RecenzjeRecenzja
RecenzjeArtykuł

Hotel Miami – recenzja Hotline Miami Collection

Za pomocą przemocy bardzo łatwo przyciągnąć uwagę ludzi; nawet tych…

12 września 2019

Za pomocą przemocy bardzo łatwo przyciągnąć uwagę ludzi; nawet tych nieznajomionych z danym medium kulturowym. Prym wśród kontrowersji bezsprzecznie od kilkunastu lat wiodą gry wideo, będące – według „elitarnych” ekspertów – proszkiem do prania mózgów, zachęcającym w dodatku do mordu sąsiadów oraz ekspedientów w warzywniaku, liczących sobie za sok w kartoniku 5,76 zł. Wystarczy przytoczyć słynną na cały świat misję „No Russian” z Call of Duty: Modern Warfare 2, która w 2009 roku jedynie podsyciła, już bardzo ognistą, medialną nagonkę na wirtualną rozrywkę. Wszechobecna krytyka nie zniechęciła jednak autorów do wydawania coraz to bardziej emanujących brutalnością produkcji, pragnących na siłę zagrać na nosie skrajnym mediom i organizacjom, przekraczając niekiedy nawet granice dobrego smaku. Dzisiaj przyjrzę się bliżej jednemu z takich tytułów, który dopiero 19 sierpnia 2019 roku doczekał się oficjalnego wydania (odbanowania) w Australii – kraju słynącym z dosyć restrykcyjnego sposobu oceniania gier. Mowa oczywiście o Hotline Miami Collection, debiutującego ostatnio na Nintendo Switch.

 

 

Numer kierunkowy

 

Wyobraźcie sobie, że w środku nocy wybudza was dzwoniący telefon. Po założeniu kapci, przewiązaniu szlafroka oraz przetarciu oczu, podnosicie słuchawkę, z której słyszycie niski, sapiący głos mężczyzny, informujący was o tym, że powinniście się udać pod wskazany adres i podlać kwiaty Joachimowi oraz wyplewić mu ogródek. Jeżeli nieco zdziwieni odkładacie słuchawkę, decydujecie się założyć gumową maskę zwierzaka (np. KURY) i udajecie się urządzić rzeź, której nie powstydziłaby się Rodzina Charlesa Mansona, to najwidoczniej siedzi wam coś w głowie… To samo, co autorom Hotline Miami.

 

Bez względu na to, od której strony spojrzy się na grę (tytuł oferuje spojrzenie na bohatera kamerą od góry), ta zawsze sprowadza się do jednego celu – zabicia wszystkich wrogów w pomieszczeniu i powrotu do samochodu. Nie jest to jednak nic nowego, biorąc pod uwagę fakt, że w zasadzie większość gier opiera się właśnie na tym schemacie. Jednak mimo oparcia całego gameplay’u na przemocy, Hotline Miami nie promuje bezmózgiego zabijania kolejnych przeciwników, gdyż podobnie jak nasi oponenci, protagonista ponosi śmierć od jednego trafienia. Wymusza to więc na graczu kombinowanie, układanie strategii starć oraz zapamiętywania map, by wykorzystywać najmniejsze zakamarki lokacji do cichego zakradania się do nieświadomych przeciwników; a ci są wyjątkowo czujni.

 

 

Podobnie jak gracz, gra jest bezwzględna w karaniu za błędy. W przypadku śmierci, trafiamy na sam początek lokacji – zazwyczaj piętra w eksplorowanym budynku – a wszyscy zabici wcześniej wrogowie zostają wskrzeszeni, przez co cała rzeź zaczyna się od początku.  Hotline Miami wyróżnia dodatkowo bardzo wysoki poziom trudności. Przeciwnicy nie są głupi i lubią atakować grupowo. Wyśrubowana trudność jest jednym ze sposób zachęcenia gracza do nauki na własnych błędach. Osoby nieprzepadające za niewidzialnym okładaniem linijką po palcach, niestety szybko odbiją się od produkcji.

 

Wykręcenie numeru

 

Mimo na pozór prostego systemu walki, składającego się z dwóch ruchów – cios/strzał oraz rzut bronią – starcia w Hotline Miami są bardzo interesujące oraz jednocześnie wymagające. Gra oferuje wieloraki sposób rozgrywki, podyktowany przede wszystkim odnalezioną bronią oraz maską, wybraną na samym początku poziomu. Każdy etap rozpoczynamy z gołymi pięściami, za pomocą których jesteśmy w stanie ogłuszyć chwilowo przeciwnika, wybijając mu z rąk dzierżony oręż. Nie jest to jednak zbyt skuteczna technika, gdyż aby oponent dopełnił żywota, musi zostać dodatkowo dobity. Czynność ta jest czasochłonna, a czas jest kluczowym elementem każdego starcia. Te są bardzo dynamiczne i nieszablonowe, wymuszając przez to na graczu ciągłe przystosowywanie się do zmiennych warunków.

 

Broń biała wymaga bliskiego kontaktu z wrogiem, karabiny lub strzelby natomiast gwarantują natychmiastową śmierć z dystansu, lecz jednocześnie alarmują pobliskich wrogów, narażając gracza na śmierć. Skrzętne układanie odpowiedniej taktyki wyczyszczenia całej lokacji z przeciwników – gdyż zazwyczaj to jest główny cel etapu – jest interesującym elementem logicznym gry. Nieraz zostajemy zmuszeni do żonglowania orężem, przerzucając go między ogłuszonymi oponentami. Hotline Miami bliżej więc do bardzo brutalnej i dynamicznej gry logicznej niż do bezmózgiej strzelanki, w której przy pomocy karabinu odpiera się nabiegające hordy głupich przeciwników. Pomocne w doborze strategii są maski dodające bohaterowi zdolności specjalne. Oferowany szereg udogodnień, jak: zbijanie przy pomocy pięści oraz mniejsza wrażliwość na pociski, okazują się być pomocne w bardziej wymagających etapach. Mnie średnio spodobał się ten koncept, dlatego całą grę ukończyłem z maską Koguta.

 

 

Zauważalną zmianę w rozgrywce można odczuć, uruchamiając drugą cześć gry. Hotline Miami 2: Wrong Number nie naprawia błędów poprzedniczki (gdyż te w kwestii gameplay’u nie istnieją), lecz rozszerza ją o kilka nowych mechanik. Pierwszą z nich jest oddanie w ręce graczy kilkunastu grywalnych bohaterów, różniących się motoryką oraz zdolnościami. Działa to odświeżająco na nużący z czasem gameplay. Odniosłem również wrażenie, że w kontynuacji położono większy nacisk na strzelanie, dodając między innymi możliwość strzelania z dwóch broni jednocześnie oraz przewrót, za pomocą którego można uniknąć nadlatujących pocisków.

 

Rozmowa z konsultantem

 

Pod warstwami hektolitrów krwi oraz niesamowicie makabrycznych ekscesów prezentowanych w omawianej produkcji, zaszyty jest intelektualny przekaz dla widza, skłaniający go równocześnie do samodzielnego odpowiedzenia na pytania stawiane przez grę.

Przywodząca na myśl serię „Dark Souls” bardzo szczątkowo dawkowana historia, podana jest w nieco odmienny sposób, wpisując się w specyficzny charakter produkcji.

 

 

Pierwsza część skupia się wyłącznie na tajemniczych rozmowach telefonicznych, będących zwiastunem onirycznych i narkotycznych podróży, których finałem są krwawe masakry. Druga, ze względu na większą ilość fabularnych bohaterów, przedstawia kilka wzajemnie uzupełniających się wątków, skupiających się wokół morderstw. Samodzielne odkrywanie poplątanej historii jest bardzo satysfakcjonujące, a jej finał może naprawdę zaskoczyć. Niestety obie części nie są za długie. Ukończenie pierwszej zajęło mi około 2,5 godziny, drugiej natomiast – 8. Dla bardziej dociekliwych przygotowano ukryte zakończenia, odblokowanie których zdaje się jedynie sztucznie przedłużać czas spędzony z grą. Szkoda, że nie pokuszono się o dołączenie polskiej wersji językowej.

 

Telefon na korbkę

 

Odmienności produkcji dodatkowo nadaje specyficzna oprawa audiowizualna. Bardzo mocny pixel–art wpasowuje się w charakter lat 80-tych ubiegłego wieku, a neonowa paleta barw doskonale oddaje styl Miami w kwiecie narkotycznego rozkwitu. Ascetyczna oprawa graficzna tworzy interesujące uczucie „brudu”, a bujająca się, zawieszona nad głową bohatera kamera potęguje doznania narkotycznego odlotu. Całość dopełniona jest doskonałą ścieżką dźwiękową, budującą niepowtarzalny klimat.

 

 

Soundtrack z obu części to istny majstersztyk, skomponowany przez ludzi odwiedzających na co dzień Lucy in the Sky with Diamonds. Elektroniczne i hipnotyzujące brzmienie doskonale nadaje tempa starciom, podkreślając odrealniony klimat produkcji. Utwór Hydrogen oraz inne kawałki autorstwa MOON to małe arcydzieła, zasługujące na wszystkie nagrody świata.

 

W kwestii technicznej trudno, by Switch nie radził sobie z taką grą. Hotline Miami Collection wyświetlane jest w rozdzielczości 1080p w trybie zadokowanym oraz 720p w przenośnym. W obu wariantach gra działa w płynnych 60 FPS bez zarejestrowanych spadków. Poziomy ładują się szybko, a resety po śmierci trwają krócej niż pstryknięcie palcem. Niestety w trakcie rozgrywki zarejestrowałem kilka uciążliwych błędów, wymuszających ponowne przejście lokacji. Nieraz przeciwnicy pojawiali się poza mapą, a ja wpadałem w nieskończoną pętlę śmierci, odradzając się w chwili zgonu. Mam nadzieję, że błędy te zostaną naprawione w najbliższej aktualizacji, bo kilkukrotne powtarzanie ukończonego już poziomu potrafi być bardzo frustrujące.

 

 

Koniec połączenia

 

Hotline Miami porzuca wszelkie schematy, którymi podążają inne, odnoszące sukcesy produkcje, wyróżniając się wyśrubowanym poziomem trudności oraz podaną szczątkowo, enigmatyczną fabułą. Wszystkie te elementy tworzą niepowtarzalny i doskonały w kwestii gameplay’u tytuł. Wisienką na torcie jest oprawa audiowizualna, będąca nośnikiem niepowtarzalnych, narkotycznych doznań. Jeżeli poszukujesz wyzwania oraz hipnotyzującej historii, której odlotowy efekt podkręcony jest surrealistyczną muzyką, to Hotline Miami Collection jest dla ciebie. Mnie to kupiło.


Podsumowanie

Zalety

  • + wysoki poziom trudności
  • + historia
  • + niesamowita ścieżka dźwiękowa
  • + doskonała mechanika

Wady

  • - uciążliwe błędy

9

Wyświetleń: 728

Redaktor

Mikołaj "Syn Kury" Stryczyński

Legenda głosi, że wykluł się z jaja i od tego czasu pałęta się po świecie, ucząc się języka ludzi. Ze względu na dosyć ubogi system porozumiewania się homo sapiens, preferuje synergiczne doznania komunikacyjne, płynące z gier wideo. Poza tym studiuje, pisze scenariusze, kocha filmy i inne czynności będące czystą synekurą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *