SprzętRecenzja
SprzętArtykuł

Test kontrolera Yaxo Evo Deck do Nintendo Switch 2. Słodko-gorzka alternatywa za 219 zł

Rynek alternatywnych kontrolerów do Nintendo Switch 2 rozrasta się aktualnie…

14 czerwca 2026

Rynek alternatywnych kontrolerów do Nintendo Switch 2 rozrasta się aktualnie w błyskawicznym tempie, a gracze szukający ucieczki od oryginalnych Joy-Conów zaczynają mieć w czym wybierać. Na łamach naszego portalu testowaliśmy już dla Was ostatnio podobne rozwiązanie – GameSir X5s, a już wkrótce opublikujemy nasze testy kontrolerów Nyxi Hyperion 3, czy najnowszego Mobapad M12.

Recenzowane Yaxo Evo Deck to nie są zwykłe magnetyczne „conki”. To monolityczna konstrukcja typu grip (lub cradle), która całkowicie zmienia filozofię obcowania z konsolą. Wyceniony w elektro-marketach na bardzo kuszące 219 złotych sprzęt obiecuje funkcje premium w budżetowej cenie. Spędziłem z nim sporo czasu i choć gra się na nim naprawdę dobrze, to diabeł tkwi w szczegółach. Zobaczmy, dlaczego Yaxo Evo Deck zachwyca ergonomią, ale jednocześnie potrafi zirytować kilkoma brakami.

 

 

 

Monolityczna bryła zamiast magnetycznych szyn

Pierwsze, co trzeba wyjaśnić, to sama konstrukcja. Yaxo Evo Deck całkowicie rezygnuje z magnetycznych szyn, którymi oryginalne Joy-Cony łączą się z tabletem Switcha 2. Tutaj mamy do czynienia z jedną, zwartą obudową, w którą wsuwamy tablet od góry. Konsola spina się ze sprzętem bezpośrednio przez port USB-C znajdujący się na dnie konstrukcji.

 

 

Koniecznie trzeba wspomnieć, że kiedy wyjmiecie Yaxo Evo Deck z pudełka bez konsoli w środku, możecie przeżyć lekki szok. Sprzęt jest niezwykle lekki, sprawia wrażenie giętkiego i niemal „zabawkowego”. Spokojnie, to tylko złudzenie. W momencie, gdy wsuniecie Switcha 2 w szyny, cała konstrukcja momentalnie sztywnieje, stając się twardą, zwartą i monolityczną bryłą. Konsola traci ten swój charakterystyczny, lekko „ruchomy” feeling na bocznych łączach i przypomina pod kątem stabilności Steam Decka, czy Lenovo Legion Go.

O ile dół i boki spasowane są super, o tyle mechanizm mocowania tabletu u góry to – mówiąc wprost – totalne nieporozumienie. Producent zastosował tam plastikowy „haczyk”, który ma zatrzaskiwać konsolę i trzymać ją w miejscu. W praktyce korzystanie z niego to logistyczny koszmar. Podczas wkładania tabletu musimy bezwzględnie przytrzymać ten zatrzask palcem, aby w ogóle móc gładko wsunąć ekran i precyzyjnie trafić w dolny port USB-C. Prawdziwy „horror” zaczyna się jednak przy próbie wyciągnięcia Switcha 2 z Evo Decka. Żeby uwolnić konsolę, ten górny element trzeba odciągnąć z naprawdę ogromną, wręcz absurdalną siłą i mocno szarpnąć tablet do góry. Podczas testów autentycznie bałem się, że za chwilę wyrwę ten plastik z korzeniami albo, co gorsza, uszkodzę obudowę lub ekran samej konsoli. Producent zdecydowanie powinien wprowadzić tutaj jakieś lepsze, bardziej przemyślane i bezpieczniejsze rozwiązanie.

 

 

Specyfikacja premium na papierze: Efekt Halla i 9-osiowy żyroskop

Za nieco ponad dwie stówy Yaxo napakowało ten kontroler technologią, której próżno szukać u wielu droższych konkurentów.

  • Gałki analogowe i liniowe spusty z efektem Halla: Zastosowanie sensorów magnetycznych oznacza jedno – problem dryfowania analogów znika bezpowrotnie. Triggery z góry chodzą niesamowicie płynnie i przyjemnie, a precyzja samych gałek w grach akcji stoi na najwyższym poziomie.

  • 9-osiowy żyroskop: Ogromny plus dla producenta. Podczas gdy większość tańszych zamienników oferuje standardowe, 6-osiowe żyroskopy, Yaxo poszło o krok dalej. Celowanie ruchem w strzelankach czy zakręcanie w wyścigach jest dzięki temu bajecznie dokładne.

  • Dodatki na pleckach: Tył obudowy skrywa chropowatą strukturę gripów, dzięki czemu konsola trzyma się w dłoniach pewnie i stabilnie. Znajdziemy tu również 4 sloty na fizyczne kartridże (super sprawa w podróży) oraz 4 w pełni mapowalne przyciski (M1-M4). Można pod ne przypisać pojedyncze przyciski, a nawet całe sekwencje makro. Sprzęt oferuje także funkcje turbo w kilku stopniach działania. Osobiście z tego nie korzystam, ale fani głównie sieciowych potyczek z pewnością zrobią z tego użytek.

 

 

Wymienne elementy i bolesny spadek jakości plastiku

Yaxo Evo Deck pozwala na lekką personalizację. W zestawie otrzymujemy wymienne nakładki na analogi oraz alternatywne krzyżaki (D-pad).

 

 

O ile same analogi są spoko (w pudełku znajdziemy m.in. komplet wyższych drążków, idealnych dla fanów FPS-ów), o tyle o D-padzie nie mogę powiedzieć ani jednego dobrego słowa. Producent dorzucił dwa plastikowe kółka stylizowane na kontroler Xbox Elite. Są one niesamowicie nieporęczne i wykonane z najgorszej jakości, taniego plastiku. Zdecydowanie wolałbym, aby ten element nie był wymienny, ale zrobiony od razu raz a dobrze.

Zresztą ogólna jakość plastiku użyta w Evo Decku nie jest fenomenalna. Odnoszę wrażenie, że wcześniejsze akcesoria od Yaxo były wykonane z materiałów znacznie lepszej klasy. Tutaj użytkownicy na pewno wyczują budżetowość, no ale przy takiej cenie trzeba było szukać kompromisów w fazie produkcyjnej.

 

Grzechy główne, czyli dlaczego Yaxo Evo Deck nie zostanie moim „daily”

Choć ergonomia i samo wyprofilowanie gripu sprawiają, że w dłoniach leży on świetnie, to kontroler posiada listę wad i braków, przez które po zakończonej sesji odkładałem go do szafy. Grzechem głównym i dla mnie osobistą dyskwalifikacją tego sprzętu do codziennego użytku jest całkowity brak funkcji wybudzania konsoli. Jeśli mam korzystać z jakiegoś akcesorium na co dzień, opcja „wake-up” przyciskiem Home to absolutny must-have, a tutaj niestety tego nie uświadczymy i za każdym razem trzeba sięgać bezpośrednio do tabletu.

 

 

Kolejnym sporym problemem jest fakt, że urządzenie nie posiada wbudowanego żadnego akumulatora. Kontroler nie ma własnego ogniwa i przez cały czas pracy karmi się prądem bezpośrednio ze Switcha 2. Efekt tego rozwiązania jest łatwy do przewidzenia – bateria konsoli w trybie przenośnym ucieka w oczach i rozładowuje się zauważalnie szybciej niż podczas korzystania z oryginalnych, magnetycznych Joy-Conów od Nintendo.

Projektanci nie do końca przemyśleli też kwestię grania stacjonarnego, ponieważ zakładając Evo Deck na tablet, całkowicie blokujemy dostęp do oryginalnej, szerokiej i stabilnej nóżki Switcha 2. Yaxo co prawda oferuje własny kickstand na pleckach, ale jest on niesamowicie wąski i wywrotny. Przez to możecie zapomnieć o bezpiecznym postawieniu konsoli na miękkim kocu, łóżku czy na stoliku w pociągu bez obawy, że sprzęt zaraz zaliczy glebę.

 

 

Prawdziwą powodzią frustracji okazały się jednak dwie diody LED umieszczone na obudowie, które potrafią doprowadzić do szewskiej pasji. Po pierwsze, świecą one cały czas i nie da się ich w żaden sposób wyłączyć, a dołączona instrukcja obsługi całkowicie milczy na ten temat. Po drugie, ich kolorystyka to czysta loteria. Gdy podpiąłem kontroler przy 15% baterii konsoli, diody paliły się na czerwono, co uznałem za logiczny komunikat o rozładowaniu. Jakież było moje zdziwienie, gdy po naładowaniu Switcha do pełnych 100% diody dalej bezczelnie biły po oczach tą samą, czerwoną barwą. Kompletnie nie ogarniam, co autor miał tutaj na myśli i jaki jest cel ich działania.

 

 

Na koniec warto wspomnieć o wibracjach, choć w tym przypadku należy od razu zapomnieć o precyzji znanej z technologii HD Rumble. Silniczki w Evo Decku są po prostu bardzo podstawowe i oferują dość klasyczne, „bzyczące” odczucia. Na plus zaliczam jedynie fakt, że korzystając ze specjalnej konfiguracji przycisków, można samodzielnie regulować ich intensywność w 4-stopniowej skali, co pozwala chociaż trochę okiełznać je pod własne preferencje.

 

Werdykt

Yaxo Evo Deck to ostatecznie poprawny, bardzo dobrze wyprofilowany kontroler o świetnej ergonomii, który urzeka obecnością efektu Halla oraz 9-osiowego żyroskopu w cenie zaledwie 219 zł. Niestety, bolesne braki funkcjonalne – takie jak brak wybudzania konsoli, wyższe zużycie baterii tabletu, irytujące i niegasnące diody oraz tanie plastiki wymiennego D-pada – sprawiają, że dla wymagającego gracza nie będzie to sprzęt pierwszego wyboru na co dzień. No i ten nieszczęsny górny zatrzask, który zmusza do siłowania się ze sprzętem podczas wyciągania konsoli. Jako budżetowy zamiennik do okazjonalnych, długich sesji w podróży? Jak najbardziej tak. Do codziennego użytku? Raczej szukajcie dalej.

Ocena: 6/10

 

 


Podsumowanie

Zalety

  • + Świetna cena (219 zł) w stosunku do oferowanych możliwości.
  • + Gałki analogowe oraz triggery oparte na efekcie Halla.
  • + Kapitalna ergonomia, chropowata struktura gripów i pewny chwyt.
  • + Aż 9-osiowy żyroskop zapewniający świetną precyzję w grach wykorzystujących wszelakie funkcje gyro
  • + Po wsunięciu konsoli konstrukcja tworzy sztywny, stabilny monolit przez USB-C.
  • + Praktyczne dodatki: 4 sloty na gry oraz 4 programowalne przyciski na pleckach.
  • + Możliwość 4-stopniowej regulacji siły wibracji.

Wady

  • - Brak możliwości wybudzenia konsoli przyciskiem Home (największa wada).
  • - Brak wbudowanego akumulatora – kontroler zauważalnie szybciej drapie baterię konsoli.
  • - Ogólna jakość tworzywa sztucznego słabsza niż we wcześniejszych akcesoriach Yaxo.
  • - Fatalna jakość plastiku wymiennych D-padów (wersje a'la Xbox Elite są nieporęczne).
  • - Irytujące, jasne diody LED, których nie da się wyłączyć i działają nielogicznie.
  • - Zaimplementowana nóżka jest zbyt wąska i mało stabilna.
  • - Podstawowe wibracje, daleko im do precyzji HD Rumble.
Wyświetleń: 795

Redaktor

Donat

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *