia przeciwników. Osobiście wolę rozwiązania oparte na konkretnych liczbach. Dotyczy to zarówno zdrowia, jak i pozostałych statystyk. Dzięki temu łatwiej ocenić, czy inwestowanie ciężko zarobionych pieniędzy faktycznie ma sens. Tym bardziej, że rozwój postaci nie należy do najtańszych.


Zabawa na bardzo długie godziny
Choć główna historia Yakuza Kiwami 3 oferuje naprawdę długie godziny rozgrywki, Dark Ties jest wyraźnie krótsze. W przypadku opowieści o losach Kazumy Kiryu całość została, moim zdaniem, dobrze wyważona. Początek jest dość powolny, ale wraz z kolejnymi rozdziałami fabuła nabiera tempa. Wątek Yoshitaka Mine wypada już znacznie skromniej. Nie doświadczymy tu równie szczegółowej i rozbudowanej historii. Przyznam, że poczułem lekki zawód. Spodziewałem się bardziej pogłębionej narracji, zwłaszcza że ten wątek był wyraźnie zaznaczony już na etapie wyboru trybu rozgrywki.
Jak to w serii Yakuza bywa, gra oferuje ogromną liczbę aktywności pobocznych. Wiele z nich znamy z poprzednich odsłon. Są tu między innymi kręgle, gry karciane, kasyno czy karaoke. Nie brakuje jednak nowości. W przypadku Kazumy Kiryu jedną z nich jest prowadzenie sierocińca. Odbywa się to poprzez różne minigry, takie jak gotowanie, zszywanie, zbieranie owadów czy pomoc w odrabianiu prac domowych. Wraz z postępami rośnie nasz poziom „bycia dobrym tatusiem”, a relacje z dziećmi ulegają poprawie. Drugą nową aktywnością jest zarządzanie kobiecym gangiem motocyklowym, w którym Kiryu pełni rolę prezesa. Bierzemy udział w starciach z innymi gangami walcząc u boku swojej ekipy. Wyraźnie czuć tu inspirację grami pokroju Dynasty Warriors.


W Dark Ties poboczne zajęcia wyglądają nieco inaczej. Jednym z nich jest wykonywanie różnych zadań na rzecz przełożonego Mine – Kandy. Pozwala to zwiększać reputację i zdobywać spore ilości gotówki na rozwój postaci. Znacznie ciekawiej wypada jednak druga aktywność. W trakcie fabuły trafiamy do tak zwanej Hell’s Arena. Oprócz klasycznych walk jeden na jednego w stylu koloseum, otrzymujemy dostęp do czegoś na kształt podziemnych lochów. Mamy tam ograniczony czas na ukończenie planszy. W jej trakcie eliminujemy przeciwników i zbieramy różne wzmocnienia oraz umiejętności. Całość zawiera wyraźne elementy rogue-lite. Zdobyte ulepszenia można wykorzystywać w kolejnych podejściach, co zachęca do powrotów i eksperymentowania z buildami.
Każdy coś dla siebie znajdzie
Yakuza Kiwami 3 pozwala także na personalizację nie tylko samego Kazumy Kiryu, ale również nowo otrzymanego telefonu od LaLaLa Loveland. W przypadku telefonu nie kończy się to wyłącznie na zmianach wizualnych. Odpowiednie modyfikacje potrafią realnie wpłynąć na rozgrywkę. Mogą zwiększać zadawane obrażenia lub ułatwiać eksplorację poprzez pokazywanie znajdziek na minimapie. Sam ubiór bohatera pełni natomiast wyłącznie funkcję kosmetyczną i nie wpływa na statystyki postaci. Uważam to za bardzo dobre rozwiązanie. Gracz ma pełną swobodę w wyglądzie, bez obawy o utratę efektywności w walce.


Na duży plus zasługuje także możliwość korzystania z własnej playlisty muzycznej podczas rozgrywki. To funkcja, której wyraźnie brakowało w poprzednich częściach serii. Do dyspozycji oddano zarówno kultowe utwory znane z gier Yakuza, jak i muzykę z innych produkcji w ramach współprac. Znajdziemy tu między innymi kompozycje z serii Sonic, Metaphor: ReFantazio czy Persona. Jeśli natomiast ktoś chce na chwilę oderwać się od głównej zabawy, może spróbować swoich sił w klasycznych grach retro. Dostępne są takie tytuły jak Pac-Man, Sonic czy Streets of Rage, a to tylko część dostępnej oferty.
Wszystko dobrze, ale…
Jeśli spojrzeć na całość rozgrywki w moim odczuciu Yakuza Kiwami 3 & Dark Ties wypada naprawdę dobrze. Gra oferuje mnóstwo elementów, przy których można spędzić wiele długich godzin. Co ważne, większość tej zawartości jest opcjonalna i nie jest wymagana do dotarcia do finałowego rozdziału. Dla fanów serii to zdecydowanie dobra wiadomość. Produkcja zachowuje charakterystyczny klimat cyklu. Towarzyszy temu świetne japońskie aktorstwo, które jest obecne od początku do końca historii. Całość sprawia, że łatwo wciągnąć się w świat gry i spędzić z nią naprawdę dużo czasu, dobrze się przy tym bawiąc.


Zawsze jednak pojawia się jakieś „ale”. Podczas rozgrywki jako Kazuma Kiryu odwiedzamy między innymi dzielnice Okinawy oraz Kamurocho. Wizualna reprezentacja Downtown Ryukyu w Okinawie pozostawia sporo do życzenia. O ile do jakości samych tekstur nie mam większych zastrzeżeń, tak oświetlenie wypada bardzo słabo, zwłaszcza w ciągu dnia. Kolory sprawiają wrażenie przesyconych i nienaturalnie jaskrawych, nawet w ciemniejszych miejscach. Jest to mocno widoczne i trudno przejść obok tego obojętnie. Różnica w jakości najbardziej rzuca się w oczy po zakończeniu przerywników filmowych. Przejście z cutscenki do rozgrywki jest momentami wręcz zbyt wyraźne.
W Kamurocho sytuacja wygląda nieco lepiej. Problemy z oświetleniem nie są tu, aż tak dotkliwe, choć nadal da się je zauważyć. Cała produkcja działa w 30 klatkach na sekundę. Wyjątkiem są minigry, które w większości przypadków bez problemu osiągają 60 klatek. Sporadycznie można jednak odczuć drobne spadki płynności. Zdarza się to głównie wtedy, gdy na ekranie dzieje się dużo lub gdy ulice wypełnia większa liczba postaci niezależnych.


Zabrakło szlifu
Przystępując do oceny bez wcześniejszego doświadczenia z Yakuza 3, muszę przyznać, że bardzo dobrze bawiłem się w obu historiach – zarówno Kazumy Kiryu, jak i Yoshitaka Mine. Mimo dość powolnego startu fabuła ma w sobie coś, co skutecznie zachęca do dotarcia do finału. Duża liczba aktywności pobocznych sprawia, że z grą można spędzić naprawdę wiele godzin. Szczególnie przypadły mi do gustu zmiany wprowadzone do stylów walki w Yakuza Kiwami 3. Całość wypada bardzo solidnie, zwłaszcza w starciach z bossami. Wykorzystanie perfekcyjnej obrony lub uników, a następnie wyprowadzenie potężnych kontrataków daje sporo satysfakcji. Ostatecznie zawiodła mnie jednak długość Dark Ties. Ta historia jest wyraźnie krótsza i mam wrażenie, że mogła zostać znacznie bardziej rozbudowana.
Jak zwykle świetną robotę wykonali aktorzy głosowi w japońskiej wersji językowej. Dla osób, które nie przepadają za takim dubbingiem, dostępna jest również wersja angielska. Klimat miast został oddany bardzo dobrze. Lokacje sprawiają wrażenie żywych i pełnych detali, choć momentami odbija się to na wydajności. Największym rozczarowaniem pozostaje jednak oświetlenie. Jego działanie nie zostało odpowiednio dopracowane i w niektórych momentach gra potrafi wyglądać, jak produkcja sprzed dwudziestu lat, a nie tytuł wydany w 2026 roku.
Cena w eShopie: 259,00 zł
Podziękowania dla Cenega za dostarczenie gry do recenzji.
Redaktor
Damian "Dadaista" Filipkiewicz
Z zamiłowaniem śledzę wszystkie informacje i pogrywam różne produkcje na Nintendo Switch, PC oraz PlayStation. Nie mam ulubionego gatunku gier, a przez te lata przewinęły się dziesiątki, z którymi świetnie się bawiłem. Zręcznościówki, strzelanki, karcianki, strategie, RPG'i, bijatyki, horrory nie są mi straszne. Na co dzień pracuję jako programista. Lubię kawę z mlekiem, a moim spirit animal jest Gengar.