Hero RecenzjeRecenzja
Hero RecenzjeArtykuł

Nowe szaty rycerza – recenzja Ghosts ‘n Goblins Ressurection

Śmiało można powiedzieć, że miejsce niektórych gier znajduje się wyłącznie…

15 marca 2021

Śmiało można powiedzieć, że miejsce niektórych gier znajduje się wyłącznie w muzeum. Ludzie popatrzą, kiwną głową, zanucą pod nosem „kiedyś to było” i przejdą dalej, mając w głowie beztroskie chwile dzieciństwa spędzone przy tytule, ubranym w wełniany sweterek nostalgii. Jedną z produkcji zbierających już kurz na muzealnej wystawie antyków minionej epoki była gra Ghosts ‘n Goblins. Tak, była… A to dlatego, że niedawno światło dzienne ujrzała jej odświeżona edycja z podtytułem Resurrection; ekskluzywnie na Nintendo Switch. Umarlak opuścił swój grób i krząta się po świecie żywych. Czy dobrze wtopił się w tłum, czy gołym okiem można rozpoznać jego przegnite ciało i poczuć przyciężkawy zapach wilgotnej ziemi, wyróżniający się na tle pozostałych gier?

 

 

Trupy i umarlaki

 

Na wstępie muszę przyznać się, że nie grałem w oryginał. W chwili jego premiery liczyłem -10 lat, a nawet po latach nie korciło mnie, by sprawdzić przygody Sir Arthura. Obiegły mnie legendy o wysokim poziomie trudności, który mimo Dark Souls i innych hardcore’owych produkcji w dalszym ciągu trzymał swój tytuł. Ogrywając na potrzeby recenzji unowocześnioną odsłonę Ghosts ‘n Goblins poczułem, że ominął mnie kawał dobrej gry.

 

Jak na arcade’owe produkcje przystało, tytuł nie grzeszy rozbudowaną historią. Ot, to, rycerz – Sir Arthur – traci ukochaną księżniczkę – Prin-Prin – wobec czego, przyodziany w srebrzystą zbroję, rusza na odsiecz przepełnioną niebezpieczeństwami. Wyrwanie wybranki serca z rąk samego króla demonów do prostych nie należy, co tylko potwierdza wyśrubowany poziom trudności gry.

 

 

Duchy i gobliny?

 

W trakcie podróży, wbrew powszechnej opinii, dosyć rzadko natkniemy się na tytułowe stworki.  Częściej skonfrontujemy się z zombiakami, nietoperzami, ożywionymi kościotrupami lub czarownikami wyskakującymi ze skrzyń. Sam tytuł produkcji odebrać więc można jako swojego rodzaju żart z gatunku fantasy. Mimo luźnego podejścia do tematyki, gra traktuje gracza bardzo poważnie. Każdy najdrobniejszy kontakt z oponentem kończy się utratą części zbroi protagonisty, pełniącej rolę znacznika życia. Bolesny striptiz, którego finałem jest paradujący w bokserkach rycerz, doczekał się drobnej zmiany względem oryginału.

 

W trosce o zdrowie psychiczne graczy dołączono do gry kilka poziomów trudności, wpływających na ilość ciosów, które może przyjąć bohater przed śmiercią. Warto nadmienić, że w oryginalnej odsłonie Sir Arthur kończył swój żywot po zebraniu dwóch uderzeń. Miły ukłon w stronę graczy, starających się sprawdzić legendarną produkcję. W chwili, gdy całkowicie chcemy odjąć sobie trudu, można nawet włączyć tryb nieśmiertelności. Jest to dobry sposób na zapoznanie się z lokacją, by później zmierzyć się z wyzwaniem na wyższym poziomie trudności. Z pomocą może również przyjść inny gracz za sprawą lokalnego trybu współpracy.

 

 

Wróżki i muszki

 

Sir Arthur przemierzając kolejne lokacje napotka na swojej drodze kolorowe świetliki, przy pomocy których nabędzie nowe umiejętności, jak czar przyzywania piorunów lub chwilowe utworzenie sobowtóra. Każdą ze zdolności będzie można wykupić ze specjalnego drzewa w zamian za kolorowe istotki. Element ten daje poczucie pewnej przewagi nad wrogiem.

 

Starć w grze nie brakuje. Mimo że większość czasu spędzimy pokonując przeszkody w side-scrolle’owej, platformowej formule, koniec każdego etapu zwieńczony jest widowiskową walką z bossem. Może do widowiskowości trochę im brakuje, jednak zdecydowanie wyróżniają się od reszty starć. Bossowie nie są bardziej odpornymi gąbkami na pociski, lecz za sprawą nowej puli ataków zmuszają gracza do wytężenia szarych komórek.

 

 

Miecze i amulety

 

Mimo, że Sir Arthur dysponuje w większości bronią białą, wachlarz jego ataków nie ogranicza się do miotania dzierżonym orężem. W śmiertelnej zbrojowni znajdzie domyślną lancę, sztylety, kuszę, zabójcze mikstury oraz kolczastą kulę, miażdżącą wszystko, co napotka na swojej drodze. Broń wyskakuje ze zniszczonych skrzyń i zastępuje obecnie noszoną. Niestety ze względu na brak możliwości wyboru oręża często dochodziło do sytuacji, w której nosiłem narzędzie wyjątkowo nieprzydatne w danej sytuacji. Do jednych z takich zdecydowanie zalicza się młot – nowość w Ressurection – który poprzez bardzo bliski obszar działania nie sprawdza się w większości etapów.

 

 

Ryciny i lutnie

 

Tak jak od strony sterowania nie poczyniono większych zmian – Sir Arthur porusza się jakby brodził w błocie, brak kontroli skoku oraz wyboru broni – oprawa audio-wizualna dostosowuje produkcję do współczesnych standardów. Zrezygnowano z pixel artu na rzecz hybrydy ręcznie rysowanych modeli, przywodzących na myśl bajki dla dzieci z animacją 3D. Zabieg ten zdecydowanie przedłuży żywotność produkcji. Jestem pewien, że za następne 35 lat gra w dalszym ciągu będzie prezentowała się tak samo świeżo jak w dniu premiery. Każdy z przeciwników wyróżnia się na tle reszty, a nowe tekstury i bardziej szczegółowe modele nadają im dodatkowego pazura. Na szczególne wyróżnienie zasługują przede wszystkim bossowie.

 

Przywiązano dużą uwagę do drobnych detali. Sir Arthur rzucając kulą zaciska zęby i czerwieni się na policzkach. Przy każdym zebranym ciosie na jego twarzy maluje się zabawny grymas, podobnie zresztą jak na oponentach, którzy zostali obdarowani „bajkową” mimiką. Wszystko to powoduje, że z ogromną przyjemnością patrzy się na ekran, nawet jeżeli ponosimy kolejną śmierć. Gra wyświetlana jest w 1080p w docku oraz 720p w trybie przenośnym przy częstotliwości 60 FPSach z kilkoma spadkami do ok. 50 w bardziej dynamicznych momentach.

 

 

Soudtrack oraz udźwiękowienie produkcji są jej kolejną, ogromną zaletą. Organowe partie przy rozpoczynaniu nowego etapu za każdym razem wywoływały u mnie wybuchową mieszankę śmiechu i lęku przed zbliżającą się serią śmierci. Przygrywające w tle kawałki świetnie budowały klimat i podkreślały akcję panującą na ekranie.

 

 

Trupy i wskrzeszenia

 

Mimo powierzchownej prostoty produkcji, deweloperzy dołożyli wszystkich starań, by oddać hołd grze, która położyła podwaliny pod gatunek platformówek 2D. Ghosts ‘n Goblins Ressurection jest nie tylko ukoronowaniem trzydziestopięcioletniej przygody Sir Athura, ale również swojego rodzaju biletem do wirtualnego muzeum historii gier wideo. Spróbowanie legendarnego tytułu nie było jeszcze tak przystępne dla współczesnego gracza.

 

Cena w eShopie: 125,00 zł

 

Podziękowania dla Capcom za dostarczenie gry do recenzji.

 

 


Podsumowanie

Zalety

  • + oprawa audio-wizualna
  • + tryb współpracy
  • + poziomy trudności

Wady

  • - motoryka Sir Arthura
  • - automatyczne podnoszenie broni

8

Wyświetleń: 1650

Redaktor

Mikołaj "SynKury" Stryczyński

Legenda głosi, że wykluł się z jaja i od tego czasu pałęta się po świecie, ucząc się języka ludzi. Ze względu na dosyć ubogi system porozumiewania się homo sapiens, preferuje synergiczne doznania komunikacyjne, płynące z gier wideo. Poza tym studiuje, pisze scenariusze, kocha filmy i inne czynności będące czystą synekurą.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *