Oficjalne kontrolery Nintendo potrafią kosztować naprawdę sporo, więc nic dziwnego, że rynek jest pełen tańszych alternatyw. W tym wypadku w moje ręce trafił Armor 3 NuRival Wireless Controller, czyli bezprzewodowy kontroler skierowany przede wszystkim do użytkowników Nintendo Switch. Na papierze brzmi obiecująco: RGB, efekt Halla i cena niższa, niż w przypadku oficjalnych rozwiązań. Ale jak wypada w praktyce? O tym, czy warto dać mu szansę, opowiem w tej recenzji. Wiadomo – świecące gałki to jedno, ale wygoda grania to już zupełnie inna historia.


Co niesie ze sobą pudełko?
Prezentację pada widać już przez przezroczysty front pudełka. Sprzęt od razu rzuca się w oczy, trochę jak zabawka wyeksponowana w sklepowej gablocie. Sama zawartość zestawu jest jednak bardzo skromna. Oprócz kontrolera znajdziemy tu tylko kabel USB-A/USB-C. Służy on głównie do ładowania, choć można go też wykorzystać do podłączenia pada do komputera stacjonarnego. Krótko mówiąc: bez fajerwerków, ale najważniejsze elementy są na miejscu.
Na pierwszy rzut oka można śmiało stwierdzić, że konstrukcja mocno przypomina oryginalny kontroler Nintendo. Widać to zwłaszcza po ogólnym kształcie, układzie przycisków i oznaczeniach podstawowych funkcji. Różnice też są jednak zauważalne. Inaczej rozmieszczone są diody informujące o połączeniu pada, a na przednim panelu pojawił się dodatkowy przycisk Turbo. Zmieniono także układ tylnych przycisków. W tym modelu są cztery, a nie dwa, co może dawać więcej możliwości podczas gry. Na papierze wygląda to jak klasyczny pad z kilkoma praktycznymi dodatkami.


Pad ma podświetlenie LED rozmieszczone wokół obudowy oraz przy najważniejszych przyciskach, w tym X, A, B, Y, analogach i tradycyjnym krzyżaku. Cała obudowa jest biała i w pełni gładka. Nie znajdziemy tu chropowatych powierzchni ani dodatkowej faktury w miejscach chwytu. Pod tym względem kontroler przypomina Nintendo Switch 2 Pro Controller. Przy pierwszym uruchomieniu nie miałem żadnych problemów z połączeniem go z Nintendo Switch 2. Początkowe odczucia z korzystania z Armor 3 NuRival Wireless Controller były bardzo pozytywne. Responsywność, bezproblemowe działanie i wygodny układ głównych przycisków sprawiały, że zapowiadał się na świetną alternatywę. Z czasem okazało się jednak, że największe kompromisy dotyczą tylnych przycisków oraz czasu pracy z włączonym podświetleniem LED. To nadal solidny start, ale nie bez kilku zgrzytów.
Spełnia podstawowe wymagania, ale…
Ergonomia kontrolera jest niemal identyczna jak w Nintendo Switch 2 Pro Controllerze. Osoby, które miały styczność z takim układem, nie powinny mieć problemów z korzystaniem z Armor 3 NuRival Wireless Controller. Największą różnicę czuć przy używaniu tylnych przycisków. Łopatki ustawiono w dość nienaturalnym położeniu, ponieważ leżą obok siebie w poziomie, zamiast jedna pod drugą. Nie każdemu będzie to przeszkadzać, ale wymaga chwili przyzwyczajenia. Dodatkowym mankamentem jest brak pełnej swobody konfiguracji. Nie można przypisać im dowolnych funkcji, a jedynie skorzystać z trzech gotowych presetów. To trochę studzi entuzjazm, bo cztery tylne przyciski, aż proszą się o większą elastyczność.


Jeśli chodzi o podświetlenie, można je skonfigurować na kilka sposobów. Do wyboru są kolory pulsujące, stałe, podzielone na strefy albo całkowite wyłączenie LED-ów. Całość da ustawić się z poziomu kontrolera, bez potrzeby korzystania z dodatkowej aplikacji. Niestety, podświetlenie LED wyraźnie skraca czas pracy na baterii. W zależności od intensywności wibracji podczas rozgrywki jedna sesja może trwać od 5 do 8 godzin. Po wyłączeniu światełek Armor 3 NuRival Wireless Controller działa nawet ponad 20 godzin. W praktyce LED-y są więc bardziej efektownym bajerem, niż funkcjonalnym dodatkiem. Ładnie świecą, ale bateria patrzy na nie z wyraźnym wyrzutem.
Do własnych preferencji można dopasować także siłę wibracji. Dostępne poziomy to 0%, 30%, 70% oraz 100%. Jak przystało na alternatywny kontroler, nie zabrakło też trybu Turbo. Można przypisać go do wybranego przycisku, co przydaje się w grach wymagających częstego wciskania tej samej komendy. Warto jednak pamiętać, że przed użyciem pada trzeba najpierw wybudzić Nintendo Switch 2, aby urządzenia mogły się połączyć. Same gałki z efektem Halla działają bezproblemowo. Nie zauważyłem problemów z precyzją, a gry wymagające dokładnego sterowania wypadają na tym kontrolerze bardzo dobrze. Pod tym względem Armor 3 NuRival Wireless Controller spełnia swoje zadanie w stu procentach.


Solidny pad do codziennego grania
W różnych grach Armor 3 NuRival Wireless Controller sprawdza się bardzo dobrze. Osobiście nie odczułem wyraźnych opóźnień, a pad dawał sobie radę nawet w bijatykach, gdzie reakcja na przyciski ma duże znaczenie. Żyroskop również działa bez zarzutów. Dzięki temu kontroler spokojnie odnajduje się w wielu różnych produkcjach, od spokojniejszego grania po tytuły wymagające większej precyzji. Nie jest to sprzęt bez wad, ale w podstawowych zadaniach robi dokładnie to, czego można od niego oczekiwać. A to w przypadku alternatywnego pada jest już naprawdę dobry punkt wyjścia.
Czy warto go polecić? Tak, o ile jesteśmy w stanie przymknąć oko na zamkniętą konfigurację tylnych przycisków oraz ich rozmieszczenie. Mnie osobiście ten element nie przypadł do gustu. Sposób zaprojektowania łopatek sprawia, że korzystanie z nich nie jest tak wygodne, jak mogłoby być. Ograniczona swoboda konfiguracji trochę mija się z celem tej funkcji, dlatego sam raczej ich unikałem. Nie były dla mnie wystarczająco użyteczne w codziennym graniu. Bez podświetlenia LED kontroler może działać naprawdę długo, co mocno poprawia jego ogólny odbiór. Trzeba więc zadać sobie proste pytanie: czy wolimy efektowne światełka, czy dłuższy czas pracy na baterii? W moim przypadku odpowiedź była dość szybka – bateria wygrywa bez dogrywki.
Podziękowania dla Hyperkin za dostarczenie sprzętu do recenzji.
Redaktor
Damian "Dadaista" Filipkiewicz
Z zamiłowaniem śledzę wszystkie informacje i pogrywam różne produkcje na Nintendo Switch, PC oraz PlayStation. Nie mam ulubionego gatunku gier, a przez te lata przewinęły się dziesiątki, z którymi świetnie się bawiłem. Zręcznościówki, strzelanki, karcianki, strategie, RPG'i, bijatyki, horrory nie są mi straszne. Na co dzień pracuję jako programista. Lubię kawę z mlekiem, a moim spirit animal jest Gengar.