Obalamy 6 mitów na temat Nintendo Switch!

Nintendo nieco przespało rozwijanie swojej działalności na terenie Polski. W…

14 kwietnia 2020

Nintendo nieco przespało rozwijanie swojej działalności na terenie Polski. W naszym kraju mało kto ma sentyment do gier na Nintendo 64, GameCube czy chociażby Wii. Nawet teraz dystrybucją ich produktów zajmuje się czeska firma Conquest. Nintendo w naszym kraju nigdy nie miało takiego marketingu jak np. Sony. Dodatkowo Switch jest pierwszą hybrydową konsolą na świecie. Wszystkie te elementy spowodowały wiele różnych przeświadczeń, które nie pokrywają się z prawdą, częściowo są nieprawdziwe lub podlegają dyskusji. W tym artykule chcielibyśmy przełamać sześć mitów, które utarły się w świadomości wielu graczy.

Choć staraliśmy się, żeby zestawienie było jak najbardziej obiektywne, to jednak musicie mieć na uwadzę, że nie obyło się bez subiektywnych skojarzeń. Dlatego jeżeli z czymś się nie zgadzacie to zapraszamy do dyskusji! 

 

1. Switch jest drogi!


Pierwszym mitem, który w większej mierze jest nieprawdziwy, jest twierdzenie, że “Nintendo Switch jest okropnie drogi, szczególnie jak na swoje możliwości”. Muszę się nie zgodzić z tą opinią. Ludzie, którzy tak mówią, chyba zapominają, że Switch to przecież konsola hybrydowa, czyli spełnia również funkcje sprzętów przenośnych. Pod tym względem Nintendo nie ma praktycznie żadnej konkurencji.

To prawda, Switch jest słabszy niż tańsze PS4, jednak pamiętajmy, że konsola Nintendo waży mniej, ma wbudowany ekran i dwa Joy-Cony, a co za tym idzie: 3x baterie, 2x żyroskopy, 2x haptyczne wibracje, 2x nadajniki bluetooth, kamerę i pulsometr. Oczywiście nie możemy zapomnieć o najważniejszym, miniaturyzacji – mniejsze, przenośne sprzęty zawsze były droższe od wielkich, stacjonarnych pudeł. Tę zasadę obserwowaliśmy w przeszłości przy premierze innych przenośnych konsol, nawet współcześnie telefony komórkowe czy laptopy są dużo droższe od stacjonarnych komputerów.

Nie obejdzie się bez przykładów. Ostatnia przenośna konsola Sony – PS Vita – w dniu swojej premiery kosztowała 250 USD w wersji wi-fi oraz 299 USD w wersji 3G. Pamiętajmy też, że Vita nie jest hybrydowa i nie ma odczepianych padów. 3DS w momencie swojej premiery kosztował tyle, co tańsza wersja PS Vity. Ponadto Vita korzystała z okropnie drogich kart pamięci, które były wymagane do zapisywania stanu rozgrywki z gier…  A to zestawienie nie bierze nawet pod uwagę zjawiska inflacji. Żaden z tych sprzętów nie dał rady dotrzymać kroku stacjonarnym konsolom, które wówczas na rynku były już 5 lat.

Jak powyższe ceny mają się do Nintendo Switch? Standardowy, hybrydowy Switch kosztuje 299 USD, czyli tyle, co Vita w wersji 3G, natomiast cena Switcha Lite wynosi 199 USD. W porównaniu do innych konsol tego typu, Switch wcale nie jest drogi.

 


 

2. Gry są drogie!

 

Kolejnym dość istotnym głosem w Internecie jest przeświadczenie, że granie na Switchu jest drogie. To stwierdzenie jest tylko w połowie prawdziwe. Zgodzę się z opinią, że porty starych gier na Switcha są okropnie drogie. Jednak większość z tych gier to pozycje 3rd party, a co za tym idzie, to nie Nintendo ustala ich cenę, a wydawca, który wydał pieniądze na przeportowanie swojej produkcji.

Jednak od początku – przeglądając ceny gier na Nintendo Switch oraz inne konsole w popularnym sklepie Media Markt szybko dojdziemy do wniosku, że całkowicie nowe produkcje są dużo droższe na PS4 niż na Switchu – szczególnie, jeżeli wydawcą jest samo Nintendo/Conquest. Zdecydowana większość nowych gier tego typu na Switchu kosztuje 209 złotych. Większość premierowych gier na PS4 kosztuje tam 50 zł więcej, tj. 259 zł.

Myślę, że świetnym przykładem będzie tutaj porównanie dwóch nowych, ekskluzywnych IP z 2019 roku, które ukazały się w podobnym okresie.

Astral Chain na Nintendo Switch – cena premierowa – 209 zł.
Death Stranding na PS4 – cena premierowa – 259 zł.
Powyższe ceny wciąż obowiązują na stronie sklepu MM [dostęp: 25.02.2020r.].

Cena 259 zł za grę pudełkową na Nintendo Switch to naprawdę rzadkość. Używanych kopii gier na Switcha w Polsce jest stosunkowo mało, dlatego produkcje z drugiej ręki nie należą do najtańszych. Pamiętajmy, że każdy kij ma dwa końce – zawsze możemy sprzedać grę z niewielką stratą.

Jeżeli chodzi o kilkuletnie tytuły, tutaj niestety nie jest już tak kolorowo i generalnie w tym miejscu mit się potwierdza. Nintendo naprawdę rzadko obniża ceny swoich gier na stałe. W poprzedniej generacji mieliśmy serię “Nintendo Selects”, gdzie topowe produkcje od samego Big N można było kupić za cenę około 100 zł. Jest to odpowiednik Playstation Hits, który ma się niezwykle dobrze na PS4. Miejmy nadzieję, że takie rozwiązanie dotrze również na Nintendo Switch.

Podsumowując – jeżeli kupujemy gry na premierę lub mamy zamiar je odsprzedać, to wcale nie jest drożej, a często wręcz przeciwnie. Jeżeli zamierzamy kupić kilkuletnią grę i zachować ją dla siebie, to prawdopodobnie zapłacimy więcej, niż byśmy mogli.

 

 

 

 

3. Jest wyłącznie dla dzieci!

 

Trzecim zarzutem wobec Nintendo, a co za tym idzie wobec Switcha, jest uznawanie, że posiada gry tylko i wyłącznie dla dzieci. Jest to oczywiście bzdura. Możemy wymieniać tutaj gry dla starszych od samego Nintendo, takie jak Astral Chain, Bayonetta, Xenoblade, Fire Emblem, nadchodzący Metroid czy chociażby Breath of The Wild. Możemy też przypomnieć gry 3rd Party – Doom, Wolfenstein, Wiedźmin, Divinity Original Sin 2, Alien: Isolation itd. Więcej o tego typu grach znajdziecie w punkcie 6.

Jednak rozumiem, że ten zarzut dotyczy sporej części gier od samego Nintendo. Większość z nich ma przyjazną, kolorową grafikę, ale czy to znaczy, że są tylko i wyłącznie dla dzieci? Oczywiście, że nie. Są to gry familijne, przy których bawi się osoba w każdym wieku. Aby zobrazować ten problem, przenieśmy tę sytuację na kinematografię: Król Lew, Shrek, Harry Potter, Astelix i Obelix czy nawet Kevin sam w domu. Wszystkie te tytuły należą do kina familijnego, a na seansie bawią się dzieci oraz dorośli. Tutaj możemy też mówić o podwójnych standardach niektórych graczy:

“Kolorowe Ori and the Blind Forest? Super!
Crash Bandicoot? Ekstra!
Spyro? Uwielbiam!
Ratchet i Clank? Świetne!
Mario? Eee… To dla dzieci…”



W grze nie musi być flaków, krwi i seksu, żeby dojrzały odbiorca mógł czerpać z niej przyjemność. Ale nawet jeśli ktoś jest koneserem wymienionych w poprzednim akapicie tematów, Nintendo przez ostatnie lata bardzo mocno poluźniło kaganiec cenzury w temacie tego, co może pojawić się na ich konsolach. Dość zabawnym zwrotem sytuacji jest to, że np. gry wydawane na konsole Sony są często cenzurowane, a pojawiają się w pełnej (czasem lekko plugawej) krasie na “dziecinną” konsolę Nintendo. Sam CEO Niny, Shuntaro Furukawa, powiedział ostatnio, że gry wydawane na ich platformę nie będą cenzurowane, bo od ograniczania dostępu są oznaczenia wiekowe. Trudno w to uwierzyć? Poszukajcie w eShopie Omega Labyrinth Life. Na własne ryzyko.

 

4. Mała moc

 

Switch rzekomo jest cienki i ogólnie wszystko na nim klatkuje, a gry chodzą w 540p… Zanim zaczniecie głosić powyższą nowinę, przeczytajcie kilka poniższych zdań.

Tak, Switch jest słabszy niż PS4 czy Xbox One, graficznie jest gorzej, a niektóre gry faktycznie działają w 540p. Tylko że ta rozdzielczość jest podawana dla trybu handheld, czyli czegoś, czego nie oferuje PS4/Xbox One. Porównywanie małego, ergonomicznego sprzętu z dużymi, stacjonarnymi konsolami całkowicie mija się z celem. To zupełnie różne architektury, które oferują odmienne doświadczenie. 

Jeżeli rozpatrujemy Switcha w kontekście konsoli stacjonarnej – tak, jest najsłabszy – tylko dlaczego porównujemy go tylko i wyłącznie ze stacjonarnymi sprzętami?
Jeżeli rozpatrujemy go w kontekście sprzętów przenośnych, to w swojej półce cenowej po prostu nie ma konkurencji. Jest to najpotężniejsze urządzenie przenośne do gier w okolicach 1000 złotych.

Wróćmy jednak do Playstation Vita, które do dzisiaj jest uznawane za “świetny sprzęt”. Niektórzy do teraz zagrywają się na tej konsolce i bardzo ją chwalą. Korzystają nawet z funkcji remote play, gdzie streamują obraz z PS4. Tylko że… Vita oferuje ekran o maksymalnej rozdzielczości 540p, a gry na nią wcale nie wyglądają lepiej/tak samo jak na PS3. Jeżeli ktoś twierdzi inaczej, to na odświeżenie pamięci niech włączy sobie porównania graficzne z Mortal Kombat, Borderlands czy chociażby The Amazing Spider-Man. Czy to źle? Oczywiście, że nie! Mały ekran nieźle maskuje słabszą rozdzielczość i 540p często okazuje się zadowalające. Powyższy przykład miał tylko uświadomić irracjonalność wyśmiewania Switcha pod tym względem, szczególnie, że Vicie się za dokładnie te same rzeczy nie dostawało i dalej nie dostaje. W przypadku tej konsoli nie było słychać aż takiego narzekania, jak w przypadku Nintendo Switch.


 

5. Nintendo Switch Online to bezsensowna subskrypcja – szkoda pieniędzy

 

 

Nintendo wywołało niemałe poruszenie, kiedy prawie półtora roku temu zapowiedziało, że zacznie sprzedawać sieciowy abonament. Wśród entuzjastów Nintendo dało się słyszeć mało pochlebne komentarze: “Jak to, mamy płacić za to, żeby móc pogrywać w gry sieciowe?!”, “Drogo i prawie nic z tego nie ma!”. Zdziwienie fanów było zrozumiałe, bo do tej pory Nintendo tego typu praktyk nie stosowało. Niezbyt sprzyjająca opinia ciągnie się nadal za kontrowersyjnym abonamentem, ale po takim czasie można się pokusić o bardziej rzetelną analizę tego, czy to faktycznie strata pieniędzy.

 

Po pierwsze, trzeba sobie jasno powiedzieć jedno: NSO jest najtańszą usługą tego typu dostępną na konsolach. Zarówno miesięczna subskrypcja PS+ i XBOX live jest ponad 2 razy droższa niż abonament Nintendo. Cena abonamentu jest jeszcze bardziej znośna, jeśli pokusimy się o pakiet rodzinny (lub, jak to często bywa, “koleżeński”), bo spada dosłownie do kilku zł miesięcznie. Powiedzmy sobie szczerze: jeśli stać kogoś na konsolę za 1400zł, stać go prawdopodobnie też na taki abonament.

 

Co do atrakcyjności samych usług dostępnych w abonamencie, muszę przyznać, że jest to w dużej mierze sprawa zależna od personalnych preferencji. Poza oczywistą funkcją – granie online – NSO daje nam dostęp do wielu innych funkcji. Zacznijmy od rzeczy dla mnie najważniejszej: cloud saves. Moim zdaniem nawet dla samej tej funkcji warto zapisać się do abonamentu. To jedyny sposób, w jaki odzyskamy nasze bezcenne save’y w przypadku kradzieży lub awarii konsolki. Przy takiej cenie, dla mnie wybór jest jasny – traktuję abonament jako swoiste ubezpieczenie. 

 

Drugą ważną cechą jest oczywiście dostęp do gier retro. I tutaj można trochę faktycznie jest trochę niedosyt, bo przydałyby się gry np. z N64. Szczególnie pierwsze dni usługi były tu słabe, bo dostępne były tylko gry na NES. Muszę jednak przyznać, że od czasu gry pojawiły się gry na SNES, coraz częściej otwieram zawierającą je ikonkę. Gry na SNES zestarzały się całkiem nieźle, a w ofercie jest kilka prawdziwych perełek. Super Metroid, The Legend of Zelda: A Link to the Past czy Yoshi’s Island to gry, które mają za pasem dobre 20 lat, ale grywalnością biją na łeb, na szyję niejedną grę wydaną w 2020. 

 

Dość niespodziewanym plusem usługi są też specjalne oferty, które dostępne są tylko dla subskrybentów. O ile repliki padów do NESa i SNESa są fajne, ale na nie się nie skusiłem, vouchery na gry są całkiem dobrą inwestycją dla osób, które preferują kupować gry cyfrowo. Przy zakupie dwóch gier za bon możemy zaoszczędzić nawet 80 zł, co sprawia, że abonament praktycznie płaci sam za siebie.

 

 

 

6. Brak “dużych” tytułów na Switchu

 

 

Jest to jeden z najbardziej uporczywych mitów o Switchu. I mógłbym tu kłócić się, argumentować, upierać, ale dużo lepszym rozwiązaniem jest po prostu przedstawienie faktów. Poniżej znajduje się lista dostępnych gier AAA na Pstryczku wydanych przez samo Nintendo:

 

The Legend of Zelda: Breath of the Wild, Mario Kart 8, Arms, Astral Chain, Bayonetta, Bayonetta 2, Daemon X Machina, Donkey Kong Country: Tropical Freeze, Fire Emblem: Three Houses, Fire Emblem Warriors, Hyrule Warriors, The Legend of Zelda: Link’s Awakening, Luigi’s Mansion 3, Mario Tennis Aces, Pokemon: Let’s Go, Pokemon: Sword and Shield, Splatoon 2, Super Mario Maker 2, Super Mario Odyssey, Super Mario Party,Super Smash Bros Ultimate, Xenoblade Chronicles 2, Yoshi’s Crafted World.

 

Co więcej, chyba pierwszy raz od kilku generacji konsol mamy całkiem sporo “dużych” gier od innych wydawców. Często są to porty gier z innych konsol lub z PC, ale nie zmienia to faktu, że mamy do czynienia z fantastycznymi grami, nawet jeśli mają już kilka lat. Przykładów jest bardzo wiele, ale warto sprawdzić chociażby te:

 

Doom, Witcher 3, Rocket, League, Overwatch, Fortnite, Crash Bandicoot N-sane Trilogy, Diablo 3, Dark Souls Remastered, L.A. Noire, Mortal Kombat 11, Dragon Ball FighterZ, Mario + Rabbits: Kingdom Battle, Dragon Quest Builders 2, Dragon Quest XI S, The Elder Scrolls V: Skyrim, Monster Hunter Generations Ultimate, Tokyo Mirage Sessions: #FE Encore, Crash Team Racing: Nitro-Fueled, NBA 2K20, Wolfenstein II: The New Colossus, Octopath Traveller, Paladins, Metro: Redux, Marvel Ultimate Alliance 3, Alien Isolation, Assassin’s Creed 3, Assassin’s Creed: Rebel Collection.

 

Powyższe lista oczywiście nie jest kompletna, ale pokazuje, że większych gier na Switchu zupełnie nie brakuje. A wiemy już, że lecą w naszą stronę kolejne świetne tytuły, jak Doom Eternal czy Bioshock Collection. Jest na co czekać.

 

 

 

A Wy co sądzicie o Switchowych mitach? Zgadzacie się?

 


Redaktor

Zimny & Ruqer

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *